środa, 27 maja 2009

złodziej życia (1)


I nastąpiła walka w niebie: Michał i Jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię; został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. I rozgniewał się Smok na Niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa(Ap.12:7-9,17/polecam przeczytać cały rozdział).

Żyjemy na świecie ogarniętym wojną. Powyższe słowa opisują wojnę na niebie. Szatan w niej przegrał, ale nie został zniszczony. Niezdolny do obalenia samego Boga, zwraca swoje oczy szczególnie na tych, którzy kochają Boga. Dzisiaj na ziemi znajdują się tysiące, jeżeli nie miliony złych duchów, zwodniczych aniołów dążących do zniszczenia obrazu Boga w człowieku. Żyć w niewiedzy na temat tej wojny to zaproszenie i mówienie do przeciwnika – atakuj mnie śmiało bogu ciemności. Nikt nie uniknie tej walki tylko dlatego, że w nią nie wierzy, albo dla tego, że powie, że nie chce walczyć. Jesteśmy na wojnie. Niestety, walka toczy się o życie. Kto jest słaby – ginie.

Szatan nie walczy siłą. Taką taktykę obrał na początku chrześcijaństwa, kiedy chciał zniszczyć pierwszych naśladowców Chrystusa przez zastraszanie, doprowadzając do śmierci wyznawców Jezusa. Jednak odniosło to odwrotny skutek. Zbory zamiast się kurczyć rozrastały się i rosły w siłę.

Szatan przeszedł wówczas do planu „B”, który realizuje i dziś. „Jeżeli nie możesz ich pokonać to przyłącz się do nich. Wstąp w ich szeregi przybrany za anioła światłości.
Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości (2Kor.11:14). Potem powoli naciągnij zasłonę nad tym czego chce od nich Bóg. Wreszcie znieczul ich serce.
Niech mówiąc o Bogu oddalają się od Boga. ”

Jego dzieło to letniość – próba połączenia grzechu ze świętością, ciała z duchem. Jego dzieło to uczenie się o Chrystusie, zamiast uczenie się Chrystusa, mówienie o Duchu Świętym zamiast prowadzenie w Duchu Świętym. Jego dzieło to bożek źle pojmowanej tolerancji, przez którą akceptowalne jest to, czym Bóg się brzydzi. Jego dziełem jest „pozór pobożności” – stworzenie religijny form i rytuałów, w których nie ma Boga. Jego dziełem jest nominalność chrześcijaństwa – życie ludzi z imieniem Boga na ustach, bez żadnych zmian swojego życia. Jego dziełem jest martwe chrześcijaństwo.

Ewangelia Jana 10:10
Złodziej przychodzi po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to,
aby owce miały życie i miały je w obfitości.


Pan Jezus obiecuje obfitość życia, tym którzy Mu się oddają w tym życiu.
Kiedy nastąpi ta obfitość życia i czym jest ta obfitość?

Jezus nie umieszcza danej nam obietnicy w dalekiej przyszłości, w czasie kiedy nastąpi zmartwychwstanie tych, którzy należą do Niego. Mówi o życiu w obfitości już w tym czasie, kiedy żyjemy, mówi o teraźniejszości w której się poruszamy. W innym miejscu Pan Jezus powiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu lub żony, braci, rodziców lub dzieci dla Królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej jeszcze w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego (Łuk.18:29n).

Obfitością tą jest pewność życia w Jezusie Chrystusie, jego wieczność i jak pisze ap. Paweł oświecenie a nawet zakosztowanie daru niebieskiego i stanie się współuczestnikiem Ducha Świętego, zakosztowanie wspaniałości słowa Bożego i mocy przyszłego wieku (6:4n).

Te słowa nie mówią o czymś co jest osiągalne tylko w najpiękniejszych chwilach uniesień, ale o teraźniejszości naszego życia. O sposobie życia, w którym odczuwamy bliskość Boga i Jezusa, kiedy odczuwamy wewnętrzny pokój
i konsekwentnie i rzetelnie rozwijamy nasze myśli i emocje w kierunku Boga.
Ta obfitość wiąże się z systematycznym naszym rozwojem; rozwojem myśli, charakteru, tego, jak bardzo żyjemy w Boga chwale.

Chcemy żyć tym życiem i oddać się na służbę Bogu jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia(Rzym.6:13) . Ale nieraz nasze życie mija się z rzeczywistością, o której marzymy.
Wystarczy tylko obiektywnie je zanalizować, jak nie radzimy sobie nie raz wydawałoby się w takich prostych sytuacjach.

Dlaczego tak jest?
Bo o to życie, którym chcemy żyć musimy walczyć, bo ma ono swojego wroga, którego celem jest coś zupełnie innego. Powyższe dzianie złodzieja uzewnętrznia działanie szatana. Chce on niszczyć, zabijać, kraść życie, którego chcemy być uczestnikami. Jesteśmy w stanie wojny. Wojny o to życie, o życie prowadzące do rozwoju w nas czegoś nowego, co nazywamy Nowym Stworzeniem (2Kor.5:17).

To życia zaczyna się w naszych SERCACH. Dlatego na nim wróg skupia
przede wszystkim swoje siły.

Dlatego pisze Kaznodzieja Salomon:
Z całą pilnością strzeż swego serca, bo życie tam ma swoje źródło (Przys.4:23).

W sercu człowieka dochodzi do kontaktu człowieka z Bogiem i do pogłębiania tej więzi. W sercu zaczyna się życie duchowe, kiedy Bóg i człowiek tam się spotkają.
Dawid pisał w Psalmie 27:8:
O Tobie mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza. Szukam o Panie Twego oblicza.

Pan Bóg potwierdza tą drogę społeczności z Nim.
Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. (Jer. 29:13).

To jest kierunek życia z Bogiem. Nie teologia, nie bystrość umysłu choć są to rzeczy dobre i słuszne. Ale do życia z Panem Bogiem na co dzień potrzebne jest nam dobre
i wrażliwe SERCE. Wrażliwe i reagujące na nasze życie, postępowanie, wrażliwe na ludzi żyjących obok nas, wrażliwe na Boga.

Szatan wie o tym i celuje w nasze serca. Uniewrażliwia je i chce żebyśmy nie czuli potrzeby zmian, ani nie chcieli się uczyć i przemieniać w mocy, która jest z poza nas. Szatan godzi się na pobożność ludzi, których mami, ale tylko na jej pozór. Godzi się na wizyty w zborach i wszelkich wspólnotach, ale bez pragnień życie „poza tym światem.” Szatan tworzy chrześcijaństwo, ale na swoich zasadach - bierności, braku aktywności, wyuczonych na pamięć pacierzy, zamiast modlitwy. Szatan, manipulant rzeczywistości i droga w kierunku duchowej ciemności.

środa, 20 maja 2009

wszystko, co uczyniliście...



Dwa lata temu byliśmy razem z przyjaciółmi w Bułgarii spędzając prawie dwa tygodnie w górach (Riła i Piryn) bez wygód, śpiąc pod namiotem, po części praktykując święto Sukkot. Po tygodniu piechurowania po przepięknej Rile zeszliśmy w kotlinę, w której skrywał się czternastowieczny Monastyr Rilski – ozdobiony olbrzymią ilością fresków i ikon, dziś zabytek UNESCO. Historia jednej z nich mówi, że jak ikonograf Teofan namalował ikonę Zbawiciela o twarzy jednego z żebraków, jeden z przełożonych zirytowany krzyknął: „Co ty robisz? To prawie bluźnierstwo!” Teofan starł wówczas farby z twarzy żebraka i spod ich warstwy ukazało się piękne, uwielbione oblicze Jezusa. „Tak jest w Ewangelii i tak jest w życiu!” – skomentował swoją ikonę Teofan.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mat.25:40).

Ile razy musi uczyć nas dobry Ojciec by nie przechodzić obojętnie wokół ludzi, tych spotkanych na ulicy, w pracy – niejednokrotnie swoim milczeniem wołających o pomoc? Ile razy w naszym zagonieniu nie słyszymy Chrystusa w braciach naszych najmniejszych? Wokół nas jest ich tak wiele. Kapłanem i lewitą (śpieszącymi do świątyni - z kim właściwe na spotkanie?) z Jezusowej przypowieści mogę być ja, możesz być ty. Dobrymi Samarytanami możemy być my wszyscy. Pomyśl przez chwilę ile razy Bóg podpowiadał ci czystą myśl - pochylającego się nad „pobitym” - Samarytanina? Jak łatwo nieraz ogłuchnąć na GŁOS, który wcale nie jest taki cichy.

W Ewangelii nie chodzi o piękne słowa, nie chodzi o „miłość ludzkości”, ale o miłość człowieka, który stoi przede mną. Jak nieraz duży jest dysonans pomiędzy słowem a rzeczywistością.

Znakiem Ewangelii jest miłość, a w niej najubożsi mają zawsze pierwszeństwo. Ludzie (w nich i ja) zbyt często są zbyt gadatliwi, a tym potoku słów nieraz brak praktycznego świadectwa życiem Chrystusa.

Jedne z piękniejszych chwil w moim życiu, to gdy pochylałem się (albo może Bóg mnie pochylał) nad ulicznymi ludźmi nie z krzyżem Jezusa w ręku, a w sercu.

O tym pięknie napisał kiedyś Guy Gilbert:
"Do ludzi należy iść z gołymi rękami,
z krzyżem Chrystusa w sercu, nie w dłoni".

Nie tak dawno zrobiła na mnie duże wrażenie książka „Kobieta nie jest grzechem” - rozmowa z Anną Barchan zajmująca się pomocą kobietą prostytuującym się. Tacy ludzi uczą pokory. Jedne ze słów „wypowiedzianych” w tej książce: "Nasze wizje dobra dla kogoś zazwyczaj mają się nijak do rzeczywistości. Wymyślamy scenariusze które są nasze własne i niekoniecznie trafne. Bóg ma swoje, lepsze."

Często planujemy „jak pomóc”, ale równie często nie stawiamy mądrej diagnozy. Niestety, nie raz zniechęcamy się niechęcią przyjęcia pomocy, zapominając, że z człowiekiem jest, jak z suchą ziemią. Kiedy nie zażywała przez długie lata deszczu to nie przyjmie go od zaraz. Deszcz nie wsiąknie w ziemię, a miłość nie wsiąknie w człowieka. Twarda, sucha ziemia przykrych doświadczeń i braku bezinteresownego uczucia sprawia, że wszystko spływa po człowieku, zamiast wsiąkać. Dopiero po długich dniach deszczu sucha ziemia zaczyna przyjmować wodę życia dla siebie. I tak jest z człowiekiem – woda życia, której mamy być źródłem nie może kapać, nie może wypływać tylko przez parę godzin, czy nawet cały dzień. Ma być niekończącym źródłem ducha (J.7:38). Takie źródło przebije każdą skorupę nieufności. Tak, jak przez długi okres ktoś przyjmuje suchość cierpienia, tak przez długi okres musi przyjmować deszcz miłości.

Boże, obyśmy trafiali w Twój zamysł trafiania do ludzi.
Obyśmy wrażliwość Pasterza mieli w sercu.

Miejmy odwagę słuchać głosu Jezusa, który woła - często do drogi do ludzi – do Siebie.

Panie, wypełnij nasz dzban miłością,
tak, by się przelewał.

czwartek, 14 maja 2009

źrenica oka Boga


Dzisiaj 14 maja – 61 rocznica powstania państwa IZRAEL. 14 maja 1948r. o godzinie 16:20 w gmachu Muzeum w Tel Avivie Dawid Ben Gurion w skupieniu odczytał historyczną Deklarację Niepodległości: „Ogłaszam powstanie Państwa IZRAEL.” Tego dnia po raz pierwszy od XIX-u stuleci zawisła na ziemi obiecanej flaga z Gwiazdą Dawida, jako herb nowo wskrzeszonego państwa.

Jak maleńkie państewko o powierzchni 1/12 Polski, o liczbie obywateli 6-krotnie mniejszej od obywateli polskich przetrwało przez ten okres po dzisiejszy dzień? Jak odparło 6-krotne najazdy wroga, pierwsze już w drugim dniu od jego powstania. To, tak jakby maleńki Luksemburg musiał się bronić przed najeżdżającymi na niego: Francją, Belgią i Niemcami. Tak maleńki Izrael prezentuje się na tle Syrii, Jordanii, Iraku i jeszcze Libanu. Żadne państwo nie ostałoby się. Izrael ostał. Dlaczego? Bo obrońcą Izraela jest Bóg. Izrael za każdym razem zwyciężył najeżdżającego w przeważającej sile wroga, z każdej wojny wychodził obronną ręką. Za każdym razem mały Dawid (Izrael) stawał nad wielkim Goliatem (wojskami arabskimi).

Co nie możliwe jest u ludzi, możliwe jest dla Boga.

Tak samo i Ty „strzegący przykazań Boga i mający świadectwo Jezusa (Ap.12:17)”, walczący ze wzmożonymi atakami Złego, z nieprzychylnością świata w związku z Twoją odmiennością od tego co w świecie – jesteś w stanie się ostać, bo Twoim obrońcą jest BÓG. Warunkiem jest UFNOŚĆ i walka słowem Bożym w sercu i na języku.


Samo powstanie państwa Izrael jest Bożym cudem. Żydzi powrócili do maleńkiej wyznaczonej im ziemi z 121 krajów z 5 kontynentów posługując się 70 różnymi językami.

O ile może wierzono, że Izrael na nowo powstanie, to już nie dawano wiary, że przetrwa chociaż miesiąc z taką mieszanką różnorodności począwszy od języka = komunikacji, kończąc na różnorodnej obyczajowości. Niemożliwe jest wskrzeszenie języka martwego. Nie udało ożywić języka celtyckiego, ani łaciny, ani greki klasycznej.

Co nie możliwe jest u ludzi, możliwe jest dla Boga.

Język hebrajski wskrzeszono.
Więcej, Żydzi powrócili na ziemię gdzie od północy czekały na nich bagna,
a od południa pustkowia. Kraj, nie nadawał się do zamieszkania.

Co nie możliwe jest u ludzi, możliwe jest dla Boga.

Dziś patrząc na Izrael z satelity widoczny jest wielkie zielone terytorium otoczone pustynią sąsiadujących z Izraelem państw. To już 4 tysiące lat temu zapowiedział Bóg. W przyszłości Jakub zapuści korzenie, Izrael rozkwitnie i rozrośnie się i napełni powierzchnię ziemi owocami (Iz.27:6).


Jeżeli Tobie wydaje się, że nie możesz przyjść do Boga, że to droga nie na Twoje siły, popatrz na Izrael. Zaufaj Bogu, powstaniesz do życia z Nim i na wieki będziesz żył.


Ilu było tych co chciało wymazać Izrael z mapy świata? Ilu ich jeszcze teraz?
Ile przekleństw dla Izraela zamieniło się w błogosławieństwa? Ile dzisiaj złowrogich spojrzeń, nie tylko od najbliższych sąsiadów, ale również od zwykłych ludzi, w których zakorzenił się duch antysemityzmu.

Oto słowa Boga:
Błogosławieni niech będą, którzy błogosławią ciebie, a przeklęci, którzy przeklinają (Li.24:9).


Wydarzenia ostatnich 61 lat pokazują jawną moc Bożą. Może być ona i Twoim udziałem. Tak, jak Izrael stawał na grobami swoich wrogów, tak ty możesz stanąć na grobem swoich – diabłem, światem i swoim grzesznym ciałem. Tak, jak powstanie państwa Izrael jest znakiem, że już blisko jest przyjście dnia Bożego (Mat.24:32n), tak Twoje powstanie do życia z Bogiem „w świętym postępowaniu i pobożności” może przyśpieszyć przyjście dnia Boga Najwyższego (2P.3:11n).


Dziś 14 maja – rocznica powstanie państwa Izrael, który jest bliski Bogu,
jak źrenica oka.

Tak mówi Pan Zastępów Przesławny, do narodów, które was ograbiły: „Kto was dotyka, dotyka źrenicy mojego oka” (Zach.2:12).

Każda nienawiść i niechęć do Izraela jest pyłkiem w oku Boga.

Bóg, Pan Zastępów, Bóg Abrahama, Izaaka, Jakuba, Bóg Izraela, Bóg mój i Twój mówi:

Pocieszajcie mój lud:

Iz. 40:1-2
Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud! - mówi wasz Bóg.
Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby już się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy.


Błogosławcie mój lud:


Rdz 12:3
Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi.


Módlcie się za mój lud:

Ps. 122:6
Proście o pokój dla Jeruzalem, niech zażywają pokoju ci, którzy ciebie miłują!


Pokój Boży z wszystkimi żywiącymi miłość do Jeruzalem!



Iz. 41:6-14
Ty zaś, Izraelu, mój sługo, Jakubie, którego wybrałem sobie, potomstwo Abrahama, mego przyjaciela! Ty, którego pochwyciłem na krańcach ziemi, powołałem cię z jej stron najdalszych i rzekłem ci: Sługą moim jesteś, wybrałem cię, a nie odrzuciłem. Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Umacniam cię, a także i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą. Oto wstydem i hańbą się okryją wszyscy rozjątrzeni na ciebie. Unicestwieni będą i zginą ludzie kłócący się z tobą. Będziesz ich szukał, lecz nie znajdziesz tych ludzi, twoich przeciwników. Unicestwieni będą i na nic zejdą ludzie walczący z tobą. Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą. Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam - wyrocznia Pana - odkupicielem twoim - Święty Izraela.

Rzym. 11:25-29
Nie chcę jednak, bracia, pozostawiać was w nieświadomości co do tej tajemnicy - byście o sobie nie mieli zbyt wysokiego mniemania - że zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie [do Kościoła] pełnia pogan. I tak cały Izrael będzie zbawiony, jak to jest napisane: Przyjdzie z Syjonu wybawiciel, odwróci nieprawości od Jakuba. I to będzie moje z nimi przymierze, gdy zgładzę ich grzechy. Co prawdą - gdy chodzi o Ewangelię - są oni nieprzyjaciółmi [Boga] ze względu na wasze dobro; gdy jednak chodzi o wybranie, są oni - ze względu na praojców - przedmiotem miłości. Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne.


Baruch ata Adoszem, Elechejnu, Melech ha olam.
Błogosławiony jesteś Panie, Boże, Królu Wieczności.

piątek, 8 maja 2009

list do kościoła w Laodycei


Obyś był zimny, albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni,
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust.
Apokalipsa św.Jana 3:15n


Jesteś letni, gdy na modlitwę przeznaczasz minutę swego poranka, i to nie zawsze, bo jest praca i szkoła, więc nie zawsze jest czas upaść na kolana. Jesteś letni, gdy na modlitwę przeznaczasz dwie minuty wieczoru, a i to nie zawsze, bo masz prawo być zmęczony i szybciej położyć się spać. Jesteś letni, kiedy nie masz o czym rozmawiać ze swym Ojcem. Jesteś letni gdy nie pragniesz Nieba i uświęcenia. Jesteś letni, kiedy nie widzisz w sobie zła i nie ma w tobie łez nawrócenia – diamentów z nie z tego świata. Jesteś letni, kiedy Jezus przestał być żywy w twoim życiu, albo może nigdy nie był. Jesteś letni, kiedy imię Jezus brzmi na twoich ustach tylko przy dysputach teologicznych i w niedzielnych pieśniach. Jesteś letni, kiedy Biblia kurzem zakryta. Jesteś letni, kiedy usta wypowiadają słowa, które nijak się trzymają twojego życia. Jesteś letni, kiedy mówisz, jak nie czynisz i wierzysz, jak nie żyjesz. Jesteś letni, obyś nie stał się martwy. Obyś przejrzał!

Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział. Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!
Apokalipsa św.Jana 3:17-19




Listy z Laodycei

Budujemy domy dla naszych ciał.
Nasze ciała robią kariery.
Kosztujemy nowych dań –
Najbardziej smakuje nam sukces.

Mnożymy dane z zadań bez treści,
Dodajemy do zer dalsze zera.
Stopa przekracza kolejne progi –
Nazywamy to błogosławieństwem.

Popada w ruinę „pałac za chmurami”,
Żywe kamienie spadają po stopniach Świątyni.
Wysokich wymagań nie zakrywa już żaden Jordan:
Nie umieramy – nie zmartwychwstaniemy.

(z tomiku "Liśćmi w niebie, korzeniami w ziemi"
autor: I.Sochacka)

poniedziałek, 4 maja 2009

chodźcie, a zobaczycie


Szaweł, zdobywszy od przełożonych listy skazujące na więzienie wszystkich tych, którzy uwierzyli w naukę Chrystusa, zmierza szybko do Damaszku, nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Nie może się doczekać dnia przybycia do celu, a droga z Jerozolimy do Damaszku niestety daleka. Otoczony żołnierzami, idzie śpiesznie. Mijają pustynną i skalistą krainę, Itureę. Najgorsze już mają za sobą. Teraz wchodzą na piękną jak marzenie równinę rzek Abany i Parparu (dzisiejsze: Barada i Nahr el-Awadż).

Stąd tylko kilka godzin do Damaszku. Już niedaleko. Szaweł sięga pamięcią do ukamienowania Szczepana. Myśl o kolejnych wyrokach sprawia, że idzie coraz szybciej. Emocje wyzwalają coraz więcej adrenaliny, więc nie czuje zmęczenia długą podróżą. Już naprawdę blisko. W myśli Szawła już ci wszyscy ludzie... Aż tu nagle na drodze staje mu oślepiająca światłość z nieba. Oszołomieni niezwykłym zjawiskiem podróżni padają na ziemię. Wszyscy słyszą głos światłości: „Szawle, Szawle...”, lecz nikogo nie widzą. Kto mówi? Szaweł wie. Drży ze strachu. Światłość oślepia. Potem znika i światłość, i głos. Szaweł wyciąga ręce przed siebie i po omacku szuka drogi. Już mu nie śpieszno. Spotkana postać powywracała, zmieniła wszystkie jego myśli. Z prześladowcy staje się naczyniem wybranym. Cel pozostaje ten sam – Damaszek, myśli jednak już nie te. Dobrze, że są współtowarzysze podróży. Oni zaprowadzą, pomogą dojść, sami próbując zrozumieć, czego byli świadkami.

„(...) twarz umazać w pyle oślepnąć, wstać i dać się prowadzić jak ślepy Szaweł do Damaszku” (A. Kamieńska, „Przemiana”).

(...) wybrałem sobie tego człowieka jako narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów i do synów Izraela (Dz. Ap. 9:15).

Na przykładzie Szawła Biblia wskazuje, w jak nieprzypadkowy sposób Pan Bóg powołuje ludzi, aby ci wykonywali jego zamiary na ziemi. Bowiem do tego, do czego został powołany Szaweł – do bycia apostołem pogan, niesienia im ewangelii, a nie tylko im, bo i Żydom (Dz. Ap. 9:15) – został za młodu już naznaczony. Zanim pojawił się na jego drodze Jezus był do tej misji przygotowywany przez samego Najwyższego.

Posługiwał się greką i językiem aramejskim. Był Żydem ze zhellenizowanej diaspory. Oprócz tego obywatelem rzymskim, który nie ukrywał swych żydowskich korzeni, a raczej chlubił się nimi. Faryzeusz, bardzo dobrze zaznajomiony z Zakonem. Z takimi kompetencjami miał możność w sposób jak najbardziej doskonały przekazać poganom naukę Mistrza, Jezusa Chrystusa, nie zabierając przy tym nic z ważności nauk, które niosło Prawo Mojżeszowe.

Do apostoła Pawła można przypisać słowa, które Pan Bóg skierował do Jeremiasza: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię (Jer. 1:5, por. Gal. 1:15). Powołanie Jeremiasza z powołaniem Szawła wykazuje wiele podobieństw.

Obaj musieli znosić wiele cierpień z powodu głoszenia słów Bożych. Zresztą Szawłowi zostało to przepowiedziane (Dz. Ap. 9:16). Życie mogło zapewnić mu sławę, dostatek, zaszczyty. Kiedy spotkał Pana, zamienił wygodne życie w cierpienie dla Chrystusa (2 Kor. 11:23-28). Podobne udręki musiał znosić prorok Jeremiasz (Jer. 20:2; 37:15,16). Paweł musiał nieraz ukrywać się przed dawniej przychylnymi mu ludźmi, którzy teraz chcieli go zabić (Dz. Ap. 9:23, 21:23). Podobnie Jeremiasz (Jer. 38:4-6, 9). Jednak dotknięcie Boga zrobiło z nich całkiem innych ludzi. Zmieniło ich myśli, wartości, cele. Obaj byli świadomi ciążącego na nich obowiązku:

Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi bowiem gdybym nie głosił Ewangelii (1 Kor. 9:16).

Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem. I powiedziałem sobie: Nie będę go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, żarzący się w moim ciele. Czyniłem wysiłki by go stłumić, lecz nie potrafiłem (Jer. 20:8, 9).

Słowo Boże, które w nich zamieszkało, było silniejsze od nich samych. Pan Bóg przemawiał niejako z wnętrza ich własnej mowy. Mieli możliwość wypowiadania świętych słów Bożych. W powołaniu Jeremiasza ukazana jest w sposób szczególny siła Bożego działania. Zacytowane słowa świadczą o prawdziwości jego powołania. Nie głosi on bowiem tego, co sam chciałby głosić, lecz słowo Boże, często trudne, niezrozumiałe i niechciane przez niego samego, a tym bardziej przez odbiorców. Jednak w nim, w Pawle i w innych powołanych zamieszkało słowo Najwyższego, które zrobiło z nich nowych, Bożych ludzi: I wyciągnąwszy rękę, dotknął Pan moich ust i rzekł mi: „Oto kładę moje słowa w twoje usta” (Jer. 1:9).


Pan Bóg patrzy na nasze serca i powołuje nas do różnych zadań, nieraz w zaskakujący sposób. Nieprzewidywalny dla nas i być może niezrozumiały dla innych. Przykładem biblijnym jest postać Mojżesza. Wychował się na dworze egipskim. Znał dobrze faraona i skończywszy 40 lat był gotów bronić swoich rodaków przed okrucieństwem Egipcjan. Wydawałoby się, że to był najodpowiedniejszy moment dla Pana Boga, aby wykorzystać zapał Mojżesza. Mojżesz w obronie swego rodaka zabił znęcającego się nad nim strażnika. Chciał walczyć o wolność Izraela. Bóg jednak patrzył i milczał, czekał. Z powodu popełnionej zbrodni Mojżesz musiał uciekać z Egiptu do kraju Madian. Tam przez kolejne 40 lat żył na pustyni jako pasterz. Tam poślubił Seforę, która urodziła mu dwójkę pełnych pociechy dzieci – Gerszoma i Eliezera. Żyło mu się dobrze. Zajmował się stadem owiec swoich i teścia. Kiedy wracał z pastwiska czekały na niego ciepłe objęcia żony, uśmiechy dzieci. Mojżesz był szczęśliwym człowiekiem. Gdzieś tam, już coraz głębiej, była jeszcze myśl o więzionych rodakach, ale praca i kochająca rodzina skutecznie pomagały o nich zapomnieć. Czterdziestoletni zapał już dawno minął i przecież pojawiły się inne, ważniejsze rzeczy na głowie. Życie Mojżesza było takie jak sobie wyśnił – dzieci podrastają, a on się w spokoju starzeje. I wtedy odzywa się milczący dotąd Bóg. Ale to przecież już nie ten dawny Mojżesz. Teraz ma 80 lat, żonę, dzieci. Spełnia obowiązki ojca, a Pan Bóg teraz o nim sobie przypomina. Mojżesz się wymawia. Udaje, że nie słyszy słów: „Pójdziesz do Egiptu”. Ma nadzieję, że uda mu się przekonać Pana Boga, że on się do tego po prostu już nie nadaje. Jednak nic z tego. Mojżesz został bowiem wybrany, kiedy się urodził. Znałem cię, nim przyszedłeś na świat. Dziwne postępowanie Pana. Kiedy Mojżesz – jak się wydaje – jest gotowy do ochoczego spełnienia woli Pana, On milczy. Kiedy się zestarzał i nie chce – Pan go powołuje. Widocznie Mojżesz musiał dożyć osiemdziesiątki, aby stać się narzędziem, którym posłuży się Bóg. Gdy teraz czytamy tę historię, łatwo jest nam wysunąć taki wniosek. Mojżesz miał o wiele trudniej. Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi (Rzym. 11:33).

Bóg jest garncarzem (Iz.64:7). On kształtuje nas na swoje naczynie, zgodne z Jego wolą. Mojżesza kształtował 40 lat. Tyle musiało minąć czasu, aby został naczyniem, które gotowe było wyzwolić naród żydowski. Nie było tych lat 39 - bo było by ich zbyt mało, nie było 41 - bo było by ich zbyt dużo. Było lat 40 - tyle ile przewidział Bóg, aby Mojżesz mógł sprostać Jego posłannictwu. Tyle Mojżesz musiał żyć w przeświadczeniu, że Bóg o nim zapomniał. A to tylko po to, aby wypróżnił się on z mocy swojego "ja", i zobaczył swoją moc tylko w Bogu. Nie w sile swoich rąk, które zabiły Egipcjanina (Wj.2:11n), a w sile rąk Boga Najwyższego.

Tak samo, jak Mojżesza Bóg kształtuje nas. On dla każdego życia ma PLAN. I tylko On wie, co nam trzeba, by nas do niego przygotować (Iz.45:9-11). Wielu jest powołanych według Bożego zamysłu, ale niewielu jest wybranych. Zamiast stanąć w obliczy ognistych Pańskich prób, większość z ludzi rezygnuje w przeświadczeniu, że Bóg o nich zapomniał. Natomiast przez próby i doświadczenia zostaje kształtowane naczynie-człowiek przez które Bóg może działać i osiągać swój cel.

Bóg wyrabia nas do całkowitego posłuszeństwa. Przez to każda nasza myśl, postawa, każde uczucie i nasze cele muszą zostać sprawdzone i skonfrontowane z Bożą myślą. Naczynie musi zostać złamane i na nowo kształtowane. Bóg dopuści wszystkie rozdzierające nasze serca pomyłki, aby nas oczyścić z każdej niewłaściwej postawy i naszego "ego". W miejsce "ja" stawia Siebie. Nasze "ja" musi umrzeć, a to jest zawsze bolesne. Naczynie musi zostać doprowadzone do całkowitej bezradności, po to by zaufało tylko Najwyższemu.

Tak Pan Bóg kształcił Mojżesza. Tak kształci nas. Nierzadko przez ból, który rodzi nas na wzór Jego serca.

Historia Mojżesza ukazuje, jak sam Pan Bóg wybiera i powołuje ludzi. Czasami Jego wybory są trudne do pojęcia dla nas samych. Nieraz Bóg nam coś zabiera, byśmy bez tego mogli stać się bardziej Mu posłuszni. Ciężko to zrozumieć. Dopiero z czasem jest łatwiej. Dopiero...

Patrzę na powoływanych przez Boga ludzi i widzę, że kiedy On powołuje, to mówi, aby iść, zostawić wszystko i pójść. Słowo „idź” powtarza się prawie we wszystkich miejscach związanych z powołaniem. Do Abrahama Pan Bóg mówi: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę, do Mojżesza: Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu; do Jeremiasza: Idź i głoś publicznie w Jerozolimie; do Szawła: Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą co masz czynić.

Tak i my musimy iść ku naszemu dobremu Ojcu. Iść, aby móc owocować. Być w ciągłej drodze, trudząc się nad zdobywaniem doskonałości (2 Kor. 13:11), przyjmując Jego nas formowanie na naczynie do zaszczytnych celów (2Tym,2:20). Iść ku zbawieniu, na które składa się łaska udzielana nam przez Stwórcę, ale przede wszystkim nasza na nią odpowiedź. Iść ku lepszej, nie poznanej jeszcze przez nikogo niebieskiej ojczyźnie (Hebr. 11:16, Filip 3:20).

Patrzę na słowa, które mówił Pan Jezus: dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze. A kiedy indziej: bo wiem, skąd przyszedłem i dokąd idę. Apostoł Jan, najdokładniejszy z ewangelistów, dodaje: od Boga wyszedł i do Boga idzie. Trzy zdania, które zataczają koło i łączą się w piękne znaczenie. We wspaniałe motto, o którym winien pamiętać każdy z nas. Byle być w drodze do Boga. Istota wszystkiego. I dobrze tam iść z Jezusem, tak jak uczniowie, którzy podeszli kiedyś do Niego z pytaniem: ">Rabbi! Gdzie mieszkasz? A On im odpowiedział: Chodźcie, a zobaczycie. Zaprosił ich do Swojego życia. Zaprosił ich do wspólnej wędrówki do Najwyższego.

Jezus zaprasza i dziś: Chodźcie, a zobaczycie. W Nim bierze początek nasze powołanie i w Nim nasze powołanie się kończy.
Decydując się zawierzmy Bogu. Jego drogi mogą być niezrozumiałe, ale zawsze błogosławione, niosące plon sprawiedliwości i życie w Jego chwale.

Amen.