czwartek, 10 września 2009

twój wybór

-odejdź ode mnie!
-a czemu ty na mnie tak krzyczysz?!

mężczyzna i kobieta
ulica długa
godzina 8.42
sobota
11 marca 2006
małżeństwa lat przebytych - 12?

przysięgali sobie tam
na ślubnym kobiercu
-będę cię kochał aż do śmierci

teraz to
aż do śmierci
jakoś nijak się ma
do ich życiowej sytuacji

a może to
aż do śmierci
to już
może umarli
chociaż żywi

...a będąc młodzi
ona marzyła o księciu z bajki
on o takiej co poniesie go w życiu do raju
wreszcie odnaleźli się
ci co byli sobie przeznaczeni
- szczęścia w miłości - im życzyli

teraz
idą i krzyczą
jakby z przymusu
się ze sobą
spotkali


-------------------------------------------------------------------------------------


A Boża pełnia partnerskiego uczucia
biegnie innymi drogami;
drogami wzajemnego stawania się
w JEDNOŚĆ,
na wzór jedności Chrystusa i Kościoła:
"jam miłego mego i ku mnie zwracają się jego myśli"

Kiedy myśli "chcę do niego należeć
i sprawić, by jego uczucia znalazły we mnie spełnienie"
stają się metodą partnerstwa po obu stronach kochających się ludzi
- rodzi się uczucie na wzór wyobrażeń naszego Ojca.


Efez. 5:21-33

Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej!
Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu,
bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała.
Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim.
Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie,
aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo,
aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany.
Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.
Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół,
bo jesteśmy członkami Jego Ciała.
Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem.
Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.
W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!

36 komentarzy:

  1. Chyba nikt nie wchodzi w małżeństwo z zamiarem rozstania po jakimś czasie, ale tak się zdarza, że jednak się ono rozpada i trzeba żyć dalej... Budować od nowa. Na świecie wiele jest takich ludzi, również wierzących. Związek buduje się wspólnie. Gdy stara się tylko jedna osoba,a druga jedynie bierze i bierze - to w końcu nadchodzi kres. Nie zapominajmy, że zmieniamy się również pod wpływem różnych sytuacji, nie zawsze potrafimy poradzić sobie z problemami. Wiara bardzo pomaga, ale nie "załatwia" pewnych rzeczy za nas. Bóg nie zaparzy za nas herbaty, nie poda lekarstw w czasie choroby - za to dla wielu małżonków jest wygodną wymówką i parawanem, za którym ukrywa się egoizm, samolubstwo i lenistwo. Brak odpowiedzialności za drugą osobę, zbyt szybkie przyzwyczajenie, że on/ona jest już moja i nie muszę się starać. nic bardziej błędnego. Obserwując znane mi małżeństwa chrześcijańskie i nie chrześcijańskie - głęboko się zastanawiam, czy chcę zakładać rodzinę. Wydaje mi się, że kiedyś ludzie bardziej dbali o wzajemną relację, widze to choćby na przykładzie moich dziadków, ale poza tym obserwacje nie napawają, niestety optymizmem ;( Nie jestem też zwolennikiem trwania w związku na siłę, dla zasady, razem, a jednak osobno. To musi być niezła męczarnia na codzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem obawiam się że nigdy nie założę rodziny - przeżyłam w przeszłości dwa rozwody moich rodziców :( Żadna przyjemność, za to wiele kompleksów w dzieciństwie i okresie dorastania. Niestety, obecnie coraz bardziej sprawdza się powiedzenie - córkę się wychowuje do 20 roku życia, syna do 40, bo mężczyźni w większości przypadków nie są dojrzali do zakładania rodziny. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zimbabwe, jeśli Bóg będzie chciał to założysz rodzinę. Gwarantuję Ci to :) Otwórz się na Jego uzdrowienie i prowadzenie. To wystarczy. Bóg jest ponad zranieniami i obawami naszymi. `Szukajcie najpierw Królestwa, a wszystko inne będzie dodane..` Dbaj o swoją relację z Panem, a Boży książę sam Cię znajdzie ;) pozdrawiam, rumianek

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie dlatego jakoś mi się nie śpieszy chociażby do znalezienia chłopaka :P

    Ja tam preferuję samotny tryb życia. Samotny, ale na chwałę Bożą i ku pomocy innym ludziom! :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Małżeństwo w zamiarze Bożym jest jednością. Ludzkie podejście do małżeństwa jest często zmodyfikowane. Niestety, ale brakuje też w wielu kościołach nauczań przedmałżeńskich dla decydujących się na ten krok, bo oprócz Biblii, pracy dla Pana ważna jest miłość wykazująca się w związku wzajemną wrażliwością, uwagą, zainteresowaniem, świadomością, że można na siebie liczyć.

