sobota, 26 grudnia 2009

moja Oaza


Moją oazą jest Bóg
On wywołuje mnie z pustyni
i szepce mi o swojej miłości
w każdym kwiatku, który dla mnie kwitnie,
w każdym drzewie, które rodzi owoce
i w każdym ptaku, który dla mnie śpiewa

Kiedy przychodzi z wieczornym wietrzykiem,
by dojrzałe łany ukołysać do snu
i kwiatom zamknąć oczy,
głaszcze mnie delikatnymi dłońmi.
W uderzeniach mego serca
odczuwam rytm Jego miłości
W dobroci i sympatii ludzkiej
odczuwam Jego miłość do mnie

Bóg jest miłością i wszystko jest darem
Każdy dar jest Bożym słowem
które mi mówi
jak bardzo On mnie kocha

(Phil Bosmans)




"Jesteśmy bowiem Jego dziełem... (Ef.2:10)"

Greckie słowo, które tłumacze oddali jako "dzieło"
to greckie "poiema", od którego pochodzi słowo poemat.

Bóg stworzył nas,
jako dzieło sztuki,
cudowne i okazałe!
Jesteśmy poematem
Bożego dzieła!

…by ta prawda
pobudzała nas do życia
w łasce dzięki, której jesteśmy zbawieni
i wierze rodzącej dobre uczynki,
do których stworzył i przeznaczył nas
nasz dobry Bóg.

Byśmy byli i żyli,
jak POEMAT!


Do "zobaczenia" w Nowym Roku!

piątek, 25 grudnia 2009

milączący mąż Ewangelii















Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Marii, zJózefem,
wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mat. 1:18).


Małżeństwo u Żydów składało się dwóch zasadniczych części: pierwsza to „kiduszin”, czyli zaręczyny (zaślubiny), oznaczały „poświęcenie”, „oddzielenie”, czyli wyznaczenie (wyodrębnienie) danej kobiety z myślą o danym mężczyźnie;
druga to „nissu’in”, czyli wprowadzenie oblubienicy do pana młodego
i zamieszkanie razem (ślub).

Zaręczyny nie były jedynie zwykłym zobowiązaniem się do przyszłego ślubu, jak to ma miejsce w kulturze europejskiej, ale prawdziwym i prawnym kontraktem ślubnym. Odpowiadały one naszemu małżeństwu formalnemu. W „kiduszin” narzeczona była traktowana, jak żona. Mogła np. otrzymać dokument rozwodowy od swego narzeczonego, a w razie jego śmierci uważano ją jako wdowę. W wypadku niewierności karana była nawet ukamienowaniem, według przepisów zapisanych w Pwt.22:22-24: Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą: młodą kobietę za to, że nie krzyczała będąc w mieście, a tego mężczyznę za to, że zadał gwałt żonie bliźniego. Usuniesz zło spośród siebie.

Przy okresie zaślubin („kaduszin”) narzeczeni pozostawali każdy przy swojej rodzinie przez pewien czas, który przeciągał się zwykle do roku, nie dłużej, jeśli narzeczona była panną; a do miesiąca, jeśli była wdową. Okres ten był przeznaczony na urządzenie nowego domu i jego wyposażenie.

Pożycie seksualne między narzeczonymi było wzbronione w tym czasie.

Wprowadzenie oblubienicy do pana młodego następowało po upływie czasu zaręczyn i polegało na uroczystym sprowadzeniu narzeczonej do domu narzeczonego.
Od tej chwili rozpoczynało się oficjalnie pożycie seksualne.

Na ogół ceremonia zaręczyn odbywała się w czasie, gdy panna osiągała wiek 12-13 lat, a czas ślubu miał miejsce rok później. Taki był prawdopodobnie wiek Marii,
gdy ukazał się jej anioł Gabriel. Miała prawdopodobnie 13, może 14 lat. W naszych czasach i w naszej kulturze to niepojęte, ale w tamtych czasach była to zupełnie normalna rzecz. Narzeczony natomiast miał zwykle 18-24 lat, i to był prawdopodobnie wiek Józefa.

I właśnie w czasie zaręczyn Maria staje się brzemienna i ten fakt uświadamia sobie Józef. Jak trudna musiała być ta sytuacja dla niego? Co on wówczas sobie myślał?
Ile musiał zadawać sobie pytań? Na żadne nie otrzymał odpowiedzi.


Nie wiemy, pozostaje to tajemnicą, czy Maria opowiedziała Józefowi o tym, że ukazał się jej anioł Gabriel i w jaki sposób stała się brzemienna. Wielce prawdopodobne, że nie bo zaraz po odwiedzinach anioła Pańskiego, który zapowiedział, że urodzi dziecko, Syna Bożego (Łuk.1:26), co miało miejsce 6 miesiąca ciąży krewnej Marii, Elżbiety, Maria wybrała się do niej (Łuk.1:36).

W łukaszowym opisie czytamy, że udała się tam z pośpiechem. Zapewne dlatego, aby się przekonać o prawdziwości słów anioła, który zwiastując jej narodzenie Jezusa, powiedział, że krewna jej Elżbieta również poczęła w swej starości syna.

Śpieszyła się, bo radość rozpierała jej serce. Wielka jest radość, gdy kobieta która przez wiele lat oczekuje bezskutecznie dziecka staje się brzemienna. Tym bardziej, że w kulturze semickiej dziecko jest potwierdzeniem błogosławieństwa Bożego. Bezdzietność natomiast uważana jest często za karę za grzech, co musiało być powodem wielu krzywdzących domysłów o Zachariaszu i Elżbiecie. Maria była krewną Elżbiety i naturalnie chciała uczestniczyć w wielkiej radości, w podeszłym już wieku swojej krewnej.
Dlatego w tym pośpiechu, mogła nic nie mówić Józefowi, tym bardziej, że jeszcze nie mieszkali pod wspólnym dachem, bo byli w okresie narzeczeństwa.

Nie mamy podane w Ewangeliach w jakim mieście zamieszkiwali Zachariasz z Elżbietą. Wiemy natomiast, że mieszkali w mieście w ziemi Judy (Łuk.1:39). Według tradycji miasto to znajdowało się około 7 km na wschód od Jerozolimy,
tam gdzie leży obecnie miasteczko Ain-Karim.

Maria więc musiała pokonać drogę z Nazaretu aż do okolic Jerozolimy, czyli aż około 150 km. Czytamy, że Maria gościła u Elżbiety około 3 miesięcy (raczej więcej niż mniej, Maria została zapewne parę dni jeszcze po narodzinach dziecka) (Łuk.1:56).
Do tych 3 miesięcy, w których Józef nie widział Marii, trzeba dodać przynajmniej kilkanaście dni, bo droga 300 km z Nazaretu do okolic Jerozolimy i z powrotem nie była krótka.

Józef zauważył prawdopodobnie, że Maria jest brzemienna dopiero wówczas, kiedy wróciła ona od Elżbiety, czyli gdzieś prawie w jej czwartym miesiącu ciąży. Gdy to spostrzegł, chciał ją potajemnie opuścić, nie chcąc sądzić ją według Prawa, na podstawie którego być może wydano by ją na śmierć poprzez ukamienowanie.

O Bożej intencji w brzemienność Marii, Józef dowiaduje się dopiero od anioła Pańskiego (Mat.1:20). To potwierdza, że od Marii Józef prawdopodobnie nic nie wiedział o jej brzemienności. Dlaczego Maria nic mu nie powiedział. Nie wiemy. Może chciała uczynić to po powrocie od Elżbiety, a Józef spostrzegł wszystko za nim mu powiedziała. Nie wiemy. To tylko spekulacje.

Jak zachowuje się jednak Józef zanim Anioł Pański wszystko mu wyjaśnia.

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (Mat. 1:19).

Józef sam dostrzegł, że jego małżonka znajduje się w ciąży. Wskazywało to więc, że Maria dopuściła się względem niego wiarołomstwa małżeńskiego, w czasie 4-miesiecznej jej nieobecności w Nazarecie.

Jak wiele Józef musiał zadawać sobie pytań: „co ja mam zrobić?”, „co się stało z Marią?”. Widział, że jest w ciąży i wiedział, że na pewno nie z nim. Nie było w nim zazdrości, ani gniewu, ale na pewno cierpiał. Może zadawał sobie pytania: „Może ktoś jej zadał gwałt? Jednak jeżeli doznała gwałtu, to przeciąż Prawo mówi, że kobieta ma być ukamienowana za to, że nie krzyczała będąc w mieście (Pwt.22:24). A może ktoś zrobił jej tą krzywdę w polu i nikt jej nie słyszał.” O tym też mówiło Prawo (Pwt.22:26). „Ale czemu Maria nic mi nie powiedziała? Czemu milczy?”
Pewnie Józef zadawał sobie te wszystkie pytania.
Czemu sam jej nie spytał? Nie wiemy.

W takiej sytuacji w jakiej znalazł się Józef, gdzie Maria o niczym go nie poinformowała, a on zobaczył, że jest w ciąży, Prawo nakazywało wręczyć wiarołomnej małżonce list rozwodowy i rozstać się z nią na zawsze (Pwt.24:1).
W ten sposób oddalił by ją i wydał na publiczne zniesławienie. Mężczyzna stawał się wówczas wolny, a kobieta nie miała już szans na kolejne wyjście za mąż. Mogłoby też dojść do kary ukamienowania, bo i również taką karę w tamtym czasie egzekwowano, o czy czytamy w Ew.Jana, który opisuje, jak przyprowadzono do Jezusa kobietę złapano na cudzołóstwie (J.8:3-11).

Józef pragnął jednak tego wszystkiego zaoszczędzić Marii, i chciał ją potajemnie opuścić, nikomu o tym nie mówiąc. Ew.Mateusz nazywa tą postawę Józefa sprawiedliwością.

Rodzi się pytanie. Dlaczego Mateusz nazywa postawę Józefa sprawiedliwością, skoro ani nie trzymał się Prawa, nie dając jej listu rozwodowego, ani z drugiej strony nie został u boku swojej przyszłej żony, którą kochał i mógł przyjąć dziecko, jako swoje. Czy opuszczając Marię chciał wziąć winę na siebie, że opuścił kobietę z którą miał dziecko, zniesławienie przyjmując na siebie?

Np. dla ówczesnego przywódcy religijnego, pierwszego z rzędu faryzeusza sprawiedliwością w postępowaniu Jozefa, byłoby gdyby wydał Marii list rozwodowy
i ją zniesławił; ponieważ milcząca tolerancja uchodzi za pochwałę zła
i współuczestnictwo z nim.

Józef jednak tego nie zrobił, zapobiegł karze Marii.
Nie chciał jej ani karać, ani nie chciał jej zniesławić.

Mateusz nazywa jego postawę sprawiedliwością, ponieważ wykazał się sprawiedliwością, która nie polega tylko na skrupulatnym przestrzeganiu Prawa, ale kieruje się przede wszystkim dobrocią Boga, która niesie ludziom z góry pochodzącą sprawiedliwość, która poprzedza miłosierdzie, nie skażoną ludzkim osądem. Józef żyje, jakby ponad Prawem.
Jan Chryzostom ładnie to skomentował w swoich rozważaniach nad Ewangelią:
„Jak słońce, które oświeca świat, jeszcze zanim wzejdzie, tak dzięki Chrystusowi ujawniła się w Józefie doskonała cnota jeszcze przed urodzeniem Chrystusa”.

Postawa Józefa zapowiada sprawiedliwość, jakiej będzie dopiero uczył sam Pan Jezus.


Sprawiedliwość, która nie polega na sądzie, a na wglądnięciu w grzech bliźniego,
i staranie się udzielenia mu pomocy. Sprawiedliwość, która nie sądzi na podstawie naszych domysłów i wyobrażeń, a szuka nie własnej woli, lecz woli Ojca w Niebie
(por. J.5:30). Sprawiedliwość, która pozostawia sprawiedliwy sąd tylko Bogu.
Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem – wobec tych słów czy ktoś odważy się trzymać w ogóle w ręce jakieś kamienie?

Jezus wówczas i dziś uniża się na ataki bezwzględnego ducha faryzejskiego osadu i pisze palcem na piasku: Ci którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody (Jer. 17:13). Łatwo jest wyciągnąć wnioski z tej lekcji, ale już w tym samym czasie przykładać te słowo do wszystkich innych, tylko nie do siebie. Paweł apostoł napisał, jeśli zaś sami siebie osądzamy, nie będziemy sądzeni. O jakże łatwo czytać. A kiedy odejdziesz od tych słów… „większość ludzi jest subiektywna w stosunku do siebie i obiektywna w stosunku do wszystkich innych; niekiedy aż za bardzo obiektywna” (Soren Kierkegaard). Łatwo jest wybrać słowo Boże, które zawsze konkretnie skierowane jest do mnie, do ciebie. Samemu stać się ptakiem wydziobującym samemu sobie Słowo Boże (por. Mat. 13:5).

Józef uniósł się nad faryzejsko-legalistycznym duchem wypełniania Zakonu, który stawiał przepisy, nakazy i zakazy ponad Boga i ponad potrzeby ludzkie.
Legalizmem wykazywali się faryzeusze, kiedy postawili Zakon nad miłość do człowieka, kiedy sprzeciwiali się np. cudom czynionym przez Jezusa w szabat.
Duch legalizmu oferuje bezwzględność dla tych, którzy żyją pod jego mocą.
Duch Chrystusa jest Duchem łaski i przebaczenia.

Józef wykroczył poza ramy myślenia tamtejszej religijności. Patrzył na człowieka,
o którym widział, że nie może być winy, ale fakty jednak temu zaprzeczały.
Nie kierował się jednak ludzką, bezwzględną i okrutną sprawiedliwością,
ale Bożą sprawiedliwością, przed która idzie miłosierdzie (por. Ps.89:15, wg BG).

Józef nie powiedział nikomu o swym podejrzeniu, nawet samej podejrzanej, lecz sprawę rozważył tylko w sobie.

Lekcja dla nas. Sprawiedliwy sąd zostawmy Bogu. Nie oceniajmy czyjegoś postępowania, nie osądzajmy czyjegoś sługi, innych wierzących; nieraz coś co wygląda w naszych oczach na zło, może być to tylko zewnętrznym pozorem, na który my patrzymy swoimi skażonymi oczami. Fakty mogą być zupełnie inne.

Nieraz nasz wyrok może być zgodny ze Słowem Bożym, ale możemy zgrzeszyć w imię prawdy. Zawzięcie udowadniając komuś np. jego złe zrozumienie jakiejś prawdy biblijnej zburzyć czyjeś złe zrozumienie i odejść, nie pozostawiając nic w zamian; zabić wiarę człowieka w Boga poprzez nieumiejętny sposób rozmowy.

Inny przykład: Tańczący król Dawid, cieszący się, jak dziecko przed Arką Boża wprowadzaną do Jeruzalem i sąd Mikal.

Ktoś kto przeżywa radość w Panu, zazwyczaj jest dla postronnego obserwatora osobą zachowującą się co najmniej w sposób dziwny. Dobrze jest uczyć się wstrzymać swój osąd. Józef nie mówił i nie myślał źle o Marii. My możemy wydać osąd na ludzi, ich życie, zachowanie, które podoba się Bogu, tylko nie mieście się w naszych wyobrażeniach służby dla Niego.
Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo (J.8:15).


Uczmy się nie mówić źle o ludziach.

Józef to człowiek milczenia. Nie znajdziemy żadnego jego słowa zapisanego w Ewangelii. Życzymy sobie w czasie świat i nowego roku wiele dobrego. Obyśmy przez cały rok zapamiętali lekcję, którą niesie nam milczący mąż Ewangelii – nie mówmy, ani nie myślmy źle o ludziach, kiedy świąteczna aureola świąt zniknie znad naszych głów.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

rada fizyka

Pracuj w duchu modlitwy.
Badaj sprawy tego świata,
jest to twoim obowiązkiem;
lecz patrz na nie jednym tylko okiem;
drugie oko powinno być cały czas
nakierowane na wieczne światło.
Słuchaj uczonych,
lecz słuchaj ich jednym tylko uchem.
Niech drugie ucho będzie ciągle gotowe
na usłyszenie słodkiej tonacji głosu
twego Niebiańskiego Przyjaciela.

Pisz jedną tylko ręką.
Drugą ręką trzymaj się szaty Boskiej jak dziecko,
które trzyma się szaty swego ojca.
Bez tego środka ostrożności
niechybnie roztrzaskasz swą głowę o kamień.
Obym ciągle pamiętał o tym,
co powiedział święty Paweł:
ci, którzy używają tego świata winni żyć tak,
jakby go nie używali.
Oby ma dusza już dziś odpoczęła zjednoczona
w ten sposób z Bogiem i Jezusem Chrystusem.

Błogosław mnie mój Boże.


(Andre Marie Ampere - francuski fizyk i matematyk,
twórca elektrodynamiki; amper - jednostka
natężenia prądu elektrycznego - pochodzi od jego nazwiska).

wtorek, 15 grudnia 2009

prezenty:)

Drodzy blogowi przyjaciele!
Wszystkich chętnych zachęcam
do napisania na mój adres mailowy

radeksiewniak@poczta.fm

informacji o chęci
pozyskania poniższych
muzyczno - poetyckich prezentów:)

Chyba dla wszystkich starczy:))

1. płyta zespołu Syloe - Psalmy przy ulicy Szerokiej

2. tomik wierszy "Liśćmi w niebie, korzeniami w ziemi"

3. kalendarza na Nowy Rok - "Przyjdź Królestwo Twoje",
z zaznaczonymi świętami biblijnymi.



Wszystko co powyżej wysyłam nieodpłatnie i świątecznie:)

Pozdrowionka:)

środa, 9 grudnia 2009

w PANU nadzieja!

Pani Ania z powodu zatrzymania pracy serca znalazła się na oddziale intensywnej terapii, gdzie przez trzy tygodnie nikt nie podjął się jej rehabilitacji.
Utrzymywana przy życiu dzięki aparaturze medycznej została więc 21 dni w bezruchu. Skutek – ogromny obrzęk i zaniki mięśni.

Po tygodniu pani Ania wraca powoli do siebie, zaczyna mówić a obrzęk powoli znika, choć z udami jest ciężko (dalej mocno obrzęknięte).
O czynnej pionizacji jeszcze nie ma mowy.

Wczoraj zaskoczyła mnie pogodnym:
„Dziękuję serdecznie panie Radku. W panu nadzieja.”

Ucieszyłem się z tego, bo smutna, zrezygnowana buzia pani Ania zaczyna się rozpogadzać. Zaczyna budzić się w niej nadzieja, że będzie jeszcze normalnie funkcjonować.

Dzisiaj natomiast udało się na przekór niedowierzaniu pielęgniarek z pionizować ją dzięki stołowi pionizacyjnemu.

Pani Ania, jeszcze o tym nie wie, ale jej rehabilitacja oprócz mojej kontroli jest jeszcze pod kontrolą Niebiańskiego Ojca. Jutro chciałbym wręczyć jej tą małą książeczkę ze słowami Autora, który jest Największym Lekarzem chorób
i ludzkich serc.

Praca w szpitalu, styczność z pacjentami z jednostkami chorobowymi, o których czasem dopiero dowiaduję się, że są – niejednokrotnie sprawia wołania mojego serca:
„Przyjdź Królestwo Twoje!”

Szczególnie boli cierpienie dzieci.


Ale nadejdzie taki czas; już nadchodzi, kiedy zostanie otarta wszelka łza, śmierci już nie będzie, cierpienia już nie będzie, ani żałoby, ani krzyku, ani trudu już nie będzie, bo to co skażone zostanie odmienione i odrodzenie nie z nasienia skazitelnego, lecz z nieskazitelnego. Wówczas wilk zamieszka z barankiem, a lew jak wół będzie jadał słomę. Dzieci będę wkładać swe ręce do kryjówek żmii. Przejrzą oczy niewidomych, a uszy głuchych się otworzą. Chromy podskoczy, jak jeleń, a język niemych radośnie wykrzyknie: „Bóg jest Wielki!” A człowiek napełni się znajomością Pana! Zostanie uczynione wszystko NOWE! Bóg poślubi szukających Go sercem przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubi lud swój przez wierność.

„Zaiste, bliskie jest Jego zbawienie dla tych, którzy się Go boją, niech chwała Jego zamieszka na całej ziemi. Miłosierdzie i prawda spotkają się ze sobą, ucałują się sprawiedliwość i pokój. Wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość wychyli się z nieba. Pan sam obdarzy szczęściem, a nasza ziemia wyda swój owoc. Sprawiedliwość pójdzie przed Nim i wyznaczać będzie drogę krokom Jego (Ps.85:10-14).”

„Ani oko nie wiedziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielki rzeczy przygotował Bóg, tym którzy Go miłują (1Kor.2:9).”

Bóg powiedział: Napisz te słowa, bo są one wiarygodne i prawdziwe!

Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy i będę Mu Bogiem, a on będzie Mi synem (Obj.21:6n).”

W ufności czekam na ten czas!
Bóg pragnie, by pani Ania czekała razem ze mną!

wtorek, 8 grudnia 2009

kontrola :)

Wracałem dzisiaj moim małym maluszkiem, wśród pieśni chwał, gdy…

- Dobry wieczór, proszę o przygotowanie: dowód rejestracyjny, aktualne ubezpieczenie pojazdu, prawo jazdy i zapraszam do naszego pojazdu.

Panowie zadziwieni byli, że jeszcze mój maluszek w ogóle się przemieszcza.
[Ja się cieszę każdego poranka, że odpala:)]

W międzyczasie, sprawdzano poziom alkoholu we krwi. Wynik badania ujemny.

Zatrzymany do kontroli cieszyłem się,
że będę mógł wręczyć im mały skarb z nie tego świata
– mały egzemplarz Nowego Przymierza.

Niestety, nazywając to prezentem panowie zgodnie stwierdzili,
że prezentów nie przyjmują, jednocześnie serdecznie dziękując.

Zapytali tylko:
- Czy jest pan księdzem?
- Szukawszy szybko zrozumiałej odpowiedzi (diakon? starszy? kaznodzieja?) odpowiedziałem:
- Nie, jestem pastorem:)

Uśmiechałem się do siebie odchodząc… Nie tak nazywa się moja posługa.


Ale zrodziła mi się właśnie refleksja z :))

Zatrzymawszy starszego zborowego panowie policjanci
na to samo pytanie mogli by zgodnie z prawdą dostać
biblijną odpowiedź:
„nie jestem księdzem, jestem biskupem.”

W Biblii zamiennie używana jest nazwa służby nauczania: starszy – diakon
(zob. Dz.A. 20:17 – 20:28; Tyt. 1:5 – 1:7).

Gdyby ktoś z protestantów zafundował taką odpowiedź
to musiałby zrobić do niezłe wrażenie:)
Może następnym razem odpowiem inaczej… i panowie jednak wezmą prezent:)

Na kanwie takiego spotkania można by wymyślić jedną
z humorystycznych opowiastek na faktach.

- Nie uwierzysz. Zatrzymałem do kontroli biskupa?
- I co w tym dziwnego?
- Ten biskup nie miał nawet trzydziestki, ale to jeszcze nic.
- ?
- Nie jechał BMW, ani Toyotą, tylko starym, zgruchotałym maluchem!

:)


pozdrowionka dla Wszystkich

piątek, 4 grudnia 2009

jawne jest światłem (Ef. 5: 12,13)


O tym bowiem,
co u nich się dzieje po kryjomu,
wstyd nawet mówić.
Natomiast wszystkie te rzeczy
piętnowane stają się jawne
dzięki światłu, bo wszystko,
co staje się jawne,
jest światłem (Ef. 5: 12,13).


Jaka jest w zasadzie różnica pomiędzy potępieniem grzechu,
a potępieniem grzesznika?
Czy to tylko kolejny frazes chrześcijański, który się głosi, a który mało kto urzeczywistnia?

Pan Jezus nauczając przypominał, to co uczył ludzi już w Prawie nadanym Izraelowi Bóg: „Będziesz miłował bliźniego, jak siebie samego (Kpł.19:18; por. Mat.22:39).”
To jest nakaz Boży. Miłować siebie. Chyba mało jest ludzi na ziemi, która nie lubi siebie lubić:)

I dlatego właśnie sami dla siebie jesteśmy przykładem, jak rozróżniać grzech od grzesznika. Kochamy siebie niezależnie od naszych potknięć i upadków; zawsze dajemy sobie kolejną szansę, zawsze walczymy na nowo o zwycięstwo w Panu! Nienawidzimy grzechu, ale siebie miłujemy.

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz.1:27).

Dziękuję Ci, że stworzyłeś mnie tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła (Ps.139:14)
– modlił się tak człowiek według serca Bożego, Dawid, świadom swej przeszłości.

Nie dla piękna słowa został napisany ten Psalm. Jesteśmy dziełem Boga Najwyższego, niepojętego w swej mocy i sile naszego Ojca, który stworzył nas w sposób cudowny, piękny i doskonały. Stworzył nas na swój obraz.
Nienawidząc (i nie lubiąc) siebie obrażamy naszego Stworzyciela!

Nie powinniśmy natomiast iść na żaden kompromis wobec grzechu. Grzech mamy nienawidzić. Ludzi mamy kochać według tej miary, jaką kochamy samych siebie. Mieć nadzieję i modlić się, tak jak modlimy się o siebie, by Bóg dał zwycięstwo nad ciążącym nam ciałem.

Potępiać grzech; łączyć napomnienie z uświadomieniem zła i zachętą do dobrego.
Wówczas grzech może stać się światłem, ale światłem ostrzegawczym, pobudzającym do nawrócenia.
„Bo wszystko co jawne staje się światłem.” Nasi pierwsi rodzice myśleli, że potrafią się ukryć przed Bogiem w krzakach i za figowym listkiem. My robimy często to samo, tyle że bardziej wymyślnie – nieraz ukrywając się za zwierzchnością wyznawanych przez się obrzędów religijnych starając się „przekupić” w ten sposób Boga do akceptacji wygodnego dla naszego „ja” życia. Mądre są słowa naszych starszych braci, Żydów, którzy przestrzegają: „Gdy człowiek powtórzy dwa razy ten sam grzech, przestaje traktować go jak grzech” (Moed-katan 27a).”
Gdy nie zareagujemy od razu na grzech, ten niby niepozorny, najmniejszy, to później może być już tylko coraz trudniej. Łatwo jest do niego zobojętnieć. Gdy raz przekroczysz swoje granice sumienia – sumienie obojętnieje. Potem już tylko wymusza za każdym razem co raz to większą ugodę, doprowadzając, że żyjemy w ślepocie na własny grzech.

„Jawne” to tyle, co zrozumiałe przez tego, które je czynił jako złe.

Kiedy popełniany grzech staje się jawny (zauważony, zrozumiały)
to sam grzech zaczyna ostrzegać. Już sama myśl o grzechu, która naradza się w grzeszącym jest światłem.

Jest droga, co komuś wydaje się słuszna, lecz są to w końcu
drogi śmierci (Przys.16:25).

Jak często zamydlamy własny grzech. Tłumaczymy obmowę, lub nazywamy ją inaczej, dla spokoju sumienia. Tłumaczy, że kopiowanie płyt muzycznych, zamiast ich kupna to nie kradzież, bo to powszechnie przyjęte w świecie. Wybielamy grzech dla nas wygodny. Jak często mówiąc o grzechu wypowiadamy tylko słowa, nie widząc skonkretyzowanych swoich słabości. Jak często słowo grzech jest tylko wypowiedzianym sloganem. Jak często tworzymy wyidealizowanych siebie przed ludźmi, nieraz i przed sobą.
Diagnoza choroby to ślepota duchowa, która jest zamknięciem się na prawdę o sobie i życiem w iluzjach. Jest brakiem zgody na swoje słabości, błędy, grzechy. To tworzenie nierealistycznego obrazu siebie. Szczególnie dostrzegalna jest wtedy, gdy np. ktoś nam mówi, że coś źle zrobiliśmy. Ciężko jest wówczas przyjąć krytykę. Mówimy: „ja?, nie, mylisz się…”, albo jak ktoś nam mówi podczas rozmowy, w której się uniesiemy: „Nie denerwuj się”. Częsta reakcja wówczas: „Przecież się nie denerwuje !!!” Łatwo zachorować na tą chorobę, kiedy ktoś wykazuje nam nasz błąd. Przejrzenie jest możliwe tylko
w spotkaniu z Jezusem.

Szaweł obrał drogę, która wydała mu się słuszna. W imię Boga zwalczał sektę tzw. nazarejczyków. Robił to z głębokiej wiary. W imię dobra imienia Najwyższego. Jednak w drodze do Damaszku Świetlista Postać ukazała mu, że zamiast dla dobra Boga, działa przeciw Niemu. Oślepł i po omacku musiał ze swoimi towarzyszami kroczyć dalej do Damaszku. Niby cel ten sam - to samo miasto, ale myśli już zgoła inne. Zwróćmy uwagę. W świetle Szawła droga jego postępowania jest słuszna. Ale gdy ukazuje się na Jego drodze Chrystus
– jest gotów ją zmienić.

„Ciekawe, że przed Tobą Nieskończenie Świętym nie wstyd mi wstydzić się za moje życie. Natomiast przebywając wśród innych podobnie przecież niedoskonałych robię wszystko aby patrzono na mnie lepszym niż jestem w istocie” – napisał T. Żółtko.

By grzech stał się jawny i zdetronizowany w naszym życiu musimy napiętnować go ogniem Bożego Słowa, przecinającego na śmierć nasze krzywe przyzwyczajenia.

Wówczas, tak, jak zapala się jedną świece od drugiej, tak zapalimy innych światłem Chrystusa (Mat.5:16).

sobota, 28 listopada 2009

piętnując nawracajcie (Ef. 5:11)


I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie tamtych! (Ef. 5:11)

Piętnować – grec. elegcho – wykazać, dowodzić, poprawiać.

Rozdzielić grzech od grzesznika – znana zasada chrześcijańska, łatwa do głoszenia, dużo cięższa do praktykowania.

Ktoś może zadać pytanie:
„a gdzie Bóg jasno mówi, by rozdzielać grzech od jego sprawcy?”

Odsyłam do słowa Tego, który trzyma siedem gwiazd w ręce, Tego, który przechodzi się wśród siedmiu świeczników. Do kościoła efeskiego powiedział: Masz tą zaletę, że nienawidzisz czynów nikolaitów, których to czynów i Ja nienawidzę (Obj.2:6).

Kim są ci nikolaici? Nie ma pewnej odpowiedzi. Możemy jedynie snuć przypuszczenia.
Greckie „nikolaites” zawiera w sobie dwa słowa: „nikao”- zwyciężać i „laos”- lud, laicy. Na podstawie etymologii „nikolaites” można wysnuć dwie tezy: pierwszą, że byli to ludzie podający się za chrześcijan, w których dominował świecki (pogański) grzeszny styl życi, którzy łaską Boga zamienili na rozpustę wyznając, że im większy grzech tym więcej Bóg udziela swej łaski (por. Juda 4; być może o nich, jako zagrożeniu dla kościoła wspomina Juda). Mówiąc o Bogu Boga mieli za nic. Pokutę zamienili w rozkoszowanie się grzechem. Prawdziwym ich bogiem była żądza ich ciała. Wykoślawili prawdę o miłującym Bogu, których kocha człowieka, ale nienawidzi grzechu i niech chce, by człowiek go akceptował. Niektórzy na postawie tej samej etymologii przypuszczają, że była to chcąca uczynić się przełożonymi kościoła efeskiego grupa ludzi tworząca hierarchię kościoła, dzieląc ludzi na klasy, siebie wyznaczając za pośredników między Bogiem a ludźmi, zamieniając Chrystusowe bycie sługą na bycie władcą (por. 1P.5:1-3; pewien argument dla tej tezy).

Powyższe i inne próby wyjaśnienia kim byli nikolaici to tylko dalsze spekulacje.

Pewne jest, ze była to bliżej nieokreślona wspólnota ludzi, których uczynki nie były owocem dla Boga, ani światłem dla ludzi i nie podobały się Chrystusowi. Jednak Jezus kieruje swój gniew nie w nich samych, ale w ich uczynki.


Biblia ukazuje „trzy kroki” zachowania się, kiedy ktoś odchodzi od Boga, albo, kiedy ktoś
w ogóle żyje poza przyjęciem Boga, jako Ojca.

1. modlitwa (1J.5:16; Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie, mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci)

– zanim postanowisz podejść do człowieka grzeszącego przynieś najpierw swoje myśli, plany przed tron Boga. Poradź się co i jak masz czynić Ojca! Nie działej pochopnie na własną rękę. Ważna jest kolejność: najpierw Bóg w modlitwie.

2. wskazanie winy (Mat.18:15-17; Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!)

– zbyt często przyśpieszamy ten proces postępowania; wybieramy własną drogę obmowy zamiast drogę rozmowy twarzą w twarz. Rozmowa za plecami nie przynosi żadnych skutków (wyjątek: rozmowa, aby wspólnie pomóc czym nakładamy na siebie odpowiedzialność przyniesienia tej pomocy), i często jest grzechem złego języka (obmowy i dalszej krzywdy zamiast pomocy).

3. sprowadzenie na dobrą drogę w duchu pokory (Gal.6:1; Bracia, a gdyby komu przydarzył się jaki upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie)

– bez pastwienia się nad czyimś upadkiem. Piętnować biblijnie to napominać kogoś z myślą, by ktoś przesunął się ku dobru i podjęcie się trudu towarzyszenia komuś w drodze naprawczej, a nie piętnowanie dla samego piętnowania (przyjemności, potrzeby wyładowanie złych emocji). Nie podeptać bezwzględnością, ale podnieść podając Chrystusową dłoń.

Nauka Jezusa pozostaje jednak trudna. Nakłada gorzki obowiązek, od którego nie można się uchylić, nad którym trzeba się pochylić, by mu sprostać.

Gdy brat twój zgrzeszy, idź upomnij go w cztery oczy.

BT dodaje, ku zrozumieniu nakazu Jezusa „przeciw tobie”. Tego dopisku nie ma jedna w kodeksie Synaickim, najstarszym rękopisie, który jest źródłem przekładów dzisiejszego Nowego Przymierza. Pan Jezus nie musiał więc mieć na myśli grzechu skonkretyzowanego w daną osobę. Raczej bardziej mowa tu o grzechu w ogóle, jako oddaleniu się od społeczności z Bogiem.

Idź upomnij go w cztery oczy.

Greka mówi o dwóch rodzajach napomnień. Słowem „elegcho”, które użyte jest w przytaczanym tekście Ewangelii mówi o upominaniu słowem, związanym z wytknięciem winy. Natomiast słowem „parakaleo” mówi o napominaniu w sensie pragnienia, by ktoś przesunął się ku dobru, stąd to słowo można tłumaczyć również, jako „pocieszać.” W listach apostolskich spotkamy słowa „napominajcie jedni drugich” i tu używane jest właśnie owo „parakaleo” przez co BT pokusza się o tłumaczenie tego zwrotu „pocieszajcie jedni drugich.”

Pamiętajmy przede wszystkim o napominaniu „parakaleo”, tzn. podjęciu trudu towarzyszenia temu, kogo napomniałem (niekoniecznie słownie), pomóc mu z powrotem przyjść do Boga, od którego odszedł. Wybrać cięższą drogę – poświecić dla kogoś swój czas, pobyć z nim, subtelnie pokazać mu samym sobą, co chciałoby się wyrzec językiem. Kiedy trzeba – użyć
w Chrystusie autorytarnego słowa.

I UWAGA!
Nade wszystko zapamiętać, by uczyć się skutecznie napomnieć samego siebie.
Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni (1Kor.11:31).

Na hipokrytów chrześcijańskich czekają słowa: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się nieprawości.”

czwartek, 19 listopada 2009

co jest miłe Panu (Ef. 5:10)


Badajcie,
co jest miłe Panu (Ef.5:10).






Badać – grec. dokimadzo – próbować, doświadczać, wybierać, poddać próbie, wybadać.

Co jest miłe Panu? Jak można badać to, co jest miłe naszemu Ojcu?

Podstawowym, pewnym, niepodważalnym źródłem rzeczy miłych naszemu Ojcu jest Jego Słowo – Biblia. Kiedy ją otwieramy, to zawsze czynimy to w obecności jej Autora.
Biblia - jedyna lektura na ziemi, której się nie tyle czyta, co SŁUCHA!

Z objawionego przez Boga słowa dowiadujemy się o Nim, jaki jest,
co lubi, a co jest Mu obrzydliwe. Bóg nasz przybył
i nie milczy (Ps.50:3) -
począwszy od Raju, w którym Adam powiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie (Rdz3:1) przez całą historię ludzkości Pan Bóg jest Tym który mówi i przekazuje swoją wolę. Stwórca jest Bogiem ukrytym (Iz.45:15), ale jednocześnie jest Będę, Który Będę, czyli Tym, który jest obecny, jest blisko i objawia się przez Słowo i Działanie. Ap.Paweł przestrzega: Dziś, jeśli głos Boga usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych. (Hebr.3:7n). Odnoszę te słowa przede wszystkim do codzienności, zwykłego odmawiania rzeczy, o które prosi mnie Bóg.

Źródłem tego co jest miłe Panu jest Biblia – objawione Słowa naszego Ojca!

Kiedyś kapłan Heli uczył swego ucznia, Samuela, jak ma się zachować, gdy zwróci się do niego Bóg. Samuel chciał się uczyć, bo słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione, i kiedy Pan Bóg po raz czwarty przemawia do niego, odpowiada: Mów, bo sługa Twój słucha (1 Sam. 3:10). Za czasów apostolskich taką postawę przyjęli bracia w Tesalonice, co było powodem radości ap.Pawła: Dlatego nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale jako to, czym jest naprawdę – jako słowo Boga, które działa w was, wierzących
(1 Tes. 2:13).


To jest to! PRZYJĘCIE SŁOWA! Aby przyjąć słowo, najpierw trzeba je usłyszeć, jeszcze wcześniej - chcieć usłyszeć. Usłyszenie głosu Pana to dopuszczenie go do swojego wnętrza i tam do jego działania – przemiany serca, dopuszczenie do siebie myśli spoza własnego świata. To autentyczne i przeżyte odkrywanie w nim treści, których celem nie są najpiękniejsza myśl czy zrozumienie najskrytszych tajemnic, lecz spotkanie z zmartwychwstałym Synem Bożym, Jezusem i poddanie się woli Niebieskiego Ojca. To życie z Nim nie tylko w niedzielnym zamyśleniu. To rzeczywistość Boga w życiu, poza imitacjami swojej duchowości. Zbyt często słowo Boga zatrzymuje się na poziomie naszego umysłu i nie jest odbierane tam gdzie być powinno – w sercu. Skutkiem tego jest poznanie woli Bożej przez Słowo, ale jej nie wypełnianie
(nie praktykowanie).

Czytanie słowa Bożego = słuchaniu. Słowo to jest bowiem żywe (Hebr. 4:12). Zapisane na stronach, ale przemawia. Zapisane jako tekst, ale nie jest tekstem. Jest Bożym Słowem powiedzianym konkretnie do każdego z nas.
I tylko podczas czytania - słuchania Pisma Świętego wyzwala się więź pomiędzy Autorem, a czytelnikiem - słuchaczem. Taka sama więź, jak w kontakcie osobistym, która pobudza do odpowiedzi na wypowiedziane słowo. Przy czytaniu innego tekstu pisanego nie ma mowy o takiej więzi. Słowo Boże jest żywe. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! (Łuk. 8:8).

Salomon, będąc młodym królem, po złożeniu tysiąca ofiar całopalnych na wyżynie w Gibeonie, usłyszał od Boga słowa, które zaważyły na dalszym jego życiu: „Proś o to, co mam ci dać.” Młody Salomon poprosił o „lew szema” (serce słuchające). Wiemy, że spodobało się Bogu, to o co poprosił i przez ten wybór stał się najmądrzejszym z ludzi. Poprosił o ten dar, jak sam uzasadnił, aby dobrze sądzić lud i rozróżniać dobro od zła. Chciał dobrze wypełniać słowo Boże, a żeby to robić trzeba go najpierw usłyszeć/słuchać. Kluczem do mądrości z nie tego świata jest SŁUCHANIE, i tego oczekuje od nas Pan.

Tymczasem my często jesteśmy zagłuszeni sprawami własnego życia. Samuel, wypowiadając: Mów, Panie, bo sługa twój słucha, po raz pierwszy spotkał się z Bogiem. Warunkiem tego spotkania było słuchanie. I tak, jak Pan wcześniej trzykroć go wołał, tak woła nas, a my często nawet nie słyszymy, zajęci naszymi własnymi sprawami.
A Pan Bóg nie narusza naszej wolności, którą nam dał i wobec tego czeka. Czeka, aż Go usłyszymy, i abyśmy przede wszystkim umilkli, bo póki ciągle gadamy, nie jesteśmy w stanie Go usłyszeć.

Przyjęcie Słowa do serca możemy rozpoznać po owocach, po myślach, które rodzą się w sercu, i które niekoniecznie są realizacją naszych pragnień, ale są czymś co uderza w nasze utarte schematy myślowe i zaczyna w nas żyć. Głos Boży to „dziwny” proces, który jak niezidentyfikowany impuls rozpoczyna penetrację naszych myśli, szukając w nich gościnnego miejsca. Często proces ten jest bardzo krótki. Tak, jak szybko i niespodziewanie się zaczyna, tak szybko znika. I musimy się wysilić i zachęcić, aby skutki tego impulsu w nas zostały. Być może wielu z nas było odbiorcą tego procesu, kiedy Słowo nagle pojawia się w naszym umyśle i przekazało, że mamy coś zrobić, czegoś się podjąć, gdzieś iść, na coś zwrócić uwagę, może kogoś odwiedzić. To Boże słowa, Jego dla nas podpowiedzi, na które musimy się wyczulić, bo łatwo jest uczynić je spamem w naszej głowie.

Potem usłyszałem głos Pana, który rzekł: Kogo poślę? I kto tam pójdzie? Tedy odpowiedziałem: Oto jestem, poślij mnie! (Iz.6:8). Tak samo pyta Bóg i dzisiaj. Pan Bóg potrzebuje osób, którzy będą Go słuchać, i którzy pójdą tam gdzie On pokaże. Pan Bóg czeka na naszą aktywność, chęć zawierzenia i współpracy z Nim.

Ześlij światłość swoją i swoją prawdę, niech one mnie prowadzą (Ps.43:3). Światło to i prawdę Pan Bóg zsyła nam
co dzień, podobnie jak promienie światła posyła przez słońce. I tak, jak możemy schować się w cieniu przed słońcem, tak możemy schować nasze głowy przed tym najbardziej subtelnym głosem Bożym.

Pan działa Duchem przez Słowa na nasze serca.

Wołaj do Mnie,
a odpowiem ci,
oznajmię ci rzeczy wielki
i niezgłębione,
jakich nie znasz (Jer.33:3).


Ojcze, przez Jezusa Chrystusa,
otwieraj nasze serca,
byśmy słyszeli i wiedzieli Twój głos,
jak w ognistym powiewie wypala nasze „ja”,
które buntuje się przeciw związaniu się z Twoim Słowem!

Badajcie co jest miłe Panu.

Miła Panu jest szczerość i szlachetność naszych uczynków,
konsekwentne i rzetelne życie w świadomości,
że jest naszym Bogiem i Ojcem, wszechmocą swoją działającym w nas.
Miła Panu jest nasza potrzeba rozmów z Nim,
nasz czas tylko dla Niego przeznaczany.
Miła Panu jest nasza aktywność,
wychodzenie naprzeciwko Jego woli, współpraca z Nim.
Miła Panu jest prawda naszego życia
– kiedy słowa harmonizują z naszym życiem,
a życie jest świadectwem słów.

Ojciec pyta swoje małe dziecko:
„Jaka jest stolica Polski?”
Chłopczyk odpowiada wraz ze zwróceniem swojej twarzy
w oblicze ojca: „Warszawa”
czekając na przytaknięcie lub sprostowanie odpowiedzi.

To jest relacja z Bogiem – żyć z twarzą zwróconą z oblicze Ojca.

Najpierw zapytaj, proszę o słowo JHWH – pochylając się nad radą króla Jozafata (2Krn.18:4) – AMEN!

czwartek, 12 listopada 2009

owoc światłości (Ef. 5:9)


Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość
i sprawiedliwość,
i prawda (Ef.5:9).


Niepojęty w swej miłości nasz Ojciec ma względem nas swój plan
- z naszego życia rodzący się OWOC.

Pod koniec swojej ziemskiej pielgrzymki, Syn Boży,
Jezus Chrystus naucza
w Ogrodzie Getsemane,
patrząc na wijące się w górę winorośla:

Ojciec mój przez to dozna chwały,
że owoc obfity przyniesiecie
i staniecie się moimi uczniami (J.15:8).


Nie wyście Mnie wybrali,
ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to,
abyście szli i owoc przynosili,
i by owoc wasz trwał
– aby Ojciec dał wam wszystko,
o cokolwiek Go poprosicie w imię moje (J.15:16).


Esencją słów Jezusa jest OWOC.

„Słuchajcie, Ja odchodzę, ale chcę abyście coś zrozumieli
i zapamiętali. Ja dalej z wami będę. Chcę od was tego,
co robiliśmy przez ostatnie 3 lata.
Chcę, abyście dalej ze Mną pracowali
i przynosili chwałę Memu i waszemu Ojcu,
byście owocowali”.

Kiedyś Pan Jezus powiedział:
Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego,
który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło (J.4:34).

Teraz te słowa chce zaszczepić w tobie i we mnie!

Pan Bóg ma zamiar względem nas.
On nas powołał do życia z Sobą i w związku z tym,
możemy zadać sobie pytanie, każdy z osobna:
„Co ja takiego mam w sobie, że On właśnie mnie wybrał?
Czemu Mu na mnie zależy?”
Nie ma innej odpowiedzi, jak ta, że jest to
Jego łaska względem wszystkich ludzi.
Miłość odwieczna względem nas!

Działaniu Boga w człowieku przyświeca cel. Wybrał nas, abyśmy przynosili owoc.

Jesteśmy bowiem Jego dziełem,
stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef.2:10).

Czyli, to że ja mogę coś w ogóle zrobić jest zasługą Boga,
który stworzył mnie do uczynku, który przygotował dla mnie,
abym go pełnił (por.Flp.2:13).

Pan Bóg uczynił to przez Syna swego, Jezusa,
który mówi do każdego:

Nie wyście mnie wybrali,
ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was
na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał.


Chciałbym zwrócić uwagę na dwa słowa z tych dwóch wersetów
„stworzeni” i „przeznaczeni”.
Jesteśmy stworzeni i przeznaczeni do uczynków, które mamy przynieść Najwyższemu.


Owoce miłe Bogu, soczyste i smaczne to:









- prawość (agathosyne – prawość serca i życia, uprzejmość, pragnienie dobra);
odnosi się do naszej postawy względem ludzi. Chrześcijanin powinien być człowiekiem nieprzeciętnym, mądrym, subtelnym i prawym.
Musi rozumieć życie. Jego cel to przyszłość.
Nie podlega „owczym pędom.” Ewangelia nie jest dla niego
tylko niedzielnym kazaniem. Chrześcijanin to świetny mąż,
pracownik, przyjaciel,
człowiek umiejący się zachować
w każdej sytuacji.

- sprawiedliwość
(dikaiosyne – wypełnienie prawa);
odnosi się do naszej postawy, relacji międzyludzkich, ale w szczególności do naszej relacji z Bogiem. Chrystusowa definicja sprawiedliwości brzmi: Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłała (J.5:30). Nie jak ja chce, ale jak Ty chcesz – droga sprawiedliwości prowadzi pod krzyż, gdzie każdy z nas może odnaleźć źródło życia czerpiąc wody żywej.

- prawda (aletheia – szczerość, prawdomówność, rzeczywistość);
odnosi się do autentycznego i szczerego oddania się Bogu na służbę.
To co robimy wyrasta z naszego pragnienia życia z Nim na co dzień, a nie że tak wypada, że w takiej rodzinie się wychowałem, w takiej społeczności zasiadam na ławce kościelnej. Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! (1J.3:18). Żyć według miłości, która wyrasta z nas, a nie z obowiązku odfajkowania dobrych uczynków. Kiedy o naszym życiu świadczy prawda, nic nie jest w stanie nam zaszkodzić, nic nie jest w stanie nas oskarżyć. Fakty mówią same za siebie. Objawiamy siebie w swoich czynach. Słowa nie są potrzebna. Liczą się tylko wtedy, gdy harmonizują z postawą i czynami. Prawda w człowieku to głos dzwonu jego serca, w którym uderza słowo przychodzące z Nieba.

czwartek, 5 listopada 2009

światłość w Panu (Ef. 5:8)


Niegdyś bowiem byliście ciemnością,
lecz teraz jesteście światłością w Panu:
postępujcie jak dzieci światłości! (Ef.5:8)


Pan Jezus też przeciwstawiał sobie światłość i ciemność:
Ja jestem światłością świata.
Kto idzie za Mną,
nie będzie chodził w ciemności,
lecz będzie miał światło życia (J.8:12).


Czym w praktyce jest światłość we mnie?
Czym jest światło życia we mnie?

Wy jesteście światłem świata…
Nie zapala się lampy
i nie umieszcza pod korcem,
ale na świeczniku,
aby świeciła wszystkim,
którzy są w domu.
Tak niech wasze światło jaśnieje
przed ludźmi…


Zapaloną świeczkę widać w ciemności.
Emituje ciepło i daje jasność.
Ważna jest kolejność:
NAJPIERW CIEPŁO, potem jasność.
Najpierw wrażliwość, zainteresowanie,
autentyczność,
a potem światło prowadzące do Ojca.

Nie może być światła bez ciepła - bez miłości.


