czwartek, 16 lipca 2009

noc rozjaśnia światłem


Dzisiejszą ciemną noc rozjaśniał swoim światłem. Patrząc zza okna na potężną Jego moc przychodziła mi na myśl góra Synaj spowita ciemnymi chmurami z grzmotami i błyskawicami oraz bojaźń przed Bogiem, która jest początkiem mądrości.

Bojaźń przed Bogiem to nie strach, ale szacunek i respekt. Niestety nieraz większy szacunek i respekt uznajemy przed ludźmi niż przed Bogiem.

Dziwne, ale obawa przed reakcją ludzi na nasze zachowanie jest nieraz większa niż obawa, jak na to wszystko spojrzy Bóg. Są rzeczy, których nie wstyd nam czynić w samotności, a których nie zrobiliśmy przy ludziach nas obserwujących. Są myśli, które nie chcielibyśmy, by kiedykolwiek zostały wyjawione. Powód – wstyd.

Bóg zna nasze uczynki i myśli.
Jednak przy Nim rzadziej niż przy ludziach zachodzi w nas proces wstydu.
Oby nasz lęk przed Bogiem był tak silny, jak przed ludźmi - mawiał jeden z żydowskich rabinów.

„Ciekawe, że przed Tobą Nieskończenie Świętym nie wstyd mi wstydzić się za moje życie. Natomiast przebywając wśród innych podobnie przecież niedoskonałych robię wszystko aby patrzono na mnie lepszym niż jestem w istocie” (T. Żółtko).

Czasami, jak dzisiaj w nocy Bóg ukazuje nam, swoim dzieciom, swoją potęgę i moc. Niektórzy z nas, jak niegdyś Izrael drżą wówczas ze strachu. Z widokiem światłości błyskawic rozjaśniających ciemność przychodzi myśl, że nawet najciemniejsza noc ludzkich czynów będzie kiedyś rozjaśniona i jawna dla wszystkich. Jakże zdziwią się ci, którzy w imieniu „dobra” prześladowali prawdziwych chrześcijan i ci którzy na wszystko odpowiadali obojętnością. Jakże zasmucą się ci, którzy Boga w swoim życiu mieli za nic, a jak zaskoczeni zostaną, którzy choć Boga mieli na ustach, usłyszą – „nigdy was nie znałem” i trzask zamkniętej bramy Nowego Jeruzalem.

Każdy, nawet najskrytszy czyn zostanie objawiony, dokładnie tak, jak powiedział kiedyś Bóg przez proroka Natana do Dawida, w kontekście jego skrytego gwałtu i morderstwa:

2 Sam. 12:12
Uczyniłeś to wprawdzie w ukryciu, jednak Ja obwieszczę tę rzecz wobec całego Izraela i wobec słońca.

Boże, zajaśniej błyskawicą prawdy o nas, by narodziła się w nas bojaźń, która zaowocuje owocem wiary, dzięki której zajaśniejesz naszym oczom.

1 Kor 4:4-5
Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę.



JHWH odezwał się z nieba grzmotem:
to głos swój dał słyszeć Najwyższy.

2Sam.22:14

14 komentarzy:

  1. Dawid modlił się: "Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, Doświadcz mnie i poznaj myśli moje!
    I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady,
    A prowadź mnie drogą odwieczną!" (Ps. 139,23-24).

    Kiedy człowiek szuka Boga, respektuje Jego Słowo, staje przed NIm w prawdzie o samym sobie - doskonale widzi miejsca w życiu, które zostały zarażone wirusem grzechu.
    Każdy z nas chciałby dobrze wypaść w oczach innych ludzi. POświęcamy na to wiele starań, nieraz denerwujemy się z tego powodu, boimy odrzucenia, gdy ktoś zdemaskuje nasze udawanie...
    Gdybyśmy te same starania przenieśli na grunt naszej relacji z Bogiem - dobre zmiany następowały by w naszym życiu o wiele szybciej, a złe rzeczy porzucalibyśmy bez żalu i chęci "zatrzymania" dla siebie choćby cząstki... Ale u Boga nie ma kompromisów, On nie przymyka żartobliwie swojego oka na nasze grzeszki, bo tak bardzo nas kocha.
    Może dlatego, że BOga nie widzimy, łatwiej nam uwierzyć w to, że On pewnych rzeczy nie dostrzega tak jak inni ludzie. Ale Bóg ma doskonałe wejrzenie w każdą chwilkę naszego życia. Bezbłędnie odróżnia naszą grę aktorską, oc tego co naprawdę robimy i jak żyjemy. TYlko codzienna bliska przyjaźń z Bogiem i Jego Słowem jest nam w stanie uświadomić, jak wiele lub jak bardzo brniemy w grzech, lub mamy zamiar coś przed Bogiem ukryć, coś, czego bardzo wstydzimy się przed ludźmi, ale jakoś beztrosko traktujemy Boże spojrzenie na tę czy inną sprawę.
    Kiedy staniemy przed NIm, On będzie rozmwiał tylko z nami. Nie z Kowalskim, który klepał nas po ramieniu i uspokajał wyrzuty sumienia, bo "wszyscy tak robią. Bo to nie jest takie złe. Bo masz prawo żyć po swojemu." Nie ukryjemy się również za plecami sąsiada, który też śmiał się z BOga czy Jego Słowa, a tak dobrze mu się wiodło. Nie powiemy: To on mnie do tego namówił!
    Kto czyta Biblię, wie doskonale co się Bogu w naszym życiu naprawdę podoba, a co napawa Go obrzydzeniem. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby hgrzech śmierdział - musielbyśmy chodzić w specjalnych maskach. Może to i śmiesznie brzmi, ale jest prawdziwe, bo woń grzechu, to smród zła przed obliczem BOga.
    Nie ma ludzi doskonałych, bezgrzesznych. Nawet Ci, którzy wierzą, zmagają się ze swoimi słabościami, złymi pragnieniami, małymi wrogami, którzy codziennie pukają do drzwi życia i oferują swoje usługi. Ale człowiek Boży nie jest zdany tylko na własne siły. Gdy stoi po stronie BOga i Jego Słowa - z każdym dniem rośnie w siłę nieba i coraz bezwzględniej rozprawia się z grzechem, z tym co jest złe w oczach BOga. I co tak naprawdę niszczy najbardziej nasze życie, małżeństwa, przyjaźnie, miłość i pokój.
    Dobra, potrzebna dzisiaj notka, szczególnie dla tych, którzy idą za Bogiem i dla tych, którzy się nad tym zastanawiają. Droga zbawienia jest bowiem wąska, nieraz bardzo trudna - ale gdy z Jezusem, wtedy: "jarzmo jest miłe i lekkie", a gdy walczymy sami i próbujemy się najpierw "naprawić" a potem przyjśc przed Boży tron - prędzej czy później rezygnujemy, bo to "za trudne".
    "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni będą oglądać Boga". Bóg daje czyste serce i oczyszcza te serca, które naprawdę szczerze pragną być czyste.
    Pozdrowionka dla Autora. Kate

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrowionka odwzajemniam:)
    Dzięki za dobrą, uzupełniającą notkę.

    Życie w udawaniu to życie na pozór, to życie w niewoli swoich wyobrażeń o tym, jakbyśmy chcieli by ludzi na nas postrzegali. Przynosi to nieraz smutne refleksje:
    "myślałem że jesteś inny."
    Ale to tylko w relacji człowiek-człowiek.
    Bóg dobrze wie, jaki każdy z nas jest.

    "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" pisze ap.Paweł. Droga człowieka miła Bogu to droga wolności. Niestety, to co dla świata jest mądrością, dla Boga jest głupstwem.
    Droga wolności nie jest drogą "robię co chcę i jak chcę, bo jestem wolny";
    wówczas to kajdany swoich namiętności,

    Droga, w której dążymy, by nie robić tego,
    co chciałoby nasze ciało
    to prawdziwa WOLNOŚĆ w Chrystusie.

    To jest "paradoksalna" idea wolności która niesie wieczne życie.

    Pokój Ci Kasiu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobra notka, uzupełnienie także ;)
    Myślę, że nasze pragnienie przpodobania się ludziom i wstydu bierze się również z niepewności, czy On naprawdę istnieje. Zwłaszcza dla osób, które są na początku swojej prawdziwej drogi ku Bogu. W każdym z nas czasem są jakieś wątpliwości. Można pomyśleć: "Ludzie są. Widzę ich. Istnienie Boga nie jest pewne...". Tak myśli częśc ludzi, dlatego nie zawsze pokazują zewnętrznie swoją wiarę lub szukanie Boga.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego Pan Jezus mówi „błogosławieni (szczęśliwi) którzy nie widzieli, a uwierzyli.”

    Żyjemy w świecie składającym się z dwóch części; jednej którą możemy widzieć i drugiej której nie widzimy. Dla własnego dobra powinniśmy żyć tak, aby ten niewidoczny świat był ważniejszy, bardziej rzeczywisty.

    Wówczas to co niewidoczne staje się widoczne, bo patrzymy wówczas oczyma serca.

    Fascynuje mnie zapis przeżycia Jakuba; polecam przeczytać całą tę historię; przytaczam tylko biblijny fragment:

    Rdz 28:16
    A gdy Jakub zbudził się ze snu, pomyślał: Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem.

    Dużo w życiu nie widzimy.

    Św.Paweł pisał, że kochający Boga ludzie „wpatrują się nie w to co widzialne, lecz w to co niewidzialne.”

    Tak można patrzeć jedynie SERCEM.

    My zbyt często zastępujemy wiarę słowem. „Bóg mnie kocha” – to zdanie jest rzeczywistością wyrażoną w twierdzeniu. Wielu z nas słyszało, pewnie i wypowiadało te słowa wiele razy. To wyznanie powinno czynić z nas najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Jak bardzo czyni?

    Często zbawienne prawdy nie docierają do naszych serc. Rozbijają się o ściany naszych umysłów. Nie widzę – to mniej wierzę.

    Nie przemawiają na poziomie, na którym powinniśmy je usłyszeć.

    Mamy skłonność do życia sloganami, a nie do życia w Prawdzie – o Bogu i o nas samych. Zbyt łatwo przyzwyczajamy się do powiedzeń, które nie mają mizerne znaczenie dla naszego serca. Wypowiadamy je – istnieją w naszym życiu, co jest powodem, że żyjemy w iluzji. Bóg jest w naszym życiu, ale tak naprawdę Go nie ma, bo jest tylko słowem, a nie ufnością, motywacją, celem, wreszcie nie tyle poprawą co zmianą życia.

    W naszych sercach są pokoje, które pozostają zamknięte. Klucze do ich otwarcia ma nasza wola. Trzeba pootwierać te zaciemnione miejsca i wpuścić tam światło, którym jest Chrystus.

    „Oto stoję u drzwi i kołaczę…(Ap.3:20).”


    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Pokój z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bojaźń Pana jest początkiem wszelkiej mądrości. Ten cytat chyba wyryję sobie na czole jak zacznę studia :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wiem tylko czy ta mądrość na studiach będzie dobrze oceniana:)

    Wczoraj goszcząc w zborze CHWZŚ jeden z bracie dzielił się opowiadaniem, jak to jeden z profesorów pewnej uczelni udowadniał, że Izrael pzeszedł przez Morze Sitowia, tylko dlatego, że było płytkie, miało ok. 30 cm głębokości.

    Na to jeden ze studentów, wstał i powiedział:
    "Nie wiedziałem, że mój Bóg jest, aż tak wielki"

    Profesor nie zrozumaił.
    Student natomiast powtarzał w zachwycie owe słowa,
    po czym wyjaśnił:
    "Mój Bóg, jet naprawdę Bogiem Wszechpotężnym zatapiajac całą armię egipską w 30cm wody."

    Chyba ta mądrość nie spodobała się profesorowi:)

    Pozdrawiam Alu:)
    i życzę takiej mądrości!

    OdpowiedzUsuń
  7. Środowiska akademickie są w dużej mierze zapełnione ludźmi niewierzącymi. Będzie ciężko, ale komu naprawdę naśladującemu Chrystusa jest łatwo? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Alu - niestety - nieraz nie tylko ludzie niewierzący sprawiają że nie jest "łatwo." Nieraz, co jest o wiele bardziej przykre i trudne nie rozumieją nas najbliżsi, osoby wierzące. Przed chwilą nie potrafiłem poprowadzić dobrze rozmowy. Może powinienem milczeć? Patrzę na siebie i z jednej story wiem, że człowiek naśladujący Chrystusa, mający Go w sercu - co też widoczne jest nas zewnątrz, będzie niezrozumiały. Uczę się rozmawiać z ludźmi, którzy też są wierzącymi, chcą dla nas dobrze, ale nie rozumieją tego co robimy. Chcą nas w jakiś sposób "zniewolić" do swojej religijności.

    Chciałoby się, aby najbliżsi rozumieli...
    Niestety, ale dla nich jesteśmy nieraz dziwakami, kiedy wychodzimy poza ramy ich przeżyć.

    To trudne...
    Trzeba nauczyć się słuchać ich,
    samemu (jak widzę) nauczyć się milczeć,
    i czynić tak, jak przykazuje serce.

    Modlę się, aby Bóg pomógł mi załatwiać takie sprawy.

    Niech i Ciebie błogosławi z niebieskiego Syonu Pan!

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja wciąż się uczę żyć z Bogiem wsród innych ludzi. I trzeba przyznać, że to strasznie trudne! Człowiek wierzący, zapraszający Jezusa do swego życia, często zapomina o Nim w towarzystwie innych ludzi. I znów się pojawiają sytuacje, byleby się przypodobać innym ludziom. I znów jest przeklinanie, obgadywanie, dokuczanie, nieraz jakieś głupie wybryki. A później wielki żal, że na ten czas zostawiłam Boga dla "moich ziomów". Trudno zachowywać się w zgodzie z Bożymi zasadami, kiedy grozi ci przez to utrata "swojej pozycji w grupie". Panie, pokonaj w nas pragnienie bycia lubianym ponad wszystko! Amen :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kłosu, wiem jakie to trudne, ale z drugiej strony my możemy być dla nich dziwadłami, mogą nami pogardzać i śmiać się z nas, jednak mimo to... Szanować nas! Tak! Kiedyś jak tak poobserwowałam ludzi z mojej byłej szkoły to zauważyłam że dzisiejsi młodzi ludzie jednak potrzebują osób które mają silną osobowość i swoje przekonania, niekonieczne zgodne z przekonaniami większości. Tak więc na pozór mogą nami pogardzać, ale w rzeczywistości szanować nas i nasze zdanie, to że mamy odwagę powiedzieć "nie".

    OdpowiedzUsuń
  11. Z moich studyjnych doświadczeń wiem, że dobrze jest się po prostu określić na początku naszych znajomości, albo w ich trakcie kim jesteśmy, jak chcemy żyć, jakie są nasze wartości, i kto jest naszym Pragnieniem życia. Dobrze zestawić to wszystko z imieniem Boga.
    Tak, jak pisze Ala, choć będzie się na nas patrzono z przymrużeniem oka (nie wszyscy) to jednak będziemy poważani i z naszym zdaniem będą się liczyć. Może nie będą się z nami zgadzać, ale będą nas szanować. Wiąże się to jednak z naszą odpowiedzialnością w reprezentowaniu Boga naszym postępowaniem, które będzie uważniej obserwowane przez naszych „ziomków.”:) Obserwując nas w jakimś stopniu będą zestawiać w swoich myślach osobę Boga z naszym postępowaniem.

    Kiedy opowiedziałem się na studiach czemu moje zachowanie i styl życia jest taki, a nie inny to wyrosło z mojej grupy wielu rozmówców (przez to mogłem złożyć dobre świadectwo), choć niektórzy unikali mnie całkowicie (w zasadzie jedna, może dwie osoby). Natomiast ci, którzy jakoś za mną nie przepadali, zaczęli bardziej szanować, bo poznali motywy mojego postępowania.

    Opowiedzenie się za Bogiem w takich społecznościach koleżeńskich niesie też za sobą inną dobrą rzecze. Znajdują nas osoby, które też chcą żyć blisko Boga, albo tak już żyją. Ja dzięki temu poznałem Agnieszkę, dziś moją przyjaciółkę. Rozmawialiśmy ze sobą, jak żyć, by chwalić swoim życiem Boga. Ja uczyłem ją, potem i ona uczyła mnie. Wyrosła z tego przyjaźń, choć byliśmy z całkiem innych grup.

    Więc warto po prostu się określić. Może faktycznie stracimy bliższą relację z ludźmi do których się przyzwyczailiśmy, ale za to spotkamy nowych, pięknych z którymi narodzimy się do tego czym Bóg wspaniale nas obdarował – przyjaźni. I tego Ci Kłosu życzę i Tobie Alu w życiu studyjnym:)

    Nie śpijmy wcale:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kłosu, dzięki za otwartość i autentyczność.
    Cieszę się, że nie boimy się mówić, o tym
    co chcemy zmieniać w swoim poświęceniu.

    Wierzę, że Bóg obdarzy Cię siłą (niech i wszystkich tu zaglądających) by wyrastały w nas owoce sprawiedliwości, pokoju i radości.

    Pokój Boży z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dużo skorzystałam Waszych przemysleń. Naprawdę dziekuję, mam nad czym się zastanowić...

    Ja też mam duży problem z zachowaniem zawsze i wszędzie autentyczności, Bożej autentyczności. By każda chwila mojego życia była taka, jakby był okok mnie Jezus - wśród znajomych, w domu, w pociągu, w wolnym czasie.

    Pewien madry człowiek, brat w Chrystusie, powiedział takie mądre zdanie: "Character is who you are when nobody looks at you" [Charakter to kim jesteś, gdy nikt na ciebie nie patrzy].

    Panie, obyś w moim życiu nie znalazł fałszu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co do autentyczności, to co z niepokojem zauważam - niestety - wśród nabożeństw mówimy o Bogu, a na co dzień jest już inny, oderwany często od Niego świat. Nieraz boimy się powiedzieć, że chociażby to, że znalazłem pracę stało się przez Jego działanie. Nieraz boimy się powiedzieć, że to co mam to od Boga - tak po prostu, przy innych ludziach wyrzec słowa swojej przynależności do Boga. Żyjemy jednym życiem - z Bogiem. Obserwacje mówią mi, że jakby nieraz dwoma - tym z Bogiem, i tym prywatnym, zawodowym, szkolnym bez Niego.


    "Panie, obyś w moim życiu nie znalazł fałszu."

    Amen!

    OdpowiedzUsuń