    Nie wierzę w rozpady małżeństw gdzie skałą dla jego i jej jest Chrystus. Dlatego tak ważny jest wybór, osoby która jest Mu autentycznie oddana i przemodlenie przed podjęciem decyzji o małżeństwie. Nie bez znaczenia jest również dopasowanie się pod względem charakterów.

    Wiara nie załatwia problemów za nas, owszem, ale wiara uwrażliwia na nie, i gdy jest prawdziwa (nie tylko języka wyznaniem) to tworzy aktywność w tworzeniu życia na obraz Chrystusa i Kościoła; wiara otwiera słuch na potrzeby osoby z którą się żyje (te małżeństwa z problemami, które znam, mają właśnie największy problem we wzajemnym się SŁUCHANIU).

    Oczywiście jeżeli decydujemy się na małżeństwo, to chyba już winniśmy rozumieć, że kochanie Boga wyraża się w kochaniu bliźniego, a w przypadku małżeństwa – żony, dzieci najbardziej.

    Czasami chrześcijańskie małżeństwa są smutne; pod godnym naśladowania zborowym życiem ukrywa się tragizm domowej obojętności.

    To, że nasze obserwacje nie napawają optymizmem, nie oznacza, że ty masz z tego Bożego błogosławieństwa nie skorzystać. Chyba, że Bóg ma dla Ciebie inną drogę.
    Ale nie dobrze czynić sobie wyobrażenie o życiu w małżeństwie, czy życiu w wierze w ogóle na podstawie obserwacji. To może być destrukcyjne. Ty tworzysz swoje życie i swoją rzeczywistość. Możesz ją tworzyć razem z Panem. To ty, możesz być właśnie tym dobrym mężem, czy dobrą żoną. Ty możesz prosić Boga, by Cię do tego przygotował.

    Może warto obserwować dobre małżeństwa, przykładne w życiu w mocy Boga. Wczoraj w rozmowie z jedną z sióstr poznaną m.in. przez tego bloga, gdy nadmieniłem słowo WIERNOŚĆ w aspekcie naszego życia z Bogiem, ta zaraz napisała, że to słowo kojarzy się jej najbardziej ze mężem, bo nie zna człowieka bardziej oddanego Bogu niż on. Przypuszczam, że równie mocno oddany jest swojej żonie, bo wyczuwa się z jej słów to, że to szczęśliwa żona. Więc warto budować się na pięknych przykładach. Do DOBREGO życia powołał nas Bóg, i pozostawił swoje listy, które takim życiem żyją.

    Trudnością małżeństw po latach jest to, że ludzi się zmieniają. Każdy z nas z biegiem czasu się zmienia, nieraz po kilku latach jesteśmy już całkiem innymi ludźmi. Gdy patrzę na siebie sprzed 5 lat, to mało dostrzegam obecnego siebie. Obyśmy zmieniali się w Chrystusie, a nie w poddawaniu się naszym kaprysom i własnemu „ja.”

    Dla mężów i żon tu zaglądający, dla tych, którzy myślą, by kiedyś stać się mężem czy żoną polecam kazania dotyczące życia małżeńskiego wygłoszone przez jednego z pastorów ADS; bardzo pouczające, których warto wysłuchać w każdym stanie – najlepiej we dwoje:)
    ( http://lodz.adwent.pl/lodz/downloads.php?cat_id=2 )

    „Szczęśliwe małżeństwo nie rozpoczyna się od poszukiwania tej właściwej osoby, ale od bycia tą właściwą osobą.”

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Alu, nie obawiaj się, a zaufaj Panu – On da Ci to co najlepsze dla Ciebie, gdy tylko będziesz żyła w Nim w niewinności (Ps.84:12).

    Za surowo oceniasz tych mężczyzn:) Rozglądnij się dobrze:)

    Pan z Tobą!

    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Paulina, to dobrze, że Ci się nie śpieszy, ale gdy miłość muśnie to za jeden uśmiech pokochasz od zaraz, aż do ostatniego dnia;)

    „Wielkie wody nie ugaszą miłości, a strumienie nie zaleją jej (Pnp.8:7)”

    OdpowiedzUsuń
  6. Może tylko wokół mnie są tacy niedojrzali, takie duże dzieci?... Najlepiej jakoś dogaduję się z co najmniej 5 lat ode mnie starszymi. No, ale jakoś w dawnych czasach też bywały związki z dużymi niekiedy różnicami wieku - i może była w tym jakaś mądrość.

    OdpowiedzUsuń
  7. Największa mądrość to związek w Panu:)

    (znam szczęśliwe małżeństwa,
    gdzie on młodszy od niej :) )

    Ale wskazane jest
    gdy różnica wieku
    jest na korzyść mężczyzny;
    choć nie jest to zasadą,
    której nie można złamać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdyby ludzie faktycznie postępowali zgodnie z powyższym, pewnie nie byłoby rozwodów :) Ale... upadamy nie tylko w tym... Dobrze mieć nadzieję w Bogu, że nawet jak zdarzy się najgorsze, On nie odwraca się od nas jak wielu "świętych" ludzi, gotowych wziąć kamienie w dłoń. Moja znajoma rozwiodła się z mężem. Oboje wierzący. Decyzja jaką wspólnie podjęli była dla nich bardzo trudna, ponieważ było małe dziecko, ale stało się i już. Niestety, tzw. bracia i siostry, którzy wczęsniej deklarowali "wielką boża miłość" i wsparcie - zachowali się wobec nich jak stado żarłoczynych wilków. Ale o tym nie mówi się głośno, nie mówi się jak pomóc tym, którzy jednak się rozwiedli, lub ponownie wstąpili w związek. Traktuje się niedawnych bliskich w Panu jak wrogów. Czy Bóg też tak na nich patrzy? Rozwód nie jest Bożą wolą, ale zdarza się i co wtedy? Udawać, że nic się nie stało? Najlepiej wyrzucić takich poza obręb społeczności? Radosławie czytam Twoje notki od początku i do wiekszości przychylam się całym sercem, ale mam też pytania i watpliwości, bo chrześcijaństwo to nie tylko spełnieni małżonkowie, oddani służbie bracia czy pięknie szczęśliwi samotni. Mam wrażenie, że wielu chrześciajn (a rozmawiam z nimi często) po prostu udaje, że wszystko jest OK, bo wiedzą, że nie znajdą ani wsparcia ani pomocy. Oferuje im się za to bogate "walenie" Biblią po głowie i wpędzanie w nieustające poczucie winy, że nie wierzą dostataecznie mocno, jeśli się rozwodzą, mają problemy z dziećmi albo nie mogą znaleźć pracy.
    Pozdrawiam.
    Dociekliwy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdzie w Biblii nie jest napisane aby się nie rozwodzić w ogóle. Są pewne okoliczności kiedy wręcz trzeba to zrobić - jak choćby wszeteczeństwo, które może być rozumiane nie tylko jako zdrada jednego ze współmałżonków, ale też np. jako kazirodztwo, pedofilia, stosunki homoseksualne jednej ze stron itp. itd. To o czym piszesz Dociekliwy to tak zwany Ruch Wiary - czyli taka nowoczesna ewangelia sukcesu. Bardzo potępiał ją Dawid Wilkerson w swoich kazaniach, a i ja się z nią nie zgadzam, a są i tacy którzy po prostu kwalifikują ją jako herezję.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zimbabwe --- dzięki za odpowiedź :) Niestety, ta ewangelia sukcesu, wciąz tkwi w wielu wspólnotach i niszczy tak naprawde wiarę :( Czasem mnie denerwują takie super duchowe podejścia do przyziemnych spraw i uciekanie od rzeczywistości, która przydarza się innym i jest "niewygodna" dla tych "bardziej" świętych. Pozdrawiam, choć nie znam :)
    Dociekliwy

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla usprawiedliwienia tego co napisałam biblijnie (żeby nikt mi potem nie suszył głowy, że nie wyraziłam się jasno) - Jezus zrywał kłosy w sabat. Dla nas to nic nie znaczy i tę historię traktujemy jak zwykłą krytykę obłudy religijnej, ale w tamtej kulturze przestrzeganie sabatu to było być albo nie być - do tego stopnia że złamanie prawa sabatu było karane w czasach Mojżesza śmiercią. Jezus jednak przypomniał faryzeuszom, jak Dawid jadł chleb pokładny, gdy był głodny, a chleb ten był przeznaczony wyłącznie dla kapłanów. Głód jak widać jest wystarczającym powodem złamania pewnych praw, nawet Bożych, w końcu nawet ludzkie sądy mają okoliczności łagodzące - a co dopiero mówić o Bogu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety, ale w dzisiejszym chrześcijaństwie występuje zjawisko, które nazywam „kult świętości”, w którym pomija się rzeczy niewygodne a problemy związane z codziennością zamyka się w szafce zaniedbania i przemilczenia. Przez to zamiast rozwoju wzrasta życie w iluzji przez się tworzonej. O niektórych rzeczach nie chcemy nawet wiedzieć, niekiedy specjalnie na te rzeczy zamykamy uszy. A to nie tylko sprawy małżeństwa, ale również nie radzenie sobie z własnymi popędami seksualnymi itp. Przecież każdy młody chłopak (dziewczyny również) ma, albo będzie miał problemy z masturbacją, przeglądaniem stron pornograficznych i innych ofertach tego świata. I nie ma co udawać, że tego nie ma. Taka jest fizjologia nie tylko młodego organizmu. I wiele osób starszych wiekiem ma z tym problemy. Ten problem nie istnieje we współczesnych kazaniach. Mało co mówi się o walce z grzechem z nazwaniem go po imieniu. Ostatnio podeszła do mnie nastoletnia wierząca dziewczyna prosząc z płaczem o wspólną modlitwę, bo poszła ze swoim chłopakiem do łóżka i nie może sobie z tym poradzić. Zagubiona, szukająca rozmowy, nie znajdująca jej w swoim zborze, u swojego starszego. Takie są smutne fakty.