Światłość nie jest czymś osiągalnym tylko w chwilach uniesień,
albo w chwilach kiedy mamy imię Boga na ustach.
Światłość jest sposobem życia,
gdzie konsekwentnie i rzetelnie rozwijamy nasz charakter,
emocje, myśli w stronę Nieba.
Światłość w praktyce przejawia się rozwojem,
sercem w którym mieszka Ojciec i Syn.

… aby chwalili waszego Ojca, który jest w niebie
nasze postępowanie jest obserwowane przez ludzi.
Obserwując zestawiają w swoich myślach osobę Boga z naszym postępowaniem.
Obyśmy nie byli nigdy powodem stanu,
w którym w umysłach ludzi dobre wyobrażenie o Bogu
zostanie zestawione ze złymi przykładami dzieci Bożych.

piątek, 30 października 2009

Psalm najmniejszy


Istnieć i żyć to mało
i przez nieistnienie
Jego istnienie się niechaj prześwieca
i przez życie skończone
niech prześwieca Nieskończony

Wierzę to znaczy ukrywam się w Tobie
wierzę więc w Tobie ginę
i pragnę jednego
liściem nieważnym opaść
w Otchłań Ciebie
który jesteś życiem


Anna Kamieńska

poniedziałek, 26 października 2009

błogosław duszo moja PANA

Boże, jesteś chwałą moją!
Od Ciebie pochodzi zbawienie.
Od Ciebie pochodzi życie.
Żyję z Twojej łaski Panie.

Błogosławieństwo Twoje nad wszystkimi,
którzy szukają Cię szczerym sercem.
Wysłuchujesz Boże ilekroć się Ciebie wzywa.

Wznosisz ponad mną, o Boże, światłość Twego oblicza.

Dzięki obfitej Twej łasce przychodzę
przed tron Twój,
upadam przed Twoim obliczem,
przejęty Twoją bojaźnią.
Prowadzisz mnie w swej sprawiedliwości,
na przekór mym wrogom – ciału i mocą ciemności.

Uciekam się do Ciebie i cieszę się, że jesteś moim Bogiem,
że jesteś moim Ojcem.
Ty pochwyciłeś mnie Boże przez swoje miłosierdzie,
ukochałeś mnie, kiedy ja daleko byłem od Ciebie.
Pokonałeś i pokochałeś mnie Panie,
miłością i wiernością odwieczną.

Psalm śpiewam imieniu Twemu Najwyższy!

Ty sprawiasz, że usta moje Cię wielbią.
Sprawcą jesteś mojego chcenia i działania.
Duch Twój mnie karmi i poi,
bym silny mógł deptać po całej mocy wroga;
z Duchem Twoim nic mi nie zaszkodzi.

Panie, gdy patrzę na Twoje dzieło,
niebo, drzewa, słońce, księżyc,
gwiazdy i ptactwo, które co dzień
o Tobie śpiewa,
moje serce wraz z rękami do Ciebie się wyrywa.
Chwalę Cię całym sercem,
opowiadam cudowne Twe dzieła.
Cieszę się Tobą,
o Najwyższy.
Śpiewam Ci pieśni,
Panie mój obdarzający dobrem.

Dziękuję Ci, że nawet nocą upominasz mnie sercem,
bym był Tobie miły, i byś był ze mnie dumny Ojcze.

Strzeżesz mnie, o Święty, jak źrenicy oka,
osłaniasz moje życie swoją mocą.

Kocham Cię, Boże, Mocy moja,
Ostojo moja, Skało moja,
na Tobie nie można się zawieść.
Twoja wierność jest, jak skała,
niezawodna i trwała
- chwała Ci Panie Mocy.

Niepojęty jesteś Boże,
gwiazdy stworzyłeś na niebie i każdą z nich znasz po imieniu,
i każdego z nas znasz osobiście.
O jakie to cudowne doświadczać Twej obecności.

Jesteś tarczą dla wszystkich
co u Ciebie się chronią.
Mocą przepasujesz swoje dzieci,
by w słabości ukazała się Twoja siła i potęga.
Stoisz po naszej prawicy,
z Tobą zwyciężamy.

Bądź wywyższony ponad ziemię, o Boże, godny wiecznej chwały!

Jesteś światłem i zbawieniem,
Obroną moją jesteś,
nie lękam się nikogo,
a chwałę i wielkość Twoją za stworzeniem Twoim głoszę.

Moje serce mówi:
„Ufaj Panu, ufaj Panu, ufaj Panu”
i dzięki Tobie dostaję umocnienia.

Pragnę, aby tak jak w Twoim mieszkaniu,
we mnie wszystko wołało: CHWAŁA i CZEŚĆ NAJWYŻSZEMU!

Pragnę by moje serce nie milkło,
by mój język nie milkł
- a odważnie wielbił Ciebie Stwórco,
a Ty będziesz przymnażał dostępujących zbawienia.

Chcę błogosławić Ciebie Boże w każdym czasie,
na ustach swoich mieć zawsze Twoją chwałę!
Chcę by dusza moją chlubiła się tylko Tobą.
Jak wielki jesteś Boże!
Wielki jesteś!
Twoje jest wszystko, Ty jesteś nad wszystkim,
w Tobie jest źródło mojego życia,
i dzięki Tobie widzę i słyszę Panie.
Dzięki Tobie oddycham.
Oddychać Duchem Świętym pragnę,
by przechadzał się we mnie;
by moje serce było mieszkaniem Twoim,
Twoją świątynią, Ojcze Święty.

W Tobie mam ufność wybawienia od wszystkich
moich niegodziwości.
Przygniatają mnie winy moje,
ale Ty je odpuszczasz .
Szczęśliwy kogo wybierasz i przygarniasz.
Niech pragnący Ciebie nasycają się Tobą,
milkną gdy Ty działasz,
po czym napełnieni Duchem
wykrzykują Ci chwałę Święty, Święty, Święty!

Tobie nikt nie dorówna,
cudów dokonujesz,
któż je zliczy?
Wyliczyć ich wszystkich nie można.
Jest radością moją iść za Tobą Panie,
wypełniać wolę Twoją.

SZCZĘŚLIWY ten, kto Cię poznał
i kto SZCZĘŚCIA szuka w Tobie.

Pragnę Boże Twego Królestwa,
Twego panowania nad ziemią,
i tęskni dusza moja za czasem, kiedy cała ludzkość hołd należny Ci odda.
Pragnę śpiewać Ci pieśń nową,
razem z miłującymi Cię szczerym sercem.
Królestwo Swoje stwórz we mnie,
bym mógł prorokować o czasach,
które nadejdą.
Zsyłaj swoją prawdę,
wiedź mnie swoim Słowem
na świętą Niebiańską Górę Syjon.

Wielki jesteś Boże i godzien wszelkiej chwały!
Chwała, cześć i moc Tobie!

Z porankiem chwalę Ciebie Panie,
a wieczorem dziękczynienia pieśń przynoszę Tobie Mocy moja.

Kiedy myślę o Tobie, kiedy wołam do Ciebie,
moje serce jest mocne.
Duch Twój wlewa się we mnie,
kiedy wielbię Cię w prawdzie Panie.

W Tobie mogę dokonać uczynków mocy,
bo przeogromna Twoja moc w wierzących,
na podstawie działanie Twojej potęgi i siły.
Ty działasz w nas nieskończenie więcej,
niż to co możemy pojąć, zrozumieć,
o wiele więcej niż to o co prosimy.
Chcę sięgać po moc Twojej potęgi Panie.
Uczyć się drogi Twojej,
Drogi prawdy i miłości.

Niech się radują i cieszą w Tobie
wszyscy którzy szukają Twoich dróg.
Niech zawsze mówią: „Bóg jest Wielki!”
Zaiste Ty jesteś WIELKI,
DOBRY, POTĘŻNY i MOCNY,
SPRAWIEDLIWY, MIŁOSIERNY, MĄDRY,
i nade wszystko ŚWIĘTY, ŚWIĘTY, ŚWIĘTY
jesteś JHWH!

Twoim jest dzień i noc,
Ty wszystko cudownie stworzyłeś.
Ty nad wszystkim Królujesz,
Ty JESTEŚ, KTÓRY JESTEŚ,
TY BYŁEŚ, JESTEŚ I BĘDZIESZ!

W Jezusie Chrystusie, Synu swoim ukazałeś nam Siebie Ojcze,
dzięki Jezusowie poznaliśmy Ciebie Panie,
dzięki Chrystusowi nazywamy Ciebie Ojcem.
W IMIENIU JEZUSA CHRYSTUSA
przyjmij to co z serca szczerego składają
dzieci Twoje.

Namaść oliwą DUCHA Twego
i napój spragnionych wodą żywą.

Błogosław duszo moja Pana!
Rozmyślaj o Jego potędze,
Szukaj Jego oblicza zawsze!
Szczyć się Świętym Imieniem Najwyższego!
AMEN!

czwartek, 22 października 2009

albo - albo

Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: "Zaprawdę, powiadam wam: Bogatemu trudno będzie wejść do Królestwa Niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego" (Mat.19:23n).

Jezus nie potępia bogaczy,
ale tych których mamona trzyma w niewoli.
Samo bogactwo nie jest grzechem. Grzechem jest miłość pieniędzy.
Nie chodzi o to, ile posiadam pieniędzy, ale o to, na ile pieniądze posiadają mnie. Blisko jestem tych słów przestrogi co dzień.
Trudno jest bowiem posiadać pieniądze i o nich nie myśleć.
A, UWAGA, najtrudniej jest tym, którzy mają ich niewiele!

A Jezusowa alternatywa to: albo-albo! Albo Bóg, albo pieniądze!
Miłość Boga i pieniędzy – takiej możliwości nie ma.

Pieniądz – dzisiejszy bożek, pełny przywiązania i uległości.
Współczesna droga diabła, by dopaść i zniszczyć człowieka.

W zasadzie przestroga dla bogacza jest przestrogą do każdego z nas.
Przede nami mały otwór ucha igielnego…
Rozsądek w obfitości racz nam dać Panie.

piątek, 16 października 2009

Przemiana serca


Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie (Mat.3:2).

„Nawracajcie się” – odpowiedź na to wezwanie Słowa Bożego nie polega na zmianie dwóch czy trzech uczynków, nawet nie na zmianie postawy czy zachowań, ale na zmianie wnętrza - myśli i uczuć. W nawróceniu się nie chodzi o zmianę zachowania, ale o przemianę serca.

Mogę spędzać całe życie na poznawaniu zasad, wykonywania obowiązków religijnych, biernym wygrzewaniu ławek mojego kościoła, a tak naprawdę nigdy nie poznać Boga intymnie, całym sercem.

Jezus Chrystus wypowiada twarde słowa, że pewni ludzie, którzy w swoim mniemaniu żyli pobożnie, kiedyś usłyszą od Niego: „Nigdy was nie znałem.”

Istotą nawrócenie się nie są nasze uczynki, ale bliskość z Niebiańskim Ojcem i Jego Synem, Jezusem.

Limitowany bilet do niebieskiej bramy Bożego Królestwa to życie z Bogiem na co dzień, a nie tylko od święta.

Nawrócenie to przemiana serca!

poniedziałek, 12 października 2009

Kadish dla Róży

Jan Poprawa w książce „Trzynastu poetów” pisał ,że „są artyści, którym nie trzeba sławy. Wystarcza im własny świat, albo własne spojrzenie na świat. To być może nie są artyści sławni – ale wielcy.” Tymi słowami pisał o kieleckim bardzie i poecie piosenki, Marku Terczu. Dla wielu osób słowo bard w odniesieniu do Tercza może być otoczone nutką niejasności. Ogólnie dostępna piosenka w jego wykonaniu, to chyba tylko „Dydaktyka” z płyty „Koncert Najskrytszych Marzeń”, którą zresztą już dawno nie sposób nabyć nawet w dobrych sklepach muzycznych, bo jej nakład dawno się już wyczerpał. Zarejestrowany na niej koncert z 19 lipca 1990r. z Teatru Stefana Jaracza w Olsztynie z okazji XVII Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” szybko wpadł w ręce osób wrażliwych na słowo, które wychyla się nad zwykłą codzienność.

Tercza można jeszcze usłyszeć na niektórych audycjach „Gitarą i piórem” niestety w godzinach, kiedy zazwyczaj zwykły człowiek już śpi.

Dwa lata temu w Synagodze Tempel usłyszałem nową twórczość Tercza w wykonaniu Ilony Sojdy, zwyciężczyni 41 Studenckiego Festiwalu Piosenki, „Kadisz dla Róży”. Piękny i refleksyjny spektakl muzyczny, którego w formie nagranej płyty możemy się spodziewać w przyszłym roku. Ujęła mnie w „Kadishu” aranżacja muzyczna i sam temat, jakiego dotknął Tercz. Temat ważny w naszym, co trudno się niekiedy przyznać antysemickim kraju. I dobrze, że właśnie w nurcie piosenki wrażliwej ukazano w formie odpowiedzi na słowa żydowskiego rabina Emila Fackenheim’a „nie będziesz przyznawał Hitlerowi pośmiertnych zwycięstw” temat Żydów.

