piątek, 25 grudnia 2009

milączący mąż Ewangelii















Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Marii, zJózefem,
wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mat. 1:18).


Małżeństwo u Żydów składało się dwóch zasadniczych części: pierwsza to „kiduszin”, czyli zaręczyny (zaślubiny), oznaczały „poświęcenie”, „oddzielenie”, czyli wyznaczenie (wyodrębnienie) danej kobiety z myślą o danym mężczyźnie;
druga to „nissu’in”, czyli wprowadzenie oblubienicy do pana młodego
i zamieszkanie razem (ślub).

Zaręczyny nie były jedynie zwykłym zobowiązaniem się do przyszłego ślubu, jak to ma miejsce w kulturze europejskiej, ale prawdziwym i prawnym kontraktem ślubnym. Odpowiadały one naszemu małżeństwu formalnemu. W „kiduszin” narzeczona była traktowana, jak żona. Mogła np. otrzymać dokument rozwodowy od swego narzeczonego, a w razie jego śmierci uważano ją jako wdowę. W wypadku niewierności karana była nawet ukamienowaniem, według przepisów zapisanych w Pwt.22:22-24: Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą: młodą kobietę za to, że nie krzyczała będąc w mieście, a tego mężczyznę za to, że zadał gwałt żonie bliźniego. Usuniesz zło spośród siebie.

Przy okresie zaślubin („kaduszin”) narzeczeni pozostawali każdy przy swojej rodzinie przez pewien czas, który przeciągał się zwykle do roku, nie dłużej, jeśli narzeczona była panną; a do miesiąca, jeśli była wdową. Okres ten był przeznaczony na urządzenie nowego domu i jego wyposażenie.

Pożycie seksualne między narzeczonymi było wzbronione w tym czasie.

Wprowadzenie oblubienicy do pana młodego następowało po upływie czasu zaręczyn i polegało na uroczystym sprowadzeniu narzeczonej do domu narzeczonego.
Od tej chwili rozpoczynało się oficjalnie pożycie seksualne.

Na ogół ceremonia zaręczyn odbywała się w czasie, gdy panna osiągała wiek 12-13 lat, a czas ślubu miał miejsce rok później. Taki był prawdopodobnie wiek Marii,
gdy ukazał się jej anioł Gabriel. Miała prawdopodobnie 13, może 14 lat. W naszych czasach i w naszej kulturze to niepojęte, ale w tamtych czasach była to zupełnie normalna rzecz. Narzeczony natomiast miał zwykle 18-24 lat, i to był prawdopodobnie wiek Józefa.

I właśnie w czasie zaręczyn Maria staje się brzemienna i ten fakt uświadamia sobie Józef. Jak trudna musiała być ta sytuacja dla niego? Co on wówczas sobie myślał?
Ile musiał zadawać sobie pytań? Na żadne nie otrzymał odpowiedzi.


Nie wiemy, pozostaje to tajemnicą, czy Maria opowiedziała Józefowi o tym, że ukazał się jej anioł Gabriel i w jaki sposób stała się brzemienna. Wielce prawdopodobne, że nie bo zaraz po odwiedzinach anioła Pańskiego, który zapowiedział, że urodzi dziecko, Syna Bożego (Łuk.1:26), co miało miejsce 6 miesiąca ciąży krewnej Marii, Elżbiety, Maria wybrała się do niej (Łuk.1:36).

W łukaszowym opisie czytamy, że udała się tam z pośpiechem. Zapewne dlatego, aby się przekonać o prawdziwości słów anioła, który zwiastując jej narodzenie Jezusa, powiedział, że krewna jej Elżbieta również poczęła w swej starości syna.

Śpieszyła się, bo radość rozpierała jej serce. Wielka jest radość, gdy kobieta która przez wiele lat oczekuje bezskutecznie dziecka staje się brzemienna. Tym bardziej, że w kulturze semickiej dziecko jest potwierdzeniem błogosławieństwa Bożego. Bezdzietność natomiast uważana jest często za karę za grzech, co musiało być powodem wielu krzywdzących domysłów o Zachariaszu i Elżbiecie. Maria była krewną Elżbiety i naturalnie chciała uczestniczyć w wielkiej radości, w podeszłym już wieku swojej krewnej.
Dlatego w tym pośpiechu, mogła nic nie mówić Józefowi, tym bardziej, że jeszcze nie mieszkali pod wspólnym dachem, bo byli w okresie narzeczeństwa.

Nie mamy podane w Ewangeliach w jakim mieście zamieszkiwali Zachariasz z Elżbietą. Wiemy natomiast, że mieszkali w mieście w ziemi Judy (Łuk.1:39). Według tradycji miasto to znajdowało się około 7 km na wschód od Jerozolimy,
tam gdzie leży obecnie miasteczko Ain-Karim.

Maria więc musiała pokonać drogę z Nazaretu aż do okolic Jerozolimy, czyli aż około 150 km. Czytamy, że Maria gościła u Elżbiety około 3 miesięcy (raczej więcej niż mniej, Maria została zapewne parę dni jeszcze po narodzinach dziecka) (Łuk.1:56).
Do tych 3 miesięcy, w których Józef nie widział Marii, trzeba dodać przynajmniej kilkanaście dni, bo droga 300 km z Nazaretu do okolic Jerozolimy i z powrotem nie była krótka.

Józef zauważył prawdopodobnie, że Maria jest brzemienna dopiero wówczas, kiedy wróciła ona od Elżbiety, czyli gdzieś prawie w jej czwartym miesiącu ciąży. Gdy to spostrzegł, chciał ją potajemnie opuścić, nie chcąc sądzić ją według Prawa, na podstawie którego być może wydano by ją na śmierć poprzez ukamienowanie.

O Bożej intencji w brzemienność Marii, Józef dowiaduje się dopiero od anioła Pańskiego (Mat.1:20). To potwierdza, że od Marii Józef prawdopodobnie nic nie wiedział o jej brzemienności. Dlaczego Maria nic mu nie powiedział. Nie wiemy. Może chciała uczynić to po powrocie od Elżbiety, a Józef spostrzegł wszystko za nim mu powiedziała. Nie wiemy. To tylko spekulacje.

Jak zachowuje się jednak Józef zanim Anioł Pański wszystko mu wyjaśnia.

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (Mat. 1:19).

Józef sam dostrzegł, że jego małżonka znajduje się w ciąży. Wskazywało to więc, że Maria dopuściła się względem niego wiarołomstwa małżeńskiego, w czasie 4-miesiecznej jej nieobecności w Nazarecie.

Jak wiele Józef musiał zadawać sobie pytań: „co ja mam zrobić?”, „co się stało z Marią?”. Widział, że jest w ciąży i wiedział, że na pewno nie z nim. Nie było w nim zazdrości, ani gniewu, ale na pewno cierpiał. Może zadawał sobie pytania: „Może ktoś jej zadał gwałt? Jednak jeżeli doznała gwałtu, to przeciąż Prawo mówi, że kobieta ma być ukamienowana za to, że nie krzyczała będąc w mieście (Pwt.22:24). A może ktoś zrobił jej tą krzywdę w polu i nikt jej nie słyszał.” O tym też mówiło Prawo (Pwt.22:26). „Ale czemu Maria nic mi nie powiedziała? Czemu milczy?”
Pewnie Józef zadawał sobie te wszystkie pytania.
Czemu sam jej nie spytał? Nie wiemy.

W takiej sytuacji w jakiej znalazł się Józef, gdzie Maria o niczym go nie poinformowała, a on zobaczył, że jest w ciąży, Prawo nakazywało wręczyć wiarołomnej małżonce list rozwodowy i rozstać się z nią na zawsze (Pwt.24:1).
W ten sposób oddalił by ją i wydał na publiczne zniesławienie. Mężczyzna stawał się wówczas wolny, a kobieta nie miała już szans na kolejne wyjście za mąż. Mogłoby też dojść do kary ukamienowania, bo i również taką karę w tamtym czasie egzekwowano, o czy czytamy w Ew.Jana, który opisuje, jak przyprowadzono do Jezusa kobietę złapano na cudzołóstwie (J.8:3-11).

Józef pragnął jednak tego wszystkiego zaoszczędzić Marii, i chciał ją potajemnie opuścić, nikomu o tym nie mówiąc. Ew.Mateusz nazywa tą postawę Józefa sprawiedliwością.

