poniedziałek, 12 października 2009

Kadish dla Róży

Jan Poprawa w książce „Trzynastu poetów” pisał ,że „są artyści, którym nie trzeba sławy. Wystarcza im własny świat, albo własne spojrzenie na świat. To być może nie są artyści sławni – ale wielcy.” Tymi słowami pisał o kieleckim bardzie i poecie piosenki, Marku Terczu. Dla wielu osób słowo bard w odniesieniu do Tercza może być otoczone nutką niejasności. Ogólnie dostępna piosenka w jego wykonaniu, to chyba tylko „Dydaktyka” z płyty „Koncert Najskrytszych Marzeń”, którą zresztą już dawno nie sposób nabyć nawet w dobrych sklepach muzycznych, bo jej nakład dawno się już wyczerpał. Zarejestrowany na niej koncert z 19 lipca 1990r. z Teatru Stefana Jaracza w Olsztynie z okazji XVII Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” szybko wpadł w ręce osób wrażliwych na słowo, które wychyla się nad zwykłą codzienność.

Tercza można jeszcze usłyszeć na niektórych audycjach „Gitarą i piórem” niestety w godzinach, kiedy zazwyczaj zwykły człowiek już śpi.

Dwa lata temu w Synagodze Tempel usłyszałem nową twórczość Tercza w wykonaniu Ilony Sojdy, zwyciężczyni 41 Studenckiego Festiwalu Piosenki, „Kadisz dla Róży”. Piękny i refleksyjny spektakl muzyczny, którego w formie nagranej płyty możemy się spodziewać w przyszłym roku. Ujęła mnie w „Kadishu” aranżacja muzyczna i sam temat, jakiego dotknął Tercz. Temat ważny w naszym, co trudno się niekiedy przyznać antysemickim kraju. I dobrze, że właśnie w nurcie piosenki wrażliwej ukazano w formie odpowiedzi na słowa żydowskiego rabina Emila Fackenheim’a „nie będziesz przyznawał Hitlerowi pośmiertnych zwycięstw” temat Żydów.

„Kadish dla Róży” to muzycznie opowiedziana historia młodej żydówki, która została zamordowana w obozie zagłady Auschwitz. Zginęła śmiercią przedwczesną, nieludzką, jak sześć milionów jej sióstr i braci. Dzisiaj mogę tylko napisać, że w Polsce działały Gminy Żydowskie, istniały towarzystwa dobroczynne, sierocińce, chóry synagogalne, biblioteki, Gimnazja Hebrajskie, teatry, kluby sportowe. Centrum religijności żydowskiej mieścił się w synagogach i bożnicach. Mieścił… We wrześniu 1939r. rozpoczęła się okupacja hitlerowska w Polsce. Żydzi umierali dotykani przez głód i choroby. Jednak to co miało stać się później, nikt nie był w stanie uwierzyć. Co stało się z człowiekiem? To już nie było nawet bycie wilkiem… Serce płacze, gdy słucha opowiadań ludzi, którzy przeżyli.

Wymyślona przez Tercza Róża nie przeżyła… Nie miała szansy na miłość, przyjaźń, czy po prostu normalne życie i ludzką śmierć. Tercz głosem Sojdy pozostawia pytanie: „ Co się stało z Różą? Co się stało z Różą? Czemu Róży nie ma tu? Przecież zawsze była…” I wiele matek i wielu ojców pytało: „Co się stało z moim dzieckiem ?” nie chcąc uwierzyć w wiadomą rzeczywistość.

Dzisiaj nie minęło wcale tak wiele lat od tamtych wydarzeń. Ludzie czytają „Medaliony” Nałkowskiej. Ci sami ludzi piszą na przystankach: „Śmierć Żydom”, pryskają sprejem szubienicę z napisem „Jude”. Pytanie Tercza jest uniwersalne. Dotyczy tego co nazywamy „dzisiaj”. Co się stało z człowiekiem? Tercz ostrzega:
„Gdzie się podzieją te nasze twarze niewinne, gdzie się podzieją te nasze uśmiechy do lustra…?”
Milczenie jest mową. Gdy milczysz, kiedy naruszany jest szacunek słowa Żyd, uczestniczysz w złej rozmowie. Gdzie się podzieją nasze usta milczące…?

„Kadish dla Róży” jest wołaniem o zmiany. Wołaniem do tych, którzy bronią wartości słowa: „A poeci jak dzieci, gdzie oni są. Dlaczego dorośli na Boga. Kto teraz będzie w pieśń, niby w dzwon uderzał, uderzał na trwogę.”
To pytanie do każdego z nas. Kto uderzy na trwogę?

„Kadish dla Róży” nawiązuje do jednej z modlitw żydowskich. Kadisz (od aramejskiego kaddisz – święty) to żydowska modlitwa liturgiczna wyrażająca wiarę w jednego, niepodzielnego Boga i poddanie się Jego woli. Odmawiana jest przez żałobników za bliskich zmarłych przez jedenaście miesięcy po ich zgonie i w każdą rocznicę śmierci. Odmawiana zawsze wspólnie przez Żydów (wymagana obecność minjanu – zgromadzenia złożonego z dziesięciu Żydów płci męskiej po uroczystości bar micwa – uzyskania dorosłości, czyli powyżej trzynastego roku życia) w postawie stojącej, będąc zwrócony w kierunku wschodu (hebr. mizrach), w kierunku Jerozolimy. Jest obowiązkiem osoby, która znajduje się w żałobie po śmierci bliskiej osoby (przede wszystkim rodzica). Kadisz stała się modlitwą pogrzebową po pogromach towarzyszącym krucjatom w XIII w. Podczas niektórych świąt odmawiana jest przy akompaniamencie muzyki. Istnieje pięć różnych odmian kadiszu.
Kadisz nie zawiera żadnej wzmianki o zmarłym, ani o śmierci. Jest to modlitwa uwielbieniowa Boga, ponieważ uwielbienie Ojca wszystkich ludzi jest najlepszym pocieszeniem. Kadisz odmawiany przez żałobnika jest uznawany, jako zasługa osoby zmarłej. Dlaczego? Bo to zmarły rodzic nauczył żałobnika słów modlitwy i praw z nią związanych. Odmawianie kadiszu przez członka rodziny jest więc świadectwem tego, że rodzicom udało się wprowadzić w swoje dziecko ducha religijności żydowskiej i że udało się wychować je blisko Boga, ponieważ nie poddaje się zwątpieniu w Świętego Ojca nawet po odejściu swoich najbliższych. Wreszcie kadisz ma wspaniały sens. Wielu bowiem wpada w smutek po zmarciu bliskiej osoby. Śmierć jest niezrozumiała i zawsze zaskakuje. Jest bolesna, kiedy umiera ktoś kogo kochamy. Pozostawia pytania bez uzyskanych odpowiedzi… Ostatnie z tych pytań to: „dlaczego?” Osoba, która modli się tekstem kadisz z całego serca, wyraża wielką wiarę i zaufanie Bogu wznosząc się nad swój ból i smutek, który przeżywa. Przechodzi ze swojej życiowej tragedii w uwielbienie Boga.

Słowa Kadiszu brzmią:
„Uwielbione i poświęcone niech będzie wielkie Boże imię przez cały świat, który On stworzył zgodnie ze swoją wolą. Niechaj ustanowi On swe Królestwo za twego życia, za twoich dni i za życia całego domu Izraela, prędko i wkrótce. I powiedzcie: Amen!
Błogosławione i wychwalane, uwielbione i wywyższone, sławione i uczczone, czczone i pochwalone niech będzie imię Świętego. Niech będzie błogosławiony ponad wszystkie błogosławieństwa i hymny, chwały i pocieszenia, które kiedykolwiek został wypowiedziane na świecie. I powiedźcie: Amen! Niechaj zostanie nam udzielony obfity pokój z nieba i życie, dla nas i dla całego Izraela. I powiedźcie: Amen! Ten, który stworzył pokój na swych niebiańskich wysokościach, niechaj udzieli nam pokoju oraz całemu Izraelowi. I powiedźcie: Amen!”

Kadisz jest uwielbieniem Boga, nie żałobą.

Hołd oddany Bogu koi ból i żal i wywołuje w cierpiącym sercu ufność dla Boga, a ostatnie słowa modlitwy to poczucie obowiązku do dalszego życia w pokoju obecności Bożej.

W kościołach afroamerykańskich na uroczystościach pogrzebowych śpiewana jest pieśń „Swing Low, Sweet Chariot.” Na początku śpiewana spokojnie i bez akompaniamentu, przez jednego z uczestników ceremonii, po czym nabiera tempa, stając się coraz bardziej żywszą i radosną. Na sam koniec dochodzą głosy pozostałych uczestników ceremonii i klaskanie, a cały utwór przybiera charakter pieśni niemal tanecznej ku czci Boga i obietnicy zmartwychwstania.

Ten, który jest symbolem znoszonego cierpienia, Hiob, powiedział słowa, które zapisane są na stronach Biblii:
„Ziemio, nie zakryj mej krwi, by krzyk ukojenia nie zaznał (Hi.16:18)."
Hiob wyraża tymi słowami krzywdę, jaka mu się przydarzyła. Błaga ziemię by nie uciszyła jego wołania o sprawiedliwość. W symbolice tych słów krew zamordowanych Żydów i nie tylko, również Polaków i ludzi innych nacji – woła. Woła o pamięć. Aby jednak pamiętać, wymaga przystanąć. Pochylić się nad tym co się wydarzyło.
„Więc nie dajmy się zwariować zegarom. One nic nie mają do roboty, tylko naprzód iść, a ty czasem musisz stanąć, by policzyć kroki.”


Już niedługo „Kadish dla Róży” będzie można posłuchać na płytach CD.

Natomiast w tym tygodniu rozpoczął się 45 Studencki Festiwal Piosenki, na którym w czwartek, w Synagodze Tempel przy ulicy Miodowej o godz. 18.00. będzie można posłuchać nowego wspólnego recitalu Ilony Sojdy i Marka Tercza p.t. „Avenu Shalom.” Wstęp wolny.

Warto się wybrać.

6 komentarzy:

  1. Serce - które nie zna Bożej miłości, jest bardziej skłonne do stawania się złym sercem, a złe serce prowadzi do ohydnych czynów okrucieństwa i przemocy, której naród żydowski doświadczył chyba najbardziej... Im dalej jesteśmy od Boga, tym gorszymy się stajemy, na świecie wciąż dochodzi do takich zbrodni jak w obozach zagłady...
    Pozdrawiam cieplutko Autora.
    Kate

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, Edmund Burke powiedział kiedyś:
    "Wszystko co jest potrzebne,
    aby zło mogło się wydarzyć,
    to aby przyzwoici ludzie
    nie reagowali."

    Obojętność toruje drogę dla każdego okrucieństwa.

    Dzisiaj niektórzy twierdzą, że Holokaust to mit, gdy i dziś dzieją, ja zauważasz się podobne zbrodnie.
    Obojętność ludzka - to na to wszystko PRZYZWOLENIE.

    Może obok nas
    dochodzić do zła...

    Na zło nigdy nie wolno zamykać ust, serca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś słyszałam, że obojętność jest pewną formą nienawiści... Im bardziej się nad tym zastanawiam, tym z większym przekonaniem dochodze do wniosku, że jest w tym jakaś prawda, bo obojętność, szczególnie obojętność na drugiego człowieka, jego cierpienie - jest w pewnym sensie zaprzeczeniem tego kim jest człowiek, do czego został powołany przez Boga... Z powodu obojętności dzieje się najwięcej zła, na wiele złych rzeczy dajemy przyzwolenie milcząc... Udając, że nie widzimy. Nie uleczymy świata, nie zapobiegniemy różnym tragediom, ale gdy możemy zapobiec, gdy możemy powiedzieć NIE, a tego nie robimy - popełniamy także coś złego... Niestety, dziś wielu tzw. przyzwoitych ludzi zło nazywa dobrem, a dobro złem... Wrażliwość i sumienie przestają się liczyć w tym świecie, przykre, ale wielu chrześcijan przyjmuje podobną postawę, z góry zakładając, że nie ma sensu się sprzeciwiać, albo wyrażać swoje zdanie w obronie biblijnych wartości, bo świat i tak nie posłucha... Obojętność - to jedno z doskonalszych narzędzi "zła"... przeciwko miłości, wierze, nadziei - przeciwko innym...
    Kate

    OdpowiedzUsuń
  4. Ktoś kiedyś powiedział:
    „Nie bój się wrogów –
    W najgorszym razie mogą cię zabić.
    Nie bój się przyjaciół –
    W najgorszym razie mogą cię zdradzić!
    Strzeż się obojętnych –
    Nie zabijają i nie zdradzają
    Ale za ich zgodą
    - Mord i zdrada istnieją na świecie.”

    Jestem po lektorzy „I była miłość w gettcie.”
    Na okładce książki zostało zamieszczone zdjęcie Romana Vishniac’a, wybitnego fotografa, Żyda niemieckiego pochodzenia. Fotografował głównie w Lublinie nie tak dawną rzeczywistość. W 1939 roku na krótko przybył do Warszawy, gdzie, sfotografował małą, dziesięcioletnią Sarę, zimą leżącą w łóżeczku, bo rodziców nie stać było, na kupno butów dla kochanej córeczki. Dziewczynka spędzała całe dnie w małej nieogrzewanej piwnicy – pod pierzyną. Kochający ojciec pragnąc wzbudzić w dziewczynce nadzieję rychłego nastania cieplejszych dni namalował na ścianie nad jej łóżkiem kwitnące wiosenne kwiaty.
    Piwnicy – mieszkania małej Sary, już nie ma, dziewczynki też. Pozostała tylko wzruszająca fotografia. Zlęknione, zmęczone oczka Sary wpatrują się w obiektyw. A za jej wystraszonymi oczkami – namalowana wiosna – nadzieja odejścia wojny, ciepłych dni.
    Edelman w swoich strzępkach pamięci wspomina o ludziach, którzy w imię przeciwstawienia się obojętności oddali swoje życie za takie dzieci.

    „Hendusia, chodź – zawołałem do niej. – Jest droga do wyjścia dla ciebie, dla takich, jak ty. Jutro wyjdziesz na aryjską stronę.” Dzielił nas chodnik i ten ogrodzony skwerek, „Mam tu sto pięćdziesięcioro dzieci, przecież ich nie zostawię. Nie mogą same iść do wagonów i same pojechać w tę podróż” – krzyczała do mnie z okna suteryny przez cała szerokość chodnika(…)
    Hendusia mogła wyjść, przeżyć, uratować się. Ale nie chciała, żeby dzieci się bały, żeby płakała. Została z nimi, a przecież wiedziała, co się stanie. Czy z poczucia obowiązku czy z miłości do nich? Wtedy to było to samo?

    Tego poczucia przynależności do miłości, obowiązku miłości we współczesnym pędzącym świecie brakuje. Pęd sprawia, że nie łatwo jest zatrzymać się nad człowiekiem.

    Z okresu wojny pozostają przykłady Korczaka, Hendusi, Kolbe…

    Edelman wspomina też, jak wiele razy on sam milczał i nie reagował na zło, bo się po prostu bał, lub nie miał możliwości na reakcje. Taki był tamten okrutny czas.


    Mnie zastanawia współczesny czas obojętności.
    Obojętność to choroba dzisiejszych ludzi.


    Pamiętam, jak byłem dzieckiem,
    wyszedłem ze sklepu z tatą z zakupów.
    Była już zima, albo bardzo późna jesień.
    W rynsztoku leżał człowiek…
    Widoczny dla przechodzących ludzi.
    Ludzie przechodzili.
    Niektórzy zatrzymywali się… i patrzyli.
    Nikt nie pomyślał by zadzwonić na pogotowie.
    Nikt nie pochylił się i nie udzielił pomocy.
    Nikt…
    Tylko szepty – „pijak pewnie.”


    Kilka lat później potrącił mnie samochód.
    Leżałem oszołomiony na ziemi,
    a pani z samochodu
    szukała świadków zdarzenia skłonnych potwierdzić,
    że to nie jej wina.
    Obok kiosku ruchu grupka osób odpowiadała jej na pytania.
    Starsza pani na przystanku,
    czekająca na autobus do kościoła
    spuentowała całą sytuację:
    „ a mogło cię zabić,
    to byś już nie jeździł na tym rowerze.”

    A ja, leżałem,
    Z boląca ręką…

    Obojętność wynika z lenistwa?
    Chyba z braku serca.

    Życie rysuje na naszych twarzach różne obrazy.

    O jak dobrze, że spotyka się obrazy piękne.

    „Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest życie, a potem dopiero jest wygoda – mówił nieżyjący już Edelman.”

    Pozdrawiam Cię Kasiu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z małym wtrętem:
    "Mnie zastanawia współczesny czas obojętności.
    Obojętność to choroba dzisiejszych ludzi."

    Nie patrzmy na innych - patrzmy na siebie.
    Inni są obojętni - MY nie bądźmy - po prostu.

    *********

    "Kilka lat później potrącił mnie samochód.
    Leżałem oszołomiony na ziemi,
    a pani z samochodu
    szukała świadków zdarzenia skłonnych potwierdzić,
    że to nie jej wina.
    Obok kiosku ruchu grupka osób odpowiadała jej na pytania.
    Starsza pani na przystanku,
    czekająca na autobus do kościoła
    spuentowała całą sytuację:
    „ a mogło cię zabić,
    to byś już nie jeździł na tym rowerze.”

    A ja, leżałem,
    Z boląca ręką…"

    Radku, to już przebaczone,prawda? :)
    I nie oglądajmy się wstecz.
    Do przodu!Za Jezusem!
    Amen.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gosiu, ta historia to strzępki z mojej pamięci.
    Wspomniałem ją ku refleksji,
    nie jako wyrzut czy złość.
    To nie oglądanie się wstecz...
    Nie o to w tej notce chodzi.

    Natomiast, do tego co piszesz:
    "MY nie bądźmy - po prostu."
    Do tego "po prostu" trzeba dodać
    Chrystusowej wrażliwości;
    prosić o nią;
    bo może być niedaleko Ciebie, mnie,
    sytuacja, kiedy pędząc na swojego kościoła
    by śpiewać, słuchać, wielbić Boga
    ominiemy wołającego o pomoc człowieka (Chrystusa),
    tak samo,
    jak kiedyś kapłan, lewita.

    Sytuacja przed którymi stajemy,
    albo umiejętnie nie stajemy
    mówią KIM naprawdę jesteśmy,
    ile w nas tego
    o czym tak głośno i ochoczo
    mówimy.


    "Do przodu! Za Jezusem!
    Amen."

    Amen!Amen!Amen!

    OdpowiedzUsuń