czwartek, 22 października 2009

albo - albo

Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: "Zaprawdę, powiadam wam: Bogatemu trudno będzie wejść do Królestwa Niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego" (Mat.19:23n).

Jezus nie potępia bogaczy,
ale tych których mamona trzyma w niewoli.
Samo bogactwo nie jest grzechem. Grzechem jest miłość pieniędzy.
Nie chodzi o to, ile posiadam pieniędzy, ale o to, na ile pieniądze posiadają mnie. Blisko jestem tych słów przestrogi co dzień.
Trudno jest bowiem posiadać pieniądze i o nich nie myśleć.
A, UWAGA, najtrudniej jest tym, którzy mają ich niewiele!

A Jezusowa alternatywa to: albo-albo! Albo Bóg, albo pieniądze!
Miłość Boga i pieniędzy – takiej możliwości nie ma.

Pieniądz – dzisiejszy bożek, pełny przywiązania i uległości.
Współczesna droga diabła, by dopaść i zniszczyć człowieka.

W zasadzie przestroga dla bogacza jest przestrogą do każdego z nas.
Przede nami mały otwór ucha igielnego…
Rozsądek w obfitości racz nam dać Panie.

7 komentarzy:

  1. Pieniądze może nie dają szczęścia, ale lepiej żyć pozwalają. Mi osobiście nie są potrzebne, ale jestem zirytowana, kiedy np. brakuje mi na rekolekcje.
    Pozdrawiam ;)
    Paulina.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przyjmuję zasadę - Boże, abym nie miała tak mało, żebym zaczęła kraść, ani tak dużo bym się nie zaczęła pytać: kto to jest Bóg? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Paulino, problem z pieniędzmi zaczyna się gdy zaczynami sami je zarabiać i sami o nich decydować (wydawać, składać).
    Trzeba pobadać szczerze swoje do nich przywiązanie; można swoje bezpieczeństwo życia przekładać na ufność, że im ma się ich więcej tym czuje się pewniej.
    A całe podium naszej ufności należy się tylko naszemu Bogu.
    Warto pochylić się, każdy osobiście nad tym tematem.

    ------------------------------------------------

    Alu, rada Agura - oby tak Ci się stało.

    A jak będzie inaczej, to życzę Ci za słowami ap.Pawła "Umieć cierpieć biedę, umieć też korzystać z obfitości. Do wszystkich warunków być zaprawionym. Wszystko móc w Tym, który Cię umacnia."


    Pozdrawiam Was ciepło Paulino i Alu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ktora to najwazniejsza jest;
    Milosc Boga?
    Milosc życie?
    Milosc pieniadze?
    Milosc szczescia?
    Milosc cierpienia?
    Milosc choroba?
    Milosc blizniego drugiego czlowieka?
    Milosc .....?
    Pamietam jak moj brat mi powiedzial<<....co posiadasz,co masz,to wez dac komu,nie trzymaj przy sobie,zostaw to wszystko i choc ze mna....>>
    Napisalesz wyzej;
    A Jezusowa alternatywa to: albo-albo! Albo Bóg, albo pieniądze!
    Miłość Boga i pieniędzy – takiej możliwości nie ma.
    Brat sam mnie powiedzial milosc to nie jest pieniadze ,lecz Bog jest miloscia...
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  5. Reniu, moja przyjaciółka sprzedała mi kiedyś swój ukochany rower. Dokładnie było to tak, że postanowiła, że gdy do niej zadzwonię w ciągu określonego przez nią czasu to zaproponuję mi sprzedaż swojego starego rowera, do którego była bardzo przywiązana.
    Na moje "dlaczego?" powiedziała, że wszystko mi wyjaśni, jak go od niej kupię.

    Na wspólnym spacerze wyjaśniła mi, że po przeczytaniu słów Jezusa: "Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim." narodziło się w niej chęć sprzedania jej starego towarzysza drogi. Sprzedała go tylko dlatego (bo to stary bardzo był rower), że była do niego mocno przywiązana. A, że nie miała w domu dużo, w taki sposób zapragnęła zareagować na usłyszany głos Jezusa.

    Pieniądze przekazała potrzebie.


    A cała tą historią dała mi ładną lekcję.

    Pozdrawiam Cię ciepło Reniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe to, co napisałeś w ostatnim komentarzu, Radku. Zawsze jakoś patrzyłam, że dawać powinni ci, co mają, a to ubogim należy się pomoc. A piękne jest to, że ta przyjaciółka, choć "nie miała w domu dużo", jak to ładnie ująłeś, chciała podzielić się tym, co miała najcenniejszego! Może i ona potrzebowałaby pomocy, a myślała o tych, co są bardziej potrzebujący. Taka wdowa z Sarepty, co przybyłemu człowiekowi zrobiła placki z ostatniej miary mąki i oliwy. A miała przecież swoje potrzeby, miała synka. To, co najcenniejsze oddała obcemu mężowi Bożemu.

    Czasem zdarza mi się, że za bardzo skupiam się na swoich potrzebach, oczekuję pomocy od innych - materialnej czy niematerialnej, a tak naprawdę mam z czego udzielać, choćby i był nim stary rower czy ucho zawsze gotowe do wysłuchania. Wygodnie jest wierzyć, że jest się bardziej ubogim niż w rzeczywistości i tylko oczekiwać.

    Dziękuję za ten przykład i przypomnienie ważnych słów - albo Bóg, albo miłość pieniądza!

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosiu, ubóstwo nie jest stanem,
    jest dążeniem.
    Nasz Pan, Jezus Chrystus będąc bogaty,
    stał się ubogi,
    aby swoim ubóstwem nas ubogacić (por.2Kor.8:9).
    Pozostawił swoją Bożą naturę,
    stawszy się człowiekiem
    poniżonym do śmierci krzyżowej
    po to, byśmy mogli żyć.

    Stać się ubogim to nie potrzebować.
    To dawać.
    To unieść się nad pragnienia oczu, ciała.
    Stać się ubogim to robić w swoim ciele
    miejsce na Ducha, który prowadzi drogą,
    którą jest Chrystus.

    Wspaniały jest Bóg,
    jak nieraz uczy nas tego
    żywymi listami Chrystusowymi,
    naszymi przyjaciółmi.
    Obyśmy i my wzbudzali takie refleksje,
    ku chwale naszego Ojca.

    OdpowiedzUsuń