poniedziałek, 4 maja 2009

chodźcie, a zobaczycie


Szaweł, zdobywszy od przełożonych listy skazujące na więzienie wszystkich tych, którzy uwierzyli w naukę Chrystusa, zmierza szybko do Damaszku, nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Nie może się doczekać dnia przybycia do celu, a droga z Jerozolimy do Damaszku niestety daleka. Otoczony żołnierzami, idzie śpiesznie. Mijają pustynną i skalistą krainę, Itureę. Najgorsze już mają za sobą. Teraz wchodzą na piękną jak marzenie równinę rzek Abany i Parparu (dzisiejsze: Barada i Nahr el-Awadż).

Stąd tylko kilka godzin do Damaszku. Już niedaleko. Szaweł sięga pamięcią do ukamienowania Szczepana. Myśl o kolejnych wyrokach sprawia, że idzie coraz szybciej. Emocje wyzwalają coraz więcej adrenaliny, więc nie czuje zmęczenia długą podróżą. Już naprawdę blisko. W myśli Szawła już ci wszyscy ludzie... Aż tu nagle na drodze staje mu oślepiająca światłość z nieba. Oszołomieni niezwykłym zjawiskiem podróżni padają na ziemię. Wszyscy słyszą głos światłości: „Szawle, Szawle...”, lecz nikogo nie widzą. Kto mówi? Szaweł wie. Drży ze strachu. Światłość oślepia. Potem znika i światłość, i głos. Szaweł wyciąga ręce przed siebie i po omacku szuka drogi. Już mu nie śpieszno. Spotkana postać powywracała, zmieniła wszystkie jego myśli. Z prześladowcy staje się naczyniem wybranym. Cel pozostaje ten sam – Damaszek, myśli jednak już nie te. Dobrze, że są współtowarzysze podróży. Oni zaprowadzą, pomogą dojść, sami próbując zrozumieć, czego byli świadkami.

„(...) twarz umazać w pyle oślepnąć, wstać i dać się prowadzić jak ślepy Szaweł do Damaszku” (A. Kamieńska, „Przemiana”).

(...) wybrałem sobie tego człowieka jako narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów i do synów Izraela (Dz. Ap. 9:15).

Na przykładzie Szawła Biblia wskazuje, w jak nieprzypadkowy sposób Pan Bóg powołuje ludzi, aby ci wykonywali jego zamiary na ziemi. Bowiem do tego, do czego został powołany Szaweł – do bycia apostołem pogan, niesienia im ewangelii, a nie tylko im, bo i Żydom (Dz. Ap. 9:15) – został za młodu już naznaczony. Zanim pojawił się na jego drodze Jezus był do tej misji przygotowywany przez samego Najwyższego.

Posługiwał się greką i językiem aramejskim. Był Żydem ze zhellenizowanej diaspory. Oprócz tego obywatelem rzymskim, który nie ukrywał swych żydowskich korzeni, a raczej chlubił się nimi. Faryzeusz, bardzo dobrze zaznajomiony z Zakonem. Z takimi kompetencjami miał możność w sposób jak najbardziej doskonały przekazać poganom naukę Mistrza, Jezusa Chrystusa, nie zabierając przy tym nic z ważności nauk, które niosło Prawo Mojżeszowe.

Do apostoła Pawła można przypisać słowa, które Pan Bóg skierował do Jeremiasza: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię (Jer. 1:5, por. Gal. 1:15). Powołanie Jeremiasza z powołaniem Szawła wykazuje wiele podobieństw.

Obaj musieli znosić wiele cierpień z powodu głoszenia słów Bożych. Zresztą Szawłowi zostało to przepowiedziane (Dz. Ap. 9:16). Życie mogło zapewnić mu sławę, dostatek, zaszczyty. Kiedy spotkał Pana, zamienił wygodne życie w cierpienie dla Chrystusa (2 Kor. 11:23-28). Podobne udręki musiał znosić prorok Jeremiasz (Jer. 20:2; 37:15,16). Paweł musiał nieraz ukrywać się przed dawniej przychylnymi mu ludźmi, którzy teraz chcieli go zabić (Dz. Ap. 9:23, 21:23). Podobnie Jeremiasz (Jer. 38:4-6, 9). Jednak dotknięcie Boga zrobiło z nich całkiem innych ludzi. Zmieniło ich myśli, wartości, cele. Obaj byli świadomi ciążącego na nich obowiązku:

Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi bowiem gdybym nie głosił Ewangelii (1 Kor. 9:16).

Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem. I powiedziałem sobie: Nie będę go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, żarzący się w moim ciele. Czyniłem wysiłki by go stłumić, lecz nie potrafiłem (Jer. 20:8, 9).

Słowo Boże, które w nich zamieszkało, było silniejsze od nich samych. Pan Bóg przemawiał niejako z wnętrza ich własnej mowy. Mieli możliwość wypowiadania świętych słów Bożych. W powołaniu Jeremiasza ukazana jest w sposób szczególny siła Bożego działania. Zacytowane słowa świadczą o prawdziwości jego powołania. Nie głosi on bowiem tego, co sam chciałby głosić, lecz słowo Boże, często trudne, niezrozumiałe i niechciane przez niego samego, a tym bardziej przez odbiorców. Jednak w nim, w Pawle i w innych powołanych zamieszkało słowo Najwyższego, które zrobiło z nich nowych, Bożych ludzi: I wyciągnąwszy rękę, dotknął Pan moich ust i rzekł mi: „Oto kładę moje słowa w twoje usta” (Jer. 1:9).


Pan Bóg patrzy na nasze serca i powołuje nas do różnych zadań, nieraz w zaskakujący sposób. Nieprzewidywalny dla nas i być może niezrozumiały dla innych. Przykładem biblijnym jest postać Mojżesza. Wychował się na dworze egipskim. Znał dobrze faraona i skończywszy 40 lat był gotów bronić swoich rodaków przed okrucieństwem Egipcjan. Wydawałoby się, że to był najodpowiedniejszy moment dla Pana Boga, aby wykorzystać zapał Mojżesza. Mojżesz w obronie swego rodaka zabił znęcającego się nad nim strażnika. Chciał walczyć o wolność Izraela. Bóg jednak patrzył i milczał, czekał. Z powodu popełnionej zbrodni Mojżesz musiał uciekać z Egiptu do kraju Madian. Tam przez kolejne 40 lat żył na pustyni jako pasterz. Tam poślubił Seforę, która urodziła mu dwójkę pełnych pociechy dzieci – Gerszoma i Eliezera. Żyło mu się dobrze. Zajmował się stadem owiec swoich i teścia. Kiedy wracał z pastwiska czekały na niego ciepłe objęcia żony, uśmiechy dzieci. Mojżesz był szczęśliwym człowiekiem. Gdzieś tam, już coraz głębiej, była jeszcze myśl o więzionych rodakach, ale praca i kochająca rodzina skutecznie pomagały o nich zapomnieć. Czterdziestoletni zapał już dawno minął i przecież pojawiły się inne, ważniejsze rzeczy na głowie. Życie Mojżesza było takie jak sobie wyśnił – dzieci podrastają, a on się w spokoju starzeje. I wtedy odzywa się milczący dotąd Bóg. Ale to przecież już nie ten dawny Mojżesz. Teraz ma 80 lat, żonę, dzieci. Spełnia obowiązki ojca, a Pan Bóg teraz o nim sobie przypomina. Mojżesz się wymawia. Udaje, że nie słyszy słów: „Pójdziesz do Egiptu”. Ma nadzieję, że uda mu się przekonać Pana Boga, że on się do tego po prostu już nie nadaje. Jednak nic z tego. Mojżesz został bowiem wybrany, kiedy się urodził. Znałem cię, nim przyszedłeś na świat. Dziwne postępowanie Pana. Kiedy Mojżesz – jak się wydaje – jest gotowy do ochoczego spełnienia woli Pana, On milczy. Kiedy się zestarzał i nie chce – Pan go powołuje. Widocznie Mojżesz musiał dożyć osiemdziesiątki, aby stać się narzędziem, którym posłuży się Bóg. Gdy teraz czytamy tę historię, łatwo jest nam wysunąć taki wniosek. Mojżesz miał o wiele trudniej. Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi (Rzym. 11:33).

Bóg jest garncarzem (Iz.64:7). On kształtuje nas na swoje naczynie, zgodne z Jego wolą. Mojżesza kształtował 40 lat. Tyle musiało minąć czasu, aby został naczyniem, które gotowe było wyzwolić naród żydowski. Nie było tych lat 39 - bo było by ich zbyt mało, nie było 41 - bo było by ich zbyt dużo. Było lat 40 - tyle ile przewidział Bóg, aby Mojżesz mógł sprostać Jego posłannictwu. Tyle Mojżesz musiał żyć w przeświadczeniu, że Bóg o nim zapomniał. A to tylko po to, aby wypróżnił się on z mocy swojego "ja", i zobaczył swoją moc tylko w Bogu. Nie w sile swoich rąk, które zabiły Egipcjanina (Wj.2:11n), a w sile rąk Boga Najwyższego.

Tak samo, jak Mojżesza Bóg kształtuje nas. On dla każdego życia ma PLAN. I tylko On wie, co nam trzeba, by nas do niego przygotować (Iz.45:9-11). Wielu jest powołanych według Bożego zamysłu, ale niewielu jest wybranych. Zamiast stanąć w obliczy ognistych Pańskich prób, większość z ludzi rezygnuje w przeświadczeniu, że Bóg o nich zapomniał. Natomiast przez próby i doświadczenia zostaje kształtowane naczynie-człowiek przez które Bóg może działać i osiągać swój cel.

Bóg wyrabia nas do całkowitego posłuszeństwa. Przez to każda nasza myśl, postawa, każde uczucie i nasze cele muszą zostać sprawdzone i skonfrontowane z Bożą myślą. Naczynie musi zostać złamane i na nowo kształtowane. Bóg dopuści wszystkie rozdzierające nasze serca pomyłki, aby nas oczyścić z każdej niewłaściwej postawy i naszego "ego". W miejsce "ja" stawia Siebie. Nasze "ja" musi umrzeć, a to jest zawsze bolesne. Naczynie musi zostać doprowadzone do całkowitej bezradności, po to by zaufało tylko Najwyższemu.

Tak Pan Bóg kształcił Mojżesza. Tak kształci nas. Nierzadko przez ból, który rodzi nas na wzór Jego serca.

Historia Mojżesza ukazuje, jak sam Pan Bóg wybiera i powołuje ludzi. Czasami Jego wybory są trudne do pojęcia dla nas samych. Nieraz Bóg nam coś zabiera, byśmy bez tego mogli stać się bardziej Mu posłuszni. Ciężko to zrozumieć. Dopiero z czasem jest łatwiej. Dopiero...

Patrzę na powoływanych przez Boga ludzi i widzę, że kiedy On powołuje, to mówi, aby iść, zostawić wszystko i pójść. Słowo „idź” powtarza się prawie we wszystkich miejscach związanych z powołaniem. Do Abrahama Pan Bóg mówi: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę, do Mojżesza: Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu; do Jeremiasza: Idź i głoś publicznie w Jerozolimie; do Szawła: Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą co masz czynić.

Tak i my musimy iść ku naszemu dobremu Ojcu. Iść, aby móc owocować. Być w ciągłej drodze, trudząc się nad zdobywaniem doskonałości (2 Kor. 13:11), przyjmując Jego nas formowanie na naczynie do zaszczytnych celów (2Tym,2:20). Iść ku zbawieniu, na które składa się łaska udzielana nam przez Stwórcę, ale przede wszystkim nasza na nią odpowiedź. Iść ku lepszej, nie poznanej jeszcze przez nikogo niebieskiej ojczyźnie (Hebr. 11:16, Filip 3:20).

Patrzę na słowa, które mówił Pan Jezus: dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze. A kiedy indziej: bo wiem, skąd przyszedłem i dokąd idę. Apostoł Jan, najdokładniejszy z ewangelistów, dodaje: od Boga wyszedł i do Boga idzie. Trzy zdania, które zataczają koło i łączą się w piękne znaczenie. We wspaniałe motto, o którym winien pamiętać każdy z nas. Byle być w drodze do Boga. Istota wszystkiego. I dobrze tam iść z Jezusem, tak jak uczniowie, którzy podeszli kiedyś do Niego z pytaniem: ">Rabbi! Gdzie mieszkasz? A On im odpowiedział: Chodźcie, a zobaczycie. Zaprosił ich do Swojego życia. Zaprosił ich do wspólnej wędrówki do Najwyższego.

Jezus zaprasza i dziś: Chodźcie, a zobaczycie. W Nim bierze początek nasze powołanie i w Nim nasze powołanie się kończy.
Decydując się zawierzmy Bogu. Jego drogi mogą być niezrozumiałe, ale zawsze błogosławione, niosące plon sprawiedliwości i życie w Jego chwale.

Amen.

9 komentarzy:

  1. wybrałam drogę
    wąską krętą
    szłam długo
    choć nie zaszło
    nawet słońce
    kurz osiadł
    na mej twarzy
    moje poranione
    stopy domagały
    się odpoczynku...
    wtedy przyszedłeś
    i wziąłeś mnie
    na ręce...

    Gdy otwieramy Jezusowi serce, On zatroszczy się o nie. Panie przydaj nam odwagi i wiary byśmy wiernie szli za Tobą. Do kogo możemy iść jeśli nie do Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  2. "Do kogo możemy iść jeśli nie do Ciebie?"

    Zapytał kiedyś również Szymon Piotr:
    "Panie, do kogóż pójdziemy?"
    ale
    dodał coś więcej.
    "Ty masz słowa życia wiecznego."

    Kiedy słowo Jezusa przechadza się po naszym sercu, czyniąc w nim czystki i miejsce dla Bożego ducha
    - żyjemy poza tym światem.
    Już dziś życiem wiecznym.

    dziękuję za piękne słowo

    OdpowiedzUsuń
  3. KTO jeśli nie JA, KIEDY jeśli nie TERAZ..

    OdpowiedzUsuń
  4. Często mówi się, by nie mieć kontaktu z tym, co `nieczyste`, ze światem, a przecież Bóg tak umiłował świat, że dał Swojego Syna, aby KAŻDY, kto w Niego UWIERZY, nie zginął, ale miał życie wieczne... Muszę pamiętać, że Jezus zapraszał ludzi do życia z Nim, przebywał z Nimi i po prostu mówił im o Bogu, Jego Królestwie i Miłości. Potrzeba mi Bożej otwartości na drugiego człowieka, tak by go kochać, a nie szufladkować w kategorii: wierzący lub niewierzący, zły czy dobry. Bóg tak nie patrzy, umiłował świat, nienawidzi grzechu. Też bym tak chciała :) dziękuję Bogu za Twoje myśli, wciąż formuje Swoje naczynia, niech będzie Mu za to chwała!

    OdpowiedzUsuń
  5. http://www.youtube.com/watch?v=K1xov_2Lqaw

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo jest różnica między światem, a tym co jest w świecie. Bóg stworzył świat i nazwał to co stworzył, że jest bardzo dobre. Stworzył też człowieka z wolną wolą.

    Świat sam w sobie jest piękny. Człowiek w swej istocie jest piękny, ale często duszący w sobie obraz Boga. Pięknem jest wyciągnąć to co dobre w nim na wierzch.

    To nie świat sam w sobie jest zły, ale to co jest na świecie.

    Są rzeczy w świecie, które pochodzą od Boga - ogólnie mówiąc miłość, która jest powodem wszelkiego dobra.

    Są też rzeczy w świecie, które nie pochodzą od Boga, a które pochodzą od samego świata, powstałe z myśli staczającego się do zła człowieka, a to jest cytując św.Jana: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia. To jest korzeń wszelkiego zła. To jest korzeń każdego odstępstwa od Boga.

    Tego Bóg nienawidzi.
    Człowiek obdarzony Duchem Świętym,
    który przenika głębokości Boga samego,
    jak duch człowieczy przenika głębokości
    człowieka wie co Bogu miłe, a co ohydne.

    Stąd chęć unikania tego co złe,
    pamiętając, że przede wszystkim w sobie.

    To co złe w bliźnim,
    należy starać się naprawiać
    mocą Bożego słowa
    siać, podlewać
    i modlić się by Bóg dał wzrost.

    Wystrzegać nieczystości trzeba się w sobie.

    Złych uczynków nienawidzić,
    a samego bliźniego,
    jak uczył Jezus
    "leczyć tych, co się źle mają."

    Teoria jest łatwa.
    Praktyka wymaga działania w mocy Boga Najwyższego,
    co daj Boże.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Zostań z Bogiem!

    OdpowiedzUsuń
  7. p.s.
    byłbym rad,
    jakbyś przetłumaczyła
    podesłaną pieśń You are the answer
    na polski.

    :) z góry dzięki
    anonimowa przyjaciółko

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś rozwiązaniem, gdy wszystko idzie źle.
    Patrzę na Ciebie i jestem bezpieczny w Twoich rękach.
    Co wieczór w TV widzę świat bez Twojej miłości, bez pokoju. To sprawia, że patrzę na Ciebie,
    jesteś odpowiedzią.

    Wiem, że słyszysz mnie Panie
    i modlę się byś uzdrowił mój świat.

    Ty sprawiasz, że jestem silny, kiedy jestem za Tobą.
    Ty sprawiasz, że jestem silny, kiedy podążam za prawdą.
    Nigdy się nie cofnę, nie poddam się, żyjąc dla Ciebie.

    Jezu, przyszedłeś nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, by mogli zobaczyć, poznać Twoją miłość, Panie.

    Ja chcę żyć, ja chcę być jak Ty.
    Dawać szanse, mówić światu wszystko o Twojej miłości.
    Jesteś odpowiedzią.

    Ty sprawiasz, że jestem silny, kiedy jestem za Tobą.
    Ty sprawiasz, że jestem silny, kiedy podążam za prawdą.
    Nigdy się nie cofnę, nie poddam się, żyjąc dla Ciebie.

    Jesteś odpowiedzią...
    Otwórz moje oczy.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :) dziękuję

    Przychodzą mi teraz na usta słowa pieśni
    "Otwórz me oczy, o Panie.
    Otwórz me oczy i serce.
    Chcę wiedzieć Ciebie."

    Pierwszy raz usłyszałem ją
    w dziwnym miejscu,
    kiedy śpiewali ją moi
    przyjaciele
    w więzieniu,
    dając tam koncert.

    I otworzyło się parę oczu.
    Oby na stale.

    OdpowiedzUsuń