środa, 27 maja 2009

złodziej życia (1)


I nastąpiła walka w niebie: Michał i Jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię; został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. I rozgniewał się Smok na Niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa(Ap.12:7-9,17/polecam przeczytać cały rozdział).

Żyjemy na świecie ogarniętym wojną. Powyższe słowa opisują wojnę na niebie. Szatan w niej przegrał, ale nie został zniszczony. Niezdolny do obalenia samego Boga, zwraca swoje oczy szczególnie na tych, którzy kochają Boga. Dzisiaj na ziemi znajdują się tysiące, jeżeli nie miliony złych duchów, zwodniczych aniołów dążących do zniszczenia obrazu Boga w człowieku. Żyć w niewiedzy na temat tej wojny to zaproszenie i mówienie do przeciwnika – atakuj mnie śmiało bogu ciemności. Nikt nie uniknie tej walki tylko dlatego, że w nią nie wierzy, albo dla tego, że powie, że nie chce walczyć. Jesteśmy na wojnie. Niestety, walka toczy się o życie. Kto jest słaby – ginie.

Szatan nie walczy siłą. Taką taktykę obrał na początku chrześcijaństwa, kiedy chciał zniszczyć pierwszych naśladowców Chrystusa przez zastraszanie, doprowadzając do śmierci wyznawców Jezusa. Jednak odniosło to odwrotny skutek. Zbory zamiast się kurczyć rozrastały się i rosły w siłę.

Szatan przeszedł wówczas do planu „B”, który realizuje i dziś. „Jeżeli nie możesz ich pokonać to przyłącz się do nich. Wstąp w ich szeregi przybrany za anioła światłości.
Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości (2Kor.11:14). Potem powoli naciągnij zasłonę nad tym czego chce od nich Bóg. Wreszcie znieczul ich serce.
Niech mówiąc o Bogu oddalają się od Boga. ”

Jego dzieło to letniość – próba połączenia grzechu ze świętością, ciała z duchem. Jego dzieło to uczenie się o Chrystusie, zamiast uczenie się Chrystusa, mówienie o Duchu Świętym zamiast prowadzenie w Duchu Świętym. Jego dzieło to bożek źle pojmowanej tolerancji, przez którą akceptowalne jest to, czym Bóg się brzydzi. Jego dziełem jest „pozór pobożności” – stworzenie religijny form i rytuałów, w których nie ma Boga. Jego dziełem jest nominalność chrześcijaństwa – życie ludzi z imieniem Boga na ustach, bez żadnych zmian swojego życia. Jego dziełem jest martwe chrześcijaństwo.

Ewangelia Jana 10:10
Złodziej przychodzi po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to,
aby owce miały życie i miały je w obfitości.


Pan Jezus obiecuje obfitość życia, tym którzy Mu się oddają w tym życiu.
Kiedy nastąpi ta obfitość życia i czym jest ta obfitość?

Jezus nie umieszcza danej nam obietnicy w dalekiej przyszłości, w czasie kiedy nastąpi zmartwychwstanie tych, którzy należą do Niego. Mówi o życiu w obfitości już w tym czasie, kiedy żyjemy, mówi o teraźniejszości w której się poruszamy. W innym miejscu Pan Jezus powiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu lub żony, braci, rodziców lub dzieci dla Królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej jeszcze w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego (Łuk.18:29n).

Obfitością tą jest pewność życia w Jezusie Chrystusie, jego wieczność i jak pisze ap. Paweł oświecenie a nawet zakosztowanie daru niebieskiego i stanie się współuczestnikiem Ducha Świętego, zakosztowanie wspaniałości słowa Bożego i mocy przyszłego wieku (6:4n).

Te słowa nie mówią o czymś co jest osiągalne tylko w najpiękniejszych chwilach uniesień, ale o teraźniejszości naszego życia. O sposobie życia, w którym odczuwamy bliskość Boga i Jezusa, kiedy odczuwamy wewnętrzny pokój
i konsekwentnie i rzetelnie rozwijamy nasze myśli i emocje w kierunku Boga.
Ta obfitość wiąże się z systematycznym naszym rozwojem; rozwojem myśli, charakteru, tego, jak bardzo żyjemy w Boga chwale.

Chcemy żyć tym życiem i oddać się na służbę Bogu jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia(Rzym.6:13) . Ale nieraz nasze życie mija się z rzeczywistością, o której marzymy.
Wystarczy tylko obiektywnie je zanalizować, jak nie radzimy sobie nie raz wydawałoby się w takich prostych sytuacjach.

Dlaczego tak jest?
Bo o to życie, którym chcemy żyć musimy walczyć, bo ma ono swojego wroga, którego celem jest coś zupełnie innego. Powyższe dzianie złodzieja uzewnętrznia działanie szatana. Chce on niszczyć, zabijać, kraść życie, którego chcemy być uczestnikami. Jesteśmy w stanie wojny. Wojny o to życie, o życie prowadzące do rozwoju w nas czegoś nowego, co nazywamy Nowym Stworzeniem (2Kor.5:17).

To życia zaczyna się w naszych SERCACH. Dlatego na nim wróg skupia
przede wszystkim swoje siły.

Dlatego pisze Kaznodzieja Salomon:
Z całą pilnością strzeż swego serca, bo życie tam ma swoje źródło (Przys.4:23).

W sercu człowieka dochodzi do kontaktu człowieka z Bogiem i do pogłębiania tej więzi. W sercu zaczyna się życie duchowe, kiedy Bóg i człowiek tam się spotkają.
Dawid pisał w Psalmie 27:8:
O Tobie mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza. Szukam o Panie Twego oblicza.

Pan Bóg potwierdza tą drogę społeczności z Nim.
Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. (Jer. 29:13).

To jest kierunek życia z Bogiem. Nie teologia, nie bystrość umysłu choć są to rzeczy dobre i słuszne. Ale do życia z Panem Bogiem na co dzień potrzebne jest nam dobre
i wrażliwe SERCE. Wrażliwe i reagujące na nasze życie, postępowanie, wrażliwe na ludzi żyjących obok nas, wrażliwe na Boga.

Szatan wie o tym i celuje w nasze serca. Uniewrażliwia je i chce żebyśmy nie czuli potrzeby zmian, ani nie chcieli się uczyć i przemieniać w mocy, która jest z poza nas. Szatan godzi się na pobożność ludzi, których mami, ale tylko na jej pozór. Godzi się na wizyty w zborach i wszelkich wspólnotach, ale bez pragnień życie „poza tym światem.” Szatan tworzy chrześcijaństwo, ale na swoich zasadach - bierności, braku aktywności, wyuczonych na pamięć pacierzy, zamiast modlitwy. Szatan, manipulant rzeczywistości i droga w kierunku duchowej ciemności.

32 komentarze:

  1. jak z nim walczyć?

    OdpowiedzUsuń
  2. A to chciałem napisać w następnym poście:)
    Napiszę, o praktycznej walce z diabłem w najbliższej wolnej chwili.

    Do tego czasu chętnie "posłucham" Waszych doświadczeń z nim zmagań. Zachęcam do tego,
    wszak słowo Boże, które mam nadzieję będziecie pisać, jest mieczem, którym z nim walczymy.

    OdpowiedzUsuń
  3. chyba teraz przechodzę coś w rodzaju ataku, a może to tylko zmęczenie i zagonienie... mam problem z rozpoznaniem co pochodzi ze słabości mojego ciała, a co od szatana, np. złe myśli, albo dogadzanie sobie np. przed tv, kiedy to wynika ze mnie a kiedy jest kuszeniem... i cóż robić? modlę się, szukam Boga, ale czasem niezbyt gorąco, podobnie z czytaniem Biblii. Czasem Boże Słowo już tak nie przemawia, nie dotyka 'jak za dni pierwszych'. To czasem przeraża, choć wiem, że Bóg jest ze mną pomimo moich słabości i wciąż mnie wspiera by powstawać po upadku... Czasem to trudne, ale pomaga, wciąż cierpliwie. Jest cierpliwym, kochającym Ojcem. Tak jak napisałeś, często łatwiej o Nim mówić czy nawet pisać niż Mu ufać i pozwalać kierować swoim życiem. Hmm..

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za szczere słowa. Od takich bezpośrednich przykładów dużo się uczę.

    Myślę, że oprócz walki z naszym przeciwnikiem, często też walki z samym sobą istnieje walka o Ducha Świętego w nas. W weekendzik napiszę więcej.