„Kadish dla Róży” to muzycznie opowiedziana historia młodej żydówki, która została zamordowana w obozie zagłady Auschwitz. Zginęła śmiercią przedwczesną, nieludzką, jak sześć milionów jej sióstr i braci. Dzisiaj mogę tylko napisać, że w Polsce działały Gminy Żydowskie, istniały towarzystwa dobroczynne, sierocińce, chóry synagogalne, biblioteki, Gimnazja Hebrajskie, teatry, kluby sportowe. Centrum religijności żydowskiej mieścił się w synagogach i bożnicach. Mieścił… We wrześniu 1939r. rozpoczęła się okupacja hitlerowska w Polsce. Żydzi umierali dotykani przez głód i choroby. Jednak to co miało stać się później, nikt nie był w stanie uwierzyć. Co stało się z człowiekiem? To już nie było nawet bycie wilkiem… Serce płacze, gdy słucha opowiadań ludzi, którzy przeżyli.

Wymyślona przez Tercza Róża nie przeżyła… Nie miała szansy na miłość, przyjaźń, czy po prostu normalne życie i ludzką śmierć. Tercz głosem Sojdy pozostawia pytanie: „ Co się stało z Różą? Co się stało z Różą? Czemu Róży nie ma tu? Przecież zawsze była…” I wiele matek i wielu ojców pytało: „Co się stało z moim dzieckiem ?” nie chcąc uwierzyć w wiadomą rzeczywistość.

Dzisiaj nie minęło wcale tak wiele lat od tamtych wydarzeń. Ludzie czytają „Medaliony” Nałkowskiej. Ci sami ludzi piszą na przystankach: „Śmierć Żydom”, pryskają sprejem szubienicę z napisem „Jude”. Pytanie Tercza jest uniwersalne. Dotyczy tego co nazywamy „dzisiaj”. Co się stało z człowiekiem? Tercz ostrzega:
„Gdzie się podzieją te nasze twarze niewinne, gdzie się podzieją te nasze uśmiechy do lustra…?”
Milczenie jest mową. Gdy milczysz, kiedy naruszany jest szacunek słowa Żyd, uczestniczysz w złej rozmowie. Gdzie się podzieją nasze usta milczące…?

„Kadish dla Róży” jest wołaniem o zmiany. Wołaniem do tych, którzy bronią wartości słowa: „A poeci jak dzieci, gdzie oni są. Dlaczego dorośli na Boga. Kto teraz będzie w pieśń, niby w dzwon uderzał, uderzał na trwogę.”
To pytanie do każdego z nas. Kto uderzy na trwogę?

„Kadish dla Róży” nawiązuje do jednej z modlitw żydowskich. Kadisz (od aramejskiego kaddisz – święty) to żydowska modlitwa liturgiczna wyrażająca wiarę w jednego, niepodzielnego Boga i poddanie się Jego woli. Odmawiana jest przez żałobników za bliskich zmarłych przez jedenaście miesięcy po ich zgonie i w każdą rocznicę śmierci. Odmawiana zawsze wspólnie przez Żydów (wymagana obecność minjanu – zgromadzenia złożonego z dziesięciu Żydów płci męskiej po uroczystości bar micwa – uzyskania dorosłości, czyli powyżej trzynastego roku życia) w postawie stojącej, będąc zwrócony w kierunku wschodu (hebr. mizrach), w kierunku Jerozolimy. Jest obowiązkiem osoby, która znajduje się w żałobie po śmierci bliskiej osoby (przede wszystkim rodzica). Kadisz stała się modlitwą pogrzebową po pogromach towarzyszącym krucjatom w XIII w. Podczas niektórych świąt odmawiana jest przy akompaniamencie muzyki. Istnieje pięć różnych odmian kadiszu.
Kadisz nie zawiera żadnej wzmianki o zmarłym, ani o śmierci. Jest to modlitwa uwielbieniowa Boga, ponieważ uwielbienie Ojca wszystkich ludzi jest najlepszym pocieszeniem. Kadisz odmawiany przez żałobnika jest uznawany, jako zasługa osoby zmarłej. Dlaczego? Bo to zmarły rodzic nauczył żałobnika słów modlitwy i praw z nią związanych. Odmawianie kadiszu przez członka rodziny jest więc świadectwem tego, że rodzicom udało się wprowadzić w swoje dziecko ducha religijności żydowskiej i że udało się wychować je blisko Boga, ponieważ nie poddaje się zwątpieniu w Świętego Ojca nawet po odejściu swoich najbliższych. Wreszcie kadisz ma wspaniały sens. Wielu bowiem wpada w smutek po zmarciu bliskiej osoby. Śmierć jest niezrozumiała i zawsze zaskakuje. Jest bolesna, kiedy umiera ktoś kogo kochamy. Pozostawia pytania bez uzyskanych odpowiedzi… Ostatnie z tych pytań to: „dlaczego?” Osoba, która modli się tekstem kadisz z całego serca, wyraża wielką wiarę i zaufanie Bogu wznosząc się nad swój ból i smutek, który przeżywa. Przechodzi ze swojej życiowej tragedii w uwielbienie Boga.

Słowa Kadiszu brzmią:
„Uwielbione i poświęcone niech będzie wielkie Boże imię przez cały świat, który On stworzył zgodnie ze swoją wolą. Niechaj ustanowi On swe Królestwo za twego życia, za twoich dni i za życia całego domu Izraela, prędko i wkrótce. I powiedzcie: Amen!
Błogosławione i wychwalane, uwielbione i wywyższone, sławione i uczczone, czczone i pochwalone niech będzie imię Świętego. Niech będzie błogosławiony ponad wszystkie błogosławieństwa i hymny, chwały i pocieszenia, które kiedykolwiek został wypowiedziane na świecie. I powiedźcie: Amen! Niechaj zostanie nam udzielony obfity pokój z nieba i życie, dla nas i dla całego Izraela. I powiedźcie: Amen! Ten, który stworzył pokój na swych niebiańskich wysokościach, niechaj udzieli nam pokoju oraz całemu Izraelowi. I powiedźcie: Amen!”

Kadisz jest uwielbieniem Boga, nie żałobą.

Hołd oddany Bogu koi ból i żal i wywołuje w cierpiącym sercu ufność dla Boga, a ostatnie słowa modlitwy to poczucie obowiązku do dalszego życia w pokoju obecności Bożej.

W kościołach afroamerykańskich na uroczystościach pogrzebowych śpiewana jest pieśń „Swing Low, Sweet Chariot.” Na początku śpiewana spokojnie i bez akompaniamentu, przez jednego z uczestników ceremonii, po czym nabiera tempa, stając się coraz bardziej żywszą i radosną. Na sam koniec dochodzą głosy pozostałych uczestników ceremonii i klaskanie, a cały utwór przybiera charakter pieśni niemal tanecznej ku czci Boga i obietnicy zmartwychwstania.

Ten, który jest symbolem znoszonego cierpienia, Hiob, powiedział słowa, które zapisane są na stronach Biblii:
„Ziemio, nie zakryj mej krwi, by krzyk ukojenia nie zaznał (Hi.16:18)."
Hiob wyraża tymi słowami krzywdę, jaka mu się przydarzyła. Błaga ziemię by nie uciszyła jego wołania o sprawiedliwość. W symbolice tych słów krew zamordowanych Żydów i nie tylko, również Polaków i ludzi innych nacji – woła. Woła o pamięć. Aby jednak pamiętać, wymaga przystanąć. Pochylić się nad tym co się wydarzyło.
„Więc nie dajmy się zwariować zegarom. One nic nie mają do roboty, tylko naprzód iść, a ty czasem musisz stanąć, by policzyć kroki.”


Już niedługo „Kadish dla Róży” będzie można posłuchać na płytach CD.

Natomiast w tym tygodniu rozpoczął się 45 Studencki Festiwal Piosenki, na którym w czwartek, w Synagodze Tempel przy ulicy Miodowej o godz. 18.00. będzie można posłuchać nowego wspólnego recitalu Ilony Sojdy i Marka Tercza p.t. „Avenu Shalom.” Wstęp wolny.

Warto się wybrać.

poniedziałek, 5 października 2009

koncert w Krakowie

Tak wielu z nas chciałoby spotkać się twarzą w twarz
z Jezusem.
Porozmawiać…
Zapytać…
Położyć się na Jego piersi
jak zrobił to ap.Jan.
Poczuć się bezpiecznie,
tak blisko.

A On tak wiele razy przechodzi obok nas
w tym najmniejszym,
co "niegodny…"

Myślimy,
jak mogli ci faryzeusze
nie uwierzyć.
Przecież dokonywał takich jawnych znaków i cudów.
Ja,
ja bym na pewno uwierzył!!!
Przecież to było takie oczywiste,
że to Mesjasz, Syn Boży,
wyczekiwany Zbawiciel.
Od razu bym wybrał i pokochał...

A On za mój i Twój grzech rozłożył na krzyżu swe ręce.
Za grzech, który też krzyczał: „ukrzyżuj!”
Wybrał i pokochał
swoim życiem.

Dzisiaj
dalej
przechadza się…
Już nie po uliczkach Galilei,
a po naszych sercach
szeptając
„ktokolwiek przyjmuje jednego z tych
Mnie przyjmuje;
ktokolwiek zatrzaskuje drzwi…”


Wiele pytań zadawano Jezusowi.
O rodzaju odpowiedzi
decydowało serce.


"z czystym sercem
chciałbym
spojrzeć na Ciebie

wyciszony i duchu tak mały
zamiast krzyczeć szukać pokoju
wolny od wszelkich pragnień zuchwałych

dla prostych ludzi to proste
dla innych święte wyniosłe
dla małych to życie codzienne
dla większych to wciąż niepojęte

usłyszawszy Twój głos
tak chciałbym zaufać
rzucić w kąt niepotrzebne zmartwienia
i być dla innych i sobą być
zmienić to
co od dawna chcę zmienić"



Znaki. Zapytania.
To nasz najnowszy program,
który zaśpiewamy w sobotę w NCK-u w Krakowie.

Znaki. Zapytania,
to zwrócenie się w stronę pytań,
tych
każdego z nas.

ODPOWIEDZIĄ na każde jest JEZUS.



Może spotkam się z niektórymi z Was.
Byłoby miło
razem zaśpiewać
"W Bogu jest siła,
w Ojcu jest moc,
ja sam nic nie mam,
wychwalam Go!"



Błogosławię Was w imieniu Jezusa Chrystusa,
drodzy przyjaciele.

czwartek, 1 października 2009

w uśmiechu zbroja

„A my się znamy!”- zagadnęła mnie tydzień temu uśmiechnięta dziewczyna odbywająca praktyki lekarskie w chrzanowskim szpitalu. Po przypomnieniu mi paru faktów z liceum skojarzyłem, że byłem razem z nią w samorządzie szkolnym.

Potem spotkaliśmy się jeszcze parę razy mijając się w szpitalnych korytarzach.
Ona zawsze uśmiechnięta.

I o uśmiechu i pogodzie ducha będzie ta notka.

Natalia zaintrygowała mnie swoją otwartością, bezpośredniością i uśmiechem.
Napotykając takich ludzi zachmurzony dzień staje się pogodny.

Jerzy Liebert, poeta okresu międzywojennego w wierszu „Samotność twoją” pisał:
„W uśmiechu zbroja.”
Niektórzy ludzie mają potężną zbroję.

Uśmiech jest zaraźliwy i jest najkrótszą drogą do drugiego człowieka.
Jest subtelną informacją – „mam serce gościnne.”
„Uśmiech bogaci obdarzonego, nie zubożając dającego”- słusznie zauważył
Stapulensis Jacobus Faber, autor pierwszego przekładu Biblii na język francuski.


Pisząc tę notkę „stoi przede mną” Shelley, moja przyjaciółka z Ameryki, która obecnie ze swoim mężem Davidem podziwia dziewicze piękno Alaski, przeprowadzając się tam na nieokreślony czas w chęci szczególnego posmakowania cudowności stworzenia Najwyższego.

Parę lat temu Shelley przyjechała do Polski z celem nauczenia się języka polskiego. Dokonała tego w niecały rok. Od samego przylotu do Polski przyciągała do siebie swoją osobą. Dlaczego? Jak dotąd, nie spotkałem jeszcze tak pogodnego i wesołego człowieka. Uśmiech rzadko schodził z jej twarzy. Chodząc rozpogadzała ponury naród Polski:) Nie sposób było nie odwzajemniać zwrotnego uśmiechu. My europejczycy nie mamy chyba tak sprawnych mięśni dźwigaczy kąta ust, jak amerykanie:)
Może zbyt mało ćwiczymy?

Dostałem od Shelley małą, spontanicznie i własnoręcznie zrobioną karteczkę urodzinową.


Gesty, słowa wypowiedziane w szczególnych chwilach, czasami małe drobiazgi wręczane kiedy coś wspólnie się przeżywa – uwieczniają czas, dają życie przeszłości.

Ta karteczka przypomina moment jednej takiej chwili.


Jeden z moich przyjaciół "specjalizuje się" w uwiecznianiu takich chwil małymi prezencikami – słowami, wierszami, misiami i wszystkim tym co pamięć podtrzyma.

Uwrażliwiać się na takie piękno trzeba.


A czy Pan Jezus się uśmiechał?
Uśmiechał się, był człowiekiem pogodnego usposobienia.
Skąd to wiemy?
W żadnej bowiem z Ewangelii, ani w pozostałych pismach Nowego Przymierza
nie znajdujemy wzmianki o Jezusie uśmiechniętym.
Autorzy Ewangelii wspominają Jezusa płaczącego i smucącego się.
Jednak nikt z nich nie zaznaczył, że Jezus się uśmiechał.
Tylko św. Łukasz wspomniał, że
„rozradował się Jezus w Duchu Świętym (Łuk.10:21).”
Jezus musiał być pogodnej twarzy,
bo garnęły się do Niego dzieci,
które tulił i trzymał na swych kolanach.
Żadne dziecko nie garnie się do ponuraka.

Uśmiech jest szczególnym darem Bożym. Uśmiech daję szczęście, o którym nie można powiedzieć, że jest albo go nie ma, że straciłem szczęście.
Szczęścia się nie traci. Szczęścia się nie zyskuje. Szczęście się tworzy. Szczęście jest zależne tylko od nas samych. Drogą do szczęścia jest uśmiech.


„Radość serca wychodzi na zdrowie
duch przygnębiony wysusza kości”
– spostrzegł Salomon.

Jednak i ten Boży dar można zabrudzić, zdeptać jego czystość.
Uśmiech może być bowiem fałszywy, ironiczny, szyderczy, upokarzający, nawet wrogi.

Szukajmy uśmiechu, radości i pogody ducha Jezusa, by jak Jezus umieć się jeszcze rozradować otwierając swój pancerzyk dumy i powagi; więcej – umieć, być przygotowany by rozradować się w Duchu Świętym.


Ucz nas Panie złączenia mądrości z dziecięcym uśmiechem
(z wiekiem coraz go mniej)
i połączenia serca z rozumem.
Amen!

środa, 30 września 2009

dziękuję Ci

Dziękuję Ci po prostu za to, że jesteś
za to, że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna
za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe
za to, że jesteś tak bliski i daleki, że we wszystkim inny
za to, że jesteś odnaleziony i nie odnaleziony jeszcze
że uciekamy od Ciebie do Ciebie
za to, że nie czynimy niczego dla Ciebie, ale wszystko dzięki Tobie
Za to, że to, czego pojąć nie mogę, nie jest nigdy złudzeniem
za to, że milczysz. Tylko my - oczytani analfabeci chlapiemy językiem

Jan Twardowski

niedziela, 27 września 2009

Jom Kippur

Dzisiaj wraz z zachodem słońca rozpoczęło się święto Jom Kippur – Dzień Pojednania (zob.Kpł.16).

Jak głosi żydowska tradycja tego dnia, 10 dnia miesiąca tiszri, Mojżesz przekazał Izraelowi po raz drugi Tablice Dziesięciu Przykazań po tym, jak znowu spędził 40 dni na górze Synaj i po raz drugi przyjął Słowa Boga JHWH z najbliższej bliskości. Podobno w tym właśnie dniu Bóg przekazał Izraelowi, że wybaczył im grzech złotego cielca, a ten dzień przebaczenia nakazał święcić, jako coroczne święto – DZIEŃ POJEDNANIA.

Dzień Jom Kippur jest jedynym dniem w którym Bóg zażyczył sobie, by się umartwiać. Jedynie tego dnia Bóg nakazał pościć. „Będziecie pościć. Nie będziecie wykonywać żadnej pracy, ani tubylec, ani przybysz osiadły wśród was. Bo tego dnia będzie za was dokonywane przebłaganie, aby oczyścić was od wszystkich grzechów. Wobec Pana będziecie oczyszczenie.”

Ten dzień jest dla chrześcijan dodatkową sposobnością by w szczerości przed samym sobą przyjrzeć się swojemu życiu z Bogiem. Zobaczyć ile z tego „wszystko Ci oddaje Panie mój” faktycznie oddaję? W tym dniu warto postawić sobie pytanie: „jaki jest kształt mojego życia z Bogiem?” Swoją analizę życia możemy oprócz modlitwy, wzmocnić postem (nie tylko nie spożywaniem pokarmów).


Stoję przed Bogiem i usiłuję wznieść się do Nieba. Siła ciężkości grzechu zniewala. Ukorzenia w ziemi. Moja siła i moc jest z Ojca, a moje jest jedynie ciało, w którym „nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobrze, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i bierze mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku śmierci? Dzięki niech będą BOGU przez JEZUSA CHRYSTUSA, Pana naszego!”
Te słowa św.Pawła nie rzadko są moją rzeczywistością. Robię to czego nie chcę w stosunku do moich bliskich, w stosunku do samego siebie, wreszcie w stosunku do mojego Ojca.

Stoję na równi pochyłej. Na szczęście miłość Boża zatrzymuje mój upadek i prowadzi w przeciwną stronę. Jednak Bóg w swojej nieograniczonej miłości czeka na moją z Nim współpracę.

On obiecał:
Dam im jedno serce i wniosę nowego ducha do ich wnętrza. Z ciała ich usunę serce kamienne, a dam im serce cielesne, aby postępowali zgodnie z moimi poleceniami, strzegli nakazów moich i wypełniali je (Ez.11:19n).

To jest obietnica, ale i pewność, bo powiedziana przez Boga.

Ale, żeby uczestniczyć w tej obietnicy, musimy być aktywni w jej realizacji. Tylko na glebie naszego dążenia do nowego serca i ducha Bóg będzie wypełniał swoje obietnice. To jest warunek. Najpierw nasz krok; autentyczne pragnienie i realizacja – to otwiera Bożą ingerencję w naszym życiu.

W tej samej Księdze, czytamy słowa powiedziane od strony naszej odpowiedzialności.

Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy, któreście popełniali przeciwko Mnie, i utwórzcie sobie nowe serce i nowego ducha (Ez.18:31).

Bóg daje, ale tylko wtedy, kiedy aktywnie, jak Jakub walczymy o Jego błogosławieństwo.


Dlatego warto skorzystać ze święta Jom Kippur i wykorzystać tą biblijną chwilę na osobistą teszuwę (odnowienie, nawrócenie). Odpowiedzieć Bogu swoim życiem, jak bardzo jesteśmy z Nim związani. Odpowiedzieć przez zbadanie własnego sumienia i zniszczenie nierzadko pokonujących nas obrazów naszego „ja; rozerwać okowy swojej cielesności, przekroczyć własne ograniczenia, nazwać swój grzech przed Bogiem i zadać mu śmiertelny cios, urzeczywistnić życie do którego powołał nas Bóg.

Wszystko co mamy jest darem, ale Bóg przychylnie będzie obdarowywał nas więcej o ile zobaczy w wierze i aktywności duchowej wyciągnięte do Niego nasze ręce.

Aby żyć z Bogiem trzeba otwierać okna serca, by powiew Jego Ducha usuwał kurz utartych przyzwyczajeń naszej cielesności.

Bóg zna wszystkie nasze grzechy, ale chce abyśmy również i my je w sobie rozpoznali.

wtorek, 22 września 2009

***

I
Przyjdź Panie Jezu nasz – prosimy!
Tyle że…
nie spiesz się z tym nazbyt p r z e s a d n i e …
Wiesz…
akurat… dla przykładu… ja …
chciałbym się f a j n i e pobudować
Sam rozumiesz – przy obecnych ruchach cen
dosłownie - to ostatni dzwonek przecież…

Ach! I jeszcze nowe kombi turbo diesel…
Nie myślisz chyba
by rodzina ciągle się tak d o k o ś c i o ł a
niewygodnie przemieszczała… skrajnie…


Przyjdź Panie Jezu nasz – prosimy!
Tyle że…
daj sobie jeszcze … na wstrzymanie…
Wiesz…
gdy chodzi o mnie…
chciałbym z d ą ż y ć wybić się cokolwiek w pracy
Nie od razu… że… kariera bez pamięci…
Myślę tylko, iż po prostu mógłbym… dziesięciny o włos więcej…

Ach! I jeszcze nowe kombi turbo diesel
Paliwa dziś obłędnie drogie
Przy mych rocznych… dzikich przebiegach
koszt benzyny mnie rozłoży dokumentnie…


Przyjdź Panie Jezu nasz – prosimy!
Tyle że…
jakby rzec… zrób to Mistrzu n i e z a w c z e ś n i e
Wiesz…
dzieci małe mam… kochane…
chciałbym je wychować dobrze… dobrze wykształcić…
Cały trud pójdzie na marne
jakbyś a k u r a t w roku szkolnym…

Ach! I jeszcze nowe kombi turbo diesel
W hipermarketach moja żona…
Mały bagażnik jest tak nieporęczny
… potrzeba w domu goni potrzebę…


Przyjdź Panie Jezu nasz – prosimy!
Tyle że…
nie d z i ś… i… też… nawet nie j u t r o
Wiesz…
służba w Kościele rozpala serce
- chciałbym Lud Boży wieść wprost do Ciebie
Rozumiesz doskonale tę o d p o w i e d z i a l n o ś ć
Łatwiej dźwigać ją nie będąc… szeregowym księdzem

Ach! I jeszcze nowe kombi turbo diesel
Filiałów tyle co niedziela
To trzeba podrzucić tam… a tamto ówdzie
nie gniotąc przy tym szat… liturgicznych… świętych…


Przyjdź Panie Jezu nasz – prosimy!
Tyle że…
nie w tej d e k a d z i e … nie w następnej
Wiesz…
zwiedzanie świata marzy mi się
z Twoim s t w o r z e n i e m obcować chciałbym…
Tobie należną cześć oddawać łatwiej
Wśród zdjęć w dalekich krajach zdjętych

Ach! I jeszcze nowe kombi turbo diesel
by móc się zabrać na lotnisko
Nie zdołam wszak podróżnych waliz
autobusem zatłoczonym wiecznie…

Przyjdź Panie Jezu nasz – prosimy!
Tyle że…
daj jeszcze t u t a j pożyć w zdrowiu t r o c h ę
Wiesz…
pracowałem ciężko… uczciwie… c a ł e ż y c i e
wreszcie odpocząć chciałbym – możesz się zatrzymać?
Cichy żywot emeryta …
…parę wiosen… potem śmiało jedź z p a r u z j ą !

Ach! I jeszcze nowe kombi turbo diesel
tyle potrzeb jest na działce…
Plony zwieść… narzędzia zawieść…
W weekend wnuki… syna z synową…


II
Wiesz - Drogi Panie Jezu
- póki co - zajmij się czymś w Niebie
Właśnie kupiłem w y t ę s k n i o n e… u c i u ł a n e…
nowe kombi turbo diesel…


autor: Tomasz Żółtko

piątek, 18 września 2009

Rosz HaSzana



Dzisiaj wraz z zachodem słońca rozpoczął się Rosz HaSzana (dosł. Głowa Roku) – nowy rok wg kalendarza żydowskiego.

Rosz HaSzana obchodzony jest zupełnie inaczej niż Nowy Rok w większości współczesnych kultur. Nie jest bowiem okazją do radosnych ceremonii, alkoholu i zabawy; jest Dniem Sądu, a przygotowania do tego dnia trwają już w miesiącu poprzedzającym to święto. W miesiącu elul każdy wierzący Żyd spędza niekrótkie chwile na analizowaniu własnych uczynków, szczególnie tych złych - skierowanych przeciwko ludziom i Bogu. Natomiast samo Rosz HaSzana jest szczególną okazją do rozliczenia swojego życia i zanalizowania własnej postawy wobec Boga i ludzi. Wszystko to powinno wstrząsnąć nami i z całą wyrazistością obudzić w nas świadomość naszej grzeszności, ale i radość w Bogu, że Jego Syn Jezus Chrystus odkupił nas z przekleństwa grzechu, którą jest śmierć. Nowy Rok jest więc przychylnym czasem na uświadomienie sobie potrzeby Bożej łaski, łaski wiary, która prowadzi nas do Imienia, w którym czeka nas Życie Wieczne. Rosz HaSzana wiąże się więc z pokutą (grzech), jak i wielką radością (usprawiedliwienie w Jezusie Chrystusie).

Rosza HaSzana rozpoczyna Dziesięć Dni Pokuty, które są przygotowaniem duchowym na dzień pojednania człowieka z Bogiem - święto Jom Kippur przypadające 10 dni później. Dlatego Rosz Haszana wraz z kolejnymi ośmioma dniami i świętem Jom Kippur nazwane są 10 Dniami Pokuty (Skruchy). W czasie tych dni nastrój radości miesza się z atmosferą bojaźni i skruchy przed Bogiem.

Określenie Dni Pokuty wiąże się ściśle z samym świętem Jom Kippur (Dzień Pojednania) w którym to cały Izrael wyznawał przed Bogiem swoje grzechy i pokutował. Najwyższy kapłan wchodził w tym dniu (tylko wtedy) do miejsca najświętszego Namiotu Zgromadzenia z krwią kozła ofiarnego za grzech całego ludu izraelskiego. Tamten kozioł ofiarny na odpuszczenie grzechów Izraela był zapowiedzią Bożej ofiary za nasze grzechy, którą stał się Jezus Chrystus, który sam siebie raz na zawsze złożył jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (Hebr.7:26n). Podobnie, jak kozioł ofiarny, nasz Pan, Jezus Chrystus przelał krew za grzechy wszystkich ludzi. Tak, jak kozła przebłagalnego wyprowadzano poza obóz izraelski, tak naszego Pana wyprowadzona poza obóz – Jerozolimę, krzyżując go na miejscu zwanym Golgotą. Tak, jak podczas święta Jom Kippur „wkładano” na kozła grzechy całego Izraela, tak na Syna Bożego zostały włożony grzechy wszystkich ludzi – moje i twoje. Po co? By każdy z nas przyjąwszy prawdziwie do swojego SERCA Jezusa mógł stanąć usprawiedliwiony i czysty przed Bogiem przyjmując przez Niego życie wieczne.


W dniu Jom Kippur, kiedy kapłan wchodził do miejsca najświętszego, cały lud oczekiwał na znak, że jego ofiary i modlitwy zostały przyjęte. Wówczas lud radował się z pojednania z Bogiem. Dlatego dzień Jom Kippur w czasach Starego Przymierza był dniem sądu, stąd nazwa dni poprzedzających to święto.

Jom Kippur w swoim proroczym przesłaniu zapowiada dzień „w którym Bóg przez Jezusa Chrystusa sądzić będzie ukryte czyny ludzkie według [swojej] Ewangelii (Rzym.2:16)”.



Wracając do dzisiejszego święta, Rosz HaSzana ma swoje korzenie w Biblii. Słowo Boże nazywa ten dzień dniem dęcia w szofar (róg barani lub koźli, którego zakrzywienie ma przypominać, że człowiek powinien ugiąć się przed wolą Bożą; dęcie w szraf symbolizuje królewską władzę Boga nad całym światem, Bóg jest naszym Stwórcą i Królem; przypomina również o naszym uznaniu Boga jako naszego osobistego Króla i Zbawiciela ). Dlatego znana jest inna nazwa tego święta – Dzień Trąbienia (Li.29:1).

Prawdopodobnie Dzień Trąbienia (Jom Terua) był dniem, w którym głośnymi dźwiękami szofaru obwieszczano królewskie panowanie Boga JHWH nad swoim umiłowanym narodem, Izraelem.

„JHWH, ich Bóg, jest z nimi i dźwięk trąb Króla [teruat melech] wśród nich (4Moj.23:21).”


Dźwięk szofaru ma wstrząsnąć i przypomnieć człowiekowi, że swoim życiem już dziś staje przed najwyższym ze wszystkich sądów, sądem Boga Najwyższego. Oby dźwięk Bożego szofaru grzmiał w naszym sumieniach w chwilach, kiedy stajemy przed wyborem dobra lub zła; niech będzie dźwiękiem naszego codziennego nawrócenia. Dla kochających Boga i idących Jego drogą niech będzie dźwiękiem radości z Życia i oczekiwania na głos trąby Bożej, objawiającej moment drugiego zstąpienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa z nieba (1Tes.4:16).

Rosz HaSzana jest świętem duchowej odnowy człowieka oraz upamiętnieniem zakończenia Boskiej Kreacji, a dokładnie jej szóstego dnia, w którym stworzony został człowiek, gdyż według judaizmu właśnie dnia 1 Tiszri Bóg stworzył człowieka.

Ubiegły Rosz HaSzana uczciłem
refleksją pobytu na cmentarzu żydowskim w Częstochowie
w miłym gronie bliskich osób.
Dywany bluszczu rozpościerającego się
i okrywającego macewy i pnącego się po drzewach
przypominały o Bożej nadziei - powstaje do życia Izrael.
Bluszcz na szczytach pni drzew usychał.
Patrzyłem i wzbudziła się myśl,
- umierać, aby żyć, tracić z siebie aby zyskać siebie
gdzie w ubóstwie ducha będzie dużo miejsca dla Bożego Ducha.

Leszana towa tikatewu wetehatemu!
Obyście byli zapisani (w Księdze Życia) i opieczętowani na dobry rok!

Łaska i pokój Boży z Wami, drodzy przyjaciele doglądający słowa na haszamajim.
Amen.

czwartek, 10 września 2009

twój wybór

-odejdź ode mnie!
-a czemu ty na mnie tak krzyczysz?!

mężczyzna i kobieta
ulica długa
godzina 8.42
sobota
11 marca 2006
małżeństwa lat przebytych - 12?

przysięgali sobie tam
na ślubnym kobiercu
-będę cię kochał aż do śmierci

teraz to
aż do śmierci
jakoś nijak się ma
do ich życiowej sytuacji

a może to
aż do śmierci
to już
może umarli
chociaż żywi

...a będąc młodzi
ona marzyła o księciu z bajki
on o takiej co poniesie go w życiu do raju
wreszcie odnaleźli się
ci co byli sobie przeznaczeni
- szczęścia w miłości - im życzyli

teraz
idą i krzyczą
jakby z przymusu
się ze sobą
spotkali


-------------------------------------------------------------------------------------


A Boża pełnia partnerskiego uczucia
biegnie innymi drogami;
drogami wzajemnego stawania się
w JEDNOŚĆ,
na wzór jedności Chrystusa i Kościoła:
"jam miłego mego i ku mnie zwracają się jego myśli"

Kiedy myśli "chcę do niego należeć
i sprawić, by jego uczucia znalazły we mnie spełnienie"
stają się metodą partnerstwa po obu stronach kochających się ludzi
- rodzi się uczucie na wzór wyobrażeń naszego Ojca.


Efez. 5:21-33

Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej!
Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu,
bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała.
Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim.
Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie,
aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo,
aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany.
Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.
Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół,
bo jesteśmy członkami Jego Ciała.
Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem.
Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.
W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!

piątek, 4 września 2009

w nienawiści?



Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem (Łuk.14:26).


Wielu niepokoją te słowa. W jaki sposób mam mieć w nienawiści swoich rodziców? Nienawidzić znaczy przecież nie kochać, nie lubić, czuć do kogoś wstręt. W jaki więc sposób należy rozumieć słowa Jezusa? W jaki sposób pogodzić je z V przykazaniem z góry Synaj: „czcij twego ojca i twoją matkę…?”

Trudność czytania Nowego Przymierza sprowadza się do tego, że spisane jest po grecku, a autorzy tych ksiąg byli Żydami i myśleli po semicku. Więc słowo jest greckie, a myśl żydowska.

Pan Jezus mówił po hebrajsku, lub aramejsku. Nie mówił w grece. Zapis jego słów mamy jednak grecki. Trzeba się więc niejednokrotnie wgłębić w rozumowanie semickie, by w pełni zrozumieć piękno płynące ze słów naszego Pana. Nieraz czytając Biblię trzeba stać się po prostu Żydem, chociaż w myśleniu:)

Hebrajskie słowo „ssane” – „nienawidzić” ma dużo lżejsze zabarwienie niż nasze polskie „nienawidzić.” Znaczeniowo nie przeciwstawia się miłości.

Tora podaje, że Jakub nienawidził Leę.
A widząc Pan, że nienawidził (ssane) Liję, otworzył żywot jej; a Rachel niepłodna była (1Moj.29:31;przekład Biblii Gdańskiej),
A w jednym zdaniu wcześniej czytamy, że Jakub po prostu bardziej miłował Rachelę.
Tedy też wszedł Jakób do Racheli, i miłował Rachelę bardziej niż Liję, a służył mu jeszcze drugie siedem lat (1Moj.29:30;BG).

O podobnej sytuacji, która ułatwia zrozumienia semickiego znaczenia słowa „nienawidzić” czytamy w np. 5Moj.21:15-17 czy 22:13-17; 24:3; Sędz.15:2 – proponuję czytać w przekładzie BG, która dokładnie oddaje słowo „ssane” jako nienawidzić; w ogóle to najwierniejszy przekład Biblii, rzadko jednak używany z powodu trudności (nieraz) zrozumienia staropolskiego języka.

Czytając powyższe przykłady trudno przyznać, że można nienawidzić kobietę, za to tylko, że nie jest panną, czy ma niezbyt ładne oczy.

Kaznodzieja Salomon pisze, że nie karanie syna swego jest nienawiścią w stosunku do niego.
Kto zawściąga rózgi swej, ma w nienawiści (ssane) syna swego; ale kto go miłuje, wczas go karze (Przys.13:24;BG).

To też świadczy o innym, niż polskim zabarwieniu tego słowa.

Również stwierdzenie, że Pan Bóg nienawidził Ezawa (Mal.1:3) ozn. bardziej tyle co go „nie wybrał”, aniżeli co dosłownie nienawidził.

Pochylając się jednak obiektywnie nad słowem „ssane” trzeba zaznaczyć, że słowo to może też być nieraz używane w podobnym znaczeniu do naszego, więc nie zawsze da się tak łatwo wszystko uogólnić.

Słowo „ssane” nie da się wprost przetłumaczyć na język polski, stąd tłumacze wybrali oddanie dosłowne, której jednak w znaczeniu polskim nie oddaje w pełni myśli Jezusa i ją znacznie zniekształca.

Greka tłumaczy słowo „ssane” słowem „misos” – „mniej kogoś kochać.”

Poznając więc mniej emocjonalne zabarwienie słowa „ssane” i „misos” pozwala nam to na właściwą interpretację słów Jezusa.

Wreszcie inne słowa Jezusa, zapisane w Ewangelii wg św.Mateusza objaśniają słowa Jezusa, nad którymi się zastanawiamy.
Kto miłuje ojca albo matkę nad mię, nie jest mię godzien; a kto miłuje syna albo córkę nad mię, nie jest mię godzien (Mat.10:37;BG).

Jezus nie miał więc na myśli nienawiści w naszym aktywnym słowa tego znaczeniu. No bo, jak można nienawidzić swoją żonę i dzieci? Tu bardziej chodzi o sytuację z wyboru. Gdyby się okazało, że żona czy dzieci powstrzymują cię przed pójściem za Jezusem, to chcąc być Jego uczniem musisz jednak wybrać Jezusa. Tak, jak Jakub wybrał Rachelę, co nie znaczy, że nie kochał również Lei i jej dzieci. Można więc pójść za Jezusem wbrew rodzinie, ale mimo wszystko nadal kochać swoją rodzinę.

Najpiękniej jest jednak gdy nie trzeba wybierać pomiędzy rodziną a Jezusem, a miłość do Jezusa realizować wraz ze swoją rodziną.

Dlatego tak ważna decyzja stoi przed wieloma wierzącymi. Można łączyć się w pary z osobami niewierzącymi, co będzie niosło duże ryzyko nieszczęśliwego życia. Niekiedy zdarza się, że niewierzący nawracają się przy wierzącym. Znam takie przypadki moich przyjaciół. Takie przypadki opisuje Biblia.

Ale… to ryzyko. Zdecydowanie częściej droga za Jezusem staje się wówczas cięższa, albo po prostu zaniechana z powodu rezygnacji oddania się drugiemu człowiekowi.

Apostoł napisał twardo i mocno:
Nie sprzęgajcie się z niewierzącymi do jednego jarzma. Cóż bowiem ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światłość z ciemnością? (2Kor.6:14)

Życie na ziemi może stać się rajem, ale może też być piekłem, z naszego wyboru.