    Kamienie jest łatwo brać na rozwodników, alkoholików, wszeteczników. Te grzechy niektórzy lubią głośno i odważnie piętnować zapominając piętnować siebie w takich samych obrzydliwościach, jakie wzbudzają w Panu obmowa, plotka, szemranie, niewiara.

    Problemem współczesnego chrześcijaństwa jest to, że ma łagodne podejście do grzechów, przez siebie akceptowalnych. Być może nieświadomie, ale grzechy są dzielone na te dopuszczalne dla chrześcijan, i na te na które chrześcijanie krzywo patrzą.

    Niestety, ale często współczesny chrześcijanin cierpi na brak szczerości. Kultywowany jest częściej nienaganny garnitur i przywiązany krawat, niż nienaganne życie z Chrystusem.

    Wracając do rozwodów…
    Słowo Boże, jak zauważył Ala wspomina o rozwodach; nawet je dopuszcza, ale w przypadku wszeteczeństwa czy, jak interpretuję w innych patologiach (alkoholizm, przemoc).

    Jednak większość przyczyn rozwodów w rodzinach chrześcijańskich nie dotyczy zdrad czy przemocy, a raczej wzajemnego niewłaściwego podejście do siebie, różnicy charakterów, braku słuchania się wzajem, czy innych problemów rodzinnych.

    Takie przyczyny nie powinny prowadzić do myśli o rozwodzie, ale do walki o małżeństwo i zmianę swojego charakteru w Chrystusie. Niestety, ale większość oddaje się rezygnacji, która nie oceniając, ale często jest tylko lenistwem i negatywnym świadectwem naszej relacji z Panem.

    Nieraz zamiast dręczenia się nawzajem wskazana jest droga rozwodu, ale często to
    dręczenie się jest wynikiem bierności w relacjach ze sobą; brakiem walki o siebie.

    We współczesnych kościołach problemy życia codziennego zamiatane są pod przysłowiowy dywan. Rzadko się spotyka służby poradnicze czy starszych, którzy służą mądrością w ratowaniu małżeństwa. Niekiedy zamiast tego obserwuje się całkiem odmienne zachowania, o których wspomniałeś.

    Sprawy, które poruszyliśmy są trudne i dlatego zawczasu powinno się o nich rozmawiać ze świadomością, że najtrudniejsze nie jest postawienie diagnozy „co zrobić”, ale „jak to zrobić.

    Daj Boże taką moc!

    Dzięki za wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo trudny temat został poruszony. I choć mogłabym coś powiedzieć, podzielić się doświadczeniem, to w takich dyskusjach nie zabieram głosu, wolę milczeć. Ale szalenie podoba mi się wypowiedź Anonimowego z 12 września z godz 11:13, całkowicie sie z Nim zgadzam.
    Pozdrawiam wszystkich zycząc jednoczesnie, by nigdy, nikomu z Was nie przyszło stanąć przed tego rodzaju wyborami i "poczuć ich smaku".

    OdpowiedzUsuń
  14. Pozdrawiam Cię również,
    i proszę przyszłościowo chociaż o podpis:)

    Oby nikt z nas nie zawiódł swoich żon, mężów...

    Natomiast problemy na podłożu małżeństwa zawsze będą istnieć; trzeba skutecznie się z nimi zmierzyć.

    Dziś Pan dał czas szczególnej modlitwy razem z moim przyjacielem w umocnieniu jego małżeństwa.

    We wzajemnym wyznawaniu swoich problemów
    Bóg stanie przy nas, jako wierny i sprawiedliwy i wspomoże nas i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.

    Tak zapewnie Słowo Boga.
    Jeżeli tak nie jest,
    to problem leży raczej w nas,
    aniżeli w Bogu.



    Tylko my nie uciekajmy przed Bogiem,
    gdy do nas przyjdzie
    ze swoim problemów rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
  15. ... no właśnie... nie uciekajmy... gdy przychodzi... to trudne... ale jeśli się uda wsłuchać, wypatrzeć, że dał rozwiązanie... to można poczuć smak wolności...
    pozdrawiam!
    m

    OdpowiedzUsuń
  16. To ja jeszcze z nieco innej strony, tak mi dziś przyszło to do głowy.

    Spotkałam się z takim podejściem, że jeśli w małżeństwie coś się nie układa, a wręcz coś się rozpada - (np. jedno z małżonków pracuje na dom, a drugie pogrąża się w swoje sprawy, swoje zainteresowania, nie dbając o dom i nie wykazując chęci zmiany takiej sytuacji), przy tym oboje małżonkowie uważają, że małżeństwo jest przymierzem świętym, nierozrywalnym, to taka sytuacja stanowi dla osoby bardziej odpowiedzialnej (czy bez winy?) przykład cierpień Chrystusowych. Czyli: rozwód - nie, wolę cierpieć, ponosić ofiarę dla Jezusa pełniąc rolę matki i żony/ojca i męża najlepiej jak potrafię, o uzdrowienie się nie modlę, bo chcę ponosić cierpienia dla Jezusa (bo: "jeśli cierpimy, z nim też królować będziemy" 2Tym.2:12).

    Co o tym myślicie? Myślicie, że jest to przykład cierpień Chrystusowych? W takiej sytuacji mamy właśnie ponosić cierpienia czy modlić się o uzdrowienie z niezdrowej sytuacji?

    Temat nieco smutny, więc choć pozdrowienia radosne :)

    OdpowiedzUsuń
  17. W takiej sytuacji powinniśmy zdać się na wolę Bożą. I modlić się o mądrość, byśmy umieli odróżnić swoje emocje i widzimisię od Bożego głosu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że cierpienia ponoszone ze względu na Chrystusa wynikają z tego, że ktoś jest posłuszny Słowu Bożemu i Jezusowi i dlatego jest prześladowany, że głosi ludziom o Jezusie i jest Mu wierny. W tej sytuacji jak przedstawiłaś Gosiu myślę, że konieczna jest modlitwa o uzdroweinie relacji panujących między małżonkami i jeśli oboje są wierzący to powinni upaść razem na kolana przed Panem i wołać o Jego pomoc. To niestety często jest zbyt trudne, bo wymaga upokorzenia z obu stron i przyzania że coś nie gra, że obie strony nie radzą sobie i potrzebują pomocy. Z drugiej strony, jeśli jedna ze stron nie chce się modlić, to ta druga postępowaniem i życiem i modlitwą do Pana może poruszyć drugą stronę i Bóg może sprawić, że dojdzie do pojednania. Obyśmy nigdy nie musieli przechodzić przez takie sytuacje w małżeństwie. Pozdrawiam ciepło :) rumianek

    OdpowiedzUsuń
  19. To trudne sprawy Gosiu.

    Nie da się tu teoretyzować, bo życie sprowadza się do praktycznych decyzji i wyborów.

    Co do pytania...
    Wybór bierności zamiast walki o swoje małżeństwo w akceptowaniu występującego złego stanu jako cierpień Chrystusowych - nie łączyłbym tego w ten sposób.

    Wolą Bożą jest JEDNOŚĆ małżonków.
    Więc w błagalnych prośbach z dziękczynieniem pozostaje tylko proszenie o cud.

    Natomiast w zamierzeniu
    walki DO KOŃCA o swoje małżeństwo
    walczący współmałżonek może to przedłożyć
    przed Panem,
    jako cierpienia dla Niego,
    ale walcząc,
    a nie odpuszczając.

    Wierzę, że takie ofiary,
    kiedy w ufności Bogu
    je podejmujemy
    są Mu miłe,
    ale czy wymagane?


    "Tylko czy on/ona jest bez winy?"
    Tu każdy przypadek jest inny,
    ale raczej nie bywa tak, że wina
    leży tylko po jednej stronie.

    Są też przypadki chorób,
    które rozdzierają małżeństwa
    - np.choroby psychiczne.
    Znam przypadek wiernej małżonki,
    która nie opuściła swojego męża
    w jego chorobie psychicznej.
    Modlitwy...
    Dzisiaj żyją szczęśliwie.

    To jest odpowiedź na Twoje pytanie.

    Tak, to widzę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziękuję serdecznie za te wypowiedzi. Tak, to niełatwe sprawy... niestety znam taki przykład.. Myślę podobnie jak Wy, że cierpienia ponoszone ze względu na Chrystusa wynikają z życia w posłuszeństwie Jego słowu, przy zwiastowaniu o życiu Jezusa. Też myślę, że w małżeństwie wina zazwyczaj leży po obu stronach, różnica moze jest jedynie w proporcjach tej winy.

    Dziś też pomyślałam sobie, że często przyjmujemy (mi się zdarza) bierną postawę ("bo tak juz musi być"), mało jest starań by mogło być lepiej, mało modlitw o uzdrowienie. I nie chodzi tylko o kwestie problemów w małżeństwie, także o choroby zdrowotne. Ogólnie widzę ostatnio takie opozycyjne podejścia na płaszczyźnie: "wolę cierpieć" - "wolę się modlić o uzdrowienie". To też trudne i bardzo indywidualne... na pewno jest jakiś złoty środek, który łączy te dwa elementy.

    Osobiście zgadzam się, że jeśli cierpieć, to dlatego, że coś robię w dobrym kierunku, działam, a przy tym spotykam przeciwności - o takim podejściu mówił Jezus. A w tym moim działaniu na pewno jest i modlitwa o to, by było lepiej, jeśli taka jest wola Boża.

    Ogólnie bardzo podobają mi się Wasze myśli, popieram je całym sercem, więc już nie będę się powtarzać :)
    Jeszcze raz dziękuję i oby jak najmniej takich trudnych sytuacji spotykało nas w życiu. Pozwalajmy Panu działać w naszym zyciu. Jemu chwała, że jest uzdrowicielem spraw beznadziejnych, że ma moc czynić CUDA - jeśli tylko przyjmiemy go do naszych serc...

    OdpowiedzUsuń
  21. A mnie martwi to, co pisze Gosia [o małżeństwie z problemami] - trąci to niebiblijnym cierpiętnictwem rodem z katolicyzmu [polecam artykuł pastora Janusza Szarca na temat niebiblijnego ujęcia cierpienia zamieszony tu:http://www.magazyncel.pl/html/arch_0302.html] i NIE GNIEWAJ się Gosiu, bo Ty sama nie jesteś tutaj niczemu winna.

    Winę ponoszą Ci, którzy są odpowiedzialni za prowadzenie wierzących w swoich zborach / kościołach, za nauczanie ich. Ci, którzy nie potrafią jak widać poradzić sobie z patologiami u członków swoich kościołów [syt. w tym małżeństwie]. Na nich ciąży szczególna odpowiedzialność za tych, których prowadzą do Boga i to im Bóg będzie kazał zdać sprawę z tego, jak się ze swojej służby wywiązywali.

    Martwi mnie to o czym piszesz Gosiu, bo daje to złe świadectwo o tych, którzy takie małżeństwa z problemami mają w swoich wspólnotach [o pastorach], a także o tych, którzy podobne, jak Ty, pytania zadają, bo widocznie NIE NAUCZA się ich, jakie jest biblijne podejście do takiego problemu.

    Módlmy się Kochani o pastorów, zwłaszcza o tych, którzy nie są w stanie innym pomagać.Niech przejrzą, niech Bóg przyda im mądrości.Amen.
    I módlmy się o nas samych,żebyśmy patologię ZAWSZE potrafili nazwać patologią i nie rozmiękczali grzechu - cudzego ani własnych.Amen.

    OdpowiedzUsuń
  22. i jeszcze potrafili wyznać ten grzech przed Panem i tymi, których skrzywdziliśmy, prosząc o przebaczenie i wolność i moc, by nie wracać do niego, daj Boże! Amen
    pozdrawiam rumiankowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wspomną jedno znane wydarzenie z Dziejów Apostolskich.

    Paweł i Sylas głoszą Ewangelię. W Filippi idzie za nimi kobieta opętana przez ducha wieszczego. Woła: „Ci ludzie są posłani od Pana, ich słuchajcie.” Swoim duchem wieszczym przynosi zysk swoim panom, pewnie nie mały, jeżeli umiała przepowiadać przyszłość. Paweł zmęczony jej ciągłym wołaniem wypędza z niej złego ducha. Nie podoba się to jej panom.

    Cała historia kończy się tym, że po rózgach Paweł z Sylesem lądują w więzieniu.
    W wewnętrznym lochu, zakuci są w dyby, niewinnie skazani i pobici.

    O dziwo nie użalają się nad sobą, ani Sylas do Piotra nie mówi: „może zrobiłeś coś nie tak Piotrze…”, ani nie poddają się sytuacji w której się znajdują.

    Co robią?

    O północy zaczynają śpiewem i modlitwą uwielbiać Boga.

    Co się dzieje?

    Następuje trzęsienie ziemi. Kajdany z ich rąk i nóg zostają rozerwane; są wolni.

    Takich świadectw w Biblii możliwości działania Boga w naszym życiu jest o wiele więcej. Drogą dla naszego uwolnienia z każdego problemu jest zwrócenie się do Boga w taki sposób, jaki Jemu się podoba. W taki sposób, jaki On wyznaczył z ufnością, a nie z niewiarą, że Bóg czegoś nie może. Problem z naszym życiem nie leży z Bogu, a w nas.

    W najmniej sprzyjających okolicznościach na składanie chwały Bogu Paweł i Sylas zaczęli Go wielbić. W sytuacji, w której wydawało się, że jej panem jest drugi człowiek, los, oni zwracają się do Boga w WIERZE.

    Tak, jak tam rozerwały się zniewalające ich kajdany, tak w naszym życiu Bóg może rozerwać kajdany każdego naszego zniewolenia; tak jak tam popękały dyby, tak dyby każdego grzechu, zmartwienia, zmęczenia sytuacją mogą zostać rozerwane przez naszego Boga.
    Tak, jak Paweł z Sylasem wyszli na wolność, tak my z UFNOŚCIĄ Bogu i z żarliwością ku Niemu modlitwy możemy wyjść na wolność od tego wszystkiego co nam ciąży.
    Wyswobodzi nas do niej Chrystus.
    Amen!

    Warunek: UFNOŚĆ w Bogu, która zaprzecza ludzkim spekulacjom: „a czy to w ogóle jest możliwe.”

    OdpowiedzUsuń
  24. Naszym problemem, który trzeba sobie uświadamiać, jest to, że brakuje nam nieraz WIARY. Mówimy o wierze, ale nieświadomie tylko o tej naszej, ludzkiej, często nieufnej.
    Bóg mówi natomiast o wierze, która jest Jego darem, w której my aktywnie powinniśmy chcieć się rozwijać.

    Ap.Paweł napisał: "Staczaj dobry bój wiary."

    Słowo "staczaj" to greckie słowo agonidzomai, które oznacza walkę, czynienie wysiłków, a nawet bicie się o coś.

    Apostoł nie pisze abyśmy toczyli bój wiary;
    nie dla piękna słowa podkreśla, że ma to być dobry bój, czyli taki w którym zwyciężamy.

    "A wiara jest PEWNOŚCIĄ, tego czego się spodziewamy, DOWODEM tych rzeczywistości, których nie widzimy."

    To jest wiara, o której uczy Biblia.

    W tej wierze życzę wszystkim tu zaglądającym ZWYCIĘSTW w Panu naszym Jezusie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Małżeństwo zawiera się co prawda w niebie, ale wszystkie "prace remontowe" trzeba wykonać, niestety na ziemi -:)I jak to z takimi remontami bywa - jedne trwają dłużej, inne krócej - każdy coś zmienia na lepsze lub na gorsze, nie daj Boże. Ale bez względu na kruchy stan naszych emocji, myśli, działań - ważne jest by mimo wszystko - trzymać Boga za rękę, chociaż drugą możemy się odpychać :) Jeśli ktoś nie zawodzi na pewno, to jest to Bóg. Posłuszeństwo wypływające z miłości do Niego, niesie prędzej czy później uzdrowienie także w relacji małżeńskiej. Jeśli odtrącamy Bożą dłoń, pozostajemy w pewnym sensie zdani na siebie i dopiero wtedy zaczyna się droga "pod górkę". I zgadzam się z powyższymi wypowiedziami. Nie ma złotej recepty na udany związek, nikt nie może nam zagwarantować, że zawsze będzie słodko i po Bożemu. Ale Bóg czyni swoje cuda i pozostaje wierny. Każdy z nas czyta Biblię i rozumie przesłanie. Każdy z nas potrzebuje czasu, by przesłanie wdrożyć w codzienne życie. Bo tak jak Bóg mówi o małżeństwie, by w nim trwać, tak mówi również, by nie kłamać, zwodzić, być pysznym i zarozumiałym, wywyższać się nad innych... Nie uważać się za lepszego od drugiego człowieka, nie tylko w małżeństwie... To trudny temat, ale jak każdy temat wart dyskusji i przemyślenia...
    Pozdrawiam.
    kate

    OdpowiedzUsuń
  26. A co z miłością? Ta jest chyba najważniejsza. Jednak myślę że problem polega na tym, że dziś zbyt wielu ludzi myli miłość, tę prawdziwą miłość z romantycznymi uniesieniami. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Zim, Miłość jest po prostu DECYZJĄ... -:)I to ją odróżnia od romantycznych uniesień i chwilowych zauroczeń -:)
    Kate

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziękuję Kate za trafny, mądry komentarz.

    "A co z miłością?"

    "Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
    ponieważ miłość jest z Boga,
    a każdy, kto miłuje,
    narodził się z Boga i zna Boga.
    Kto nie miłuje, nie zna Boga,
    bo Bóg jest MIŁOŚCIĄ (1J.4:7n)."

    Miłość pochodzi od Boga.
    Może zbyt często szukamy ją w swoich namiętnościach, oczekiwaniach.
    W Bogu jest jej źródło.
    Gdy czerpiemy z poza tego źródła,
    klęska jest częsta.

    Nasze ciała
    wyzbyte Ducha
    czynią serce niezdolnym do miłości.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jest to powolanie malzenski lub powolanie samotne lub powolanie kaplanskie lub zakonnica...ja niestety,Bog mnie wybral do powolanie malzenski,przez tyle lat wiele cierpialam wytrzymalam do konca,moj maz nie wie co to jest milosc drugiego czlowieka?... dziekuje za zaproszeni.Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  30. Miłość sprawdza się w tym, czy ponoszę śmierć w swoim "ja" dla kogoś, kogo kocham. Uczymy się jej całe życie.
    Niestety, nieraz niechętnie.
    Tym bardziej, jak to "niechętnie"
    rodzi się w małżeństwie.

    Myślę o Tobie ciepło
    i pozdrawiam, również cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  31. Jak mam tlumaczyc meża co to jest milość drugiego czlowieka?Maz od dziecka nie wiedzial co to jest milosc ? meza rodzice nie nauczyli ani rodzice nie pokazali syna zeby pokazac ludziom cieple milosc radosc... tylko sam osobistych... nikogo nie interesuje ani ludzie ani rodzina ani brata siostra...rowniez meza rodzice tez nie wie co to jest milosc blizniego drugiego czlowieka? To dlaczego Bog mnie wybral takiego meża biedny(nie o brak pieniedzy albo o zycie lecz czlowiek jest biedny w dusze nie ciala...) Dziekuje za mile i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  32. Niestety, ale droga małżeństwa jest w jakimś sensie drogą w nieznane, ponieważ człowiek po latach się zmienia. Możemy łączyć się z kimś kto za kilka lat będzie inną osobą.

    Dlatego chcąc unikać rozczarowań dobrze jest szukać ludzi, którzy autentycznie i świadomie kochają Pana Boga i z którymi wspólnie można szczerze przed Panem uklęknąć. I do małżeństwa nie ma co się śpieszyć, warto dobrze się poznać.

    Ale to wszystko przed...
    Co, jak już wybrałem, i teraz czuję, doświadczam, że to zły wybór?

    Nie mam takich doświadczeń.
    Wiem, że próbowałbym walczyć,
    prowadzić do rozmów
    i wspólnych modlitw, o ile to możliwe,
    też wstawienniczych.
    Nie znam Twojej sytuacji, więc nie mogę nic więcej napisać.
    Ani sam nie jestem osobą kompetentną,
    by się o tym problemie wypowiadać.
    Najwięcej mogliby napisać, ci co wywalczyli swoje "przegrane" związki.
    Takie osoby są.

    Nie obwiniałbym też Pana Boga.
    Małżeństwo może być z Jego inspiracji,
    ale często tak nie jest.
    Często to my decydujemy,
    kierowani swoimi emocjami
    kim będzie nasz wybrany.

    Często to my bierzemy życie w swoje ręce.
    Pan Bóg z góry patrzy,
    zawsze dobrze życzy,
    ale czeka na nasz krok,
    by życzenia zamienić w spełnioną obietnicę.

    Innym razem coś z Jego inspiracji, my ludzie w subtelny sposób, powolutku sami niszczymy.



    Życzę Ci dużo siły w Panu!

    OdpowiedzUsuń
  33. Radku!Bardzo serdecznie dziekuje,dziekuje za pieknie slowa,ja niestety ,to juz wszytko za pozno,napisalesz wyzej ;

    <<...Dlatego chcąc unikać rozczarowań dobrze jest szukać ludzi,którzy autentycznie i świadomie kochają Pana Boga i z którymi wspólnie można szczerze przed Panem uklęknąć.I do małżeństwa nie ma co się śpieszyć,warto dobrze się poznać...>>

    Napisze krotko;przed, maz nigdy nie byl taki,po slubie klamal,nie przyznal sie,juz dawno mialam wziac o rozwod nieuwaznienie malzenski,(dawno juz zgloszylam do sadu koscielny...)ale w moim sercu i slysze w moim sercu << Jesli chcesz to chodz wez Moj Krzyż i choc za Mna...>> poszlam za Jezusem,a w sadzie mnie powiedzial ze mam nieuwaznienie malzenski... ja powiedzialam ze wycofuje slubu...,rezygnuje,dlatego ze przy Oltarzy przysiegalam Panu Bogu az do smierci... Minelo lat,wytrzymalam do konca zycia...
    Koncze sie i pozdrawiam Panu

    OdpowiedzUsuń
  34. Najtrudniej jest, kiedy w społeczności małżeńskiej, która ma reprezentować Chrystusa i Kościół jeden ze współmałżonków wybiera drogę w stronę ciemności. To okropnie trudne. Jedyną deską ratunku jest właśnie Chrystus i niekiedy podjęcie radykalnego kroku...

    Pozdrawiam Cię serdecznym uściskiem dłoni!

    OdpowiedzUsuń
  35. Witam Radku! Tak dokladnie hmm nie wiem czy mam pisac tutaj?...Bardzo serdecznie dziekuje... mojej oczy lzy plynie... Pozdrawiam cieplutko Panu Chrystusowi

    OdpowiedzUsuń
  36. jeżeli chciałabyś to napisz proszę na radeksiewniak@poczta.fm

    Pan z Tobą!

    OdpowiedzUsuń