    Pan z Tobą!
    Serdeczny uscisk dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  5. walka szatana o nas w pantomimie: wpiszcie Bóg cię kocha w okno youtube

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno zrobiono ankietę wśród młodych ludzi - połowa co prawda wierzy w Boga, ale tylko 3% z młodych ludzi żyje zgodni z Bożymi przykazaniami, za to większość (nawet niewierzących) chodzi do kościoła... Niestety, ale Europa nigdy nie była tak naprawdę zewangelizowana, bo chrześcijaństwo było tu zaprowadzane mieczem i ogniem, a nie słowem. Teraz nie ma stosów, więc to widać, wychodzą błędy poprzednich pokoleń, wychodzą efekty nawracania ludzi na siłę - a szatanowi w to graj że ludzie znają tylko martwe religijne zasady, ale nie znają w ogóle słów Ewangelii. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. filmik jest wymowny; dzięki za przypomnienie

    OdpowiedzUsuń
  8. "...ale tylko 3% z młodych ludzi żyje zgodni z Bożymi przykazaniami"

    i właśnie w te 3% szczególne swe siły skupia szatan; metoda walki - subtelność.

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie Bóg zapomniał o człowieku... A im bardziej człowiek zapomina o Bogu, tym bardziej lgnie w strone ciemności... :( Im dalej od światła, tym więcej rzeczy staje się niewyraźnych i ukrytych, rzeczy waznych, dobrych, Bożych...
    Pozdrowionka - Kate

    OdpowiedzUsuń
  10. hmmmm... fajnie tu ;-) Czekam na kolejny post, który ( ten o praktycznej walce ), który jesli pozwolisz zacytuję u siebie...
    TsJ;-)
    M@C

    przemienienie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. jak Pan pobłogosławi słowo to napiszę i pozwolę:)

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. "Im dalej od światła, tym więcej rzeczy staje się niewyraźnych i ukrytych"

    Kasiu, zaciekawiły mnie kiedyś słowa ap.Pawła:
    "Natomiast wszystkie te rzeczy (uczynki ciemności), gdy są piętnowane, stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko co staje się jawne staje się światłem (Efez.5:13)."

    Ciekawe jest to zestawienie złego, ale ujawnionego czynu ze światłem.
    Grzech (piętnowany) może stać się światłem, ale światłem ostrzegawczym, pobudzającym do nawrócenia.

    Bo wszystko co jawne staje się światłem.

    Jeżeli dla człowieka grzech, który popełnia staje się jawny, dostrzega go i czuję winę przed Ojcem, to zrozumienie przez niego zła, które kultywował go ostrzega.

    Sama myśl o grzechu, która w nim się naradza staje się światłem.

    I tu tak dobrze być świecącym światłem (piętnującym życia świadectwem), nie skrytym pod korcem, ale światłem świat oświecającym, tak by zapalać swoją świecą inne jeszcze nie zapalone; zapalać światłem Chrystusa.

    Zapalona świeca jest widoczna. Daje ciepło i daje jasność. Zwraca na siebie uwagę. Często do rozpalonej świecy przychodzi się po ciepło, gdy chłodno dookoła.

    W marzeniach o "świetle jaśniejącym przed ludźmi" ważna jest kolejność, najpierw ciepło, potem światło. Zbyt często zapomina się o cieple. Samo światło nie jest przekonywujące i autentyczne.

    "Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością chwały Bożej na obliczu Jezusa Chrystusa (1Kor.4:4)".

    Oby było w nas wiele ciepła i wiele światła.

    Pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wraz ze dniem Pięćdziesiątnicy życzę wszystkim Świętego Ducha, co od Boga zstępuje dajac pokój i życie tym, którzy w Bogu znajdują ufność i schronienie.

    Zapisania Prawa Bożego na żywych tablicach serc.

    Pokój Boży z Wami.

    OdpowiedzUsuń
  14. Odwzajemniam życzenia! :) Szkoda że tak mało wierzących w Polsce pamięta o Pięćdziesiątnicy. A wracając do tematu notki - pytanie tylko kto wierzy teraz w istnienie szatana... W Boga to ludzie jeszcze wierzą ale szatana traktują jako straszaka z bajek. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z drugiej zaś strony, niektórzy zbytnio "wierzą" i dostrzegają go w każdym zachowaniu człowieka (oczywiście poza sobą).

    Czytam świadectwo pewnej siostry z Japonii
    która w swojej drodze w poszukiwaniu Ojca i Jezusa napotkała ludzi, którzy tak zajęci wyganianiem demonów z innych, że "widzieli" demony nawet w jej domu, kiedy ta pragnęła przyjść w bramy ufności Bogu. Jej wiara przerodziła się zamiast w zaufanie - w strach.
    Pisze, że jak spała razem ze swoimi siostrami na łóżku, oni wyganiali z nich demony. Oczywiście nic się nie działo. Wówczas zaczęła wierzyć ze strachu, bała się najmniejszego dźwięku, który powodowała maleńka mucha latająca w pokoju. Zamiast Boga miłości i sprawiedliwości, ludzie na których napotkała przedstawiali jej polującego diabła,
    do tego stopnia, że mówili że diabeł przychodzi do człowieka i w czasie modlitwy, co spowodowało, że boi się modlić do tej pory na głos (i w ogóle), czuje natrętne myśli z przeszłości.

    Szatan istnieje i walczy na każdy sposób z tymi, którzy chcą strzec przykazań Boga. Walczy i w sposób zastraszania i sztucznego, nie Bożego wypędzanie siebie samego z ludzi, tam gdzie go nie ma. Manipulant rzeczywistości.

    Po tym wszystkim pozostaje zamiast miłości i bojaźni Bożej strach przyjścia przed oblicze Boże, bo wszędzie w źle głoszonej Ewangelii czai się on, bóg zła.

    Wzruszające jest świadectwo tej siostry.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wzruszające i przejmujące..

    Coraz bardziej dochodzi do mnie, że życie to ciągła walka dobra ze złem - i tam wysoko w niebie i tu na ziemi, we mnie...

    Tyle ciekawych wątków zostało poruszonych, że nie wiem do czego się odnieść. Mam tylko nadzieję Radku, że rozwiniesz w najbliższym poście rozwiniesz myśl, że metodą walki z szatanem jest subtelność, bo bardzo mnie to zaintrygowało :)

    Wiele zwycięstw, kochani. Zwycięstw mocą Bożą.

    OdpowiedzUsuń
  17. Niektórzy są nadgorliwi - a nadgorliwość na dłuższą metę niszczy a nie buduje. Część ewangelicznych chrześcijan też pada ofiarą tego manipulanta, dlatego tak ważna jest mądrość, gdyż on może przyjmować nawet postać anioła. I warto też patrzeć na owoce - skutek naszych działań. Jeśli owocem jest tak jak piszesz - strach czy inne złe stany - to lepiej poważnie się zastanowić co i jak.

    OdpowiedzUsuń
  18. "Poznacie ich po owocach", jedyny sposób sprawdzenia, czy droga, którą obrałaś jest słuszna, - jak ładnie zauważyłaś i odniosłaś się do słów Jezusa.

    Polecam przeczytać co nasz Pan piętnuje,
    co jest owocem, którego nie przyjmuje (Mat.7:15-23).

    Przy tych słowach napiszę co już pisałem:

    Ważniejsze od tego co robisz,
    jest to kim jesteś.

    Kim jesteś w Bogu, ile prawdziwego Boga w Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  19. odnieś się do wszystkich:))

    Gosiu, ściskam Cię ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  20. mnie jakiś czas temu bardzo dotknęło stwierdzenie, o którym Ty piszesz na samym początku - walka trwa czy chemy, czy nie i jesteśmy jej częścią czy chcemy, czy nie. czasem czytam gazety, opinie, reportaże i widzę ludzi, którzy żyją sobie rozwodząc się nad jakimiś rzeczami i nie mają zupełnie pojęcia co tak naprawdę się dzieje. a kiedy im mówisz, nie chcą słuchać. zobacz, tak łatwo wpuścić do mediów jakąś głupią wypowiedź i po dwóch dniach wszyscy o tym rozmawiają, a kiedy krzyczysz o prawdzie, ludzie zamykają uszy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Niestety ten opis dotyczy i chrześcijaństwa.

    OdpowiedzUsuń
  22. Przypomniałaś mi Aniu, słowa, które dawno usłyszane, ale zapisane; dla refleksji:

    To dziwne, jak proste jest dla ludzi wyrzucić Boga, a potem dziwić się, dlaczego świat zmierza do piekła.
    To śmieszne, jak bardzo wierzymy w to, co napisane jest w gazetach, a podajemy w wątpliwość to, co mówi Pismo Święte.
    To dziwne, jak bardzo każdy chce iść do nieba pod warunkiem, że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić ani też robić czegokolwiek, co mówi Słowo Boże.
    To dziwne, jak ktoś może powiedzieć: "Wierzę w Boga" i nadal iść za szatanem, który tak a` propos również wierzy w Boga.
    To dziwne, jak łatwo osądzamy, ale nie chcemy byc osądzeni.
    To dziwne, jak możesz wysyłać tysiące "dowcipów" przez e-mail, które rozprzestrzeniają się jak nieokiełznany ogień, ale kiedy wysyłasz przesłania dotyczące Pana Boga, ludzie dwa razy zastanawiają się, czy podzielić się nimi z innymi. To dziwne, jak ktoś może być zapalony dla Chrystusa w niedzielę, a przez resztę tygodnia jest niewidzialnym chrześcijaninem.
    To śmieszne, że kiedy przeczytasz tę wiadomość, nie wyślesz jej do zbyt wielu osób z Twojej listy adresowej, ponieważ nie jesteś pewny, co pomyślą o Tobie, kiedy im to wyślesz.
    To śmieszne, jak bardzo mogę być przejęty tym, co inni ludzie pomyślą o mnie, zamiast tym, do czego wzywa mnie Bóg...


    Człowiek wyszeptał:
    - Boże, przemów do mnie !
    I oto słowik zaśpiewał.
    Ale człowiek tego nie usłyszał, więc krzyknął:
    - Boże, przemów do mnie !
    I oto błyskawica przeszyła niebo... Ale człowiek tego nie dostrzegł, rzekł:
    - Boże, pozwól mi się zobaczyć.
    I oto gwiazda zamigotała jaśniej. Ale człowiek jej nie zauważył, więc zawołał:
    - Boże, uczyń cud !
    I oto urodziło się dziecko. Ale człowiek tego nie spostrzegł. Płacząc w rozpaczy, powiedział:
    - Dotknij mnie, Boże, niech wiem, że jesteś tu.
    Bóg schylił się więc i dotknął człowieka. Ale człowiek strzepnął motyla ze swego ramienia i poszedł dalej.
    Bóg jest wśród nas. Także w małych i prostych rzeczach, nawet w dobie komputerów, więc człowiek płakał:
    - Boże, potrzebuję Twojej pomocy !
    I oto dostał maila z dobrym słowem i słowami zachęty. Ale człowiek usunął go i wciąż płakał...

    OdpowiedzUsuń
  23. Te króciutkie opowiadania przypominają mi zawsze, że Bóg jest w moim życiu, tylko to ode mnie zależy czy Go zauważę, czy skupię się na tym co chce "ja"...

    Co do odniesień to napiszę tylko, że warto walczyć. Mimo różnych niepowodzeń i chwilowych porażek. Bo jak Biblia mówi - większy jest Ten, który jest z nami, niż ten, który przeciwko nam. Gdyż koniec zła i szatana jest przesądzony.

    Warto podjąć walkę, by zwyciężyć w mocy Chrystusowej.

    OdpowiedzUsuń
  24. Poruszyłeś temat bardzo ważny, bo niestety, rzadko poruszany w wielu społecznościach.Ja mam ze Złym mocno na pieńku, bo mi namieszał porządnie w życiu.
    Myślę, że warto tu podzielić się doświadczeniem, bo trzeba wiedzieć, że on wie, jak do człowieka trafić, potrafi działać bardzo subtelnie...

    Jedną z paskudniejszych zasadzek, i jednocześnie najbardziej popularnych, jak widzę po swoich znajomych, jest przyjmowanie przez chrześcijan porażek, jako spełnianie się woli Bożej. Oczywiście, Bóg nieraz doświadcza, żeby nas pouczać, ale zdarza się słyszeć: 'nie mam siły, nie potrafię się modlić, jestem w duchowej pustyni i przestałem czytać Pismo, bo jestem zbyt zmęczony, choruję, spotykają mnie niepowodzenia, mierzę się z problemami, które mnie przerastają... Cóż, widocznie Bóg tak chce.' Tutaj oczywiście podałam nieco przerysowany przykład, ale nie dajmy się zwieść! Walczmy! Bóg chce naszego dobra, to zdrowie i czerpanie ze źródła wszelkich łask jest naszym powołaniem! Ważnym krokiem do podjęcia duchowej walki jest zrozumienie najprostszej rzeczy: Zły nas nie lubi. Ba, on nas nienawidzi! Bo naszym Celem jest upodobnić się do Pana, który go zgromił i zmiażdżył. Los szatana jest przesądzony, on już jest przegrany!

    Ja zmagałam się z diabłem bardzo konkretnie. Zaczął działać w moim życiu niezwykle subtelnie, przychodząc poprzez to, co miałam w sobie, nawet dobre. Znając, dla przykładu, moją naturalną potrzebę odpowiedzialności za tych, z którymi na co dzień obcuję, wyolbrzymił ją do granic możliwości. Zostałam obarczona (z zewnątrz, zupełnie wbrew wszelkim zasadom, tylko tak po ludzku:jesteś, więc musisz) odpowiedzialnością za osobę, która miała bardzo poważne problemy ze zdrowiem psychicznym. Znajomość ta stała się bardzo toksyczna. Ja czułam wewnętrznie, że powinnam ją odwiedzać, ale mój duch cierpiał. To była osoba jak najbardziej z tego świata, niestety. Poprzez stały kontakt z nią, Zły zaczął mnie wkręcać w absolutną tolerancję. Mówił mi, że wszystko jest ludzkie, że niczym nie powinnam się brzydzić. Że na świecie żyją osoby hetero i homoseksualne, ale to tak naprawdę wszystko jedno, że obudzić się po dwudniowej imprezie nie pamiętając zupełnie nic to przecież ludzka rzecz, że noc spędzona na eksperymentach lekowo-alkoholowych to całkiem niezła zabawa... Byłam wtedy wręcz na skraju upadku, na szczęście Bóg uchronił mnie od błędnych decyzji, które mogły mieć wpływ na całe moje życie. Jednak wewnętrznie osiągnęłam taki stopień 'złej tolerancji', że, o zgrozo, uznałam naukę hipnozy za całkiem przyjemną ciekawostkę! Pierwsze ćwiczenie w tym zakresie dotyczyło reinkarnacji, co było jeszcze bardziej perfidną sztuczką diabła. Chwała Bogu, że zesłał na mnie najpierw niepowodzenia, a potem uświadomienie, że to co robię to służba złemu.

    Zły wkrada się również w duchowe poszukiwanie, zwłaszcza, gdy jest ono nie bardzo świadome. W moim przypadku działał w sferze intelektu i emocji,poprzez książki i szczerą chęć nawiązania relacji z jakąś 'górą'. Zamieszkał we mnie duch new age, twierdzący, że każda wiara na tym świecie zmierza do jednego celu, że każdy bóg to tak naprawdę jedno i to samo. Zaczęłam nawet modlić się do Wszechświata, nie do Boga, bo przecież Wszechświat słucha tak samo. I, o zgrozo, słuchał, co jest dowodem na to, że Zły może też prowokować w naszym życiu pewne sytuacje, żeby tylko zwieść nas jak najdalej...

    OdpowiedzUsuń
  25. Było i tak w moim życiu (w konsekwencji powyższego, bo jak się raz zacznie słuchać złego, to potem nie sposób rozróżniać głosy), że moja pewność siebie i świadomość własnej wartości, która sama w sobie jest dobra i budująca nie tylko mnie, ale też ludzi wokół (bo świadomość własnego powołania i miejsca sprzyja pracy), przerodziła się w chorobliwy egocentryzm. W głowie zrodził mi się obraz 'idealnego Ja', który chciałam realizować za wszelką cenę. To był moment, kiedy już tak brzydziłam się sobą wewnętrznie, że inwestowałam całą swoją energię w to, żeby dobrze wypaść na zewnątrz. Ja, ja i ja. Samouwielbienie idealnie współgrające z nienawiścią. Bo, gdy zauważyłam, że coś jest nie w porządku, Zły zmienił taktykę. Zaczęłam żywić do siebie tak gorącą nienawiść, że nie potrafiłam patrzeć na siebie w lustrze. Nie wierzyłam, że Bóg może chcieć mieć ze mną cokolwiek wspólnego, nienawidziłam wszystkiego, co we mnie, i szpikowałam się agresją. Uświadamiałam sobie własne błędy, ale nie było to (jak uświadamianie z Ducha) motywacją do działania i zmian, a tylko pretekstem do jeszcze większego pogrążania.

    A momencie poprzedzającym moje największe starcie ze Złym miałam już objawy zniewolenia diabelskiego, śniły mi się wyłącznie koszmary, nie potrafiłam się modlić, bo np. ogarniało mnie nagłe zmęczenie nie do przejścia, słyszałam w sobie wiele głosów tworzących ogromny chaos, które burzyły się zwłaszcza wtedy, gdy szłam do kościoła, przy okazji wiele chorowałam.
    Ale Bóg postawił przy mnie osobę o wielkiej mądrości i namaszczeniu Ducha. Modliła się ze mną o uwolnienie, i wtedy tak naprawdę uwierzyłam w istnienie złego. Bo poczułam jego obecność fizycznie. Pierwszy raz zrozumiałam, czym jest właściwy żal za grzechy, krzyknięcie 'nie!' w stronę diabła. Poczułam, że opadły ze mnie więzy, potrafiłam czuć, myśleć, współczuć.. Można by wiele opowiadać, ale najważniejsze jest to, że przeżyłam prawdziwe nawrócenie, usłyszałam Boży głos, który pokierował mnie tam, gdzie przygotował dla mnie miejsce, a gdzie nigdy bym się nie spodziewała znaleźć. Wierzę, że Bóg pozwolił na takie działanie Zlego w moim życiu, żeby przysposobić mnie do walki. Bo im lepiej znamy wroga, tym skuteczniej możemy z nim walczyć. Mam nadzieję, że to moje świadectwo okaże się przydatne komuś, ja zawsze służę radą w zakresie rozpoznawania sił, przynajmniej na tyle, na ile jestem doświadczona poznawać.

    Pozdrawiam, czekam na dalszą część. I również dołączam się do radości w Dniu Pięćdziesiątnicy. Niech się wypełnią słowa Pana, niech Duch ogarnie każde istnienie! Z Bogiem:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Już miałem iść spać, jak zajrzałem jeszcze na haszamajim. Dziękuję za to słowo Włóczko (jak masz na imię?).

    Dalsza część będzie wkrótce,
    ale jeszcze przed snem do Twojej wypowiedzi parę słów.

    Podwójnym zwycięstwem diabła,
    jest doprowadzić do upadku,
    a potem jeszcze zadręczać,
    że to co zrobiłeś skreśla cię z drogi Bożej.

    Zrobiłem w swoim życiu parę głupstw
    i klęczałem przed Bogiem
    i gorzko płakałem.
    Najgorsze że wiele ilości razy za to samo.

    Pamiętam, jak często wracały do mnie
    myśli, że jestem słaby,
    nie Boży, poza Jego Duchem.
    W momentach, kiedy miałem wykonać pracę dla Boga
    odchodziłem w przygnębienie, a przed oczami stawał dawny grzech.

    Modlitwą z postem i z Jezusem przezwyciężyłem
    moje chore zboczenie,
    na które, nie ma co ukrywać,
    cierpi, albo cierpiał
    każdy chłopak, mężczyzna, facet.
    Grzech pornografii.

    Każdy nosił, albo nosi ten grzech w sobie.
    Taka, jest bowiem fizjologia płci męskiej.
    I zwalczyć ciało duchem
    nie dzieje się szybko.
    Trzeba walczyć.

    Nazywać grzech po imieniu przed Bogiem,
    pościć, dużo się modlić.

    Jak pokonałem to zło w sobie
    przeciwnik powracał
    i przypominał moje dawne historie.

    Wówczas,
    Bóg otworzył przede mną słowa,
    które znałem, ale dopiero wówczas zrozumiałem, poczułem i przeżyłem.

    Jeżeli wyznajemy nasze grzechy przed Bogiem
    Bóg jako wierny i sprawiedliwy
    odpuści je nam
    i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.
    1J.1:9

    Bóg jest wierny i sprawiedliwy.
    Kiedy nie wierzysz w Jego przebaczenie,
    zaprzeczasz Jego wierności i sprawiedliwości,
    zaprzeczasz tym samym istnieniu prawdziwego Boga, stwarzając swój własny obraz boga.

    Bóg, jako wierny i sprawiedliwy
    widząc swoje dziecko płaczące i błagające
    oczyści je z wszelkiego zła.
    (Oczywiście drogą po grzechu jest pokuta, w biblijnym znaczeniu pokuta)

    Oczyści przed samym Sobą przez swoją łaską usprawiedliwienia
    oraz oczyści
    nas samych z tego z czym sami nie damy sobie rady.

    To jest nie pomyśli diabła.

    Dobrego poranka,
    dobrego dnia
    wszystkim.
    Pokój Boży z Wami
    drodzy przyjaciele.

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziękuję za Wasze świadectwa, cenne wskazówki. Dobrze, że nie muszę uczyć się wszystkiego na podstawie własnych błedów, ale tez cudzych. Chwała Bogu, za Jego łaske i wyzwolenie, dla każdego, kto naprawdę pragnie i jest szczery przed Bogiem. Dziekuję za waszą szczerość. Mi kiedyś bardzo trudno było przebaczyć komuś. Czułam nawet nienawiść i nie mogłam się modlić. Bóg jest łaskawy i uleczył rany. Dzięuję Włóczko za Twoje świadectwo. Też mam kontakt, z trudnymi osobami i widze, że nie wiem czy ja czy szatan wkłada mi je często na moje plecy. I wtedy jest mi za ciężko i brkuje sił do życia. Bo Pan Bóg che bym niosła swój krzyż, a nie całej mojej rodziny i ponosiła odpowiedzialność za ich życie. Podobnie cenne są dla mnie myśli związane z hipnozą i `byciem tolerancyjnym`. Panie pomóż nam nazywać grzech grzechem i brzydzić się nim, nienawidzić. Dziękuję, że będąc z Tobą, poznajemy prawdę, która wyzwala, która umożliwia uzdrowienie, która daje życie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Swego czasu i ja rozumiałam tolerancję jako podporządkowanie się wszystkim. Po pewnym czasie jednak zmądrzałam i teraz widzę, że tolerancja to tylko (zgodnie z definicją) no właśnie... Tolerancja! I nic więcej. Nie czynienie szkody. Można kochać bliźniego, ale nienawidzić jego grzechów. A co do pomocy chorym ludziom... Tak się składa że od pewnego czasu pomagam osobie zmagającej się z depresją. I wiecie co? Zwiastowałam jej niedawno Dobrą Nowinę. Wszystko wskazuje na to że będzie dobrze :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. "Też mam kontakt, z trudnymi osobami i widzę, że nie wiem czy ja czy szatan wkłada mi je często na moje plecy."

    Czasami kontakt z takimi osobami, innego charakteru, innych priorytetów, innego widzenia rzeczywistości kształtują nas. Przy takich osobach możemy zmieniać swój charakter, więcej - zobaczyć, jaki jest na prawdę nasz charakter. W takich warunkach dopiero można uczyć się Jezusowej cichości i pokory w sobie samym,
    w sposób praktyczny, nie teoretyczny.

    Czasami sytuacje trudne, które nas spotykają mają nas czegoś nauczyć. Chociażby tego, że nie zawszę muszę postawić na swoim, kiedy wiem, że ja mam rację.

    OdpowiedzUsuń
  30. Osoby chore psychicznie też wymagają pomocy, dobrego słowa a czasem milczenia razem z nimi. Ja podczas kontaktów z takimi ludźmi nauczyłam się że nie tylko mój światek istnieje i że czasem można się bardzo pomylić przy pierwszym wrażeniu.

    OdpowiedzUsuń
  31. Muszę uważniej dobierać słowa, by być dobrze zrozumianą ;) Łatwiej jest dawać rady co do sytuacji, których się nie jest uczestnikiem. Rozumiem Wasze dobre intencje. Myślę, że kontakt z ludźmi kształtuje nas i zmienia. Też miałam okazje mówić chorym ludziom o Jezusie. To o czym muszę pamiętać, to to, że Bóg mam moc im pomóc, a ja mogę być tylko narzędziem, albo aż narzędziem.

    OdpowiedzUsuń
  32. Wszystko jest dobrze:); każdy z nas dzieli się spostrzeżeniami, które w jakiś sposób przeżył.
    Oczywiście każda sytuacja jest inna, ale z tych wspólnych świadectw, każdy może znaleźć choć cząstkę swojej własnej rzeczywistości, w której się znajduje.

    Serdeczny uścisk dłoni:)

    OdpowiedzUsuń