Rodzi się pytanie. Dlaczego Mateusz nazywa postawę Józefa sprawiedliwością, skoro ani nie trzymał się Prawa, nie dając jej listu rozwodowego, ani z drugiej strony nie został u boku swojej przyszłej żony, którą kochał i mógł przyjąć dziecko, jako swoje. Czy opuszczając Marię chciał wziąć winę na siebie, że opuścił kobietę z którą miał dziecko, zniesławienie przyjmując na siebie?

Np. dla ówczesnego przywódcy religijnego, pierwszego z rzędu faryzeusza sprawiedliwością w postępowaniu Jozefa, byłoby gdyby wydał Marii list rozwodowy
i ją zniesławił; ponieważ milcząca tolerancja uchodzi za pochwałę zła
i współuczestnictwo z nim.

Józef jednak tego nie zrobił, zapobiegł karze Marii.
Nie chciał jej ani karać, ani nie chciał jej zniesławić.

Mateusz nazywa jego postawę sprawiedliwością, ponieważ wykazał się sprawiedliwością, która nie polega tylko na skrupulatnym przestrzeganiu Prawa, ale kieruje się przede wszystkim dobrocią Boga, która niesie ludziom z góry pochodzącą sprawiedliwość, która poprzedza miłosierdzie, nie skażoną ludzkim osądem. Józef żyje, jakby ponad Prawem.
Jan Chryzostom ładnie to skomentował w swoich rozważaniach nad Ewangelią:
„Jak słońce, które oświeca świat, jeszcze zanim wzejdzie, tak dzięki Chrystusowi ujawniła się w Józefie doskonała cnota jeszcze przed urodzeniem Chrystusa”.

Postawa Józefa zapowiada sprawiedliwość, jakiej będzie dopiero uczył sam Pan Jezus.


Sprawiedliwość, która nie polega na sądzie, a na wglądnięciu w grzech bliźniego,
i staranie się udzielenia mu pomocy. Sprawiedliwość, która nie sądzi na podstawie naszych domysłów i wyobrażeń, a szuka nie własnej woli, lecz woli Ojca w Niebie
(por. J.5:30). Sprawiedliwość, która pozostawia sprawiedliwy sąd tylko Bogu.
Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem – wobec tych słów czy ktoś odważy się trzymać w ogóle w ręce jakieś kamienie?

Jezus wówczas i dziś uniża się na ataki bezwzględnego ducha faryzejskiego osadu i pisze palcem na piasku: Ci którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody (Jer. 17:13). Łatwo jest wyciągnąć wnioski z tej lekcji, ale już w tym samym czasie przykładać te słowo do wszystkich innych, tylko nie do siebie. Paweł apostoł napisał, jeśli zaś sami siebie osądzamy, nie będziemy sądzeni. O jakże łatwo czytać. A kiedy odejdziesz od tych słów… „większość ludzi jest subiektywna w stosunku do siebie i obiektywna w stosunku do wszystkich innych; niekiedy aż za bardzo obiektywna” (Soren Kierkegaard). Łatwo jest wybrać słowo Boże, które zawsze konkretnie skierowane jest do mnie, do ciebie. Samemu stać się ptakiem wydziobującym samemu sobie Słowo Boże (por. Mat. 13:5).

Józef uniósł się nad faryzejsko-legalistycznym duchem wypełniania Zakonu, który stawiał przepisy, nakazy i zakazy ponad Boga i ponad potrzeby ludzkie.
Legalizmem wykazywali się faryzeusze, kiedy postawili Zakon nad miłość do człowieka, kiedy sprzeciwiali się np. cudom czynionym przez Jezusa w szabat.
Duch legalizmu oferuje bezwzględność dla tych, którzy żyją pod jego mocą.
Duch Chrystusa jest Duchem łaski i przebaczenia.

Józef wykroczył poza ramy myślenia tamtejszej religijności. Patrzył na człowieka,
o którym widział, że nie może być winy, ale fakty jednak temu zaprzeczały.
Nie kierował się jednak ludzką, bezwzględną i okrutną sprawiedliwością,
ale Bożą sprawiedliwością, przed która idzie miłosierdzie (por. Ps.89:15, wg BG).

Józef nie powiedział nikomu o swym podejrzeniu, nawet samej podejrzanej, lecz sprawę rozważył tylko w sobie.

Lekcja dla nas. Sprawiedliwy sąd zostawmy Bogu. Nie oceniajmy czyjegoś postępowania, nie osądzajmy czyjegoś sługi, innych wierzących; nieraz coś co wygląda w naszych oczach na zło, może być to tylko zewnętrznym pozorem, na który my patrzymy swoimi skażonymi oczami. Fakty mogą być zupełnie inne.

Nieraz nasz wyrok może być zgodny ze Słowem Bożym, ale możemy zgrzeszyć w imię prawdy. Zawzięcie udowadniając komuś np. jego złe zrozumienie jakiejś prawdy biblijnej zburzyć czyjeś złe zrozumienie i odejść, nie pozostawiając nic w zamian; zabić wiarę człowieka w Boga poprzez nieumiejętny sposób rozmowy.

Inny przykład: Tańczący król Dawid, cieszący się, jak dziecko przed Arką Boża wprowadzaną do Jeruzalem i sąd Mikal.

Ktoś kto przeżywa radość w Panu, zazwyczaj jest dla postronnego obserwatora osobą zachowującą się co najmniej w sposób dziwny. Dobrze jest uczyć się wstrzymać swój osąd. Józef nie mówił i nie myślał źle o Marii. My możemy wydać osąd na ludzi, ich życie, zachowanie, które podoba się Bogu, tylko nie mieście się w naszych wyobrażeniach służby dla Niego.
Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo (J.8:15).


Uczmy się nie mówić źle o ludziach.

Józef to człowiek milczenia. Nie znajdziemy żadnego jego słowa zapisanego w Ewangelii. Życzymy sobie w czasie świat i nowego roku wiele dobrego. Obyśmy przez cały rok zapamiętali lekcję, którą niesie nam milczący mąż Ewangelii – nie mówmy, ani nie myślmy źle o ludziach, kiedy świąteczna aureola świąt zniknie znad naszych głów.

10 komentarzy:

  1. Józef to, jeśli można tak go nazwać, mój ulubiony bohater Ewangeli.. Święty, który więcej był, niż mówił, który całe swe życie pracował w pocie czoła, z pochyloną głową, będąc nieodłączną częścią Boskiego planu zbawienia...

    Pozdrawiam Cię, Radku, w te radosne święta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super notka! :)
    Jejku... Jesteś bardzo mądry! :)
    A co do osądu... Cóż... Taka ludzka natura! Zawsze będziemy oceniać innych, oczywiście można spróbować się zmienić i często z Bożą pomocą się to udaje, ale do końca chyba nie da rady tego wykorzenić ;)
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy temat Braciszku.Gdy Bóg wybierał osobę na ziemską Matkę dla swojego Syna,nie tylko zwrócił uwagę jaka to jest niewiasta,ale również na Jej przyszłego opiekuna i męża.Opiekuna nie tylko dla Niej,ale opiekuna także dla własnego Syna,Syna Bożego.Wszechwiedzący Bóg,wiedział że Maria będzie idealną Matką dla Syna Najwyższego,znał też serce Józefa,któremu była poślubiona i wiedział że jest to człowiek odpowiedni na opiekuna i ziemskiego Ojca dla Syna Bożego.O tym że Józef był człowiekiem sprawiedliwym,dobrym,cichym i o dużym sercu,sami przekonywujemy się czytając o Jego zachowaniu z chwilą gdy dowiedział się że poślubiona Mu Maria jest brzemienna.Józef mimo dziesiątek pytaj ,które zadawał sobie w sercu cierpiąc i milcząc,nie osądzał Marii,wręcz przeciwnie starał się Ją usprawiedliwić i oszczędzić,a sąd pozostawiał Bogu.Pomimo że Józef odegrał ważną rolę w planie Bożego Zbawienia,nie znajdujemy ani jednego Jego słowa w ewangeliach,dlatego często nazywamy Go człowiekiem milczenia.Jednak patrząc na Jego Osobę i zachowania,mimo wszystko bardzo wiele możemy się nauczyć,a w szczególności zapamiętajmy-Nie osądzajmy drugiego człowieka,zostawmy to Najwyższemu!Cieplutko pozdrawiam Cię Braciszku Radku,życząc błogosławieństw Bożych Jezusa Chrystusa i Jego nieustannej opieki.Krystyna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam Radku!
    Czytałam to co napisałeś,bardzo mnie się interesuję,słyszałam o tym i właśnie to szukałam, ale ja nadal nie rozumiem i dlaczego?
    Gdy Maryja była niepełna letna i była w ciąży jako panienka,jeszcze nie miała męża...
    A teraz pytanie terazniejszy, gdy kobieta jest w ciąży a męża nie ma i miała kłopoty co powie rodzice,że jeszcze nie brali ślub a w ciąży jest? albo gdy para już po świecie małżeński i czeka na dziecka, niestety,dlatego że żona lub mąz jest nie zdolne albo coś innego że nie może mieć dzieci i musieli wziąć o rozwód, to dlaczego nie może przed ślubem może zajrze w ciąży a potem ślub? czy to grzech?czy to żle? czy to najpierw bierze ślub a potem dzieci? Jak to możliwe,bo nie rozumiem,teraz pytanie skąd wiesz że Maryja miała okolo 12-13 lat i o Jóżefa miał około 18 między 24?... przecież Biblia nie ma napisane .... Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  5. „Józef to, jeśli można tak go nazwać, mój ulubiony bohater Ewangelii. Święty, który więcej był, niż mówił, który całe swe życie pracował w pocie czoła, z pochyloną głową, będąc nieodłączną częścią Boskiego planu zbawienia...”

    Monika, w czasie Pańskich narodzin jest kilka takich cichych bohaterów wiary, o których zazwyczaj mało się mówi. Józef jest jednym z nich. Cieśla wyprzedzał poznaniem Boga całą elitę religijną tamtejszego Izraela.
    Kiedyś z nim się spotkamy i usłyszymy wreszcie jego głos:)

    Takimi "małymi" bohaterami są jeszcze Symeon
    i Anna. Symeon, o którym Biblia daje świadectwo, że Duch Święty spoczywał na nim
    i który poświadczył, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Bożego. Niewiele o nim wiemy, poza tym, że był człowiekiem sprawiedliwym
    i pobożnym wyczekującym Mesjasza Izraela. Wiara jego w wyczekiwaniu Chrystusa była dla Boga przyjemna, co było przyczyną, że Bóg tak sprawił, że nim umarł zobaczył Tego, którego wyczekiwał.

    Anna, prorokini, która służyła Bogu w świątyni w modlitwach i w postach. Po śmierci męża oddała się życiu w świątyni. Cichy człowiek, który czynił wielką prace dla Boga i pewnie dla ludzi w swoich ofiarach modlitwy miłych Bogu.

    Zastanawiające jest to, ile dzięki takim ludziom, dzięki ich modlitwom wstawienniczym Bóg udzielił nam błogosławieństw.
    Może w Królestwie Bożym dowiemy się, ile zawdzięczamy modlitwom rodziców, przyjaciół, bliskich.
    Ile inni dostali dzięki modlitwom z wiarą
    od nas.


    ”Pozdrawiam Cię, Radku, w te radosne święta!”

    Również serdeczne pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć Paulina:)

    ”A co do osądu... Cóż... Taka ludzka natura! Zawsze będziemy oceniać innych, oczywiście można spróbować się zmienić i często z Bożą pomocą się to udaje, ale do końca chyba nie da rady tego wykorzenić ;)”

    Pewnie będziemy się potykać, ale z nastawieniem „taka moja natura” ograniczamy na wstępie działalność Ducha Świętego w nas. Kiedy człowiek naradza się na nowo nie jest już tylko człowiekiem – jest dzieckiem Boga Najwyższego, Duch Święty mieszka w nim, choć dalej żyje w ciele, to jego życie staje się życiem wiary, która może i taką górę naszego „ja” przenieść, w Jezusie Bóg wybrał nas byśmy byli nieskalani przed Jego obliczem (Ef.1:4),
    a tego nie zrobi za nas tylko sam Bóg. I my mamy tu swoją pracę do wykonania. Więc trzeba walczyć, dobry bój wiary bojować. W Bogu nie ma rzeczy niemożliwych! W nas owszem, ale nie walczymy swoimi siłami.

    „Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen. (Ef.3:20n).

    ”Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego! :)”

    Dzięki!:) I Tobie wielu zwycięstw w Panu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za uzupełnienie notki Krysiu.

    Dla mnie nadrzędna lekcja od Józefa to:
    „Ucz się Radek, nie mówić, ani nie myśleć źle o ludziach.”

    Czasami spotykamy w swoim życiu tzw. „trudnych” ludzi.
    Ale w zasadzie każdy ma w sobie obraz Boga,
    bo każdy jest Jego dziełem, stworzonym w sposób cudowny, niepowtarzalny.

    Czasami tylko trzeba wydobyć
    gdzieś głęboko skryte
    w człowieku dobro. Wymaga to nie raz wysiłku, samozaparcia
    ale duża jest radość, gdy się uda.
    Każda skorupka potrzebuje czasu by pęknąć.


    Pan z Tobą Krysiu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Reniu:)

    ”Gdy Maryja była niepełna letna i była w ciąży jako panienka,jeszcze nie miała męża...”

    W kulturze semickiej kobieta staje się pełnoletnia w wieku 12 lat,
    a mężczyzna w wieku 13 lat.
    Według religijnego prawa żydowskiego stają się oni wówczas pełnoletni i mogą zawrzeć ze sobą małżeństwo. W praktyce było tak, że dużo w tym względzie aranżowali rodzice. Oczywiście taki wiek Marii i Józefa jest prawdopodobny, nie pewny. O tym Biblia milczy. Równie dobrze mogli mieć lat więcej, ale powszechnie małżonkowie mieli mniej więcej taki wiek.


    ”A teraz pytanie terazniejszy, gdy kobieta jest w ciąży a męża nie ma i miała kłopoty co powie rodzice,że jeszcze nie brali ślub a w ciąży jest?”

    Reniu, najlepiej powiedzieć prawdę. To nie jest droga, którą promuje Bóg, ale gdy tak się stanie, to jest tylko jedno wyjście – niech się pobiorą (zob. Wyj. 22:13; Pwt. 22:28n).

    „Dlaczego nie może przed ślubem może zajrze w ciąży a potem ślub?”

    To nie jest zgodne z drogą jaką wybrał dla ludzi Bóg.
    „Co więc Bóg złączył,
    niech człowiek nie rozdziela.”

    Najpierw jest Bóg.
    Tak, jak było w przypadku Marii i Józefa.
    Najpierw były zaręczyny i ślub,
    a potem współżycie.
    Odwracając kolejność to nie Bóg łączy,
    a nasza namiętność.

    „czy to grzech? czy to źle?”

    Tak, to grzech, za który jeżeli już tak się stało trzeba uniżyć się przed Bogiem.
    Problem jest, że często, kiedy jest najpierw seks, dzieci, potem ślub,
    życie wspólne nie jest łatwe.
    Powód: bo to jednak nie ten, nie ta.
    To już zbyt późno na takie refleksje.
    Najbardziej ciepią nic nie winne dzieci.

    Nie polecam takiej drogi.


    „Jak to możliwe,bo nie rozumiem,teraz pytanie skąd wiesz że Maryja miała okolo 12-13 lat i o Jóżefa miał około 18 między 24?... przecież Biblia nie ma napisane”

    Jak napisałem w notce. „Prawdopodobnie:)”
    Nie wiem.
    Nie dodam nic, co powyżej już napisałem:)


    „.... Pozdrawiam cieplutko”

    Równie ciepłe pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Józef podobnie jak i inne postacie biblijne nie istnieje tu bez powodu. Ostatnio na kazaniu mieliśmy z kolei omówioną postawę Marii, która ze względu na to, że żyjemy w takim otoczeniu jakim jesteśmy i że w Polsce jest jej kult na dużą skalę - jest przez nas, ewangelicznych chrześcijan, rzadko zauważana. Nie przypadkowo Bóg wybrał Józefa i Marię, ludzi biednych, prostych, bez wykształcenia, bez wpływu na świat. Betlejem było malutką mieściną, coś jak nasza Włoszczowa albo Wąchock (przy całym szacunku dla mieszkańców tych miasteczek). Maria narażała się na praktycznie pewną śmierć, a jeśli nie na śmierć, to na pomówienia, plotki i zniesławienie. Józef zapewne też tego się obawiał. Józefa często przedstawia się jako poważnego mężczyznę, a rzadko kiedy przyjdzie nam do głowy że to mógł być młodzik taki jakich wielu w naszych czasach, z głową w chmurach, ambitny, może nawet nieodpowiedzialny i trochę dziecinny. To taka moja refleksja. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki Ala za refleksję!
    Każda jest cenna! A ja lubię Cię czytać:)

    Do malutkiego Betlejem, jak nasza Włoszczowa czy Wąchock dorzucę jeszcze swoje:)

    Mi. 5:1
    A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności.

    Prorok Micheasz nazywa Betlejem najmniejszą miejscowością na terenie pokolenia Judy. Przypuszcza się, że miasteczko to nie miało więcej niż 100 mieszkańców. Włoszczowa ma nieporównywalnie więcej:)
    To Betlejem to można my przyrównać do mojej małej mieściny - Koźmin:)
    Zamieszkiwali je pasterze owiec i ubodzy wieśniacy.

    Maria w 9 miesiącu ciąży po raz drugi przebywa trasę liczącą 150 km.!
    Niesamowite!

    Gdy przybyli do Betlejem, mała osada aż kipiała od tłumu, który rozlokował się gdzie mógł
    (spis ludności).

    Ewangelista Łukasz podaje, że nie było dla nich miejsca w gospodzie. Nieraz ta nazwa wprowadza w błąd czytelników, który wyobraża sobie ową gospodę jako taki mały hotelik położony
    w prowincjonalnym miasteczku. Natomiast tamtejsza gospoda to był niewielki plac pod gołym niebem, otoczony dość wysokim murem, w którym znajdowało się tylko jedno wejście.
    W środku wśród jednego lub kilku boków muru ciągnął się ganek, miejscami zamurowany, tworząc w ten sposób mniejsze lub większe pomieszczenia dla podróżnych. I to była cała gospoda. Ale nawet w takim miejscu nie znalazło się miejsce dla Marii i Józefa.

    Miejscem narodzin Jezusa stał się więc żłób.
    Żłób oznaczał szopę, ale nie taką o jakiej myślimy. Nie taką, jak m.in. u mnie na ogródku:) Szopa była grotą lub małym schronem wydrążonym w ścianach pagórka w okolicach osady. Prawdopodobnie taka stajenka była częściowo zajęta przez zwierzęta, pewnie ciemna i brudna od nawozu.

    W takim miejscu i w takich warunkach na świat przyszedł Król, Syn Boży, Jezus Chrystus. Największy Król jaki narodził się na ziemi nie urodził się na sali tronowej,
    a w stajence, za tron miał żłób, za baldachim miał zwisającą ze stropu pajęczynę, za kadzielnice – zapach gnoju, a za cały orszak powitalny – dwoje ludzi bez domu.

    Natomiast pierwszymi, którzy powitali Króla nie byli magowie ze wschodu, a pogardzeni pasterze, którzy nie dopuszczani do wpływowej społeczności faryzeuszy weszli w najbliżsi społeczność z nowonarodzonym Królem z nie tego świata.

    Wielkimi imionami tamtych czasów były imiona: cezar August, Kwiryniusz, Herod, ale w małej stajence urodził Syn Boży, Jezus, przez którego otworzyło się dla wszystkich ludzi poznanie Boga! Tam urodził się największy Król, o czym pierwsi dowiedzieli się najmniejsi.

    To co małe i słabe wybiera Bóg,
    aby ukazać swoją chwałę.

    Najmniejsze z miast judzkich stało się miejscem narodzin Syna Bożego. W tym Betlejemie, nawet nie uboga gospoda, a grota skalna stała się świadkiem przyjścia Światłości na ten świat. Wreszcie, nie wielcy tamtego świata przyszli powitać Króla, a pastuszkowie.

    I dziś Bóg ukazuje się w człowieku w sposób dziwny dla tego świata. Nie w mądrości ludzkiej, która dąży by postawić na swoim, która nie jest ustępliwa, która skłonna jest do zgody, tylko wtedy gdy postawi na swoim,
    która jest zależna od względów ludzkich;

    a w mądrości, która jest z góry – ustępliwej, nie stawiającej na swoim, uniżającej, skłonnej zamilczeć, gdy prawda leży po naszej stronie.

    Nie w przepychu świątyń ludzkimi rękami budowanymi Bóg zamieszkuje, a w sercu człowieka.

    Nie zbawia przez wielkie uczynki, ale przez wiarę.

    Błogosławi płaczących, cierpiących prześladowania, niezrozumiałych, pokornych i cichych.

    Taki jest Boży świat.
    Całkiem inny niż nasz – ziemski.

    To co małe wybiera Bóg.
    To co głupie dla świata...

    OdpowiedzUsuń