środa, 12 sierpnia 2009

na Bonifratów


tam
chorzy nie mają sił
by mówić
czekają na śmierć
na koniec
swoich
samotnych myśli

po drugiej stronie ściany
kobieta z torbą
do drugiej kobiety
narzeka
na zdrowie
bo
ją nogi bolą

a tam
cierpienie
przeraźliwie milczy
w ustach umierającego

13 komentarzy:

  1. Bardzo smutny wiersz....
    K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutny i smutnie prawdziwy. Nie potrafimy docenić tego, co mamy, nie widzimy jak wielką łaską są nasze nawet proste, codzienne czynności. Możemy iść do sklepu, posprzątać w domu, poczytać książkę. Nie wszyscy mogą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutny i przejmujący... Ja zamierzam zostać wolontariuszem. Wiem że to niełatwe, ale może dzięki temu zobaczę realnie, a nie tylko w telewizji czy w książkach, że jest wielu ludzi nawet w moim wieku, którzy z przyczyn niezależnych od nich nie mogą iść na studia czy zdawać matury. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak. Często nie doceniamy tego, co mamy. Marudzimy z byle powodu. Są ludzie, którzy marzą o takim życiu, jakie my mamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Horacy napisłał kiedyś:
    "Spraw, niech cieszę się z tego co mam."

    Zdecydowanie,
    zbyt czesto
    nie cieszymy się z tego co mamy,
    a przez to jesteśmy
    niewdzięcznikami,
    niedostrzegającymi
    ogromu łaski Bożej którą oddychamy,
    w której się poruszamy.

    Studiując odwiedzałem moją
    niewidomą znajomą.
    Od 20 roku życia nie widzi.
    Nigdy nie słyszałem, by narzekała.
    Wręcz przeciwnie.
    Przebojem idzie przez życie,
    a uśmiech jej nie opuszcza.
    Tak, jakby czytała kiedyś
    Jerzego Lieberta,
    który pisał
    "w uśmichu zbroja."

    Spotykając się z osobami "niepełnosprawnymi"
    uświadomiłem sobie,
    jak często nazywamy ludzi z dysfunkcjami
    fizycznymi czy psychicznymi niepełnosprawnymi.
    A patrząc na to co oni
    w swej niepełnosprawności
    robią,
    uszy pokornie opadają,
    i rodzi się myśl,
    że tak naprawdę to niejden
    "zdrowy" jest bardziej niepełnosprawny od nich.

    Wiersz smutny,
    ale, jak pisze mędrzec Salomon
    "na smutnym obliczu
    serce dobrze wychodzi."

    Daj Boże.

    Pozdrawiam Kasiu, Aniu, Alu i Paulino:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama kiedyś nie byłam tolerancyjna. Sama chętnie nazywałam ludzi z dysfunkcjami psychicznymi debilami... Dopóki nie dostałam nerwicy i sama się nie nasłuchałam. Potem, gdy się nawróciłam, było mi już tylko wstyd że tak kiedyś mówiłam - i nadal mi jest wstyd. Jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nasz dobry Bóg potrafi najlepiej uczyć wrażliwości dla życia drugiego człowieka.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, ale nauka ciężka była... I nadal trochę jest, choć nie tak jak jeszcze niedawno.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciężka, ale zawsze skuteczna,
    jeżli tylko otwieramy swoje serca;
    niekiedy też na Jego chłostę.


    Paradoksalnie grzech czyni nieraz
    dobre rzeczy - umożliwia zrozumienie upadków bliźniego obok, czyni mnie bardziej pokornym i świadomym małości bez Bożego usprawiedliwienia. Grzech w człowieku czyni go bardziej ludzkim.
    Kto żyje w iluzji swojej świętości jest często człowiekiem okrutnym - nierozumiejącym ludzi obok.
    (przykłady daje Biblia i życie).

    Tu przestroga dla nas wierzących chrześcijan.
    "Ludzie religijni mają naturalną skłonność do okrucieństwa. Zbyt łatwo poświęcają ludzi, by tylko osiągnąć zamierzony cel" - pisał A. de Mello.

    Bóg, nawet wydawałoby się z najgorszej rzeczy potrafi stworzyć plon sprawiedlwości.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest wiele cierpienia na świecie.Słyszałem z ust starszych ludzi że życie jest niesprawiedliwe bo za lata trudu i pracy na końcu jest cierpienie i śmierć.Dlatego winniśmy postrzegać je w kontekscie wieczności i zbawienia.Bóg nie zagwatantował nam że cierpienia nie będzie...w doczesności....obiecał to w wiecznośći.Pozdrawiam Radosław:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie tak jest, Radosławie... Człowiek który uważa się za świętego bardzo często nie wie i nie chce wiedzieć że robi coś złego. Ja np. myśląc tak skrzywdziłam wiele osób, także najbliższych. Ale o sobie myślałam że jestem w porządku "bo przecież nie palę, nie ćpam, nie piję, nie łażę na imprezy"... Bardzo gubi takie myślenie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Alu najpełniej, a może jedynie możemy wykazać miłość do naszego Boga nie poprzez obrzędy, czy wznoszenia rąk (choć też), a przez miłość do drugiego człowieka.

    Chrystus przychodzi w drugim człowieku.
    Przychodzi w potrzebie
    ...żebraczej
    i w tej codziennej,
    ludzkiej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tomku,
    Jakub przed faraonem wyznał:
    "Liczba lat mego pielgrzymowania
    - sto i trzydzieści.
    Niezbyt długie i smutne
    były lata mego życia."

    Natomiast Dawid wyznał kiedyś:
    "Jesteśmy bowiem pielgrzymami
    przed Twoim obliczem i przybyszami,
    jak byli wszyscy przodkowie nasi,
    dni nasze jak cień na ziemi
    mijają bez żadnej nadziei."

    Jak bardzo zmieniła się
    rzeczywistość z wraz z przyjściem na ziemię
    naszego Pana świadczą słowa innego
    męża Bożego:
    "Tak więc mając tę ufność,
    wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele,
    jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana.
    Albowiem według wiary,
    a nie dzięki widzeniu postępujemy.
    Mamy jednak nadzieję
    i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało
    i stanąć w obliczu Pana."

    Opuścimy nasze ciało.
    Obyśmy w dniu drugiego przyjścia naszego Pana
    usłyszeli radosne słowa:
    "chodź, zaprowadzę cię do Ojca"

    Czekajmy wiernie i czynnie.

    Pozdrawiam Tomku:)

    OdpowiedzUsuń