poniedziałek, 2 marca 2009

adwokat ulicy

posłuchajcie

http://www.polskieradio.pl/reportaz/reportaz.asp?id=4688

6 komentarzy:

  1. Agnieszko to świadectwo przypomina, jaka jest nasza rola tu na ziemi. Pan Bóg dla każdego z nas ma plan, ale nie wykona go bez naszego czynnego w tym udziału. Przeznaczył nas do uczynków, które z góry przygotował, byśmy je pełnili (Ef.2:10).

    Boże działanie w człowieku jest różne. Nieraz działa w sposób tak mocny, że nie sposób jest Mu się oprzeć – działał tak w proroku Jeremiaszu (20:7-9), zadziałał tak w życiu Szawła przez objawienie się swojego Syna, Jezusa Chrystusa (Dz.A. 9r.). Działa też tak i dziś,na co odpowiedział bohater reportażu.

    Pan Bóg działa też w sposób bardziej subtelny. Przez ciche podpowiadanie „zrób to”. Nazywam to Bożymi podpowiedziami. Jedno z takich odczuwalnych działań naszego Ojca opisałem w czasopiśmie „Wędrówka” (przy okazji polecam to czasopismo).

    "Szedłem z moim przyjacielem przez krakowskie Planty. Kiedy przechodziliśmy obok ludzi siedzących na ławkach, zobaczyłem płaczącą dziewczynę. Przeszła przez głowę myśl: „podejdę do niej i zapytam, czy wszystko w porządku.” Podszedłem prosząc Pana Boga, aby udzielił mi swojej mocy, abym mógł jej jakoś pomóc. Spędziliśmy rozmawiając ze sobą jakieś 20 minut. Miała na imię Kinga. To była piękna rozmowa. Czułem, że błogosławiona przez Stwórcę. Rozmawialiśmy o czasie, dzięki któremu łagodzone są każde nasze rany, o prawdziwej przyjaźni, która potrafi wziąć na swoje barki problemy innych. Wreszcie o Panu Bogu, który wysłuchuje każdych naszych modlitw i pomaga. Tak, rozmowa ta była przez Niego prowadzona. Czułem to. Kinga zauważyła, że czasami jest tak, że czegoś bardzo chcemy, a wszystko się układa całkiem nie po naszej myśli. Dopiero po upływie czasu spostrzegamy, że to, co kiedyś wydawało nam się krzywdzące, stało się teraz błogosławieństwem Bożym. I dziękujemy Mu, że tak wszystkim pokierował i przepraszamy Go, że chcieliśmy w nasze życie wprowadzać swoją wolę, a nie powierzyć się Jemu. Uśmiechnęliśmy się do siebie nawzajem – i teraz tak będzie – powiedziałem.

    Łzy przestały płynąć z jej oczu. Wręczyłem jej malutki Nowy Testament, który miałem ze sobą, mówiąc, że słowa zawarte w nim mają dla mnie ogromne znaczenie i wiele razy przez nie Jezus Chrystus, mój prawdziwy Przyjaciel, wyciągał mnie z moich zmartwień.
    - Kinga, życzę ci takiego uśmiechu, jaki masz teraz przez cały czas. Aby radość na twojej twarzy nie opuszczała cię.
    - Ten uśmiech spowodowałeś swoją obecnością. Dziękuję ci za to, że przystanąłeś i spędziłeś ze mną tę chwilę czasu – powiedziała.
    Zrozumiałem wtedy, że moje podejście do niej miało głęboki sens Boży.

    Przez takie spotkania i rozmowy Pan Bóg uczy mnie, aby nie przechodzić obojętnie obok ludzi spotykanych na ulicy, spotykanych w swoim życiu. Bo jeśli kogoś zauważam, to jest to dane mi przez Boga. Mogę to zlekceważyć i pójść swoją drogą. Mogę też przystanąć, podejść, porozmawiać. Zamienić kilka słów, poświęcić kilka minut. I może przyniosę komuś ukojenie? Może przez to spotkanie przemówi do mnie Bóg? Może sam się wzbogacę? Może poczuję Jego bliskość? Może On ode mnie, od ciebie, tego wymaga? Tylko, że my w swoim zagonieniu zapominamy o istocie prawdziwego chrześcijaństwa.

    Boję się, że tylko czasami dostrzegam potrzebujących, a wokół mnie jest ich tak wiele: płaczący człowiek na ławce, samotna siostra w kościele, ubogi na ulicy, schorowany brat, któremu trudno przyjść na nabożeństwo. Kalecy, niewidomi, niesłyszący, których milczenie woła. Pobitym, leżącym na drodze do Jerycha jest każdy z nich. Kapłanem i lewitą mogę być ja, ty. Dobrymi Samarytanami możemy być my wszyscy.

    Módlmy się do naszego dobrego Ojca o dar dostrzegania, niesienia pomocy, o uczynki, które On nam podpowiada. Bo to, co czynimy dobrego, jest zawsze od Pana Boga. My tylko to usłyszeliśmy. Nie stawajmy się więc głusi na głos Boży. Wtedy staniemy się prawdziwymi naśladowcami Jezusa Chrystusa, a Bóg będzie nam w tym błogosławił.

    A nie zapominajcie o dobroczynności i pomocy wzajemnej; takie bowiem ofiary podobają się Bogu (Hebr. 13:16)."


    Pan Bóg oczekuje też na naszą gotowość i aktywność, na nasze wołanie: „Panie, posłuż się mną”. Jesteśmy pewni, że Jego wolą jest byśmy czynili Jego na ziemi DOBRO i w takich modlitwach możemy być pewni, że nas wysłucha (1J.5:14n).

    Przy naszej aktywności w szczerym oddaniu Bogu możemy WIELE. Dostaniemy nieskończenie więcej niż sobie wyobrażamy. Warunek jest jeden. Podejść do relacji z naszym Ojcem na serio, a wówczas naprawdę będziemy „solą ziemi”, która nadaje całemu temu światu smak i „przyśpiesza przyjście dnia Bożego” (2P.12), o którym modlą się wszyscy kochający Pana Boga: „PRZYJDŹ”.

    Pozdrawiam Cię serdecznie Agnieszko: )

    OdpowiedzUsuń
  2. Z początku jak słuchałam tego reportażu wydawało mi się, że chyba ktoś sobie "pofantazjował", ot reportaż, ktoś taką historyjkę wymyślił, żeby przyciągnąć słuchaczy.

    Klikam w Google "Artur Pawłowski". Jest. Street Church. Persecution. Arrested... "O, malowierna..."

    Forma tego reportażu jest nieco myląca. Za bardzo sensacyjna, a przez to dla mnie była mniej autentyczna. Cieszę się, że wysłuchałam całego reportażu. Pod koniec była rozmowa telefoniczna z Arturem Pawłowskim. Autorzy faktycznie zrobili z niego bohatera (na pewno zasłużenie), choć nie to tak do mnie przemówiło. Kiedy na koniec wypowiadał się ten wspaniały człowiek, to czułam, że jest w nim tyle pokory! i pragnienie bycia Bożym narzędziem. Forma reportażu to trochę rozmyła, skupiła się na efektach dźwiękowych, sensacji, itp., a jego wypowiedź była po prostu piękna.

    To prawda, każdy może coś dobrego wnieść na ten świat, jednych Bóg powołuje do wielkich dzieł, innych do mniejszych. Pan Bóg na pewno nikogo nie zmusza do tego. To my mamy, JA mam chcieć i pragnąć być narzędziem Jego chwały. Nie jestem w stanie uleczyć wszystkich problemów na świecie, bo to może tylko Bóg, ale mogę robić tyle ile tylko potrafię, ile On sobie życzy.

    Choć stale czuję, że za mało...

    Dziękuję za piękne i wartościowe przemyślenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję, że tak naprawdę w oczach Pana Boga wszyscy jesteśmy takimi właśnie żebrakami i bezdomnymi, jakim pomagał Artur Pawłowski, brudnymi od grzechu. I to, że Bóg do nas wyciąga rękę, chce nam pomóc, oczyścić nas z tego brudu to jest niepojęta ŁASKA! Byliśmy bez nadziei, bez szans na wyjście z takiego nędznego stanu - a Bóg nas ukochał! Dał za takich Swojego Syna. Przyodział, nakarmił i "zatrudnił" do Swego renomowanego "przedsiębiorstwa". Nas, którzy byliśmy takimi nędznikami...

    Wielbię Cię, Panie, za niepojętą Twą Łaskę! Chwała Ci za ogrom Twej miłości, kochany Ojcze!
    Ucz mnie kochać tak jak kochasz Ty!

    "Cudowna Boża łaska ta
    Zbawiła z grzechu mnie..."

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta myśl "czuję, że za mało robię, chcę więcej"
    jest chyba jedyną drogą by dwa talenty zamienić w cztery, a cztery w dziesięć. Tak naprawdę nasze dla Boga działanie nie ma granic. On może naprawdę wiele w nas. I zapewne bardzo się cieszy gdy widzi swoje dzieci proszące o więcej, wydające owoc pracy ku Jego uwielbieniu. Wówczas może być z nas dumny.

    Myśl przeciwna. "Robię wystarczająco dużo Boże dla Ciebie" jest niebezpieczna. Samo samozadowolenie jest niebezpieczne. Przypomina mi słowa Pana Jezusa z Łuk.18:9-14.

    Małe i ciche uczynki ludzi są piękne. Ważne dla Boga, bo nikt oprócz Niego o nich nie wie. Nikt w nich nie wspiera, bo o nich nie wie. I zaparcie do ich czynienia człowiek szuka tylko w Panu Bogu.
    To sprawia, że to co z pozoru jest małe jest wielkie. I dobrze, że wielkie tylko dla Boga, nie dla tego co je wykonuje. Pokora i uniżenie to Jezusowa droga.


    Dziękuję Ci nieznana przyjaciółko za szczere myśli.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  5. często słucham tego reportażu aby przypomnieć sobie jak wielki jest Bóg YHWH i Jego Syn Yahoshua.
    Pierwszy raz usłyszałem to gdy wracałem do stolicy z pobytu w domu rodzinnym.
    Artur to człowiek który z tego co słyszałem, nie ma wiele wspólnego z katolicyzmem i proestantyzmem. Z żadną religią. Tylko z samym YHWH i Jemu służy.
    Szukamy Boga w tradycji i obrzędach, w budynkach i przedmiotach, opłatkach i kielichach. A tam GO nie ma. On jest w nas i chce byśmy byli Jego narzędziami do głoszenia niezmiennej nauki Chrystusa.

    Cieszę się, że ten artykuł mogłem posłyszeć.

    Dziękuję panu reporterowi, który zaświadczył o tym wzniosłym fakcie.

    OdpowiedzUsuń