piątek, 21 sierpnia 2009

milczący mową


oni nawet
gdy mówią
to milczą

toczą żywą dyskusję
gestykulują
a załamania ciszy
brak

idą przez miasto
głosy
- decybele krzyczą

a oni
obrońcy ciszy...
mijając ich
jakoś tak
nieswojo

20 komentarzy:

  1. Ostatnio, w sklepie minęłam tych "milczących mową", dopiero po chwili spostrzegłam ich "rozgadaną" ciszę... Było mi nieswojo... W chałaśliwym świecie - tak łatwo o nich zapomnieć... Potrącić... A przecież są i wciąż szukają mostów, by z nami "zagadać", tylko my tak rzadko te mosty pragniemy budować, poznać ich milczący - ale nie mniej emocjonalny i barwny świat od naszego...
    Pozdrowionka
    K.

    OdpowiedzUsuń
  2. W hałaśliwym świecie łatwo zapomnieć, że jest cisza; że w ciszy lubi przemawiać Bóg.
    W hałaśliwym świecie my sami zbyt często jesteśmy hałaśliwy, zbyt często oczekujący i roszczeniowi.

    A CISZA jest elementem rozmowy, życia.

    To, że w spotkaniu z nimi czujemy się nieswojo
    wiąże się chyba z tym,
    że zbyt dużo w życiu gadamy,
    wypowiadamy niepotrzebnych słów,
    nieraz raniących
    -
    w zetknięciu
    z obrońcami ciszy
    rodzi się refleksja...

    trzeba wyostrzyć sobie SŁUCH
    nieraz
    po prostu
    pomilczeć
    posłuchać

    ludzi
    drzewa
    siebie
    Boga

    OdpowiedzUsuń
  3. Cisza? Czy jeszcze istnieje w epoce mp3 ze słuchawkami i telefonów z polifonicznymi dzwonkami? Wydaje mi się że coraz mniej jej jest. A jeśli jest - to cisza patologiczna, cisza urazy i cierpienia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Daj Boże by człowiek odnajdywał tą,
    w której prorok Eliasz usłyszał Boga
    -
    poetycki język hebrajski określa
    to "głosem delikatnej ciszy."

    OdpowiedzUsuń
  5. czytam te słowa i zdaję sobie sprawę jak bardzo tej ciszy potrzebuję. ja zwłaszcza potrzebuję oddechu od natłoku spraw. niedaleko mnie jest taka fontanna - szum wody wyrzuca ze mnie wszystko i jesteśmy już tylko we dwoje: Bóg i ja.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, potrzebujemy nie tyle ciszy zewnętrznej,
    co przede wszystkim ciszy wewnętrznej.
    Ja też jej potrzebuję.

    Szukam CISZY,
    która nie jest nieobecnością dźwięków,
    a nieobecnością mojego "ja".

    OdpowiedzUsuń
  7. Uczę się języka migowego, by zbudować most do tych, co krzyczą rekami, a nie językiem. Most ten chce umocnić jakimś certyfikatem. Oni mają odrębny świat w naszym świecie. Państwo w państwie. Chociaż nie znam wielu głuchych, to wiem, że to piękni ludzie...posiadają coś, czego nam zazwyczaj brakuje - pokorę...
    Mimo że to świat ciszy, ten świat nie jest bynajmniej nudny, Ci ludzie są często bardziej żywotni od niejednego "normalnego" człowieka.

    Chcę zbudować ten most, by pójść do tych ludzi z Ewangelią: "A uszy głuchych otworzą się, a język niemych śpiewać będzie"...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hagios, to bardzo szlachetne... Ja póki co tylko docierałam z Ewangelią do osoby z depresją i jednej osoby z astmą - bo wiem co przechodzą. Ich też Jezus kocha, tak jak kocha i mnie. Dlaczego nie dzielić się ze słabszymi i tymi którym trzeba pomóc? A ludzie z takimi słabościami ciała albo duszy są szczególnie podatni na ataki ze strony ciemności. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do głoszenia Ewangelii językiem migowym, to miło mi się zrobiło, jak otworzyłem kiedyś drzwi dwóm młodym (wystraszonym trzasku drzwi) kobietom, które wręczyły mi ulotkę z możliwością nauki języka migowego dla osób niesłyszących i możliwością nabycia płyt DVD z Ewangelią opowiedzianą tymże językiem. Dziewczyny skojarzyłem po chwili rozmowy, bo już kiedyś u mnie były, ale dodatkowo w męskim składzie. Były Świadkami.

    Możemy mieć różne podejście do nich, ale ogólnie rzecz ujmując, ich staranie z dotarciem do każdego człowieka jest naprawdę ujmujące.

    Oprócz ludzi na ulicy, są osoby niewidome, niesłyszące, kalekie, którym oprócz głoszenia Słowa, potrzeba po prostu bycia, zaprzyjaźnienia. Normalności, bez oznak litości.

    Marcin, fajnie, że się uczysz migać. Wytrwałości w nauce! Pan z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cisza jest piękna :)

    Cisza jest rozmową. Rozmową z Bogiem. I z samym sobą. Po takich rozmowach człowiek "ładuje swoje akumulatory" i ma chęć do życia na nowo. A przynajmniej do następnej takiej rozmowy...

    Z tą szkodliwością MP3 w ciszy nie zgodzę się do końca... Wiem, brzmi dziwnie :P Ale to dlatego, że w moim przypadku też jest dziwnie. Pozwólcie, że się tym z Wami podzielę :)

    Zawsze, kiedy idę na spacer z Panem (tak to nazywam :P), włączam sobie MP3 z pieśniami religijnymi i to na maksymalną głośność. Nie wiem, skąd się we mnie bierze taka potrzeba, może dlatego, że nie umiem się modlić własnymi słowami, tzn. nie umiem jakoś tak mówić do Boga (trudno mi to wyjaśnić :P). Ale teksty piosenek zawsze nasuwają mi jakąś myśl, jakiś wątek dotyczący mojego życia. I wtedy o tym rozmyślam, rozmawiam o tym z Panem. I zawsze w mojej głowie rodzi się jakieś rozwiązanie problemu, rada, pocieszenie. I wiem, że to pochodzi od Boga, za co jestem Mu wdzięczna. Bez muzyki raczej nie byłoby takich efektów.

    Pozdrawiam Was serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Paulina, skoro „rozmawiasz o tym z Panem” to chyba modlisz się własnymi słowami:)

    Ważne jest by dążyć do takiej więzi i ufności Bogu,
    by rozmawiać z Nim, uwielbiać Go, być wdzięcznym w każdy czas
    - każdej okoliczności spotykanych nas zdarzeń

    Natomiast muzyka jest jedną z tych rzeczy, która pozwala szczególnie
    przeżywać naszego Ojca i Chrystusa w swoim sercu.
    Muzyka od zawsze jest bliska człowiekowi.

    O jej ważności świadczy to, jak wcześnie w dziejach ludzkości się pojawia.
    Już w 1Księdze Mojżeszowej 4:21 możemy przeczytać o Jubalu,
    od którego pochodzą „wszyscy grający na cytrze i harfie.”

    Temu człowiekowi Pan Bóg dał dar wymyślenia pierwszych instrumentów muzycznych
    i dar nauczania gry na tych instrumentach;
    Biblia Gdańska oddaje hebrajski zapis, że był on
    „ojcem wszystkich grających na harfie i na muzyckiem nauczaniu.”

    Jubal był synem Lameka i Ady (potomkowie Kaina), a jego bratem był Jabal
    - „praojciec mieszkających pod namiotami i pasterzy.”

    Prawdopodobnie więc rozwój muzyki miał miejsce na pastwiskach, gdzie
    pasterze strzegąc swoich owiec przygrywali sobie i śpiewali wypełniając czas,
    jaki przyszło im spędzać na pilnowaniu majątku.

    W ciszy pastwiska słychać było dźwięki harf, cytr, pewnie i radosne, nowotworzone pieśni.

    Wiec poprzez spacery i słuchawki „wspominasz” swoich przodków:)

    Nie słuchaj jednak zbyt głośno,
    byś, jak przyjdą dodatkowe lata
    miała jeszcze chociaż w miarę dobry słuch:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż... Przy moim słuchaniu w wieku 30 lat grozi mi utrata słuchu :P

    No tak... Ale ta "modlitwa własnymi słowami" przychodzi mi dopiero po słuchaniu muzyki. Bez tego jakoś tak... Nie umiem! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nasz Ojciec słucha nas bez względu na język którego używamy. Mnie czasem również język zamiera (komu nigdy nie zamiera, od tego zacznijmy...) gdyż chociaż duch jest ochoczy, ciało jest mdłe. Wtedy wystarczy że podziękuję Panu za kolejny przeżyty dzień i za to, jak bardzo mnie kocha. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. miło mi jest Was czytać i poznawać siostrzyczki:) może Pan pozwoli się kiedyś spotkać.

    dziękować Panu, faktycznie ma za co.

    zwykle, normalnie przeżyty dzień - zdawałoby się - ukrywa ogrom Jego błogosławieństw.

    zostańcie z Bogiem

    OdpowiedzUsuń
  15. Z wzajemnością, Radku :) Tak, to prawda, takie zwykłe dni - ale ile w nich dobrego... To że mamy co jeść, że mamy w co się ubrać, co pić, że w naszym kraju nie ma wojny, że mamy gdzie mieszkać. A z drugiej strony powinniśmy też modlić się za tych, którzy nie mają takich rzeczy, jakie my mamy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zimbabwe, Ty nie wychodzisz tylko do osoby z depresją czy astmą. Ty dotarłaś - ja jeszcze nie. "Choćbym wszystkimi językami mówił, nawet migowym, a miłości bym nie miał" i chęci zwiastowania słowa, to jestem niczym...

    Zwykłe dni, to rzeczywiście piękne, Mickiweicz napisał, że "trudniej przeżyć dobrze jeden dzień niż napisac księgę"
    Zgadzam się z tym. Kto się potrafi cieszyć tym, że ma co jeść, że ma w co się ubrać i na dodatek nie troszczy się o to, ale szuka Królestwa ten jest pięknym człowiekiem i każdy jego dzień jest piękny. I nie ma wtedy znaczenia czy pada deszcz, czy świeci słońce, czy jest pochmurno, czy błękitne niebo. Żyjemy z Bogiem, nie zależnie od okolicznosci. Piękna rzecz. Bogu chwała.

    Paulino, ja coś tam wiem o utracie słuchu. Nieprzyjemna sprawa, wierz mi. Dlatego spróbuj ciszej, to i Boga będzie może łatwiej usłyszeć?

    Mickiewicz napisał innym razem tak:
    " Głośniej niźli w rozmowach Bóg przemawia w ciszy, kto w sercu ucichnie, zaraz go usłyszy"

    Życzę Ci cichości w sercu. Inaczej tylko Go zagłuszamy.

    A co do kalek. Każdy z nas jest kaleką. Jak Jezus był na ziemi to był wśród duchowych i cielesnych kalek. Na szczęście On leczy. Leczy na wieki....

    Zostańcie z Jezusem :) I szukajcie Królestwa...

    OdpowiedzUsuń
  17. Widzisz Hagios... Kiedy ciszę w sercu daje mi właśnie muzyka ;)

    Tak Radku! Fajnie byłoby się spotkać! :D
    W ogóle myślałam z Jotką (Zimbabwe powinna ją kojarzyć :D), żeby zrobić jakieś spotkanie blogowe :P Raczej nic z tego, bo z całej Polski jesteśmy, ale pomarzyć można :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Paulina, ja z natury należę do podróżników i lubię poznawać ludzi:) Więc...

    Pan pozwolił spotkać się już z jedną miłą siostrą, a kilometry dzieliły nas dosyć spore:) Choć to głownie jej zasługa; ona przejeżdżała Polskę na spotkanie:)

    Cenię sobie rozmowy z ludźmi;
    poznawanie Boga w człowieka sercu.

    Jednak rzeczą utrudniającą są oprócz odległości przestrzennych odległości, które tworzymy sami z siebie oceniając pochopnie ludzi na podstawie denominacji, swoich wyobrażeń i stu innych powodów.

    Dzisiaj był dzień, kiedy znowu tego doświadczyłem. Nie przepadam za tym.
    Jedyne co dobre z tego,
    to to,
    że wzmaga to we mnie tęsknotę za Królestwem Bożym, i Jednością, którą stworzy Bóg, a nie nieudolnie człowiek.


    Pan z Wami drodzy piszący i zaglądający:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wczoraj wieczorem też miałam kłótnię z przyczyn właśnie... Denominacyjnych. Niestety problemem wszystkich polskich chrześcijan, niezależnie czy są katolikami czy protestantami jest to, że bardzo chętnie i często skupiają się nie na Tym, który jest najważniejszy, lecz na tym, co jest wyłącznie nazwą. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ap.Paweł pisze, że "ten komu zdaje się, że stoi niech baczy, aby nie upadł"; pisze tez, że "gdyby ktoś mniemał, że coś wie, to jeszcze nie wie, jak wiedzieć należy."

    Alu, brakuje nam po prostu pokory, w której Bóg błogosławi. Potępiając pychę sami jesteśmy nieraz pyszni.

    Boimy się rozmawiać.
    Boimy się różnorodności,
    przede wszystkim zamykamy się na Boga,
    w drugim człowieku,
    myśląc niejednokrotnie, że On tylko
    we nas działa, bo to my mamy najlepsze Jego zrozumienie.

    Takie myślenie jest przykre,
    bardziej przykre dla tego,
    kto nie ma nawet tego świadomości
    i traktuje swoją osobę, jako strażnika
    wiary chrześcijańskiej.

    Biblią sama się obroni Biblią.

    Inną rzeczą są denominacyjne stereotypy.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń