czwartek, 19 lutego 2009

kocham cieee!

- Psecytaj mi bajke – prosi mała, uśmiechnięta Debora.
- Dobrze, ale musisz usiąść wujkowi na kolanach.
- Dobze – i jeszcze bardziej, słodko się uśmiecha.
- A może spytamy Jasia, czy chciałby poczytać z nami?
Po chwili namysłu, odpowiada z jeszcze większym uśmiechem – dobze.

Początkowo Jaś wybrał zabawę samochodzikami i nie miał ochoty na wspólne czytanie, jednak po chwili namysłu dołączył do nas.

Zaczęliśmy jednak we dwoje, wujek czytał, a Deborka siedząc mu na kolanach przekładała strony książeczki. A czytaliśmy przygody Kubusia Puchatka.


…zamykam oczy. Widzę dzieci przyprowadzane do Jezusa. Trzymają mamę za nóżkę. Wychylają główkę zza kolan niepewnie. Cudowny jest widok zaciekawionego dziecka. Widzę Jezusa i dzieci, które siedzą Mu na kolanach. Widzę, jak burzy się w środku na uczniów, którzy starali się je odgonić.

Kto nie przyjmie królestwa Bożego, jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. Do takich należy bowiem królestwo Boże.

Dziwnie musieli się poczuć uczniowie. Przeświadczeni, że czynią dobrze, właśnie wtedy dowiedzieli się, że królestwo do „małych” należy. Prostota i szczerość, czystość serca. Warto czasem porozmawiać z dzieckiem, by się tego nauczyć.

Rozkochała mnie w sobie Deborka, za beztroskie po wszystkim: „kocham cieeee!”
Może Jezus też usłyszał takie słowa, gdy dzieci siedziały Mu na kolanach?
Szczere, prawdziwe, czyste kocham Cię.

Dlatego Królestwo jest tylko dla dziecięco wykrzyczanego – Kocham Cię, Boże!

3 komentarze:

  1. W takich małych dzieciach oprócz szczerości i prostoty zachwyca mnie też ich bezbronność. Gdy dziecko na jakiś czas oddala się, zajęte w swojej radosnej beztrosce zabawą, w pewnym momencie spostrzega, że nie ma przy nim ani mamy, ani taty. Wówczas wzbiera w nim strach, na policzkach pojawiają się łzy i potrzeba bliskości z rodzicem. Prawda jest taka, że bez Boga, kochanego Tatusia, sama nie potrafię żyć. Żeby wyrosnąć na dobre, mądre dziecko, potrzebuję Jego ciągłej bliskości, Jego ciepłego słowa, przytulenia. A gdy nieco zabłądzę, goniąc jakiegoś nieuchwytnego motyla, chcę czuć niepokój, łzy i tęsknotę za Nim. I pewność, że gdy zawołam "Tato, jestem tu! Przyjdź po mnie!", to usłyszy mnie, weźmie na ręce, przytuli i zabierze do domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Prawda jest taka, że bez Boga, kochanego Tatusia, sama nie potrafię żyć."

    Kiedyś wyznałem w modlitwie sobie i Panu Bogu, że jestem od Niego zależny.

    Gdy odchodzę czuję się źle. Czuję brak, nieporadność, niepewność, strach.
    Czuję złość, że odszedłem, czuję słabość.

    Nie zawsze, kiedy odejdę zbyt daleko stać mnie od razu wykrzyczeć, jak dziecko: Przyjdź Tato! Wstyd i świadomość, że kolejny raz zawiodłem domaga się czasu, by znowu spojrzeć w górę i powiedzieć kolejne – przepraszam. Oby, jak najmniej tych kolejnych i za to samo.

    Dziękuję za budujące słowo:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Prowadzę z przyjaciółką szkółki niedzielne z najmłodszą grupą dzieci w zborze i zawsze zadziwia mnie sposób ich modlenia. Kiedy one dziękują za dosłownie wszystko: za rodziców, za zabawki, za rodzeństwo, za zwierzaki, za pogodę... Masę rzeczy, o których ja bym nie pomyślała...

    Wiele mogę się od nich nauczyć, bo często zapominam, że powinnam dziękować Bogu za wszystko.

    Pozdrawiam.

    Krzyśka
    Grupa Targetowa

    OdpowiedzUsuń