czwartek, 27 sierpnia 2009

słuchać

I przywiedli do niego głuchoniemego, i prosili go, aby położył nań rękę. A wziąwszy go na bok od ludu, osobno, włożył palce swoje w uszy jego, splunął i dotknął się jego języka (Mar. 7:32n).

Pan Jezus uzdrawia głuchoniemego, czyli człowieka, który nie słyszy, ani nie mówi. Nie powiedział do niego „przemów, zacznij mówić”, ale najpierw „niech się otworzą twoje uszy”. Najpierw słuch, potem język. W takiej kolejności. Nie na odwrót. Jezus unaocznia, że aby łatwiej nam było żyć i być, musimy uczyć się słuchać.

Młody Salomon prosił kiedyś Boga nie tyle o samą mądrość – serce mądre, co o serce słuchające („lew szema”). Prawdziwa mądrość przychodzi wraz ze słuchaniem, a najwyższa mądrość przychodzi wraz ze słuchaniem Boga. Dlatego największa modlitwa zapisana na stronach starego przymierza brzmi „Szema Izrael” – „Słuchaj Izraelu”. Dlatego wiara rodzi się ze słuchania. Przeto wiara rodzi się z tego co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rzym.10:17).

Czy umiemy słuchać?

By słuchać trzeba uczyć się milczeć.
Ujarzmić, potem ukrzyżować swoje gadatliwe „Ja.”

W milczeniu i nadziei będzie moc wasza (Iz.30:15; BG).

piątek, 21 sierpnia 2009

milczący mową


oni nawet
gdy mówią
to milczą

toczą żywą dyskusję
gestykulują
a załamania ciszy
brak

idą przez miasto
głosy
- decybele krzyczą

a oni
obrońcy ciszy...
mijając ich
jakoś tak
nieswojo

środa, 12 sierpnia 2009

na Bonifratów


tam
chorzy nie mają sił
by mówić
czekają na śmierć
na koniec
swoich
samotnych myśli

po drugiej stronie ściany
kobieta z torbą
do drugiej kobiety
narzeka
na zdrowie
bo
ją nogi bolą

a tam
cierpienie
przeraźliwie milczy
w ustach umierającego

wtorek, 11 sierpnia 2009

spotkanie w Lubomierzu



Zgrupowanie natomiast zaczynamy w czwartek. Ja będę dopiero od piątku wieczorem (trudności z urlopem). Gdyby ktoś z was, drodzy przyjaciele chciał nas odwiedzić, to serdecznie zapraszam. Nasz zespół jest otwartą społecznością – każdy kto kocha Pana Boga i chciałby Mu śpiewać na chwałę a ludziom do serc, jest mile widziany.

Nie jesteśmy zespołem profesjonalny. Mało kto ma wykształcenie muzyczne. Głównym założeniem jest wspólna przyjaźń u stóp Chrystusa i pragnienie uwielbienia naszego Boga.
Więc dołączyć może każdy:)

Oprócz śpiewu społecznościowo czytamy Biblię. Wspólnie zastanawiamy się ze Święta Księgą na kolanach, jak żyć, by być dumą dla Boga.

Tym razem będzie cykl dwóch społeczności.

1. Pytania, jakie zadawano Jezusowi,
np.
Mat 22:34-40 Nauczycielu, które przykazanie jest największe?
Mar 11:28 I mówili do niego: Jaką mocą to czynisz? Albo kto ci dał tę moc, abyś to czynił?
Mar 9:33-37 A oni milczeli, bo rozmawiali między sobą w drodze o tym, kto z nich jest największy.
Jan 10:22-30 Wtedy Żydzi obstąpili go i rzekli mu: Jak długo trzymać będziesz dusze nasze w napięciu? Jeżeli jesteś Chrystusem, powiedz nam wyraźnie.

2. Społeczności wieczorne, w których będziemy rozmawiać m.in. o:
Dziękczynieniu i uwielbieniu dla Boga,
Przyjaźni,
Pokucie,
Konformizmie

Nazwa naszego zespołu - Syloe - nawiązuje do jerozolimskiej sadzawki Syloe, w której Pan Jezus uzdrowił ślepca od urodzenia. Z nadzieją żyjemy, a i doświadczamy, że ta "społeczność na wzór tamtej wody, ma podobną moc." Jej źródłem jest nasz dobry Bóg. Otwiera oczy nie tylko nam…


Do Lubomierza jadę samochodem w piątek. Gdyby ktoś chciał się zabrać na weekend to mogę podjechać i zabrać kogoś w uroczy Lubomierz
(radeksiewniak@poczta.fm).

Zostańcie z Bogiem!

czwartek, 6 sierpnia 2009

w górach

Jezus często przebywał w górach, gdzie odpoczywał modląc się; zbliżał do Ojca. Często przebywał w miejscach zacisznych. Jeżeli On tego potrzebował, my tym bardziej potrzebujemy chwil odpoczynku w miejscu Bożej świątyni natury.

Kiedyś Jezus powiedział: „dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze.” My też jesteśmy w drodze, stąpającymi po ziemi Bożymi dziećmi wędrującymi w Przyszłość. Góry przypominają tą wędrówkę. Przypominają, że nasza droga przynosi nam doliny, ale też wzniesienia, na które trzeba w wysiłku się wspiąć; też i równiny, gdzie najłatwiej się potknąć. Tu niesiony plecak, ciężki i odczuwalny, zapewnia życie. W nim najpotrzebniejsze rzeczy, łachmany, które ciążyć nam mogą pozostawiamy na dole. Tu nabiera smaku modlitwa „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, a woda, zwykła woda tylko tu tak smakuje i umożliwia dalsze ku górze wędrowanie; wyobraża wodę żywą. Tu słowo „dziękuję” przenika dusze i trzewia.

Góry są dla mnie Świętem Namiotów. Kładąc się w kolebie za poduszkę mając kamień doceniam łaskę, w której żyję na co dzień. Patrząc na gwiazdy, nasłuchując miłosnych zalotów jeleni nasycam się „nie tym światem” i powrót jest zawsze bolesny.

W Pierwszej Księdze Królewskiej jest zapisane: „Jahwe, Bóg Izraela, jest Bogiem gór.”

Podarował więc Bóg człowiekowi góry, jako jeden z najwspanialszych darów.
Na góry można patrzeć różnie, z różnych punktów widzenia. Inaczej patrzą na nie geograf i geolog, inaczej turysta i alpinista, inaczej malarz i poeta, inaczej miłośnik gór i miłośnik morza.

Po co człowiek chodzi po górach? Po co ryzykuje utratą zdrowia, życia?
Bo są, ale nie tylko.

W górach odnajdziesz Boga.

Do Jahwe należą filary ziemi: na nich świat położył (1 Sam. 2:8)

Pan Bóg stworzył wszystko po to, aby było. Stworzył góry, aby były. A wszystko stworzył przez miłość do człowieka, bo Bóg jest miłością.

Kocha nas górami. Kocha nas limbą nad Morskim Okiem i sosną nad Sokolicą. Kocha nas Czarnym Stawem pod Rysami i Siklawą w Dolinie Pięciu Stawów. Kocha nas moją ukochaną Orlą Percią. Góry to Boży kościół, miejsce spotkania z Panem Bogiem. Nie spotkasz tu złodzieja, nie spotkasz tam gwaru miasta. Znajdziesz tylko ciszę, wśród której ukrywa się nasz dobry Ojciec.

Góry mówią o niezmiennym Bogu. Uświadamiają, że w tym zmiennym świecie, chaotycznym nurcie wydarzeń, świecie sensacji i „ubieranych masek” istnieją pewne elementy i wartości stałe i niewzruszone, jak Bóg, Jezus Chrystus, Ewangelia, Dekalog wyryty na dwóch kamiennych tablicach z góry Synaj.

Głębiny ziemi są w Jego ręku i szczyty gór należą do Niego (Ps. 95:4).

Własnością Pana jest Rów Mariański, sięgający prawie dna ziemi, jak i Mount Everest dosięgający prawie nieba. To wszystko jest nie tylko Jego własnością, ale także obrazem Jego przymiotów.













Twoja sprawiedliwość - jak najwyższe góry; Twoje wyroki - jak Wielka Otchłań (Ps. 36:7).

Krajobraz kształtuje ludzi. Góry, cała przyroda w ogóle współtworzy osobowość człowieka. Kiedy staję na Zmarzłej Przełęczy widzę przestrzeń – rozległą, otwartą, tchnącą poczuciem wolności. Przelatują myśli historii jej utracenia wraz z odstępstwem pierwszych rodziców, a za nim moim, do wolności odzyskanej, której dziś jestem uczestnikiem. „Ku wolności wyswobodził was Chrystus (Gal.5:1)” – rozlega się głos spoza mnie.

Prorok Izajasz pisze, że nasz „Bóg jest Bogiem ukrytym (Iz.45:15).” Oznacza to, że wierząc w Boga trzeba Go jednocześnie szukać. Ten sam prorok zachęca: „Szukajcie w księdze Jahwe i odczytujcie.” Tą księgą oprócz Biblii, Jego Słowa jest całe stworzenie, naturalne środowisko w którym żyjemy. W przyrodzie, dla mnie szczególnie wysoko w górach można dostrzec Jego ślady, nie naruszone przez ludzką rękę. Św.Jan zapisał objawione mu słowa: „Błogosławiony, który odczytuje” – błogosławiony ten, który odczytuje ślady Boga Najwyższego i przeżywa Jego obecność i dostrzega Jego działalność w świecie, po którym stąpa. To my wybieramy, gdzie zanoszą nas nasze nogi.



W opisie stworzenia świata przez Pana Boga napisano, że „Duch Boży unosił się nad wodami”. Wychodzę kiedyś 1 stycznia na Giewont w gęstej mgle (tu tylko o tej porze wychodzę) patrzyłem na wierzchołki gór, tylko one nie były nią pokryte. Niesamowity widok. Jakoś dziwnie nasunął mi się do głowy powyższy werset. A zwykły, blaszany krzyż na Giewoncie był w tym czasie niezwykły - nie taki, jak w lecie - wspaniale oszroniony!

Wychodziłem na Giewont sam, nie miałem do kogo się odezwać, ale było mi z tym dobrze. To, co widziałem, sprawiało, że czułem w sobie bliskość Boga, czułem Jego moc.

R.M. Rilke napisał kiedyś, że „Duch Boży jest w każdym miejscu, jak godziny zmierzchu”. Duch Boży jest wszędzie, ale chyba chętniej tchnie w górach, w lesie, w jaskini, na morzu, niż w betonowych bunkrach naszych domów, czy też w zgiełku rozkrzyczanych ulic. To w surowej ciszy i samotności można go łatwiej spotkać, poznać, porozmawiać.

Góry dają szczyptę spokoju i ciszy, w której można się znaleźć bliżej Boga. Tam można w duchu oddawać cześć Jego Imieniu.

Francis Burma, który stracił swojego przyjaciela po powrocie z Nanga Parbat, w swoim pamiętniku pisał tak: „Straciłem przyjaciela i palce u nóg, majątek i sławę, ale odnalazłem Boga...”.

Góry spełniają funkcje leczniczą – wzmacniają odporność organizmu, dotleniają. Bóg zapewnia, że jest naszym lekarzem (Wj.15:26). Góry, lasy, drzewa, kwiaty, wschody i zachody słońca są Bożym zabiegiem i Bożym lekarstwem dla zbyt często chorych z gonitwy stóp i myśli dzieci Bożych.

W górach Go spotkasz, bo On jest „Bogiem gór” (1 Król. 20:28), na górze mieszka (Ps. 68:17) i tam ukazuje swoje oblicze (Rdz. 22:14).

Góry są bliskie Panu Bogu. To je często wybierał, aby ukazać swoją potęgę, swoją łaskę, swoje nakazy, swoje błogosławieństwo.

Bo tam udziela Pan błogosławieństwa, życia na wieki (Ps. 133).


Pan Bóg jest miłośnikiem gór. To na jednym z pagórków w kraju Moria sprawdzał heroiczną wiarę Abrahama. To na górze Synaj otrzymał Mojżesz tablice z przykazaniami od Boga.

To na górze Karmel odniósł Eliasz, dzięki Stwórcy, zwycięstwo nad czcicielami Baala. To na Syjonie udziela Pan błogosławieństwa. To na wysokiej górze Jezus Chrystus powiedział diabłu: „Idź precz szatanie”. To na górze wybrał Jezus Chrystus dwunastu apostołów, to na górze udzielił ośmiu błogosławieństw. To na górze odezwał się głos: „To jest Syn mój, wybrany. Jego słuchajcie!” To właśnie z gór popłynęła na świat pełna światła i nadziei melodia króla Dawida: „Pan jest pasterzem moim, nie brak mi niczego, pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach”.


Góry są łaską od Pana Boga.

„Szukajcie schronienia w górach..."


odgłos oddechu
odgłos stóp
odgłos wiatru
odgłos potoku
odgłos kamienia
odgłos myśli
odgłos serca
odgłos ciszy
głos Najwyższego
w górach