wtorek, 2 czerwca 2009

złodziej życia (2)


Działanie szatana ukazane jest już na początku dziejów ludzkości.

Ewa zrywa owoc – przestępstwa dokonuje sama, ale kusi ją szatan. Tak jest i dzisiaj.
Grzeszymy sami, ale często (nie zawsze) sprawcą myśli o grzechu jest szatan.

Szatan podchodząc do Ewy nie mówi – „Zerwij owoc i zjedz!”. To byłoby zbyt proste i zbyt czytelne. Pierwszą jego czynnością jest NAWIĄZANIE KONTAKTU z nami. Dlatego podchodzi do Ewy i mówi: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedźcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Czy Bóg zakazał zrywać owoców z każdego z drzew? Nie. Szatan dobrze o tym wie i dlatego zadaje takie pytanie. Po co? Chce nawiązać relację z człowiekiem. Ewa odpowiada: „Nie, możemy zrywać owoce z drzew, tylko z tego jednego nie wolno nam zrywać”. I zaraz mówi dlaczego nie wolno im zrywać. Wówczas szantan neguje słowa Boga.

Dzisiaj działa podobnie - delikatnie i subtelnie wypowiada te same słowa: Czy rzeczywiście Bóg powiedział…?

Czy rzeczywiście to jest takie złe? Przecież, jak inni to robią to dlaczego ty masz tego nie zrobić? Czy rzeczywiście można być pobożnym na co dzień? W taki sposób nic nie osiągniesz. Więc trochę samolubności, chciwości i moich rozkoszy możesz dodać to swojej świętości. Czy rzeczywiście Bóg interesuje się światem, skoro jest tyle zła, cierpień? Czemu nie reaguje? Myślisz, że interesuje się Tobą? Czy rzeczywiście warto się uświęcać? Przecież jesteś TYLKO człowiekiem. Popatrz na innych, w porównaniu z nimi żyjesz całkiem przyzwoicie. Szatan spacza ludzki umysł, który przez to nie zdaje egzaminu wiary (por.2Tym.3:1-9).

Nasze życie z Bogiem jest INDYWIDUALNE, a nie grupowe. Szatan posługuje się często negatywnymi przykładami innych ludzi. Nie odczuwamy jego słów dosłownie. Działa przez nasze myśli, bo to istota duchowa i ma możliwość oddziaływania w taki sposób. Nie czytamy własnych myśli, jako myśli szatana, ani tym bardziej nie mamy jego obrazu przed sobą, więc tak bardzo potrzeba nam być czujnym. Szatan nie działa prosto, ani czytelnie, działa przebiegle.

Dlatego potrzeba nam wyczulić się na to, że może chcieć zadziałać przez nas – jak?

Tak, jak zawsze - przez kobietę (Ewa), przez nieprzyjaciół, niepowodzenia, choroby (historia Hioba), przez podsuwanie kiepskich pomysłów najświętszym nawet ludziom, jak choćby Dawid (1Krn.21:1). Szatan może zwodzić "dobre" rady (Mat.16:22n), czyli przez podawanie się za anioła światłości (2Kor.11:14), przez wybieranie Słowa Bożego z naszych serca, czyli zaśmiecanie nam głów innymi "ważnymi" sprawami. Może nas kusić, byśmy starali się dokonać wielkich czynów, jak to czynił w przypadku Jezusa (Mat.4:3,6). Może działać przez przyjaciół, jak choćby w przypadku Piotra, który w dobrej wierze strofował Jezusa. Działa podszeptując administracyjne i siłowe sposoby rozwiązywania sporów z drugim człowiekiem. Ważne, by pamiętać, że może zadziałać przez osobę wierząca, bo jak zadziałał przez Dawida czy Piotra, to tak samo może zadziałać przez nas, chcąc wymóc na nas jakąkolwiek ugodę.

Nasza uwaga powinna więc być skoncentrowana na WALCE, jaka toczy się w naszych MYŚLACH i EMOCJACH - ta walka wymaga zbroi Słowa i ustawicznej pracy nad sobą.

Apostołowie Jakub i Piotr piszą wprost:
Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu,
a ucieknie od was (Jak.4:7).
Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć.
Mocni w wierze, przeciwstawiajcie się mu (1P.5:8n).


Dają wzorzec, jak walczyć z szatanem. Najpierw trzeba PODDAĆ SIĘ BOGU, a potem PRZECIWSTAWIĆ SIĘ temu, który występuje przeciwko nam i tym, których kochamy.

Jak się przeciwstawiać?
Daje nam przykład sam Pan Jezus. Gdy Szatan przystępuje do Niego na górze, aby Go kusić, odpowiada mu: Idź precz szatanie! (Mat.4:10). Jezus NIE WCHODZI z szatanem W DYSKUSJĘ. On nie walczy z pokusą, ale odrzuca ją jednym zdaniem. Nie daje narodzić się pokusie. Do tego trzeba być jednak czujnym, zdać sobie sprawę ze swoich słabości. Pokusa może się rozwinąć w taki sposób, że nie spostrzeżemy, jak będziemy w sytuacji, w której nie będziemy w stanie trzeźwo myśleć, analizować skutków tego co nastąpi.

Szatan często wykorzystuje pewność siebie człowieka, okłamującego samego siebie, że pokusy nie mają nie mają nań wpływu, a to wymarzona pożywka dla niego. Łatwiej jest unikać pokus niż później uwolnić się od autora ich mocy. Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł (1Kor.10:12).

Znam siebie i wiem, że jak znajdę się w niewłaściwym miejscu tym przestrzennym czy w tym w swoich myślach to mogę przegrać. Dlatego nie chcę w pewnych miejscach się znajdować, bo jestem słaby i mam świadomość tego. Moje najgorsze głupstwa, które w życiu popełniłem wiążą się, że w porą nie powiedziałem: Idź precz! Aby wypowiedzieć te słowa we właściwym czasie potrzebna jest MODLITWA i POST (por.Mar.9:14-29), bo czasami jesteśmy bezsilni, na swój grzech, ponieważ pewne przywary są w nas już tak zakorzenione, że nie sposób je pokonać inną drogą niż w MODLITWIE wzmocnionej POSTEM.


Warto jest WALCZYĆ ze swoimi problemami NIE SAMEMU, a we dwóch lub trzech wyznając je najbliższym. Wspólna modlitwa ma ogromną moc, z której często nie korzystamy wstydząc się nawzajem swoich ułomności i udając bardziej świętych, niż w rzeczywistości jesteśmy (por.Jak.5:16; Mat.18:19n).


Ponadczasowa rada króla Salomona: Nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak pięknie błyszczy, jak łatwo płynie do gardła, bo w końcu ukąsi niby wąż, jak żmija jad swój wypuści (Przys.23:32n). Na przykładzie alkoholu daje przykład, jak działa każda pokusa, z pozoru nie groźna (napicie się wina nie jest przecież grzechem), a przez nią szatan. Możemy na coś PATRZYĆ tak, że da to upust naszym namiętnościom. Wówczas zacznie to DOJRZEWAĆ i zacząć BŁYSZCZEĆ, tak że PRZEKROCZY naszą GRANICĘ, kiedy można jeszcze powiedzieć STOP; grzech WPŁYNIE i wówczas będzie już za późno, UKĄSI i wypuści swój jad destrukcji mieszkającego w nas dobra. To proces wpadania w pajęczynę grzechu.

Nie musimy przesadnie mówić o szatnie, ale dobrze mieć świadomość, że kręci się obok naszego życia czy chcemy tego, czy nie i nasza walka z nim sprowadza się do kontrolowania naszych myśli i emocji, bo jak piszą apostołowie Jan i Piotr obecnie cały świat leży w mocy Złego ( 1J.5:19 ), i diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć (1P.5:8 ). To jest ważne informacja. Szatan szuka sytuacji godnej do zaatakowania. Sytuacji, kiedy jesteśmy mniej czujni, sytuacji w której może podłączyć się pod nasze emocje.

Nie jest możliwe wyzbyć się pokus. One są i będą przychodzić. Walka z nimi polega na ich WYPIERANIU. Nie można ich nie mieć, bo często nie my jesteśmy ich autorami. Sama pokusa nie jest grzechem. Dopiero gdy pocznie rodzi grzech. Nie można nie odczuwać pokus, należy zaś WYPRZEĆ ZŁE MYŚLI DOBRYMI, a czas kiedy przychodzą ze zdwojoną siłą wypełnić modlitwą.

Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce. A nie dawajcie miejsca diabłu! (Efez.4:26n). Ap.Paweł ostrzega świętych i jasno pokazuje, że szatan może znaleźć swoje miejsce w życiu wierzącego. I to nie tylko w gniewie, który nie ustępuje, ale też w innych sprawach.

Spotykam wierzących, którzy negują działalność ewangelizacyjną mówiąc, że czas Ewangelii już minął. Czy nie jest to właśnie po myśli diabła? Czy takie zdanie nie jest wymarzonym zdaniem naszego przeciwnika?

Szatan zniechęca do wszelakiej działalności. Ile razy, kiedy chciałem coś zrobić, zorganizować przychodził z nie wiadomo skąd ze zniechęceniem, pytaniem, czy ma to sens, lub z czarnymi wizjami, że się nie uda.

Podkreślę raz jeszcze. Nie chcę pisać, że wszystkie nasze ułomności, których się dopuszczamy są tylko i wyłącznie winną szatana. Moglibyśmy wysnuć błędny wniosek, że to co złego robię to nie ja, a diabeł posłużył się moją osobą, ewentualnie zdanie przykrywka – „to moje ciało, nie ja!”. Nie. Tak nie jest. Za wszystko odpowiedzialny jest człowiek. Szatan tylko - często skutecznie - podpowiada nam, jak pójść w stronę zła. Nie robi niczego za nas. To nasza WOLNA WOLA DECYDUJE. Tak samo, jak wybieramy zrobić coś dobrego korzystając z chcenia, które jest od Boga, tak samo możemy przyjąć coś zupełnie przeciwnego.

Jeszcze jedna rzecz z działalności szatana który, jako złodziej kradnie, niszczy i zabija.
To najcenniejsza waluta naszego życia - czas.

Robi to w sposób wyrachowany oferując często złudzenie odpoczynku przed komputerem zamiast przed Bogiem. W zmęczeniu prowadzi w grzech marnotrawstwa czasu. Kradnie, niszczy i zabija czas, dziś najczęściej oprócz komputera przez telewizor (współczesną kapliczkę), zabierając całe popołudnie oferując kanapę przy ulubionych serialach, filmach, godzinach spędzanych przy grach komputerowych. Nie piszę, że oglądanie filmów jest złe, ale jeżeli zabiera nam cały nasz wolny czas to kto umie dobrze czynić, a nie czyni, ten grzeszy (Jak.4:17).

Ktoś postawił na stole słoik. Po czym włożył do niego duże kamienie. Gdy kamienie wypełnił cały słoik zapytał: „Czy słoik jest pełny?”. Odpowiedziano mu, że tak. Więc wyjął on spod lady worek małych kamyków. Wrzucił je do słoika i potrzasnął, tak, że małe kamyki wypełnił przestrzenie pomiędzy dużymi. Zapytał ponownie, czy słoik jest pełny? Już nie odpowiedziano mu ochoczo, że tak. Wziął więc piasek i wypełnił nim wolne przestrzenie pomiędzy małymi kamykami. Wówczas pomyślano, że słoik jest już pełen, ale dolano do niego jeszcze wodę.

Wcale nie jest łatwo wkładać do naszego życia na początku te „największe kamienie.” Potem zapełniać czas „mniejszymi kamykami”, a na samym końcu „piaskiem”. Wszystko podlać Duchem Świętym.

„Największe kamienie” nie koniecznie muszą wiązać się z po ludzku pojmowanymi wielkimi uczynkami. Czasami to zwykłe odwiedziny, modlitwy za kimś (wydzielenie czasu na to). Czasami tym dużym kamieniem może być po prostu moje zrezygnowanie z demonstracyjnego udowodnienia mojej racji i co za tym idzie trochę Jezusowej cichości, której poszukuję.


List do Efezjan 6:10-18.
Na koniec bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Przyobleczcie pełną zbroję Bożą, byście się mogli ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przecie krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnością, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich.

Św.Paweł pisze, że nie toczymy walki przeciwko ciału, a toczymy ją przeciwko komuś o wiele silniejszemu.
Dlatego dalej pisze: Dlatego przywdziejcie pełną zbroję Bożą, abyście zdołali się przeciwstawić w dzień zły i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc do walki, przepasawszy biodra wasze prawdą i przyoblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę, jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelkiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu!


Dostajemy nakaz założenia zbroi Bożej. Nikt za nas nie odbędzie tej wojny. Pan Bóg, ani Jezus nie będą za nas walczyć. To my mamy walczyć ich mocą. Pan Jezus przez swojego Ojca dał nam moc zwycięstwa szatana: Dałem wam władzę stąpania (…) po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi (Łuk.10:19). W Liście do Efezjan św.Paweł pragnie abyśmy doświadczali czym przeogromna Jego moc względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły (Efez.1:19). Jezus nie wykona całej pracy za nas, bo to tak, jakby żołnierz stwierdził na wojnie: „Mój dowódca stoczy walkę za mnie. Ja nie będę w ogóle strzelał”.

A szatan pała wielkim gniewem świadom, że ma mało czasu (Ap.12:9). Każdą chwilę spędza nad doprowadzeniem nas do upadku. Czyni to w sposób wyrafinowany. Często jego działalność znajduje się poza naszą świadomością. To jest istota czynienia pułapki. Na pierwszy rzut oka jest niewidoczna, dlatego się w nią wpada.


***

wciąż namawia
przedstawia oferty, kusi cenami.
dopasowuje słowa do indywidualnych potrzeb klienta.
wabi promocjami.

mówi, że wszystko jest na sprzedaż, że to tylko kwestia ceny,
każdemu należy się chwila przyjemności.
z szerokim uśmiechem zachwala szeroką drogę,
po obu stronach czynne całą dobę

butiki złudzeń.

nie rezygnuje tak łatwo
co prawda Jezus nie dał się skusić, co więcej
nieźle mu nagadał, ale reszta...

reszta już nie taka twarda
nie taka zdecydowana
brzęczą monety, tłum czeka, serce drży jak liść na wietrze.
tylko jeden pokłon. jeden jedyny i wszystko będzie twoje!

każdego dnia, dwadzieścia cztery godziny na dobę, sprzedawca kłamstw
u naszych uszu, u naszych serc, przy naszych słabościach
dwoi się i troi bo premia czeka

„jeszcze jeden głupiec uwierzył..."

jeszcze jeden przeszedł na stronę wroga. piekło tańczy...

zanim zegniesz kolana i pochylisz kark
sprawdź, skąd pochodzi szept.

(autor wiersza: Katarzyna Zychla, którą w tym momencie serdecznie pozdrawiam,
ciepły uścisk dłoni Kasiu:))

26 komentarzy:

  1. Świetna przejrzysta i konkretna notka! No, diabeł na pewno nie jest z niej zadowolony, bo wróg naszej duszy nie lubi jak się go demaskuje i zdradza sposoby działania, ale trzeba o tym mówić, nazywać rzeczy po imieniu, bo nie rodzimy się doskonali, lecz dążymy do doskonałości, ucząc się dróg Boga, a odrzucając propozycje i podszepty złego... a także ucząc się je rozpoznawać zawczasu... Serdeczności dla Autora :) C.B. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Serdeczności i dla Ciebie:)

    Węzeł potrójny nie łatwo się zerwie, pisze kaznodzieja Salomon.
    Słowa te często odnosi się do małożeństwa, które zbudowało swój zwiazek na fundamcenice ufności Bogu; kiedy ich Panem jest Bóg. Taki związek z takim Opiekunem nie łatwo się zerwie.

    Te słowa tyczą się rownież relacji miedzyludzkiej, w której najwyszą wartością jest Bóg. Poprzez wspólne pochylanie się nad Słowem Bożym, wspólną wymianę zdań popartą ich przeżyciem, tworzymy węzeł, który przeciwnik łatwo nie zerwie, bo tworzymy go ty i ja, a nad nami jest Bóg, który spaja nierozerwalnie.

    Jak najwięcj takich relacji dla Was,
    drodzy przyjaciele.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ważne słowa. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie, trzeba się wyczulić na "godzinę pokuszenia" jaka miała przyjść na świat. Autorem tego pokuszenia jest jak zwykle szatan. On nas bombarduje tak wieloma różnymi bodźcami, że można się łatwo w tym świecie pogubić. Zastanawiam się na ile Jezus daje siły, a na ile my sami musimy tą siłę zdobyć, by zwalczyć przychodzące pokusy... Kto jest choć trochę słaby, z pewnością ulegnie. Niech nas strzeże Bóg, przed "królem tego świata".

    Czuwajcie i módlcie się, byście nie popadli w pokuszenie...
    Mat. 26:41

    OdpowiedzUsuń
  4. "Zastanawiam się na ile Jezus daje siły, a na ile my sami musimy tą siłę zdobyć, by zwalczyć przychodzące pokusy."

    Możność nasza jest z Boga, co ukazuje św.Paweł. Warunkiem tego jest nasza współpraca z Bogiem, nasze pragnienie z Nim relacji.
    Wówczas nabywamy Bożego ducha, który czyni nas świątynią, w której mieszka Bóg. Dopiero to życie według ducha prowadzi do zwycięstwa. Duch jest spoza nas, jest Boży, ale to od nas zależy, jak bardzo w nim żyjemy. Więc widzę uzupełniającą się zależność - im więcej mojego pragnienia Boga i Jemu ufności i oddania tym więcej we mnie jego ducha, który daje moc stąpania po mocy złego.

    Wczoraj zachwycił mnie tekst
    z Księgi Sędziów 15:14:

    Samsona podpala plony Filistynów i toczy z nimi walki. Pokonując wroga uchodzi do groty skalnej w Etam w zmieni pokolenia judzkiego. Filistyni żądni zemsty podążają za nim. Samson związany dwoma nowymi powrozami zostaje oddany w ręce wroga... "ale jego opanował duch Pana, i powrozy, którymi był związany w ramionach, stały się tak słabe jak lniane włókna spalone ogniem, a więzy poczęły pękać na jego rękach."

    Możność Pana jest od Boga,
    ale
    Bóg przychylniej udzieli swojej mocy tym, którzy szukają Go z całego serca,
    i żyją z Nim w prawdzie.

    Siłę daje Bóg.
    Warunkiem jej otrzymania jest modlitwa (por. też przykład z życia Samsona: Sędz.16:28),
    oraz
    świadectwo posłuszeństwa swoim życiem,
    naszemu Świętemu Ojcu.

    Wraz z ustanowieniem Nowego Przymierza rolę w naszej walce z złem spełnia też Jezus.

    Do znanych słów:
    "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia, w Jezusie",
    dodam
    inne piękne świadectwo św.Pawła
    "Jego to głosimy, upominając każdego człowieka i ucząc każdego człowieka z całą mądrością, aby każdego człowieka przedstawić jako doskonałego w Chrystusie. Po to właśnie się trudzę, walcząc Jego mocą, która potężnie działa we mnie (Kol.1:28n).

    Walczymy Jego mocą.
    Oby, potężnie działała w nas.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm, gdybym sama nie przeżyła pewnych rzeczy to bym się nie zgodziła z Tobą... Ale człowiek po dosięgnięciu dna wie już co i jak. A z tego dna wyciągnąć może tylko Jezus! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alu, jeżeli możesz - napisz, jak Jezus wyciągnął Cię z tego o czym wzmiankujesz? Takie świadectwa żywej działalności Boga, wierzę, że nauczą nas wszystkich, że warto pójść za Jezusem, a zarazem będę oddaniem Jemu dziękczynienia i
    chwały naszemu Jedynemu, Wszechmocnemu Ojcu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Opisywałam to na blogu swoim ale napiszę tu w dużym skrócie - byłam zaangażowana w New Age parę lat, dorobiłam się ostatecznie choroby nerwowej (o ile nie umysłowej) byłam nawet o krok od samobójstwa - ale cofnęłam dłoń. Poznałam wtedy (przez blog) pewnego chrześcijanina, myślę że to nie był przypadek :) No i odwracałam się stopniowo od tej sekty (niech każdy mówi co chce, dla mnie New Age to sekta), aż zupełnie zerwałam kontakt z tamtym człowiekiem który mnie wciągnął w to bagno i był autorytetem. Teraz moja psyche jest zdrowa :D Nie mam lęków (oprócz odwiecznego lęku wysokości), napadów natręctw, urojeń, depresji... Bo niestety do tego doprowadza to zwiedzenie. Ale teraz moim Panem jest Jezus! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Radku, staram się systematycznie czytać Twoje słowa. Powiem Ci szczerze, że jestem nimi zbudowany. Urabiaj swój talent by być nazwanym sługą dobrym i wiernym. Pisz ku chwale Boga Ojca i Jezusa Chrystusa, a nam jako lekcje które powinniśmy stosować w codzienności.
    Pokój.
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  9. dziękuję za odpowiedź, praktyka jest trudniejsza niż teoria, Pan z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  10. Alu, dziękuję za odpowiedź. Czytałem na blogu nadwrażliwca:) Twoją notkę, a tu może przeczyta ją więcej osób, ku przestrodze. Dla mnie ruch New Age jest obcy, zawiele o nim nie czytałem. A warto wiedzieć na co mogą natrafić ludzie żyjący obok nas; wiedzieć by umieć pomóc.

    Serdecznie Cię pozdrawiam Alu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tomku, dziękuje za dobra życzenie. Oby te słowa "sługo dobry i wierny" stały się naszym udziałem, kiedy przyjdzie nasz Pan, Jezus Chrystus.

    Marzę o tym by z moimi przyjaciółmi, oraz z wszystkimi tymi, których nie znam, a którzy kochają Pana Boga kiedyś wspólnie się spotkać i wspólnie zaśpiewać pieśń nową dla naszego Ojca. Nie chcę zawieść Boga, bo wiem, że jest to i Jego marzeniem.

    Póki co cieszę się z tego, że mogę w nocy czy za dnia zaśpiewać Bogu pieśń chwały, że mogę je śpiewać z moimi przyjaciółmi, że mogę pisać tu na blogu i dzielić się z Wami to co Pan Bóg przez Słowo objawia. Cieszę się, że mogę czytać Was, a przez to poznawać, jak działa w Was Bóg.

    Alicja, napisała, że na swej drodze poznała przez blog pewnego chrześcijanina, z którym, jak się domyślam - jest zaprzyjaźniona.
    I ja przez ten blog poznałem parę pięknych osób. Z niektórymi będę miał możliwość spotkać się w realu. Z pierwszą z nich, już za tydzień. Cieszy mnie to, bo lubię uczyć się i obserwować Boga w człowieku.

    Pozdrawiam ciepło Tomku.
    Pokój Tobie i Wam wszystkim,
    niebiescy przyjaciele.

    OdpowiedzUsuń
  12. "dziękuję za odpowiedź, praktyka jest trudniejsza niż teoria"

    Proszę:)

    Dobrze jest zmniejszać dystans pomiędzy słowem przez się wypowiadanym, wypisywanym
    a
    życiem codziennym, pozaniedzielnym.

    Z Panem Bogiem praktyka staje się łatwiejsza.
    Z naszej strony - TRWAĆ.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, jesteśmy przyjaciółmi nie tylko wirtualnymi, ale i już w świecie realnym! W końcu dla chcącego nie ma nic trudnego zawsze można przyjechać ;) A poza tym zapraszam na mój drugi blog w całości poświęcony New Age - www.bylamwnewage.blox.pl .Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Alu, ja nie raz będę w Krakowie, więc biorę za słowo:))

    pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
  15. A kiedy będziesz w Krakowie? Bo ja z kolei nie wiem kiedy wyjeżdżam z Krakowa (jestem chora teraz), ale nawet jak wyzdrowieję lada dzień to nie tak szybko wyjadę :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Alu, pewnie 4 lipca:)
    Czasami jestem ot tak, nie planowanie,
    odwiedzając przyjaciół,
    lub jeszcze z innych powodów.
    Odezwij się na mojego maila;
    napiszę, jak będę w Krakowie
    i może wówczas
    uda nam się spotkać.

    Teraz, życzę Ci zdrowia,
    i ciepałka na weekend:)

    Serdeczny uscisk dłoni:)

    OdpowiedzUsuń
  17. szkoda że ja mieszkam tak daleko od Krakowa ;-)

    Dzięki Radku, ten post poukładał mi kilka ważnych rzeczy. Bałam się że np. skoro w głowie pojawiają mi się różne niedobre myśli, pokusy do złego, to nie mogę być Bożym dzieckiem, bo ono na pewno nie ma takich myśli... Ale tu masz chyba rację - sama pokusa nie jest grzechem, tylko jeśli jej się poddamy, wtedy jest grzech.

    Myśl, że nasze życie jest pełne pokus, które nie są grzechem dopóki nie poczną, jest dla mnie pewną otuchą... Bo grzechem nie jest tylko coś złego, co zrobię (lub nie zrobię, choć mogę), ale też jest przestrzeń myśli, w której może dziać się wiele niedobrego... Tak właściwie to tu chyba zaczyna się wszystko. Nie zawsze te myśli przechodzą w sferę działań, co jednak nie znaczy, że jesteśmy czyści i wolni od grzechu...

    Zastanawiam się też nad słowami:
    "Moglibyśmy wysnuć błędny wniosek, że to co złego robię to nie ja, a diabeł posłużył się moją osobą, ewentualnie zdanie-przykrywka "to moje ciało, nie ja"!"

    Zdaje mi się, że rozumiem tę wypowiedź - nie możemy wszystkiego "zwalać" na szatana. Tylko ciekawi mnie to, że podobnych słów użył apostoł Paweł: "Ale jeśli to czynię, czego nie chcę, zgadzam się z tym, że zakon jest dobry. Ale wtedy czynię to już nie ja, lecz grzech, który mieszka we mnie." (Rzym 8:15-16)

    Czy to znaczy, że nie można wszystkich pokus i grzechów "zrzucić" na szatana, ale na ciało?

    Bożej siły do odpierania złych pokus kochani wirtualni i realni przyjaciele :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Apostoł Paweł we fragmencie, który cytujesz
    (to 7r.) pisze o walce ciała z duchem. Ciało dąży do grzechu, duch do świętości. Zarówno duch, jak i ciało (+ dusza) tworzą człowieka. Tak nas stworzył Bóg.
    Przez swojego ducha możemy zbliżyć się do Boga, który jest DUCHEM (J.4:24). Najważniejszą funkcją człowieczego ducha jest kontakt z Bogiem; „kto łączy się z Panem, jest z Nim jednym duchem (1Kor.6:17).” Nie możemy powiedzieć tego o ciele, bo łączność człowieka z Bogiem, który jest Duchem może być tylko na płaszczyźnie ducha.

    Ciało to oprócz tego co widzimy, nasze ego, nasza wola skażona grzechem, wraz z upadkiem naszego praojca Adama. Ciało podąża w stronę przeciwną niż duch.

    Zarówno duch, jak i ciało stanowi jednak człowieka. Nie możemy ich rozdzielić od siebie. Św.Paweł ukazuje w swojej wypowiedzi walkę między duchem a ciałem, a zarazem dramat człowieka wierzącego. Nasza życie to staranie się, by nasz duch objął władanie nad ciałem. Żywy chrześcijanin przynależy już bardziej do ducha niż do ciała, odwrotnie ci, którzy idą z nurtem tego świata.

    Kiedy więc grzeszę czynię coś wbrew duchowi, który wyraża moje pragnienie bliskiej relacji
    z Ojcem. Nie możemy jednak powiedzieć, że uczyniło to ciało, jakaś całkowicie oddzielona część mnie, bowiem zarówno ciało i duch to człowiek.

    Św.Paweł personifikuje grzech, którego pastwiskiem jest nasze ciało. Grzech nas zniewala i walczy by nie poddać się duchowi. Przez to człowiek staje się wewnętrznie rozdarty – pragnie dobra, ale też nie może uwolnić się od zła. Pragnieniem człowieka nawróconego jest DOBRO, stąd można napisać, że kiedy grzeszę – czyni to moje ciało, nie ja, bo moje ja jest już w duchu, nie w ciele.

    Choć z tą myślą trzeba uważać:) Na pewno w taki sposób się nie usprawiedliwiać i nie folgować walce z swoimi niedomogami.

    Usprawiedliwia tylko Bóg.

    Tak to rozumiem.
    A Ty, Gosiu?
    Napisz, bo to bardzo ciekawe pytanie.

    :)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ciekawe są Twoje myśli, Radku :) przepraszam, nie wiedziałam, że to będzie tak teologiczne pytanie..

    Podoba mi się jak piszesz, że grzechu nie dopuszcza się jakaś niezależna ode mnie część, której nie mogę kontrolować. Że duch i ciało tworzy człowieka. Bo faktycznie, czytając pobieżnie ten fragment można sobie znaleźć argument na folgę. Wcześniej właśnie myślałam, że nawet jeśli grzeszę, to duch mój tak naprawdę chce czynić dobro, więc mogę być usprawiedliwiona. Ale jest jak piszesz - usprawiedliwia tylko Bóg. Żadnych furtek dla grzechu.

    Nie chcę powtarzać myśli, bo się po prostu zgadzam :) dziękuję bardzo za logiczną i przejrzystą odpowiedź :)
    (a może ktoś jeszcze chciałby coś dodać? bardzo jestem ciekawa Waszych myśli :)

    cieplutko pozdrawiam, żeby od teologii nie ochłodniała nam tu atmosfera :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Potwierdzę wypowiedzi moich poprzedników - naprawdę dobrze napisane, jasno przedstawiona strategia diabła. Sama znalazłam tu dużo zachęty dla siebie. Trudne jest to dla mnie, że mimo iż pewne rzeczy wiemy, to potrafią się one stać w naszym życiu takie jałowe i bez mocy zmieniania. Dopiero takie przypomnienie jak Twoje daje nowe siły. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  21. Aniu,
    to że wiemy
    nie znaczy,
    że tym żyjemy.
    Niestety.

    Ktoś kiedyś powiedział,
    że wierzymy tylko w te słowa Biblii,
    które wypełniamy swoim życiem.

    Nie tak dawno czyniliśmy remont
    naszego domu nabożeństw.
    Uczestnicząc w nim,
    cały czas nachodziły mnie myśli,
    że wraz z odświeżeniem ścian,
    parkietu i wycieraniem ściereczką
    kurzu z mebelków
    tak samo mamy obowiązek
    oczyszczać i odnawiać
    swojego ducha.
    Szczerze zaglądać do samego siebie
    i doglądać jak tam współgra
    Słowo, które czytam (o ktorym wiem)
    z moim życiem.


    I Pan Bóg podpowiada,
    byśmy przyoblekali się w nowego człowieka,
    który wciąż ma się odnawia,
    na Jego obraz, obraz Boga, który nas stowrzył.

    Taki remont własnego ducha warty jest częstego kultywoania.


    Aniu, ta jałowość dotyka nas z różną częstotliowścią. Oby, jak najrzadziej i jak najmniej dotkliwie.
    Dlatego cieszę się, że korzystamy ze swoich doświadczeń. Niech nasze słowa a w nich ukryte serca są dla nas wzajem listami, pisanymi Duchem Świętym, w którym łatwiej będzie obalić nam naszego przeciwnika. Cieszę się, że Pan Bóg kształtuje nas na żywe listy.


    Tobie, Ojcze największa CHWAŁA i największe DZIĘKJĘ!

    OdpowiedzUsuń
  22. Gosiu, teologia nie zawsze ochładza:))


    :)pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  23. też racja ;-) a nawet czasem trzeba uważać, żeby się od niej za bardzo nie przegrzać...

    :)

    OdpowiedzUsuń
  24. nie przegrzać, nie ochłodzić - ale dobrze by było jednak przy niej ciepło:))

    OdpowiedzUsuń
  25. Tak, Radku, ja też dziękuję Bogu za ludzi, z którymi mogę się dzielić doświadczeniem i stawać się dzięki temu silniejsza. :)

    OdpowiedzUsuń