piątek, 4 grudnia 2009

jawne jest światłem (Ef. 5: 12,13)


O tym bowiem,
co u nich się dzieje po kryjomu,
wstyd nawet mówić.
Natomiast wszystkie te rzeczy
piętnowane stają się jawne
dzięki światłu, bo wszystko,
co staje się jawne,
jest światłem (Ef. 5: 12,13).


Jaka jest w zasadzie różnica pomiędzy potępieniem grzechu,
a potępieniem grzesznika?
Czy to tylko kolejny frazes chrześcijański, który się głosi, a który mało kto urzeczywistnia?

Pan Jezus nauczając przypominał, to co uczył ludzi już w Prawie nadanym Izraelowi Bóg: „Będziesz miłował bliźniego, jak siebie samego (Kpł.19:18; por. Mat.22:39).”
To jest nakaz Boży. Miłować siebie. Chyba mało jest ludzi na ziemi, która nie lubi siebie lubić:)

I dlatego właśnie sami dla siebie jesteśmy przykładem, jak rozróżniać grzech od grzesznika. Kochamy siebie niezależnie od naszych potknięć i upadków; zawsze dajemy sobie kolejną szansę, zawsze walczymy na nowo o zwycięstwo w Panu! Nienawidzimy grzechu, ale siebie miłujemy.

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz.1:27).

Dziękuję Ci, że stworzyłeś mnie tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła (Ps.139:14)
– modlił się tak człowiek według serca Bożego, Dawid, świadom swej przeszłości.

Nie dla piękna słowa został napisany ten Psalm. Jesteśmy dziełem Boga Najwyższego, niepojętego w swej mocy i sile naszego Ojca, który stworzył nas w sposób cudowny, piękny i doskonały. Stworzył nas na swój obraz.
Nienawidząc (i nie lubiąc) siebie obrażamy naszego Stworzyciela!

Nie powinniśmy natomiast iść na żaden kompromis wobec grzechu. Grzech mamy nienawidzić. Ludzi mamy kochać według tej miary, jaką kochamy samych siebie. Mieć nadzieję i modlić się, tak jak modlimy się o siebie, by Bóg dał zwycięstwo nad ciążącym nam ciałem.

Potępiać grzech; łączyć napomnienie z uświadomieniem zła i zachętą do dobrego.
Wówczas grzech może stać się światłem, ale światłem ostrzegawczym, pobudzającym do nawrócenia.
„Bo wszystko co jawne staje się światłem.” Nasi pierwsi rodzice myśleli, że potrafią się ukryć przed Bogiem w krzakach i za figowym listkiem. My robimy często to samo, tyle że bardziej wymyślnie – nieraz ukrywając się za zwierzchnością wyznawanych przez się obrzędów religijnych starając się „przekupić” w ten sposób Boga do akceptacji wygodnego dla naszego „ja” życia. Mądre są słowa naszych starszych braci, Żydów, którzy przestrzegają: „Gdy człowiek powtórzy dwa razy ten sam grzech, przestaje traktować go jak grzech” (Moed-katan 27a).”
Gdy nie zareagujemy od razu na grzech, ten niby niepozorny, najmniejszy, to później może być już tylko coraz trudniej. Łatwo jest do niego zobojętnieć. Gdy raz przekroczysz swoje granice sumienia – sumienie obojętnieje. Potem już tylko wymusza za każdym razem co raz to większą ugodę, doprowadzając, że żyjemy w ślepocie na własny grzech.

„Jawne” to tyle, co zrozumiałe przez tego, które je czynił jako złe.

Kiedy popełniany grzech staje się jawny (zauważony, zrozumiały)
to sam grzech zaczyna ostrzegać. Już sama myśl o grzechu, która naradza się w grzeszącym jest światłem.

Jest droga, co komuś wydaje się słuszna, lecz są to w końcu
drogi śmierci (Przys.16:25).

Jak często zamydlamy własny grzech. Tłumaczymy obmowę, lub nazywamy ją inaczej, dla spokoju sumienia. Tłumaczy, że kopiowanie płyt muzycznych, zamiast ich kupna to nie kradzież, bo to powszechnie przyjęte w świecie. Wybielamy grzech dla nas wygodny. Jak często mówiąc o grzechu wypowiadamy tylko słowa, nie widząc skonkretyzowanych swoich słabości. Jak często słowo grzech jest tylko wypowiedzianym sloganem. Jak często tworzymy wyidealizowanych siebie przed ludźmi, nieraz i przed sobą.
Diagnoza choroby to ślepota duchowa, która jest zamknięciem się na prawdę o sobie i życiem w iluzjach. Jest brakiem zgody na swoje słabości, błędy, grzechy. To tworzenie nierealistycznego obrazu siebie. Szczególnie dostrzegalna jest wtedy, gdy np. ktoś nam mówi, że coś źle zrobiliśmy. Ciężko jest wówczas przyjąć krytykę. Mówimy: „ja?, nie, mylisz się…”, albo jak ktoś nam mówi podczas rozmowy, w której się uniesiemy: „Nie denerwuj się”. Częsta reakcja wówczas: „Przecież się nie denerwuje !!!” Łatwo zachorować na tą chorobę, kiedy ktoś wykazuje nam nasz błąd. Przejrzenie jest możliwe tylko
w spotkaniu z Jezusem.

Szaweł obrał drogę, która wydała mu się słuszna. W imię Boga zwalczał sektę tzw. nazarejczyków. Robił to z głębokiej wiary. W imię dobra imienia Najwyższego. Jednak w drodze do Damaszku Świetlista Postać ukazała mu, że zamiast dla dobra Boga, działa przeciw Niemu. Oślepł i po omacku musiał ze swoimi towarzyszami kroczyć dalej do Damaszku. Niby cel ten sam - to samo miasto, ale myśli już zgoła inne. Zwróćmy uwagę. W świetle Szawła droga jego postępowania jest słuszna. Ale gdy ukazuje się na Jego drodze Chrystus
– jest gotów ją zmienić.

„Ciekawe, że przed Tobą Nieskończenie Świętym nie wstyd mi wstydzić się za moje życie. Natomiast przebywając wśród innych podobnie przecież niedoskonałych robię wszystko aby patrzono na mnie lepszym niż jestem w istocie” – napisał T. Żółtko.

By grzech stał się jawny i zdetronizowany w naszym życiu musimy napiętnować go ogniem Bożego Słowa, przecinającego na śmierć nasze krzywe przyzwyczajenia.

Wówczas, tak, jak zapala się jedną świece od drugiej, tak zapalimy innych światłem Chrystusa (Mat.5:16).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz