sobota, 28 listopada 2009

piętnując nawracajcie (Ef. 5:11)


I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie tamtych! (Ef. 5:11)

Piętnować – grec. elegcho – wykazać, dowodzić, poprawiać.

Rozdzielić grzech od grzesznika – znana zasada chrześcijańska, łatwa do głoszenia, dużo cięższa do praktykowania.

Ktoś może zadać pytanie:
„a gdzie Bóg jasno mówi, by rozdzielać grzech od jego sprawcy?”

Odsyłam do słowa Tego, który trzyma siedem gwiazd w ręce, Tego, który przechodzi się wśród siedmiu świeczników. Do kościoła efeskiego powiedział: Masz tą zaletę, że nienawidzisz czynów nikolaitów, których to czynów i Ja nienawidzę (Obj.2:6).

Kim są ci nikolaici? Nie ma pewnej odpowiedzi. Możemy jedynie snuć przypuszczenia.
Greckie „nikolaites” zawiera w sobie dwa słowa: „nikao”- zwyciężać i „laos”- lud, laicy. Na podstawie etymologii „nikolaites” można wysnuć dwie tezy: pierwszą, że byli to ludzie podający się za chrześcijan, w których dominował świecki (pogański) grzeszny styl życi, którzy łaską Boga zamienili na rozpustę wyznając, że im większy grzech tym więcej Bóg udziela swej łaski (por. Juda 4; być może o nich, jako zagrożeniu dla kościoła wspomina Juda). Mówiąc o Bogu Boga mieli za nic. Pokutę zamienili w rozkoszowanie się grzechem. Prawdziwym ich bogiem była żądza ich ciała. Wykoślawili prawdę o miłującym Bogu, których kocha człowieka, ale nienawidzi grzechu i niech chce, by człowiek go akceptował. Niektórzy na postawie tej samej etymologii przypuszczają, że była to chcąca uczynić się przełożonymi kościoła efeskiego grupa ludzi tworząca hierarchię kościoła, dzieląc ludzi na klasy, siebie wyznaczając za pośredników między Bogiem a ludźmi, zamieniając Chrystusowe bycie sługą na bycie władcą (por. 1P.5:1-3; pewien argument dla tej tezy).

Powyższe i inne próby wyjaśnienia kim byli nikolaici to tylko dalsze spekulacje.

Pewne jest, ze była to bliżej nieokreślona wspólnota ludzi, których uczynki nie były owocem dla Boga, ani światłem dla ludzi i nie podobały się Chrystusowi. Jednak Jezus kieruje swój gniew nie w nich samych, ale w ich uczynki.


Biblia ukazuje „trzy kroki” zachowania się, kiedy ktoś odchodzi od Boga, albo, kiedy ktoś
w ogóle żyje poza przyjęciem Boga, jako Ojca.

1. modlitwa (1J.5:16; Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie, mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci)

– zanim postanowisz podejść do człowieka grzeszącego przynieś najpierw swoje myśli, plany przed tron Boga. Poradź się co i jak masz czynić Ojca! Nie działej pochopnie na własną rękę. Ważna jest kolejność: najpierw Bóg w modlitwie.

2. wskazanie winy (Mat.18:15-17; Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!)

– zbyt często przyśpieszamy ten proces postępowania; wybieramy własną drogę obmowy zamiast drogę rozmowy twarzą w twarz. Rozmowa za plecami nie przynosi żadnych skutków (wyjątek: rozmowa, aby wspólnie pomóc czym nakładamy na siebie odpowiedzialność przyniesienia tej pomocy), i często jest grzechem złego języka (obmowy i dalszej krzywdy zamiast pomocy).

3. sprowadzenie na dobrą drogę w duchu pokory (Gal.6:1; Bracia, a gdyby komu przydarzył się jaki upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie)

– bez pastwienia się nad czyimś upadkiem. Piętnować biblijnie to napominać kogoś z myślą, by ktoś przesunął się ku dobru i podjęcie się trudu towarzyszenia komuś w drodze naprawczej, a nie piętnowanie dla samego piętnowania (przyjemności, potrzeby wyładowanie złych emocji). Nie podeptać bezwzględnością, ale podnieść podając Chrystusową dłoń.

Nauka Jezusa pozostaje jednak trudna. Nakłada gorzki obowiązek, od którego nie można się uchylić, nad którym trzeba się pochylić, by mu sprostać.

Gdy brat twój zgrzeszy, idź upomnij go w cztery oczy.

BT dodaje, ku zrozumieniu nakazu Jezusa „przeciw tobie”. Tego dopisku nie ma jedna w kodeksie Synaickim, najstarszym rękopisie, który jest źródłem przekładów dzisiejszego Nowego Przymierza. Pan Jezus nie musiał więc mieć na myśli grzechu skonkretyzowanego w daną osobę. Raczej bardziej mowa tu o grzechu w ogóle, jako oddaleniu się od społeczności z Bogiem.

Idź upomnij go w cztery oczy.

Greka mówi o dwóch rodzajach napomnień. Słowem „elegcho”, które użyte jest w przytaczanym tekście Ewangelii mówi o upominaniu słowem, związanym z wytknięciem winy. Natomiast słowem „parakaleo” mówi o napominaniu w sensie pragnienia, by ktoś przesunął się ku dobru, stąd to słowo można tłumaczyć również, jako „pocieszać.” W listach apostolskich spotkamy słowa „napominajcie jedni drugich” i tu używane jest właśnie owo „parakaleo” przez co BT pokusza się o tłumaczenie tego zwrotu „pocieszajcie jedni drugich.”

Pamiętajmy przede wszystkim o napominaniu „parakaleo”, tzn. podjęciu trudu towarzyszenia temu, kogo napomniałem (niekoniecznie słownie), pomóc mu z powrotem przyjść do Boga, od którego odszedł. Wybrać cięższą drogę – poświecić dla kogoś swój czas, pobyć z nim, subtelnie pokazać mu samym sobą, co chciałoby się wyrzec językiem. Kiedy trzeba – użyć
w Chrystusie autorytarnego słowa.

I UWAGA!
Nade wszystko zapamiętać, by uczyć się skutecznie napomnieć samego siebie.
Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni (1Kor.11:31).

Na hipokrytów chrześcijańskich czekają słowa: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się nieprawości.”

17 komentarzy:

  1. Świetna, przejrzysta notka Autorze. Nie pozostawiająca miejsca na żadne spekulacje. Często można usłyszeć argument, że Bóg nienaiwdzi grzechu, lecz kocha grzesznika. To prawda, lecz wielu grzeszników, tłumaczy sobie opacznie, że Bóg kocha mnie takiego jakim jestem i nie musze nic weryfikować, zmieniać, rezygnowac z grzesznych czynów itd. Biblia mówi wyraźnie, że kazdy grzech oddziela nas od Boga. Jeśli nie odwracamy się od naszych grzechów, nie prosimy BOga o wybaczenie win, to tak naprawdę zamykamy sobie drogę do Boga. Jesteśmy tymi, którzy mówią: Panie, Panie - ale Bóg zamyka swoje uszy, bo widzi hipokryzję i chęć "ugłaskania" Go, by nie dotykał grzechu w ich życiu. A z napominaniem jest tak jak piszesz. Niestety, zbyt często zamiast napominać z miłością - obgadujemy z nienawiścią, a jak się biedak opamięta i pokutuje, wciąz mu przypomminamy jak upadł :( Niewielu jest takich, którzy potrafia pomóc, przebaczyć i patrzeć wciąż oczami miłości na drugiego. Był to problem w pierwszym kościele i jest we współczesnym. Potrafimy "łazić" za winowajcą, wytykac mu słaboości, ale też często sami zapominamy, ile nam wybaczono. Poza tym, bez trudu mozna zobaczyć tez i brzydkie zjawisko wybilenia się kosztem upadków innych. Obrzydliwość w najgorszej postaci.
    I coż, nieraz się zdarza, że ci, co tak gorliwie napominają, pilnują, grzmią - sami brodzą po kolana w grzechu :( Zatem, zanim otworze swoje usta by napomnieć - najpierw spojrzę uczciwie na siebie.
    Natomiast tamą dla właściwiego napominania, jest często obawa, że brat lub siostra "obrażą się", lub odrzucą naszą przyjaźń. A innym razem czeka się, aż upadek nastąpi spektakularnie, by jeszcze bardziej pognębić, lub wręcz pozbyć się kogoś "niewygodnego" ze wspólnoty.
    Nie rozwijając dłużej tematu napominania, podsumuję, że rola ta jest niewdzięczna, trudna i wymagająca naprawdę bożego charakteru. Jednak niezbędna, by lud Pana był coraz świętszy, czysty w Jego oczach, bogobojny i by był prawdziwą solą i światełem tej ziemi. :)

    Z nutką tego światła i soli pozdrawiam Autora :)
    Chochlik

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybacz, błędy... w komentarzu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczytywałam się z zcoraz większym zainteresowaniem, bo marzy mi się, aby pomóc niektórym znaleźć tą Właściwą Ścieżkę. Nigdy nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Teraz jasno napisałeś wskazówki, które spróbuję zastosować, choć to bardzo trudne, bo (wstyd się przyznać) sama często daję się wciągnąć w obgadywanie innych.
    Dzięki Ci za tę notkę :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Kasiu za cenne uzupelnienie notki.

    Niewdzięczna, trudna i wymagająca Bożego charakteru prawda o napominaniu wymaga dobrego nauczania, by ją dobrze poznać i zgodnie ze Słowem Bożym stosować. Jedną z moich naczelnych zasad przy pochylaniu się nad tekstem Bożym, jest każde z tych słów, szczególnie te najtrudniejsze przy których przechodzą mnie ciarki od stóp po głowę brać do siebie
    - to jest jedyna droga rozwoju.

    Nie ma słów w Biblii, które nas nie dotyczą.
    Jest ona bowiem zapisana do świętych, przez Boga powołanych, a nie do tzw. świata.

    Szczególnie napomnień, które przecinają,
    jak miecz grzech we mnie, chcę się uczyć wykonywać skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Paulino, niech Ci Bóg błogosławi
    w wychodzeniu do ludzi.
    Niech jedynym Twoim kryterium jest Słowo Boga.
    O tym czego i w jaki sposób dokonasz
    w sercu ludzi decyduje tylko Bóg, dający wzrost,
    Ty wytrwale siej ziarno i je podlewaj.

    Natomiast na języku wszyscy upadamy;
    to chyba jedna z najbardziej lekceważonych
    obrzydliwości, których się dopuszczamy.
    Walkę z grzechami języka rozpoczynamy
    wówczas, kiedy sobie ten grzech uświadomimy.

    Zwycięstw w Panu Paulino!

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda. Większość chrześcijan widzi diabła w okultystach, ateistach, agnostykach, świadkach, czy jawnie fałszywych prorokach, ale niechętnie widzi go w swoich zborach czy parafiach - czy lepiej - nie chce widzieć. Jak mówił John Wesley - wasz "Bóg" jest moim diabłem. I tu przyznaję mu rację... Kolejna udana notka :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. dziękuję Radku. teraz już jestem w Krakowie, ale mimo to coś jest ze mną nie tak, choć przecież nie ma takich problemów jak kiedyś w domu.
    Dziękuję za modlitwę i Słowo, bardzo tego teraz potrzebuję. to chyba najbardziej realna pomoc, jakiej powinnam teraz szukać.
    Dziękuję.
    Niech Pan będzie z Tobą +

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam Radku ,pięknie napisałeś ,dziękuję za ten nową notkę ,czytam to co napisaleś... reszta już sam wiesz,przyznam ze wstydzi się mam pisać tutaj...Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  9. „Jak mówił John Wesley - wasz "Bóg" jest moim diabłem.”

    Może, aż tak ostro bym nie powiedział, jak J.Wesley, ale faktem jest, że diabeł mocno miesza w życiu chrześcijan, w życiu zborów. Dzisiejsza moja refleksja sprowadza się do pytania po przychodzimy do swoich zborów? Kolejność odpowiedzi w tym przypadku jest bardzo ważna! Na pierwszym miejscu jest Bóg – by oddać Mu chwałę, cześć, dziękczynienie. Aniołowie w niebie czynią to od wieków i im się jeszcze to nie spowszedniało, ani naszemu Ojcu się to nie nudzi, bo tego pragnie od swoich stworzeń. Potem jest to, żeby zbudować innych, a na końcu, by zbudować siebie. Niestety, dzisiaj w niektórych zborach kolejność jest odwrócona, z tym że dla punktu pierwszego już nie ma miejsca, bo Bóg nie jest uwielbiony przez kłótnie i wzajemne oczerniania się. Niestety jest to prawda niejednej wspólnoty chrześcijańskiej.

    Wspominając o diable nazywam jego współcześnie działanie planem B w jego zamachu na ludzkie serca. Już kiedyś o tym pisałem.

    Jego myśli to: „Jeżeli nie możesz ich pokonać to przyłącz się do nich. Wstąp w ich szeregi przybrany za anioła światłości.
    Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości (2Kor.11:14).
    Potem powoli naciągnij zasłonę nad tym czego chce od nich Bóg. Wreszcie znieczul ich serce. Niech mówiąc o Bogu oddalają się od Boga. ”

    Jego dzieło to letniość – próba połączenia grzechu ze świętością, ciała z duchem. Jego dzieło to uczenie się o Chrystusie, zamiast uczenie się Chrystusa, mówienie o Duchu Świętym zamiast prowadzenie w Duchu Świętym. Jego dzieło to bożek źle pojmowanej tolerancji, przez którą akceptowalne jest to, czym Bóg się brzydzi. Jego dziełem jest „pozór pobożności” – stworzenie religijny schematów, form i rytuałów, w których nie ma Boga. Jego dziełem jest nominalność chrześcijaństwa – życie ludzi z imieniem Boga na ustach, bez żadnych zmian swojego życia. Jego dziełem jest martwe chrześcijaństwo.

    OdpowiedzUsuń
  10. „Dziękuję za modlitwę i Słowo, bardzo tego teraz potrzebuję. to chyba najbardziej realna pomoc, jakiej powinnam teraz szukać.”

    Ewa, w takich sytuacjach jedyny ratunek to uchwycić się mocno Jezusa. On często przychodzi przez swoje listy – ludzi. Z Jego przyjaciółmi, modlitwa z wiarą w uzgodnieniu o co prosić będziecie jest pewnością, że to o co prosisz stanie się.

    Niech te wszystkie nieprzychylne okoliczności zostaną rozwiane w imieniu
    Jezusa Chrystusa, droga Ewo.

    Za dwa tygodnie będę w Krakowie. Jeżeli zechcesz to możemy się spotkać, porozmawiać i wspólnie modlić o zwycięstwo w Panu dla Ciebie.

    Napiszę na maila jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Reniu, nie musisz się wstydzić. Masz piękne wnętrze które Duch Święty przygotuje niedługo na to, czego tak bardzo pragniesz. Wspierana jesteś nie jedną modlitwą nie jednej osoby.

    No i zawsze możemy pisać też mailem:)

    Serdeczny uścisk dłoni Reniu!

    OdpowiedzUsuń
  12. Radku, dziękuję...,czytam co oni piszą, widzisz, oni też potrzebuje pomocy ,
    potrzebuje Ciebie, potrzebuje modlitwę...,
    same nie daly rady tak jak napisałeś wyżej,
    tak jak ja napisałam e-maila do Ciebie...
    Pozdrawiam Panu Chrystusowi!

    OdpowiedzUsuń
  13. Reniu, Pan Bóg tak nas stworzył, że potrzebujemy siebie nawzajem; pomocą i schronieniem dla człowieka jest drugi człowiek.
    To jest istota naszego życia, którą Bóg pokazał nam przez śmierć swojego Syna - MIŁOŚĆ.

    Tak pięknie napisał o tym ap. Jan:

    "W tym przejawia się miłość,
    że nie my umiłowaliśmy Boga,
    ale że On sam nas umiłował
    i posłał Syna swojego
    jako ofiarę przebłagalną
    za nasze grzechy.
    Umiłowani, jeżeli Bóg tak nas umiłował,
    to i my winniśmy się wzajemnie miłować (1J.4:10n)."


    Reniu,
    ciepło Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety Radku, ale ostatnio widać w zborach (oczywiście nie wszystkich) postawę konsumpcyjną. Na zasadzie żeby coś dostać samemu od siebie nic nie dając. To po pierwsze. Po drugie wiele osób traktuje Kościół jak np. traktuje się klub wędkarski albo kółko taneczne. Pusto, bez refleksji. Wielu też wierzy że samo bycie w jakimś ziemskim kościele już automatycznie sprawia, że są w porządku... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Alu,
    niestety,
    ale masz tu wiele racji.
    Żeby jednak nie popaść
    w zbytni stan szarego patrzenia
    tam gdzie to wszystko
    obserwujemy
    - zmieniajmy czynnie sobą,
    czynnie aktywnością w stronę Pana,
    Jego życiem w nas.

    Bóg przedłożył dzisiaj
    o poranku przede mną
    świadectwo o Ezdraszu:

    "Łaskawa ręka Boga jego była nad nim.
    Ezdrasz bowiem postanowił w sercu
    badać i wykonywać Prawo Pańskie
    oraz uczyć w Izraelu ustaw i ładu."

    Cóż więc pozostaje?

    "Powstań, gdyż do ciebie ta sprawa należy(...)
    Bądź odważny i działaj!"

    Niech ezdraszowy duch
    jest twoim i moim udziałem.

    Amen!

    OdpowiedzUsuń
  16. Radku!
    Nie zwróciłam uwagę i przepraszam za błąd że żle napisałam ,napisałam że ,,widzisz'' to zamiast mam pisać ,,widzę, że oni też potrzebuje pomocy...''

    Tak,oni potrzebuje MIŁOŚĆ BLIŻNIEGO,pomagać nawzajem...

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. I to jeszcze chciałam powiedzieć;

    Bądźcie więc naśladowcami Boga,
    jako dzieci umiłowane,
    i postępujcie drogą miłości,
    bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu.(Ef.5,2)

    Życzę miłego dnia słoneczko świeciło :)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń