czwartek, 23 lipca 2009

ofiara modlitwy

Kiedy będziecie składać Panu ofiarę biesiadną, składajcie ją tak, aby Mu była przyjemna(…) aby były przyjęte, muszą to być zwierzęta bez skazy, samce - cielce, barany lub kozły. Żadnego zwierzęcia ze skazą nie będziecie składać w ofierze, bo to nie byłoby od was przyjęte.
Kpł. 19:5 / 22:19n


Najważniejszą rolą w składaniu ofiar przez Izrael, było ich zbliżenie się do Boga. Ofiary były narzędziem, dzięki któremu człowiek mógł uniżyć się przed Bogiem, podziękować, uwielbić Go, wyrazić skruchę z powodu grzechu – główna rolą było jednak zbliżenie się do Boga.

Te ofiary miały być składane Bogu tak, by były Mu przyjemne, bo sam akt złożenia ofiary nie równał się zbliżeniu do Boga. Hebrajskie słowo „ofiara” – „korban” związane jest ze słowem „karow” – „blisko”, jak i z czasownikiem „lakaerw” – „zbliżać”. Polski termin „ofiara” nie oddaje więc znaczenie słowa „korban.” Kiedy mówimy bowiem o ofiarowaniu czegoś, to mamy na myśli, że osoba ofiarująca coś traci, a ten komu jest ofiara przekazywana ma pragnienie lub potrzebę otrzymania tego daru. Jednak najgłębszy sens słowa ofiara, odnosząc się do etymologii semickiej to „zbliżyć się”, „podjeść bliżej”, „być blisko”. Dzisiejszą naszą ofiarą dla Boga nie są kozły, ani barany, a modlitwa. I tak, jak z ofiarę – głównym celem modlitwy jest przyjemne dla Boga zbliżenie się do Niego. Sama modlitwa, jej codzienne odmawianie, nie musi być dla Boga przyjemnością, tak samo, jak składane kiedyś przez Żydów ofiary; składane, ale nie przeżywane, nie spajające się więzią życia na co dzień z Bogiem.

Nasz Ojciec nie lubi, kiedy robimy coś szybko i niedokładnie. Szczególnie gdy chcemy zbliżyć się do Niego w modlitwie. Chce rzeczy najlepszych i bez skazy. Nie chce resztek z naszego czasu, nie chce nic z rzeczy, z których nam zbywa i które w łaskawości Mu oddamy.

„Bez skazy” = nie szybko, nie byle jak, zgodnie z Jego słowem, ze świadomością, że stoimy przed prawdziwym i jedynym Bogiem.

To wymaga poświęcenia, zastanowienia się, wybrania z wielu ofiar, tej na prawdę bez skazy. Wymaga zastanowienia się nad swoją relacją z Bogiem, nad czasem i nad środkami, które przeznaczamy TYLKO dla Niego.

Bóg kocha, ale też wymaga.

Gdy bowiem przynosicie ślepe [zwierzę] na ofiarę, czyż nie jest to rzeczą złą? Albo gdy przynosicie chrome i chore, czyż to nic złego? Ofiarujże to twemu namiestnikowi! - czy będzie mu miłe i czy życzliwie cię przyjmie? - mówi Pan Zastępów. Czy mam to przyjąć z upodobaniem z ręki waszej? - pyta Pan.
Mal. 1:8,13


Wszystko co dostajemy od Niego jest najlepszej jakości. To co On dostaje od nas – niestety, nie zawsze.


Kiedyś przeczytałem słowa,
że tak, jak długo żyjemy,
tak długo uczymy się modlić.

Oby nasze życie modlitewne rosło
na rodzącej owoce glebie pragnienia Bożej obecności.

