środa, 20 maja 2009

wszystko, co uczyniliście...



Dwa lata temu byliśmy razem z przyjaciółmi w Bułgarii spędzając prawie dwa tygodnie w górach (Riła i Piryn) bez wygód, śpiąc pod namiotem, po części praktykując święto Sukkot. Po tygodniu piechurowania po przepięknej Rile zeszliśmy w kotlinę, w której skrywał się czternastowieczny Monastyr Rilski – ozdobiony olbrzymią ilością fresków i ikon, dziś zabytek UNESCO. Historia jednej z nich mówi, że jak ikonograf Teofan namalował ikonę Zbawiciela o twarzy jednego z żebraków, jeden z przełożonych zirytowany krzyknął: „Co ty robisz? To prawie bluźnierstwo!” Teofan starł wówczas farby z twarzy żebraka i spod ich warstwy ukazało się piękne, uwielbione oblicze Jezusa. „Tak jest w Ewangelii i tak jest w życiu!” – skomentował swoją ikonę Teofan.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mat.25:40).

Ile razy musi uczyć nas dobry Ojciec by nie przechodzić obojętnie wokół ludzi, tych spotkanych na ulicy, w pracy – niejednokrotnie swoim milczeniem wołających o pomoc? Ile razy w naszym zagonieniu nie słyszymy Chrystusa w braciach naszych najmniejszych? Wokół nas jest ich tak wiele. Kapłanem i lewitą (śpieszącymi do świątyni - z kim właściwe na spotkanie?) z Jezusowej przypowieści mogę być ja, możesz być ty. Dobrymi Samarytanami możemy być my wszyscy. Pomyśl przez chwilę ile razy Bóg podpowiadał ci czystą myśl - pochylającego się nad „pobitym” - Samarytanina? Jak łatwo nieraz ogłuchnąć na GŁOS, który wcale nie jest taki cichy.

W Ewangelii nie chodzi o piękne słowa, nie chodzi o „miłość ludzkości”, ale o miłość człowieka, który stoi przede mną. Jak nieraz duży jest dysonans pomiędzy słowem a rzeczywistością.

Znakiem Ewangelii jest miłość, a w niej najubożsi mają zawsze pierwszeństwo. Ludzie (w nich i ja) zbyt często są zbyt gadatliwi, a tym potoku słów nieraz brak praktycznego świadectwa życiem Chrystusa.

Jedne z piękniejszych chwil w moim życiu, to gdy pochylałem się (albo może Bóg mnie pochylał) nad ulicznymi ludźmi nie z krzyżem Jezusa w ręku, a w sercu.

O tym pięknie napisał kiedyś Guy Gilbert:
"Do ludzi należy iść z gołymi rękami,
z krzyżem Chrystusa w sercu, nie w dłoni".

Nie tak dawno zrobiła na mnie duże wrażenie książka „Kobieta nie jest grzechem” - rozmowa z Anną Barchan zajmująca się pomocą kobietą prostytuującym się. Tacy ludzi uczą pokory. Jedne ze słów „wypowiedzianych” w tej książce: "Nasze wizje dobra dla kogoś zazwyczaj mają się nijak do rzeczywistości. Wymyślamy scenariusze które są nasze własne i niekoniecznie trafne. Bóg ma swoje, lepsze."

Często planujemy „jak pomóc”, ale równie często nie stawiamy mądrej diagnozy. Niestety, nie raz zniechęcamy się niechęcią przyjęcia pomocy, zapominając, że z człowiekiem jest, jak z suchą ziemią. Kiedy nie zażywała przez długie lata deszczu to nie przyjmie go od zaraz. Deszcz nie wsiąknie w ziemię, a miłość nie wsiąknie w człowieka. Twarda, sucha ziemia przykrych doświadczeń i braku bezinteresownego uczucia sprawia, że wszystko spływa po człowieku, zamiast wsiąkać. Dopiero po długich dniach deszczu sucha ziemia zaczyna przyjmować wodę życia dla siebie. I tak jest z człowiekiem – woda życia, której mamy być źródłem nie może kapać, nie może wypływać tylko przez parę godzin, czy nawet cały dzień. Ma być niekończącym źródłem ducha (J.7:38). Takie źródło przebije każdą skorupę nieufności. Tak, jak przez długi okres ktoś przyjmuje suchość cierpienia, tak przez długi okres musi przyjmować deszcz miłości.

Boże, obyśmy trafiali w Twój zamysł trafiania do ludzi.
Obyśmy wrażliwość Pasterza mieli w sercu.

Miejmy odwagę słuchać głosu Jezusa, który woła - często do drogi do ludzi – do Siebie.

Panie, wypełnij nasz dzban miłością,
tak, by się przelewał.

18 komentarzy:

  1. Wielu ludzi myśli tak - "ale co ja tam będę komuś pomagał, Bóg niech im pomoże a ja jestem nawrócony i oddzielony od świata" - niestety ale to nie jest prawdziwe podejście bo dobre jest to co opisałeś :) Tak, bo jak jest napisane w Mt 25, 31-46. A także - wiara bez uczynków jest martwa... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To kolejne piękne słowa....
    Kolejne z milionów wypowiedzianych...
    Gdyby te oceany i rzeki pustych słów zamienić na rzeki miłości, to zalałyby one każdego człowieka na ziemi.
    Wspaniałe słowa Radziu. Jak piękny złoty kielich, który zachwyca oczy. Byle by się nie okazało, że gdy w przypływie pragnienia będę chciał sie z niego napić, okaże się pusty w środku...

    Pokój Ci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiejsze chrześcijaństwo jest zbyt często tylko słowem, zbyt mało czynem. Niestety tą zależność obserwuję nieraz w swoim życiu. Nie godzę się na nią. Walczę o ducha Chrystusowego.

    Cenię radę Teofasta z "Opowieści wschodnich" Iwana Turpiela:
    "Jeśli prawisz Bogu dziesięć pięknych zdań to niewiele znaczy, lepiej jedno z tych zdań zamień w czyn, a wtedy chwała Boża będzie większa!"

    Ile z nich zamieni piszący, ile zamieni czytający? Oby, jak najwięcej.

    Za apostołem Pawłem: "Albowiem nie w słowie, lecz w mocy przejawia się królestwo Boże."

    Oby "kielich" chociaż do połowy mocą wypełniony,
    wszak nieraz i sam "kielich" potrzebuje pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby "kielich" chociaż do połowy mocą wypełniony
    wszak nieraz i sam "kielich: potrzebuje pomocy.

    Bardzo ładne zdanie. I bardzo prawdziwe.
    To teraz tylko zakasać rękawy i brać się do rozlewania wody żywej. Ale najpierw musimy ją znaleźć w sobie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest rzeka, z której wód możemy pić i czerpać, której ożywczy łyk, ukoi pragnienie. Jest nią Jezus. `...Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej.` J.7, 37-38
    `...Dana jest mi wszelka moc na niebie i na ziemi. Idźcie tedy i czyńcie uczniami...` Jeśli jesteśmy w Jezusie, to mamy moc by czynić uczniami ludzi. Jeśli nie jesteśmy w Nim, nie wzrastamy w Nim, nic nie możemy uczynić. Bo to On nas posyła, Jemu jest dana wszelka moc na niebie i na ziemi- On ma moc.
    Pragnę więcej Twego Ducha, pragnę więcej wody żywej... wylej więcej Twego Ducha na spieczoną ziemię, na me złaknione serce

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za powyższy komentarz.

    Bowiem, aby znaleźć wodę żywą
    w sobie, najpierw trzeba się jej napić.
    Źródłem wody jest Jezus Chrystus.
    Wodą żywą jest Duch Święty.

    Ta woda zamieni co martwe w żywe,
    co chore w zdrowe(Ez.47:8).

    Tylko u stóp Chrystusa można się jej napić.
    Tylko pijąc tę wodę i tę wodę rozdając
    można rodzić owoce, które podobają się Bogu,
    które sławią Jego Święte Imię.

    "Pragnę więcej Twego Ducha, pragnę więcej wody żywej... wylej więcej Twego Ducha na spieczoną ziemię, na me złaknione serce"

    Amen!

    OdpowiedzUsuń
  7. "z człowiekiem jest, jak z suchą ziemią. Kiedy nie zażywała przez długie lata deszczu to nie przyjmie go od zaraz. Deszcz nie wsiąknie w ziemię, a miłość nie wsiąknie w człowieka."

    A miłość Boża jest wspaniała. Każde, nawet najtwardsze serce pofrafi się roztopić jak wosk kiedy pojmie ile miłości dał Bóg, ile miłości okazał swym poświęceniem dla mnie Jezus Chrystus. Wobec ogromu tej Miłości człowiek nie jest w stanie przejść obojętnie, jeśli tylko faktycznie zechce słuchać i przyjmować do swego wnętrza spieczonego suchotą uczuć deszcz Bożej miłości. A chciałabym być taką Bożą konewką :) Ale tak jak pisaliście - żeby móc zraszać innych, taka konewka musi sama być napełniona Wodą Żywą.

    Obyśmy wszyscy czerpali z deszczu Bożej Miłości ową Wodę Życia do naszych "konewek", by zraszać wsparciem, czułością i troską spieczonych i spragnionych. Woda jest Żywa - ona nie potrafi stać w miejscu, ale ciągle płynie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wystarczy byśmy ciągle, nieustannie, od nowa, wciąż bardziej byli otwarci na Bożą miłość, by ją przyjmować i przekazywać dalej, bo Pan Bóg ma jej nieograniczone zasoby, tylko my mamy często zamknięte lub przepełnione troskami albo niepojemne serca. Daj nam Boże serca otwarte na Twoją miłość, czerpiące z niej co dzień, od nowa bardziej, więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko co dostajemy od naszego Dobrego Ojca,
    ma swój cel - przekazywać dalej,
    (aby Bóg przez nas mógł przekazywać swoje błogosławieństwo innym; taka sama zależność w stronę przeciwną).

    Jeżeli kosztuję Bożej miłości,
    to Pan Bóg chce,
    abym dał jej posmakować innym.
    Tak po prostu, by była moją naturą.

    "Pociągnąłem ich ludzkimi więzami,
    a były to więzy miłości.
    Byłem dla nich, jak ten, co podnosi
    do swego policzka niemowlę -
    schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je
    (Oz.11:4)."

    Kto nakarmiony przez Boga,
    emanuje tym co pochodzi z poza tego świata.

    Niestety, można wybrać drogę przeciwną
    (por.Oz.11:3)


    Dziękuję za inspirujące wypowiedzi:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio na portalu o tematyce związanej z Afryką pojawił się artykuł o młodej mieszkance Kamerunu która wyjechała do jednego z sąsiednich krajów by zarabiać na życie prostytucją - została do tego zmuszona, nikt z jej rodziny nie wie co robi w tym kraju. Tacy ludzie, chociaż częściej budzą albo obrzydzenie, albo litość albo też wzruszenie ramionami, potrzebują także Boga, tak samo jak ci którzy myślą o sobie że są czyści i doskonali... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety Alu, pojęcie społeczności o prostytucji jest stereotypowe. A często praca kobiet na ulicy nie jest z wyboru. Proces trafiania na ulicę jest złożony, rzadko z wolnego wyboru kobiety, choć i takie zdarzają się przypadki. Jednak, jak już niewielu z nas zdaje sobie sprawę funkcjonuje praca tzw. werbowników – mężczyzn, którzy wchodzą w związek emocjonalny ze swoją ofiarą. Wyszukują dziewczyny, które mają kłopoty finansowe, kłopoty w domu czy szkole i rozkochują je w sobie. Mili, czarujący, często proponują swojej „ukochanej” wspólny wyjazd za granicę. Tak manipulowana kobieta (często nastoletnia) godzi się na wyjazd, gdzie nagle ukochany sprzedaje ją szychą zajmującym się uliczną prostytucją. Dziewczyna jest zastraszana, a jej praca na ulicy jest cały czas obserwowana. Ludzi zajmujący się prostytucją to profesjonaliści - to ich praca. Niekiedy werbownicy uwodząc kobietę wyjawiają, że mają olbrzymie długi i grozi im więzienie. W związku z tym proponują, że jedyną drogą szybkiego wyjścia z ich kłopotów i szczęśliwego wspólnego życia jest, aby dziewczyna wyszła kilka razy na ulicę. Przede wszystkim werbowane są do prostytucji młode, nastoletnie dziewczyny – najłatwiejsze do zmanipulowania. Zdarza się, że werbownicy robię zdjęcia ze wspólnego współżycia. Potem takie dziewczyny są zastraszane, że jeżeli nie zdecydują się na współpracę, to okolice ich zamieszkania zostaną obwieszone tymi zdjęciami i zdjęcia zostaną przesłane rodzicom. Wywołuje się poczucie wstydu. Niekiedy są zastraszane przemocą: „Jeżeli pójdziesz na policję, zrobimy krzywdę twojej rodzinie.” Nieraz za propozycją zagranicznej pracy np. barmanki kryje się praca w seks-biznesie. Oczywiście poza świadomością kobiety. Potem następuje znęcanie się psychiczne. Stosuje się mechanizmy długu, przekonując kobiety, że mają u pracodawców dług – mówi się, dziewczynie, że nie ma pracy, jako barmanka, a jest jako prostytutka. Stosuje się różnorodne metody, inne na każdą z zwerbowanych dziewczyn. Jeżeli nic nie działa, to stosuje się przemoc fizyczną, gwałt. Wyszukiwane są kobiety, których rodzina nie jest zamożna, aby nie mogła wynająć prywatnego detektywa, lub takie, że same będą bały się poinformować rodzinę. Szuka się dziewczyn, których kontakt z rodziną jest kiepski.

    Niewyobrażalne jest też to, że spora ilość dziewczyn w wieku nastoletnim jest zmuszana przez rodziców do prostytucji, by utrzymać rodziców. Takie dziewczyny często zmuszane są przemocą do seksu za pieniądze. Nastoletnie dziecko często nie jest w stanie się bronić.

    Niekiedy kobiety porzucone przez swych mężów z dwojgiem dzieci, pozostając same, bez rodziny i pracy decydują się na krok prostytucji.

    To tylko kilka faktów, o których mało się mówi, o których się nie wie. Często kobiety prostytuujące się postrzegane są, jako przestępczynie. Jednak zapomina się przy tym, lub nie ma się świadomości o mechanizmach je tam kierujących. Zapomina się też o innym fakcie. Gdyby nie było mężczyzn decydujących się na usługi prostytutek, to nie byłoby prostytucji, nie byłoby werbowników, ani żadnych agencji towarzyskich.

    Pomoc tym kobietom jest trudna – wymaga bowiem mądrości, oprócz dobrej woli kompetencji.

    Błogosławione są osoby, które zajmują się wyciąganiem tych kobiet z ciemności prostytucji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Radku, Twoja notka jest jak odpowiedź na moje dzisiejsze refleksje... Nasze czyny mówią głośniej od naszych słów, niestety, wielu wciąż woli słowa... a głodny odchodzi głodny, smutny zostaje nie pocieszony, nagi nie ubrany... I myślę, że Bóg widząc swoje odświętne, syte i zadowolone dzieci jak słowami "przyjdź później" odganiają potrzebujących - smuci się w sercu swoim... po prostu... Pozdrawiam cię serdecznie. Kate

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale głodny nie musi odchodzić głodny, a smutny nie musi pozostać smutny. Bóg widzi nasze możliwości i nawet najmniejsza rzecz jaką uczynimy dla drugiej osoby, pragnąc jej dobra, jest cenna dla Boga. I zamiast patrzeć na innych ludzi, możemy patrzeć na Jezusa i czynić to, czego być może nie czynią wszyscy chrześcijanie. Ale to nie do nas należy ocenianie czyiś serc. Mamy być wierni w tych najmniejszych rzeczach i każdego osobiście Pan Bóg bedzie rozliczał. Jeśli możesz dobrze czynić i czynisz to chwała Bogu za to :) Nie oglądajmy się na innych, to może rodzić złe uczucia i zniechęcenie. Jeśli możesz czynić dobrze i chcesz i masz okazje, to czyń to, a Bóg który widzi w ukryciu odpłaci Tobie. Życzę dużo okazji i siły i Bożej odwagi by wychodzić do tych głodnych i samotnych i w więzieniu... Co dziwne, Pan Jezus do tych, którym wydawałao się że czynili dużo rzeczy dla Niego- wypędzali demony w Jego imieniu i czynili inne wielkie rzeczy odpowie: "nie znam was, idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość". Nie wystarczy czynić dobrze. Potrzeba nam szczerego oddanego Bogu serca by czynić dobrze tak jak On chce, kiedy chce i co chce. Gdy sercem jesteśmy daleko od Niego, na nic zdadzą sie dobre uczynki. Paradoksalnie i służba dla Boga może nas od Niego oddalać, gdy jesteśmy zbyt zajęci dla Boga, nie mamy już czasu by osobiście się z Nim spotkać i łatwo jest wtedy zaniedbać relację z Nim i być jak faryzeusz. Daj nam Panie wierne Tobie serca!

    OdpowiedzUsuń
  14. Kasiu, piszemy do siebie listy każdym swoim słowem, każdą za siebie modlitwą, każdą o sobie myślą.

    Życzę nam przeczuwania słów "przyjdź teraz" naszego dobrego Ojca, który czyni wielkie cuda.

    Ciepło ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  15. „Co dziwne, Pan Jezus do tych, którym wydawało się że czynili dużo rzeczy dla Niego…”

    Słowa Pana Jezusa z Ew.Mateusza 7:21-23, które przywołujesz przekonują mnie, że ważniejsze od tego co robisz, jest to kim jesteś.

    Jednak to kim jesteś ściśle wiąże się ze świadectwem twojego życia - uczynkami.

    W innym miejscu odwołując się do przywołanych już przez nas słów Pan Jezus czyni naukę o istocie Jego Ewangelii:

    Łuk. 6:46-49 (por.Mat.7:24-29)
    46. Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię?
    47. Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je.
    48. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany.
    49. Lecz ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki.

    Wzywanie Jezusa nie równa się życiem z Jezusem.
    Zauważam niepokojący trend uczenia się o Jezusie, zamiast uczenia się Jezusa.

    Człowieka, który uczy się o Jezusie obrazuje w.49,
    a człowieka uczącego się Chrystusa przedstawiają słowa w.48.

    Wybudować swój dom na skalę - to wybudować swój dom na uczynkach, które rodzą się z naszego chodzenie z Chrystusem. Tu nie ma mowy o wysiłku, o tym, że coś muszę.

    Przeciwieństwem jest dom zbudowany na piasku.

    Uczynki dla samych uczynków są budowlą z trawy lub słomy. Uczynki na fundamencie Jezusa Chrystusa są budowlą ze złota, srebra i drogocennych kamieni (1Kor.3:11-14).

    Dlatego ważne jest zarówno złoto naszych uczynków, srebro naszych modlitw i drogocenne kamienie naszych przemian w Duchu Świętym.

    Bez tego mogę mówić językami aniołów, wyganiać demony, prorokować, czynić wielkie rzeczy,
    a być cymbałem, który tylko brzmi na swój sąd.

    Obrazuje to przyczyna tzw. zjawiska "syndromu rodziny pastora."

    Przykładny pastor głosi płomienne kazania, modli się co dzień, pozostawiając przy tym swoje własne dzieci bez ojca. Głosi Ewangelię wszystkim, oprócz swojej rodziny. Jest nauczycielem i kapłanem wszędzie, tylko nie w swoim domu, a dzieci nie mają ojca, żona nie ma męża.

    Jestem przekonany, co podkreślasz w swojej wypowiedzi, że jeżeli postawimy wyżej relację z Panem Bogiem nad uczynki, nie przyniesiemy kwaśnych owoców, a staniemy się drzewem owocującym smacznie i przyjemnie dla Boga i dla ludzi, do których nas posyła i ludzi razem z którymi tworzymy DOM = dzieci, ojciec i matka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Też tak myślę :) pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  17. Niestety Radku, ale muszę Ci przyznać rację - gdyby nie pożądliwość panów, nie byłoby zapewne domów publicznych, prostytucji i stręczycielstwa. Nie byłoby takiego bezsensownego cierpienia młodych dziewczyn :( Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  18. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście.” (Mat. 25:40) „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary.” (Mat. 9:13, 12:7)

    http://tnij.org/ukryta_konsumpcja

    Pożeranie Ziemi - http://vimeo.com/6200170

    Ziemianie - http://stagevu.com/video/igawxdjbaadk

    Podczas gdy 10 milionów ludzi umiera corocznie z głodu, a prawie miliard ludzi cierpi z powodu niedożywienia, 37% światowego plonu zbóż przeznacza się na paszę dla zwierząt hodowlanych. W Stanach Zjednoczonych odsetek ten wynosi 66%. Karmiąc bydło zbożem, tracimy 90% białek roślinnych, 99% węglowodanów i 100% błonnika. Kiedy weźmiemy pod uwagę, że z niespełna 1/2 hektara ziemi uprawnej można wyprodukować około 20 ton ziemniaków, 15 ton marchwi, 25 ton pomidorów lub 125 kilogramów wołowiny – zaczniemy mieć pojęcie o skali marnotrawstwa nieodłącznie związanego z produkcją mięsa.

    Aby wyprodukować 1 kilogram mięsa, potrzeba około 10 kilogramów białka roślinnego, którym można by nakarmić ludzi. Przyczyną głodu na świecie nie jest brak żywności, lecz to, że w bogatych krajach Zachodu zużywa się zbyt dużo światowych zasobów żywności do nakarmienia zbyt dużej liczby zwierząt hodowlanych. Na całym świecie jest obecnie 3 razy więcej zwierząt hodowlanych niż ludzi. Zwierzęta hodowlane codziennie zjadają góry żywności – żywności, której brakuje do nakarmienia ludzi! Z obszaru ziemi uprawnej wielkości 5 boisk futbolowych (10 hektarów) można uzyskać wystarczająco: soi, aby nakarmić nią 61 ludzi; zboża, aby nakarmić nim 24 ludzi; kukurydzy, aby nakarmić nią 10 ludzi; mięsa, aby nakarmić nim 2 ludzi.


    Szanujmy Boże stworzenie

    Film Chrzescijańskiego Stowarzyszenia Wegetariańskiego nt. nie tylko zdrowotnego, ale przede wszystkim moralnego aspektu wegetarianizmu.

    Jak powiedział niegdyś Mahatma Gandhi:

    "Jezus to największy praktyk niegwałtowności w historii świata, zaś jedynymi ludźmi nie znającymi Jezusa jako niestosującego przemocy są właśnie chrześcijanie."

    http://vimeo.com/6386093

    http://stagevu.com/video/gqsmluvshlko

    http://www.sendspace.pl/file/VakWqVUh

    OdpowiedzUsuń