czwartek, 2 lipca 2009

Boże podpowiedzi


Szedłem z moim przyjacielem przez krakowskie Planty. Kiedy przechodziliśmy obok ludzi siedzących na ławkach, zobaczyłem płaczącą dziewczynę. Pomyślałem, podejdę do niej i zapytam, czy wszystko w porządku. Podszedłem w myślach prosząc Pana Boga, aby udzielił mi swojej mocy, abym mógł jej jakoś pomóc. Spędziliśmy rozmawiając ze sobą jakieś 20 minut. Miała na imię Kinga. To była piękna rozmowa. Czułem, że błogosławiona przez Ojca. Rozmawialiśmy o czasie, dzięki któremu łagodzone są każde nasze rany, o prawdziwej przyjaźni, która potrafi wziąć na swoje barki problemy innych. Wreszcie o Panu Bogu, który wysłuchuje każdych naszych modlitw i pomaga. Tak, rozmowa ta była przez Niego prowadzona. Czułem to. Kinga zauważyła, że czasami jest tak, że czegoś bardzo chcemy, a wszystko się układa całkiem nie po naszej myśli. Dopiero po upływie czasu spostrzegamy, że to, co kiedyś wydawało nam się krzywdzące, stało się teraz błogosławieństwem Bożym. I dziękujemy Mu, że tak wszystkim pokierował i przepraszamy Go, że chcieliśmy w nasze życie wprowadzać swoją wolę, a nie powierzyć się Jemu. Uśmiechnęliśmy się do siebie nawzajem – i teraz tak będzie – powiedziałem.

Łzy przestały płynąć z jej oczu. Wręczyłem jej malutki Nowy Testament, który miałem ze sobą, mówiąc, że słowa zawarte w nim mają dla mnie ogromne znaczenie i wiele razy przez nie Jezus Chrystus, mój największy Przyjaciel, wyciągał mnie z moich zmartwień.
- Kinga, życzę ci takiego uśmiechu, jaki masz teraz przez cały czas. Aby radość na twojej miała w Nim źródło.
- Ten uśmiech spowodowałeś swoją obecnością. Dziękuję ci za to, że przystanąłeś i spędziłeś ze mną tę chwilę czasu – powiedziała.
Zrozumiałem wtedy, że moje podejście do niej miało głęboki sens Boży.

Przez takie spotkania i rozmowy Pan Bóg uczy mnie, aby nie przechodzić obojętnie obok ludzi spotykanych na ulicy, spotykanych w swoim życiu. Bo jeśli kogoś zauważam, to jest to dane mi przez Boga. Mogę to zlekceważyć i pójść swoją drogą. Mogę też przystanąć, podejść, porozmawiać. Zamienić kilka słów, poświęcić kilka minut. I może przyniosę komuś ukojenie? Może przez to spotkanie przemówi do mnie Bóg? Może sam się wzbogacę? Może poczuję Jego bliskość? Może On ode mnie, od ciebie, tego wymaga? Tylko, że my w swoim zagonieniu zapominamy o istocie prawdziwego chrześcijaństwa.

Boję się, że tylko czasami dostrzegam potrzebujących, a wokół mnie jest ich tak wiele: płaczący człowiek na ławce, samotna siostra w zborze, ubogi na ulicy, schorowany brat, któremu trudno przyjść na nabożeństwo. Kalecy, niewidomi, niesłyszący, których milczenie woła. Pobitym, leżącym na drodze do Jerycha jest każdy z nich. Kapłanem i lewitą mogę być ja, ty. Dobrymi Samarytanami możemy być my wszyscy.

Módlmy się do naszego dobrego Ojca o dar dostrzegania, niesienia pomocy, o uczynki, które On nam podpowiada. Bo to, co czynimy dobrego, jest zawsze od Pana Boga. My tylko to usłyszeliśmy. Nie stawajmy się więc głusi na głos Boży. Wtedy staniemy się prawdziwymi naśladowcami Jezusa Chrystusa, a Bóg będzie nam w tym błogosławił.
A nie zapominajcie o dobroczynności i pomocy wzajemnej; takie bowiem ofiary podobają się Bogu (Hebr. 13:16).



P.s. Refleksja po…

Nieraz w sposób wyjątkowy poddaje dni Panu Bogu do Jego dyspozycji, intensywniej niż co dzień modlę się i proszę: „Ojcze, chcę, aby ten dzień szczególnie należał do Ciebie. Pokaż mi proszę, co mogę zrobić dla Ciebie, aby Twoje imię jak najmocniej mogło być uwielbione. Pokaż mi ludzi, do których chciałbyś mnie posłać, którym mógłbym przekazać moc Twojej miłości.”

Niesamowite jest, jak nasz Bóg często odpowiada, kiedy szczere, rodzące się z pragnienia działania dla Niego modlitwy zamienia w konkretne sytuacje i konkretnych ludzi, których stawia przed nami, byśmy mogli pod Jego nadzorem pomóc.
Już nie raz stanąłem oniemiał przy potędze Jego subtelnej mocy, którą dotyka przez codzienność wydarzeń.

Smuci mnie jednak to, że nieraz zapominam o tym. Zapominam o takich modlitwach, by Bóg mnie używał, kreował sytuacje w których będzie się mną posługiwał.

Kiedy tak się modlę, tak często mnie zaskakuje, a ja zbyt często o tym zapominam.

Chcę więcej Ciebie Panie. Więcej radosnej, szczerej pracy, byś po prostu Ty został uwielbiony nie tylko językiem, a czynem rodzącym się z pragnienia bycia z Tobą… na zawsze. Hallelujah.

14 komentarzy:

  1. Niech Ci się stanie, jak napisałeś. Wiara bez uczynków, które podobają się Bogu jest po prostu martwa... Kate

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie... i prawdziwie. I przypomniałeś mi, że ja dzisiaj nie zapytałam... Co mam czynić dziś, Panie, aby pełnić Twoją wolę?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu i Asiu, kiedyś czytałem taką opowieść: „Pewien człowiek stanął przed Sądem Bożym. Z przekonaniem przemawiał: ‘Panie, zawsze respektowałem twoje prawa i przykazania. Nie uczyniłem nic złego, nieprawego czy karygodnego. Panie, moje ręce są czyste!’ Bóg odpowiedział mu: ‘Bez wątpienia, bez wątpienia, ale są puste!’”

    Pozdrawiam Was ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowita była Twoja rozmowa z tą dziewczyną. To prawda, że Bóg zawsze odpowiada na gorące pragnienie naszego serca. Jest tyle rzeczy do zrobienia, a czasem żyjemy obok, swoim życiem. Ja niestetety miewam również takie sytuacje (chyaba nawet częściej niż nie miewam), kiedy nie oddaję dnia Bogu, aby mógł mnie użyć. W tatłoku spraw wyślizguje się to z moich planów. Ale Twoje świadectwo jest dla mnie nową zachętą. Dzięki. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobna rzecz stała się i dzieje się - bo piszę tu o procesie - między mną a koleżanką chorą na depresję. Bardzo mnie to cieszy, że nawet negatywne doświadczenia mogą tak bardzo pomóc w zrozumieniu drugiego człowieka. Co oczywiście nie znaczy że mamy stawać się np. alkoholikami żeby zrozumieć alkoholika :) Nic z tych rzeczy, po prostu wiem że to nie przypadek że zaczęła właśnie przy mnie się otwierać - a wiem jak dla osoby w depresji jest to ważne. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki drogie siostry za Wasze słowa. Cieszę się, że możemy sobie ufać i dzielić się wspólnie tym co mamy w sercu i co dla nas najważniejsze. Niech przez to jest uwielbiony nasz Wspaniały i Wszechmogący Ojciec.


    Dzisiaj śpiewałem sobie idąc jedną z uliczek krakowskich pieśń:
    "Przyjdź Królestwo Twoje Boże, spełnij obietnice swe, świat jest chyba już gotowy na lepsze zmienić się."

    Potem spotkałem się z przyjaciółką, której kiedyś podarowałem naszą najnowszą płytkę Syloe, gdzie śpiewamy tą pieśń; a ona mówi przy naszym rozstaniu, że najbardziej spodobała się jej pieśń: "Przyjdź Królestwo Twoje Boże...":)

    Nuciliśmy ją dzisiaj razem,
    w różnych miejscach Krakowa.

    Cieszę się, że mamy na wspólne marzenia.
    Chcemy Królestwa.
    Chcemy się spotkać z naszym Ojcem.

    Dalej w tej pieśni śpiewamy:
    "Przyjdź Królestwo Twoje Boże, spełnij obietnice swe, ja jestem już gotowy, na lepsze zmienić się."

    Moim marzeniem jest, abyśmy wspólnie tu, i na waszych blogach przygotowywali się do przyjęcie dnia w którym przyjdzie na ziemię nasz Pan.
    By mógł nam powiedzieć:
    "Sługo miły i wierny"

    Szalom

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tylko do Twojego komentarza mogę zakrzyknąć: AMEN! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie, jak zwykle pięknie tu być i czytać
    TsJ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za dobre słowo Maciek.

    za wszystko niech
    odbierze chwałę nasz Bóg!

    TsJ:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nic nie dzieje się przypadkiem... Czasem ze strachu nie mówimy o Bogu, nie robimy tego co powinniśmy - grzeszymy zaniedbaniem. Ale z drugiej strony nawet jedną osobę warto podnieść, nawet jeśli ma to być jedna jedyna taka osoba w życiu. Bo tu nie chodzi o statystyki, tylko o ludzi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie raz Pan Bóg sprawdza nas w sposób paktyczny;
    jaką mamy niebieską wrażliwość o której tak często, tak dużo mówimy. Każde życie z Bogiem sprawdza się w codzienności wydarzeń.

    Tak, jak w bliźnich spotkanych w ciągu dnia zobaczymy Jezusa, tak kiedyś Siebie Pan Jezus zobaczy w nas.

    "nawet jedną osobę warto podnieść"

    Pięknem nieraz niedostrzegalnym jest to, że pomagając przypadkowo spotkanej osobie,
    pomagamy równocześnie sobie.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Marzę o tym, żeby Pan również mnie stwarzał takie sytuacje i aby kierował mną, to musi być wspaniałe uczucie podnosić innych wiedząc że to Pan czyni przez nas!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Trafiłam tu przypadkiem. Piękne myśli!
    Pozdrawiam serdecznie, będę zaglądała.

    OdpowiedzUsuń