16 komentarzy:

  1. A mnie po przeczytaniu notki, przypomniał się taki werset" "Wszystko co czynicie, czyńcie jak dla Pana". Ponadto "ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony". W Biblii można znaleźć wiele odniesień do tego, co przynosimy Bogu czy jako modlitwę, czy jako czyn, czy też myśl...
    Tak bardzo staramy się dla szefa w pracy, dla kolegi, dla przyjaciół, członków rodziny... Staramy się, aby nasze dary były jak najlepsze, aby drugi człowiek mógł odczuć jak bardzo jest dla nas ważny i kochany przez nas.
    Bóg jest godzien, jak słusznie zauważyłeś Radku, ofiary czystej, bez "skazy". Byle jaka modlitwa, byle jakie czynienie dobra, byle jakie wysłuchanie drugiego, który przychodzi po pomoc, przychodzi wylać przed nami swoje serce - nie jest miłą ofiarą ani dla Boga, ani dla człowieka.
    Bóg zna nas na wskroś i Jego nie oszukamy, gdy zamiast skruszonego ducha, czystego serca, pokory = przyniesiemy marne imitacje, w nadziei, że On się tym zadowoli.
    Gdy serce człowieka daleko jest od Boga, a jego usta wyznają "bo tak wypada" - lub też bo: "patrzą inni", Bóg mówi o takiej postawie: "obrzydliwa". To tak jakbyśmy poszukali w sklepie najtańszej czekolady, dodatkowo po terminie spożycia i próbowali ją ofiarować jako produkt najwyższej jakości, sugerując się ładnym opakowaniem... Boga nie interesują nasze opakowania, intersuje Go zawsze nasze serce, nasze sumienie... Bez względu na to czy zdobi nas krawat, piękna sukienka i nie wiadomo jakie ozdoby - On patrzy tylko na serce!
    Cieszę się, że dzisiaj nie musimy zarzynać baranów i gołabków na ofiarę dla Boga, ale wiem, że odpowiedzialność za to jak i z czym przychodzimy do Boga, jest jeszcze większa, bo każdy z nas ma własną odpowiedzialność, a kiedyś kapłani składali ofiary za lud...
    Lepiej nie udawać świętszego niż się jest i nie obdarowywać Boga imitacjami modlitwy, czystego serca - lecz naprawdę w pokorze i szczerości szukać Jego oblicza i uwielbiać tak, że nie tylko On, ale i aniołowie w niebie cieszą się z takiej chwały dla Stwórcy :)
    Pozdrawiam deszczowo :) - Kate

    OdpowiedzUsuń
  2. „Bóg zna nas na wskroś i Jego nie oszukamy, gdy zamiast skruszonego ducha, czystego serca, pokory = przyniesiemy marne imitacje, w nadziei, że On się tym zadowoli.”

    Faryzeuszów już nie ma, ale duch faryzeizmu pozostał i wcale nie musi dotyczyć mądrych ludzi. Można być wzorowym chrześcijaninem z zewnątrz i żyć w hipokryzji. Uduchowieniem które wyrasta z każdego innego źródła niż serce można imponować ludziom, ale też i sobie.

    Bóg patrzy na motywy naszego postępowania. Nawet gdy robimy coś nieudolnie, a szczerze i z pragnienia uwielbienia Go – to przyjmuje z radością, większą od rzeczy zrobionych lepiej, doskonalej, ale z brakiem czystych motywów. Człowieka określają jego motywy, a motyw jest zawsze kwestią serca.

    O tym właśnie uczy nas Bóg, który mówi, że my, ludzie patrzymy na wygląd zewnętrzny uczynków, słów, zachowań, też na wygląd samej osoby, a Bóg patrzy na serce.

    Wielu chrześcijan spędzają czas na poznawaniu zasad, wykonywaniu obowiązków, zasiadaniu na niedzielnych ławkach swoich kościołów, tworzeniu pięknych słów o życiu, o Bogu, lecz nigdy nie poznają Boga intymnie, całym sercem.

    Ale też wielu chrześcijan spędza czas na szukaniu Boga; na życiu w pokorze którą Bóg błogosławi. Na radości „małymi” błogosławieństwami, którymi Bóg co dzień obdarowuje.

    A "oczy Pana obiegają całą ziemię, by wspierać tych, którzy mają wobec Niego serce szczere."



    „Pozdrawiam deszczowo :)”

    Pozdrawiam upalnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo dla Boga nie są ważne krew wołu i owcy, ale nasze czyste serce i wiara :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczera modlitwa to podstawa. Jednak nie zawsze człowiek "jest w stanie" modlić się szczerze. Modlitwa jest "odklepana", a jednak potrzymuje. Bóg widzi, co jest grane i czasami działa.
    Czy zmęczenie uzasadnia "odklepanie" modlitwy?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego warto Alu sięgać do Pięcioksięgu, bo w słowach tam zapisanych nie jest tylko ukryte 613 przykazań, 248 nakazów i 365 zakazów – a charakter Boga, Jego upodobania i to czego nie lubi.

    Pięknem jest, że Pięcioksiąg można, ale też należy czytać oprócz płaszczyzny dosłownej w wymiarze duchowym, czego zresztą uczy nas Pan Jezus w kazaniu na górze, chociażby w duchowym wyjaśnieniu przykazania „nie zabijaj”.

    Więc niech naszymi współczesnymi ofiarami dla Boga będą szczere i czyste modlitwy.


    Odwzajemniam duży uśmiech :D

    OdpowiedzUsuń
  6. „Jednak nie zawsze człowiek "jest w stanie" modlić się szczerze.”

    Niestety, nie zgodzę się z Tobą Kłosu. Zmęczenie o którym piszesz może być czynnikiem utrudniającym szczerą modlitwę, ale nie czynnikiem ją uniemożliwiającym.

    Czasami trzeba poszukać dogodnego czasu na spotkanie z naszym Bogiem. Czasu, w którym wiem, że mogę się w nim w pełni swojej trzeźwości umysłu spotkać.
    Mamy wyznaczony czas na pracę, na spożywanie posiłków, na sen, na zainteresowania. Tak samo trzeba szukać czasu dla Boga.

    Czasami, może o taki czas jest ciężko. Mamy jednak Ojca w niebie, co i to zrozumie i to możemy mu wyznać. Za naszymi starszymi braćmi możemy wówczas zwrócić się do naszego Ojca, aby błogosławił nas swoją mocą w czasie modlitwy, abyśmy należycie mogli oddać Mu cześć. „Boże, daj mi siły modlić się przed Tobą, i usta moje będą wysławiać Ciebie.”

    W takim wyznaniu jest wiele pokory człowieka wobec Boga - świadomość kim się jest, co się potrafi i jeszcze bardziej, czego się nie potrafi. To pokora, która uznaje, że nawet w naszym kontakcie z Bogiem potrzebna nam jest Jego łaska. Wypowiadając te słowa prosimy Pana, by oswobodził nas z ograniczeń, z myśli, które mogą zakłócać z Nim rozmowę. To świadomość, że i w modlitwie potrzebna jest nam pomoc Boga. Dlatego, jak nieraz jest nam ciężko klęknąć przed naszym Ojcem z powodu różnych niesprzyjających nam warunków, to warto poprosić Go, aby pomógł nam odeprzeć to co przeszkadza w pełnym zwróceniu się do Niego i klęknąć z taką właśnie prośbą.

    Zmęczenie nie uzasadniania „odklepania modlitwy.”
    Z rzeczami, które przeszkadzają nam się modlić trzeba walczyć, eliminować je.

    Miałem kiedyś problem z poranną modlitwą. Kiedy wstawałem byłem zmęczony, zaspany i ciężko było mi się modlić. Bardzo ciężko było przenieść się w duchowy wymiar modlitwy. Pan Bóg uwolnił mnie z tej niemocy poprzez swoje stworzenie. Dziś często modlę się rano na łonie Jego przyrody wśród latających ptaków oddychając Jego życiodajnym tlenem. Klęcząc pod niebieskim niebem wzrosła moja relacja z Ojcem.

    I to jest głównym powodem „odklepywanych modlitw.” Nasza słaba relacja z Ojcem, czasami w ciągu dnia (dni), czasami może jej w ogóle nie ma.

    O tą relację możemy powalczyć. Im więcej nam zależy, im więcej o nią walczymy tym więcej Bóg przejawia się w naszym sercu przeczuciem Swojej obecności, która pozwala nam rozmawiać z Nim, jakby stał Swoim Duchem dookoła nas.

    Droga do takiej relacji z Ojcem,
    niestety jest niekiedy obarczona
    powszedniością naszych słów do Ojca.
    Nie można się z tym godzić,
    trzeba się z tym zmierzyć.
    Chwała Bogu, że nie jesteśmy z tym sami!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasami czuję się, jakbyś był moim kierownikiem duchowym :D
    Dzięki za odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się i dziękuję za to Bogu.

    :) dobrego dnia dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  9. no i jak zwykle u Ciebie doznaję wstrząsu... hmmmm... nie wiem tylko, czy taki mój, zy Twój los ;-)
    TsJ ;-)
    M@C

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyjaśnij Maćku co to za wstrząs?
    Ten z góry Synaj czy ten z Wieczernika?:)

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  11. Cały czas uczę się modlić, cały czas czuję, że jeszcze prawdziwie modlić się nie potrafię...

    Ale widzę pewną prawidłowość, o której wspomniał Radek - im więcej modlitwy, choćby i nieudolnej, ale szczerej, z głębi serca, tym większa społeczność z Panem, tym bliższa Jego obecność w chwilach przeplatanych codziennością.

    Modlitw, które unoszą ducha do nieba. Nieba, które mieszka w codzienności.

    Dziękuję, Radku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ideą życia chrześcijanina jest rozwój. Im więcj w nas dobrych pragnień i chęci ich realizacji tym więcej błogosłwi nam Bóg udzielajac przy tym chęci, których autorem jest On sam.

    Nasze sądne oceny samych siebie są początkiem naszej doskonałości w Bożych oczach.

    To taki z nieba paradoks. Kiedy widzę siebie, jak "świętego" - jestem okłamującym siebie grzesznikiem, czyniącym z Boga kłamcę.

    Kiedy osądzam siebie Słowem pochodzącym z niebieskiego Syjonu, widzę swój grzech i zwracam się z nim w pokucie do Boga - obmywa mnie Chrystusowa krew usprawiedliwienia.


    Pokój Boży z Tobą Gosiu!

    OdpowiedzUsuń
  13. Modlę się różnie. Czasem mało, raz dziennie, chwaląc Go i dziękując za to że żyję, za Jego dar zbawienia... A czasem częściej. Bogu nie chodzi o regułki i ustawy ludzi, ale o to co mamy w naszej duszy i tylko to się liczy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. "Bogu nie chodzi o regułki i ustawy ludzi,
    ale o to co mamy w naszej duszy i tylko to się liczy.”

    Nie chodzi Mu o regułki,
    ale raduje się kiedy z własnej woli przychodzimy
    do Niego w modlitwie, która rodzi się z potrzeby,
    nie tylko proszenia, ale też, albo przede wszystkim
    UWIELBIENIA.

    Pewnie, ktoś się może modlić po naście razy,
    a być daleko od Boga.
    W modlitwie liczy się bowiem nasza relacja z Ojcem,
    którą tworzymy w swoim sercu.
    Nie tworzymy jej podczas samej modlitwy,
    a przez cały przeżyty dzień,
    każdego dnia z osobna.
    Modlitwa jest wówczas spełnieniem
    potrzeby najsubtelniejszego spotkania
    z Najwyższym.

    Pan Bóg nie nakazuje ile razy mamy się modlić.
    To sprawa każdego z nas.
    Wiem jednak, że bez modlitwy, to
    ciężko o podtrzymanie więzi z Bogiem.

    Wielcy mężowie Boży,
    spotykali się z Ojcem w modlitwie
    przynajmniej trzy razy dziennie.

    Prorok Daniel
    „Miał on w swoim górnym pokoju okna skierowane ku Jerozolimie. Trzy razy dziennie padał na kolana modląc się i uwielbiając Boga, tak samo jak to czynił przedtem.” [Da.6:11]

    Psalmista Dawid
    Wieczorem, rano i w południe skarżę się i jęczę, a głosu mego [On] wysłucha.” [Ps.55:18]


    Bóg oczekuje naszej ufności; wykazuje się ona w modlitwie – wylewaniu swego serca przed naszym Bogiem.

    „W każdym czasie Jemu ufaj, narodzie! Przed Nim serca wasze wylejcie, Bóg jest naszą ucieczką.” [Ps.62:9]

    Słowo Boże daje wiele świadectw wspaniałych modlitw:
    modlitw wstawienniczych (godne naśladowania modlitwy Epafrasa, Kol.4:12),
    modlitw za braci grzeszących (1J.5:16),
    modlitw za chorymi (Jak.5:15n)
    modlitw błagalnych i dziękczynnych (Flp.4:16), modlitw uwielbiających (Dz.A.16:25)
    i wiele innych.

    Modlitwa jest nieustannych towarzyszem naszej drogi do Boga. W niej, jak zachęca sam Bóg mamy być wytrwali. Przybiera ona nieraz postać śpiewu, nieraz wykrzyczanego Hallelujah, nieraz w pokorze klęku wyszeptywanych słów czci, nieraz próśb o przebaczenie, nieraz cichych myśli w codzienności obowiązków.

    No i to o czym wspomniałaś.
    Nie ma w prawdziwym chrześcijaństwie czegoś takiego, jak nakaz modlitwy.
    Nikt tego nie może, ani nie powinien robić.
    Nie robi też tego sam Bóg.
    To my decydujemy, jak często chcemy dzielić się naszymi radościami, czasem smutkami,
    z naszym Bogiem w modlitwach dziękczynnych i uwielbieniowych, czasami pokutnych, a czasami wstawienniczych.

    A faktem, który trzeba podkreślić jest to, że bez miłej Bogu modlitwy nie ma UFNOŚCI, a wówczas nabierają realności słowa „nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie.”


    Dobrego wojażowania po Niemczech:)
    Serdeczny uścisk dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  15. Radku i tu się zgadzam. "Nie bądźcie wielomówni jak poganie" też nie wzięło się znikąd, było to nawiązanie do pogańskich rzymskich i greckich obyczajów, kiedy to modły trwały naprawdę bardzo długo, a obrzędy religijne również. Do dziś zresztą są ludzie uprawiający tzw. mantry - nawet nieświadomie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Alu, Pan Jezus w cytowanych przez Ciebie słowach przekazuje, że to POSTAWA decyduje o wartości naszej modlitwy, a nie ilość wypowiadanych słów. Lansowane było bowiem w tamtych czasach, że im dłuższa modlitwa, tym skuteczniejsza (por.1Krl.18:26n). Pan Jezus mówi, że nie tak mają myśleć chrześcijanie. Nie wynika jednak z tych słów, że powinniśmy zaniechiwać modlitw, albo ciągle żyć w strachu, czy aby już za długo się nie modlę. Powinniśmy przedstawiać nasze potrzeby, zachwyty, radości, udręki Bogu w szczerości, bez pokładania zbytniej ufności w pięknie słowa.

    Słowa Jezusa przestrzegają, by nie modlić się dla usłyszenia swojej modlitwy, bo w modlitwie mamy usłyszeć Boga.

    Długa modlitwa nie musi być wielomóstwem.
    Prorokini Anna służyła Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą (Łuk.2:37). Podobała się Bogu, dzięki czemu Bóg ubłogosławił ją zobaczeniem Swojego Syna.

    Czym innym jest wielomóstwo, a czym innym długie przebywanie z Bogiem.

    Wielomóstwo jest ćwiczeniem się języka,
    długie przebywanie z Bogiem jest oczyszczeniem ducha i karmieniem się obecnością Boga.

    Pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń