piątek, 4 września 2009

w nienawiści?



Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem (Łuk.14:26).


Wielu niepokoją te słowa. W jaki sposób mam mieć w nienawiści swoich rodziców? Nienawidzić znaczy przecież nie kochać, nie lubić, czuć do kogoś wstręt. W jaki więc sposób należy rozumieć słowa Jezusa? W jaki sposób pogodzić je z V przykazaniem z góry Synaj: „czcij twego ojca i twoją matkę…?”

Trudność czytania Nowego Przymierza sprowadza się do tego, że spisane jest po grecku, a autorzy tych ksiąg byli Żydami i myśleli po semicku. Więc słowo jest greckie, a myśl żydowska.

Pan Jezus mówił po hebrajsku, lub aramejsku. Nie mówił w grece. Zapis jego słów mamy jednak grecki. Trzeba się więc niejednokrotnie wgłębić w rozumowanie semickie, by w pełni zrozumieć piękno płynące ze słów naszego Pana. Nieraz czytając Biblię trzeba stać się po prostu Żydem, chociaż w myśleniu:)

Hebrajskie słowo „ssane” – „nienawidzić” ma dużo lżejsze zabarwienie niż nasze polskie „nienawidzić.” Znaczeniowo nie przeciwstawia się miłości.

Tora podaje, że Jakub nienawidził Leę.
A widząc Pan, że nienawidził (ssane) Liję, otworzył żywot jej; a Rachel niepłodna była (1Moj.29:31;przekład Biblii Gdańskiej),
A w jednym zdaniu wcześniej czytamy, że Jakub po prostu bardziej miłował Rachelę.
Tedy też wszedł Jakób do Racheli, i miłował Rachelę bardziej niż Liję, a służył mu jeszcze drugie siedem lat (1Moj.29:30;BG).

O podobnej sytuacji, która ułatwia zrozumienia semickiego znaczenia słowa „nienawidzić” czytamy w np. 5Moj.21:15-17 czy 22:13-17; 24:3; Sędz.15:2 – proponuję czytać w przekładzie BG, która dokładnie oddaje słowo „ssane” jako nienawidzić; w ogóle to najwierniejszy przekład Biblii, rzadko jednak używany z powodu trudności (nieraz) zrozumienia staropolskiego języka.

Czytając powyższe przykłady trudno przyznać, że można nienawidzić kobietę, za to tylko, że nie jest panną, czy ma niezbyt ładne oczy.

Kaznodzieja Salomon pisze, że nie karanie syna swego jest nienawiścią w stosunku do niego.
Kto zawściąga rózgi swej, ma w nienawiści (ssane) syna swego; ale kto go miłuje, wczas go karze (Przys.13:24;BG).

To też świadczy o innym, niż polskim zabarwieniu tego słowa.

Również stwierdzenie, że Pan Bóg nienawidził Ezawa (Mal.1:3) ozn. bardziej tyle co go „nie wybrał”, aniżeli co dosłownie nienawidził.

Pochylając się jednak obiektywnie nad słowem „ssane” trzeba zaznaczyć, że słowo to może też być nieraz używane w podobnym znaczeniu do naszego, więc nie zawsze da się tak łatwo wszystko uogólnić.

Słowo „ssane” nie da się wprost przetłumaczyć na język polski, stąd tłumacze wybrali oddanie dosłowne, której jednak w znaczeniu polskim nie oddaje w pełni myśli Jezusa i ją znacznie zniekształca.

Greka tłumaczy słowo „ssane” słowem „misos” – „mniej kogoś kochać.”

Poznając więc mniej emocjonalne zabarwienie słowa „ssane” i „misos” pozwala nam to na właściwą interpretację słów Jezusa.

Wreszcie inne słowa Jezusa, zapisane w Ewangelii wg św.Mateusza objaśniają słowa Jezusa, nad którymi się zastanawiamy.
Kto miłuje ojca albo matkę nad mię, nie jest mię godzien; a kto miłuje syna albo córkę nad mię, nie jest mię godzien (Mat.10:37;BG).

Jezus nie miał więc na myśli nienawiści w naszym aktywnym słowa tego znaczeniu. No bo, jak można nienawidzić swoją żonę i dzieci? Tu bardziej chodzi o sytuację z wyboru. Gdyby się okazało, że żona czy dzieci powstrzymują cię przed pójściem za Jezusem, to chcąc być Jego uczniem musisz jednak wybrać Jezusa. Tak, jak Jakub wybrał Rachelę, co nie znaczy, że nie kochał również Lei i jej dzieci. Można więc pójść za Jezusem wbrew rodzinie, ale mimo wszystko nadal kochać swoją rodzinę.

Najpiękniej jest jednak gdy nie trzeba wybierać pomiędzy rodziną a Jezusem, a miłość do Jezusa realizować wraz ze swoją rodziną.

Dlatego tak ważna decyzja stoi przed wieloma wierzącymi. Można łączyć się w pary z osobami niewierzącymi, co będzie niosło duże ryzyko nieszczęśliwego życia. Niekiedy zdarza się, że niewierzący nawracają się przy wierzącym. Znam takie przypadki moich przyjaciół. Takie przypadki opisuje Biblia.

Ale… to ryzyko. Zdecydowanie częściej droga za Jezusem staje się wówczas cięższa, albo po prostu zaniechana z powodu rezygnacji oddania się drugiemu człowiekowi.

Apostoł napisał twardo i mocno:
Nie sprzęgajcie się z niewierzącymi do jednego jarzma. Cóż bowiem ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światłość z ciemnością? (2Kor.6:14)

Życie na ziemi może stać się rajem, ale może też być piekłem, z naszego wyboru.

19 komentarzy:

  1. Oj... Ciężko dziś znaleźć wierzącego faceta :P Grunt to się nie poddawać i modlić o dobrego męża :D

    W gruncie rzeczy człowiek codziennie dokonuje wyboru między Jezusem a innymi ludźmi. Gdy ktoś wstydzi się przeżegnać, przechodząc koło kościoła, czy nie oznacza to, że wybiera ludzi? Wiem... Brzmi ostro to, co napisałam, ale ostatnio często o tym myślę i interesuje mnie Wasze zdanie na ten temat. A zwłaszcza Twoje, Radku :)

    Ja wkrótce chyba będę musiała dokonać tego wyboru... Między rodziną a Jezusem. Bo niestety nie jest to zgrana drużyna.

    Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Paulino, przeżegnanie się to przejaw zewnętrznej pobożności.Nasza zewnętrzność podoba się Bogu tylko wtedy gdy nie jest samą tylko formą, ale kryje w sobie głęboką treść.

    Więc zewnętrzność człowieka wcale nie musi definitywnie go określać. Ktoś może się "przeżegnać" na pokaz, "żeby ludziom się pokazać." Jezus nazywa takich obłudnikami i mówi, że tacy odebrali już swoją zapłatę.

    Może oczywiście być to również przeżyte.

    Natomiast moje oznaki zewnętrznej pobożności nie zawierają w sobie przeżegnania się przed żadnymi budynkami kościelnymi. Nie jest to moja obyczajowość i chyba nie będzie. Natomiast dobrze jest szukać swoich indywidualnych chwil, by szczerze pomyśleć o Bogu.

    Generalnie u mnie jest tak, że jak czytam Biblię to dostrzegam różne przykłady rytualnych gestów, którym pragnę nadawać treść i poprzez nie również uwielbiać Boga
    np.
    dziękczynieniem i czcią Boga przed posiłkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chodzi mi tyle o sam gest, co o jakikolwiek znak pobożności pokazani przed rówieśnikami, niekoniecznie wierzącymi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja się jeszcze wtrące, przepraszam :)

    Czasem można wychować się w wierzącym domu, będącego przecież tak blisko Jezusa i Biblii, a jednak poczuć, że Jezus woła w nieco inną stronę. To też jest trudne... Przecież domownicy też mówią, że idą za Jezusem. Ale chyba najważniejsze, żeby słuchać tego, co On mówi, prosić w modlitwie o Jego mądrość i tego, by On nas brał za rękę i prowadził. Ja chyba jeszcze zbyt często chcę chodzić własnymi ścieżkami...

    Wiem, że ważne jest, by postępować w zgodzie z własnym sumieniem, z własnym powołaniem. Być może Pan wobec każdego człowieka ma inne plany, inne zamierzenia. On wie najlepiej, co nam pomoże w duchowym rozwoju, jeśli tylko szukać Go będziemy całym sercem.

    Faktycznie, rajem musi być życie w zupełnej jedności z mężem/zoną. W jedności celu, jedności myśli, jedności ducha, jedności ciała.

    I takiej jedności życzę wszystkim "wolnym" i "niewolnym" ;-)
    i mądrości Bożej przy podejmowaniu wszelkich decyzji.

    Pozdrawiam ciepło,
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem Paulina.

    Nasza każda oznaka pobożności powinna wypływać z głębi serca, chęci uwielbienia Boga. Jeżeli mamy w sercu tą chęć miłego życia dla Boga, to powinniśmy tak żyć zarówno wśród wierzących, jak i niewierzących. Nieraz przy tej drugiej grupie osób jesteśmy jednak inni - ukrytymi chrześcijanami, nie dającymi świadectwa Chrystusa, by nie uznano nas za dziwaków. Można żyć dwoma życiami – życiem niedzielnych spotkań, wieczornych modlitw i życiem zawodowym, szkolnym w którym wpajamy się w tłum ludzi będąc tacy, jak wszyscy.

    Jeżeli mamy w sercu Boga, żyjmy w Nim; nie bójmy się przynależeć do Niego w naszych codziennych zmaganiach.

    Nieraz wierzący zastanawiają się dlaczego tak mało ludzi przychodzi dzisiaj do Boga? Dlaczego tak mało wydajna jest ewangelizacja? Dlaczego ludzi uprawiają zewnętrzne chrześcijaństwo, chrześcijaństwo biernych wysiadywaczy na ławkach kościelnych. Dlaczego jest tak mało NAŚLADOWCÓW Chrystusa?

    Pan Bóg objawia mi ostatnio swoje Słowo w związku z tym. Pan Bóg wyznacza do siebie swoją drogę – nie kierując się nią nie korzystamy w pełni Jego błogosławieństw. Proponuję przeczytać w tym kontekście historię sprowadzenia przez Dawida Arki Bożej do Jerozolimy. Proponuję przeczytać Psalm 100. Niedługo napiszę o tym coś więcej.

    Teraz chcę wspomnieć drogę docierania do ludzkich serc Chrystusową Ewangelią.

    Dz.A. 2:46-47
    Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca.
    Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia.

    Pierwsi chrześcijanie swoją codziennością żyli dla Boga, nie odświętnością. Charakteryzowała ich radość w Panu. Wielbili Boga! Współczesnemu chrześcijaństwu tego brakuje. Wielbienia Boga codziennie, wśród ludzi, którzy Go nie znają.

    My wielbimy Boga w niedzielnych pieśniach, w nabożnych spotkaniach, ale w codzienności często usta milczą. Nie wiążemy tego co nas spotyka w zwykłym dniu z Bogiem. Jeżeli człowiek przepełniony jest radością w Panu wylewa chwałę dla Niego przy każdej okazji. O dziwo, nie zawsze ludzie patrzą wówczas na takich chwalców Pana dziwacznie, a często nabierają szacunku, lub jak świadczy Słowo patrzą życzliwie.

    To jest nasza rola w przyprowadzaniu ludzi do Boga. Żyć w Nim na co dzień. Wielbić Go. Przyznawać się do Niego. Świadczyć o Nim swoimi uczynkami, swoją duchową naturalnością.

    Wówczas dalszy krok, nie należy już do nas, a do Boga. To On będzie przymnażał ludzi nas obserwujących do zbawienia. On będzie dawał wzrost.

    My zasiewajmy i podlewajmy – Bóg da dar wiary (1Kor.3:6n).

    Boże spraw w nas serce proste, szczere, wylewające Twojego Ducha na ludzi pragnących.
    Nas pragnących Duchem napój!, byśmy stali się Twoim źródłem, wody żywej.

    Pragnę!
    Amen!

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja, jeśli można odpowiem coś Paulinie :)

    Paulinko, nie tak trudno znaleźć wierzącego faceta, zwłaszcza, jeśli przygotował go dla nas Bóg :) Albo inaczej, nie tak trudno jest znaleźć wierzącego faceta, zwłaszcza, jeśli to Bóg nas do niego przyprowadza :) Fajnie opisuje to w swojej książce "Bóg jest swatem" Derek Prince.Podkreśla w niej, że obydwie jego żony (pierwsza z nich zmarła) przyprowadził do niego Bóg. I były to osoby dokładnie takie, jakich u swojego boku potrzebował - które były dla niego wsparciem i pomocą w jego życiu i służbie. Podobnie było z pierwszymi ludźmi - to Bóg przyprowadził Ewę do Adama - nie odwrotnie i uczynił ją jako pomoc dla niego.Dzisiaj troszkę zapominamy o naszych rolach w małżeństwie [niczemu nikomu nie ujmując, ani nikogo nie wywyższając]. Przepraszam serdecznie za ten wtręt, ale piszę trochę już z własnego doświadczenia :)

    Gosia_szcześliwa żona_i_mama :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosiu, nie ma za co przepraszać. Każde nasze szczere słowo jest cenne. Dla mnie Twoje słowo jest cenne. Myślę, że dla innych też. Dziękuję szczególnie za poniższe słowo:

    „Czasem można wychować się w wierzącym domu, będącego przecież tak blisko Jezusa i Biblii, a jednak poczuć, że Jezus woła w nieco inną stronę. To też jest trudne... Przecież domownicy też mówią, że idą za Jezusem. Ale chyba najważniejsze, żeby słuchać tego, co On mówi, prosić w modlitwie o Jego mądrość i tego, by On nas brał za rękę i prowadził.”

    Rozumiem Cię Gosiu dobrze. Dziękuję, że to napisałaś.

    Pan z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gosiu (Emi:)), można, można :) Słowa przeżyte są najcenniejsze, bo autentyczne. Ja dodam, że może nie tyle nastawiajmy się na szukanie, co zawierzenie Bogu, że On zadziała (nie piszę o bierności). Inna rzeczą jest, że kiedy Bóg zadziała, my mamy inne wyobrażenia o swoim wybranym/wybranej; chyba często przemawia w nas nasza cielesność.

    Przyjmowaniu woli Boga dla swojego życia zawsze wiąże się z UFNOŚCIĄ.

    Pozdrawiam szczęśliwą żonę, mamę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja może dodam jeszcze jedno - NIGDY nie należy wątpić w to,że Bóg ma dobry plan dla naszego życia osobistego [że będziemy czyimiś żonami/mężami etc.], nawet, jeśli w danym momencie NIC by na to nie wskazywało. I tutaj rzeczywiście pojawia się kwestia zawierzenia / ufności Bogu [jak w odniesieniu do wszystkich sfer naszego życia].Tutaj może być jednak nieco trudniej, bo w grę wchodzą już nasze emocje i cielesność właśnie.

    Chyba, że Bóg przeznaczył nas do życia w pojedynkę, jak czytamy o tym w 1 Kor., tylko warto pamiętać, że do czego Bóg nas powołuje, do tego i wyposaża - a zatem na pewno nie zostawi nas Bóg z tęsknotą w sercu za kimś bliskim i każe nam w takim niespełnieniu żyć i służyć Mu do końca życia.[Paweł nazwał to darem łaski].

    Osoby, które takiego stanu doświadczyły mówiły, że Bóg wtedy zabiera taką tęsknotę z serca i wtedy rzeczywiście można się skupić na życiu już tylko dla Niego [i nie mówię tu o osobach konsekrowanych].

    p.s.
    a o dobrego, wierzącego męża warto się modlić zawsze i być o to spokojnym - jak o wszystko, co jest w rękach Boga :)Amen :)

    Zwłaszcza o takiej modlitwie powinni pamiętać rodzice - by Bóg "zabezpieczył" tę właściwą osobę dla ich dzieci :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bóg jak wiemy nienawidzi grzechu, lecz kocha grzesznika. Tu wcale nie chodzi o to, by dosłownie nienawidzić ludzi (bo gdzie tu przykazanie o miłości bliźniego?) ale o to, by nie postępować jak nasi niewierzący krewni ani nie iść ich duchowym śladem. Ale co ciekawsze nie tylko bliscy ateiści, agnostycy czy ludzie wyznający innych bogów mogą być przeszkodą - również (a może bywa tak częściej niż nam się wydaje) osoby bardzo religijne, lecz nienawrócone - mogą nią być. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Tutaj może być jednak nieco trudniej, bo w grę wchodzą już nasze emocje i cielesność właśnie."

    Niestety. Nieraz możemy wpaść w pułapkę, kiedy pod swoje emocje przypiszemy wolę Boga (nie tylko w kwestiach damsko-męskich).
    Potrzebna jest wówczas czysta i szczera relacja z naszym Bogiem, oparta na świadectwie Jego Słowa.

    Szczerość względem samego siebie i względem Boga jest podstawą na autentyczną i prawdziwą relację z naszym Ojcem.

    "Niech więc serce wasze będzie szczere wobec Pana, Boga naszego, abyście postępowali według Jego praw i przestrzegali Jego nakazów, jak to jest w dniu dzisiejszym (1Krl.8:61)"

    Amen!


    "Zwłaszcza o takiej modlitwie powinni pamiętać rodzice - by Bóg "zabezpieczył" tę właściwą osobę dla ich dzieci :)"

    Tak, byłoby najpiękniej; taka modlitewna aktywność rodziców, jak aktywność dosłowna Abrahama w wyszukaniu żony dla Izaaka.
    Modlitwy rodziców mogą być, jak wędrówki sługi Eliezera w poszukiwaniu dobrej żony dla swojego dziecka.


    Za słowami wiersza mojego przyjaciela:
    "Jego szept wdzięczny:Dzięki Ci na ziemi niebo, mój Panie...
    I jej słowa spokojne i ciepłe: Za Boga w Twoim sercu - kocham Cię, Kochanie..."

    takich spotkań wędrującym ku sobie życzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. „Tu wcale nie chodzi o to, by dosłownie nienawidzić ludzi (bo gdzie tu przykazanie o miłości bliźniego?)”

    Alu, nie piszemy o nienawiści do niewierzących ludzi, ale o rozróżnieniu drogi za nimi od drogi za Jezusem. Bóg podpowiada, by żyło nam się łatwiej - parować się z kochającym Go ludźmi. Można wybrać inną drogę. Wówczas pozostaje cięższa droga, o której wspomina św.Piotr „by przez same postępowanie żon zostali dla wiary pozyskanie bez nauki, gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu bojaźni, świętemu postępowaniu.”

    Bóg dał każdemu z nas wolny wybór. Postawił też przed nami drogę swoich podpowiedzi.

    Dla mnie, najważniejsze u drugiej osoby jest to, żeby móc się z nią wspólnie pomodlić. Najważniejsza jest jej ufność w Panu. Wówczas mam ufność, że chwilach problemów i zmartwień będziemy mogli razem upaść na kolana przed naszym Bogiem.

    „Powróz potrójny nie łatwo się zerwie (Koh.4:12).’

    No i to co pisałem powyżej. Czasami w swoim wyborze życiowego partnera/partnerki możemy kierować się swoją cielesnością, aniżeli wolą naszego Ojca.
    Takie decyzje trzeba szczególnie mocno przemodlić, by „ci którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci (1Kor.7:29)”.

    Pozdrawiam Cię Alu.

    OdpowiedzUsuń
  13. To prawda Radku. Kto wie, może czas przywrócić instytucję swata? ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. jak sprawić by `życie na ziemi było rajem`?

    OdpowiedzUsuń
  15. Rajem chyba w przenośni, bo na czas obecny nim nie jest... Do czasu powtórnego przyjścia naszego Pana.

    OdpowiedzUsuń
  16. Trochę w przenośni, bo "całą istotą naszą wzdychamy, oczekując odkupienia naszego ciała.
    W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni."

    Jednak ten raj jest w jakiś sposób osiągalny już dziś. Wybierając Jezusa Chrystusa, żyjąc z Nim na serio zwyciężamy ten świat, trwamy w Bogu i już dziś przeszliśmy ze śmierci do życia wiecznego.

    Pan Jezus pięknie powiedział, że Królestwo Boże jest pośród nas (wewnątrz nas).
    Jeżeli masz Chrystusa w sercu, On żyje w Tobie, to masz już namiastkę raju na ziemi.

    Jeżeli znajdziesz sobie osobę, którą pokochasz (odnosząc się do głównej notki), a która tak samo nosi Jezusa w sercu - to życie może stać się na prawdę doświadczalnym rajem wspólnych modlitwy, wspólnych rozmów z Panem, wspólnym życiem z Jezusem. Jezus jest Drogą do szczęścia.

    A to co w swoje pełni Bóg przygotował to żadne oko ludzkie nie widziała, ani nie słyszało.

    Ale warto już tego, na ile Pan pozwala, smakować.

    Warunek jest jeden - wybór Jezusa, życie w wierze Bożej, nie tej po ludzku.


    To nie my sprawiamy, że życie jest "rajem."
    To sprawia Bóg; od nas oczekuje aktywności, otwarcia i przyjęcia tego "raju", który dla wielu pewnie jest dziwowiskiem.

    Pozdrawiam:)

    [p.s. dzięki Alu za odpowiedź:)]

    OdpowiedzUsuń
  17. Królestwa Bożego szukajcie wpierw... a wszystko inne będzie wam dodane.
    Nie znam lepszej recepty na udane życie, bez względu na to, czy w pojedynkę, czy rodzinnie :)
    Cokolwiek przysłania nam Boga, jednocześnie rzuca cień na naszą drogę i powoduje dyskomfort w sferze ducha i nie tylko.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń