sobota, 26 grudnia 2009

moja Oaza


Moją oazą jest Bóg
On wywołuje mnie z pustyni
i szepce mi o swojej miłości
w każdym kwiatku, który dla mnie kwitnie,
w każdym drzewie, które rodzi owoce
i w każdym ptaku, który dla mnie śpiewa

Kiedy przychodzi z wieczornym wietrzykiem,
by dojrzałe łany ukołysać do snu
i kwiatom zamknąć oczy,
głaszcze mnie delikatnymi dłońmi.
W uderzeniach mego serca
odczuwam rytm Jego miłości
W dobroci i sympatii ludzkiej
odczuwam Jego miłość do mnie

Bóg jest miłością i wszystko jest darem
Każdy dar jest Bożym słowem
które mi mówi
jak bardzo On mnie kocha

(Phil Bosmans)




"Jesteśmy bowiem Jego dziełem... (Ef.2:10)"

Greckie słowo, które tłumacze oddali jako "dzieło"
to greckie "poiema", od którego pochodzi słowo poemat.

Bóg stworzył nas,
jako dzieło sztuki,
cudowne i okazałe!
Jesteśmy poematem
Bożego dzieła!

…by ta prawda
pobudzała nas do życia
w łasce dzięki, której jesteśmy zbawieni
i wierze rodzącej dobre uczynki,
do których stworzył i przeznaczył nas
nasz dobry Bóg.

Byśmy byli i żyli,
jak POEMAT!


Do "zobaczenia" w Nowym Roku!

piątek, 25 grudnia 2009

milączący mąż Ewangelii















Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Marii, zJózefem,
wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mat. 1:18).


Małżeństwo u Żydów składało się dwóch zasadniczych części: pierwsza to „kiduszin”, czyli zaręczyny (zaślubiny), oznaczały „poświęcenie”, „oddzielenie”, czyli wyznaczenie (wyodrębnienie) danej kobiety z myślą o danym mężczyźnie;
druga to „nissu’in”, czyli wprowadzenie oblubienicy do pana młodego
i zamieszkanie razem (ślub).

Zaręczyny nie były jedynie zwykłym zobowiązaniem się do przyszłego ślubu, jak to ma miejsce w kulturze europejskiej, ale prawdziwym i prawnym kontraktem ślubnym. Odpowiadały one naszemu małżeństwu formalnemu. W „kiduszin” narzeczona była traktowana, jak żona. Mogła np. otrzymać dokument rozwodowy od swego narzeczonego, a w razie jego śmierci uważano ją jako wdowę. W wypadku niewierności karana była nawet ukamienowaniem, według przepisów zapisanych w Pwt.22:22-24: Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą: młodą kobietę za to, że nie krzyczała będąc w mieście, a tego mężczyznę za to, że zadał gwałt żonie bliźniego. Usuniesz zło spośród siebie.

Przy okresie zaślubin („kaduszin”) narzeczeni pozostawali każdy przy swojej rodzinie przez pewien czas, który przeciągał się zwykle do roku, nie dłużej, jeśli narzeczona była panną; a do miesiąca, jeśli była wdową. Okres ten był przeznaczony na urządzenie nowego domu i jego wyposażenie.

Pożycie seksualne między narzeczonymi było wzbronione w tym czasie.

Wprowadzenie oblubienicy do pana młodego następowało po upływie czasu zaręczyn i polegało na uroczystym sprowadzeniu narzeczonej do domu narzeczonego.
Od tej chwili rozpoczynało się oficjalnie pożycie seksualne.

Na ogół ceremonia zaręczyn odbywała się w czasie, gdy panna osiągała wiek 12-13 lat, a czas ślubu miał miejsce rok później. Taki był prawdopodobnie wiek Marii,
gdy ukazał się jej anioł Gabriel. Miała prawdopodobnie 13, może 14 lat. W naszych czasach i w naszej kulturze to niepojęte, ale w tamtych czasach była to zupełnie normalna rzecz. Narzeczony natomiast miał zwykle 18-24 lat, i to był prawdopodobnie wiek Józefa.

I właśnie w czasie zaręczyn Maria staje się brzemienna i ten fakt uświadamia sobie Józef. Jak trudna musiała być ta sytuacja dla niego? Co on wówczas sobie myślał?
Ile musiał zadawać sobie pytań? Na żadne nie otrzymał odpowiedzi.


Nie wiemy, pozostaje to tajemnicą, czy Maria opowiedziała Józefowi o tym, że ukazał się jej anioł Gabriel i w jaki sposób stała się brzemienna. Wielce prawdopodobne, że nie bo zaraz po odwiedzinach anioła Pańskiego, który zapowiedział, że urodzi dziecko, Syna Bożego (Łuk.1:26), co miało miejsce 6 miesiąca ciąży krewnej Marii, Elżbiety, Maria wybrała się do niej (Łuk.1:36).

W łukaszowym opisie czytamy, że udała się tam z pośpiechem. Zapewne dlatego, aby się przekonać o prawdziwości słów anioła, który zwiastując jej narodzenie Jezusa, powiedział, że krewna jej Elżbieta również poczęła w swej starości syna.

Śpieszyła się, bo radość rozpierała jej serce. Wielka jest radość, gdy kobieta która przez wiele lat oczekuje bezskutecznie dziecka staje się brzemienna. Tym bardziej, że w kulturze semickiej dziecko jest potwierdzeniem błogosławieństwa Bożego. Bezdzietność natomiast uważana jest często za karę za grzech, co musiało być powodem wielu krzywdzących domysłów o Zachariaszu i Elżbiecie. Maria była krewną Elżbiety i naturalnie chciała uczestniczyć w wielkiej radości, w podeszłym już wieku swojej krewnej.
Dlatego w tym pośpiechu, mogła nic nie mówić Józefowi, tym bardziej, że jeszcze nie mieszkali pod wspólnym dachem, bo byli w okresie narzeczeństwa.

Nie mamy podane w Ewangeliach w jakim mieście zamieszkiwali Zachariasz z Elżbietą. Wiemy natomiast, że mieszkali w mieście w ziemi Judy (Łuk.1:39). Według tradycji miasto to znajdowało się około 7 km na wschód od Jerozolimy,
tam gdzie leży obecnie miasteczko Ain-Karim.

Maria więc musiała pokonać drogę z Nazaretu aż do okolic Jerozolimy, czyli aż około 150 km. Czytamy, że Maria gościła u Elżbiety około 3 miesięcy (raczej więcej niż mniej, Maria została zapewne parę dni jeszcze po narodzinach dziecka) (Łuk.1:56).
Do tych 3 miesięcy, w których Józef nie widział Marii, trzeba dodać przynajmniej kilkanaście dni, bo droga 300 km z Nazaretu do okolic Jerozolimy i z powrotem nie była krótka.

Józef zauważył prawdopodobnie, że Maria jest brzemienna dopiero wówczas, kiedy wróciła ona od Elżbiety, czyli gdzieś prawie w jej czwartym miesiącu ciąży. Gdy to spostrzegł, chciał ją potajemnie opuścić, nie chcąc sądzić ją według Prawa, na podstawie którego być może wydano by ją na śmierć poprzez ukamienowanie.

O Bożej intencji w brzemienność Marii, Józef dowiaduje się dopiero od anioła Pańskiego (Mat.1:20). To potwierdza, że od Marii Józef prawdopodobnie nic nie wiedział o jej brzemienności. Dlaczego Maria nic mu nie powiedział. Nie wiemy. Może chciała uczynić to po powrocie od Elżbiety, a Józef spostrzegł wszystko za nim mu powiedziała. Nie wiemy. To tylko spekulacje.

Jak zachowuje się jednak Józef zanim Anioł Pański wszystko mu wyjaśnia.

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (Mat. 1:19).

Józef sam dostrzegł, że jego małżonka znajduje się w ciąży. Wskazywało to więc, że Maria dopuściła się względem niego wiarołomstwa małżeńskiego, w czasie 4-miesiecznej jej nieobecności w Nazarecie.

Jak wiele Józef musiał zadawać sobie pytań: „co ja mam zrobić?”, „co się stało z Marią?”. Widział, że jest w ciąży i wiedział, że na pewno nie z nim. Nie było w nim zazdrości, ani gniewu, ale na pewno cierpiał. Może zadawał sobie pytania: „Może ktoś jej zadał gwałt? Jednak jeżeli doznała gwałtu, to przeciąż Prawo mówi, że kobieta ma być ukamienowana za to, że nie krzyczała będąc w mieście (Pwt.22:24). A może ktoś zrobił jej tą krzywdę w polu i nikt jej nie słyszał.” O tym też mówiło Prawo (Pwt.22:26). „Ale czemu Maria nic mi nie powiedziała? Czemu milczy?”
Pewnie Józef zadawał sobie te wszystkie pytania.
Czemu sam jej nie spytał? Nie wiemy.

W takiej sytuacji w jakiej znalazł się Józef, gdzie Maria o niczym go nie poinformowała, a on zobaczył, że jest w ciąży, Prawo nakazywało wręczyć wiarołomnej małżonce list rozwodowy i rozstać się z nią na zawsze (Pwt.24:1).
W ten sposób oddalił by ją i wydał na publiczne zniesławienie. Mężczyzna stawał się wówczas wolny, a kobieta nie miała już szans na kolejne wyjście za mąż. Mogłoby też dojść do kary ukamienowania, bo i również taką karę w tamtym czasie egzekwowano, o czy czytamy w Ew.Jana, który opisuje, jak przyprowadzono do Jezusa kobietę złapano na cudzołóstwie (J.8:3-11).

Józef pragnął jednak tego wszystkiego zaoszczędzić Marii, i chciał ją potajemnie opuścić, nikomu o tym nie mówiąc. Ew.Mateusz nazywa tą postawę Józefa sprawiedliwością.

Rodzi się pytanie. Dlaczego Mateusz nazywa postawę Józefa sprawiedliwością, skoro ani nie trzymał się Prawa, nie dając jej listu rozwodowego, ani z drugiej strony nie został u boku swojej przyszłej żony, którą kochał i mógł przyjąć dziecko, jako swoje. Czy opuszczając Marię chciał wziąć winę na siebie, że opuścił kobietę z którą miał dziecko, zniesławienie przyjmując na siebie?

Np. dla ówczesnego przywódcy religijnego, pierwszego z rzędu faryzeusza sprawiedliwością w postępowaniu Jozefa, byłoby gdyby wydał Marii list rozwodowy
i ją zniesławił; ponieważ milcząca tolerancja uchodzi za pochwałę zła
i współuczestnictwo z nim.

Józef jednak tego nie zrobił, zapobiegł karze Marii.
Nie chciał jej ani karać, ani nie chciał jej zniesławić.

Mateusz nazywa jego postawę sprawiedliwością, ponieważ wykazał się sprawiedliwością, która nie polega tylko na skrupulatnym przestrzeganiu Prawa, ale kieruje się przede wszystkim dobrocią Boga, która niesie ludziom z góry pochodzącą sprawiedliwość, która poprzedza miłosierdzie, nie skażoną ludzkim osądem. Józef żyje, jakby ponad Prawem.
Jan Chryzostom ładnie to skomentował w swoich rozważaniach nad Ewangelią:
„Jak słońce, które oświeca świat, jeszcze zanim wzejdzie, tak dzięki Chrystusowi ujawniła się w Józefie doskonała cnota jeszcze przed urodzeniem Chrystusa”.

Postawa Józefa zapowiada sprawiedliwość, jakiej będzie dopiero uczył sam Pan Jezus.


Sprawiedliwość, która nie polega na sądzie, a na wglądnięciu w grzech bliźniego,
i staranie się udzielenia mu pomocy. Sprawiedliwość, która nie sądzi na podstawie naszych domysłów i wyobrażeń, a szuka nie własnej woli, lecz woli Ojca w Niebie
(por. J.5:30). Sprawiedliwość, która pozostawia sprawiedliwy sąd tylko Bogu.
Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem – wobec tych słów czy ktoś odważy się trzymać w ogóle w ręce jakieś kamienie?

Jezus wówczas i dziś uniża się na ataki bezwzględnego ducha faryzejskiego osadu i pisze palcem na piasku: Ci którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody (Jer. 17:13). Łatwo jest wyciągnąć wnioski z tej lekcji, ale już w tym samym czasie przykładać te słowo do wszystkich innych, tylko nie do siebie. Paweł apostoł napisał, jeśli zaś sami siebie osądzamy, nie będziemy sądzeni. O jakże łatwo czytać. A kiedy odejdziesz od tych słów… „większość ludzi jest subiektywna w stosunku do siebie i obiektywna w stosunku do wszystkich innych; niekiedy aż za bardzo obiektywna” (Soren Kierkegaard). Łatwo jest wybrać słowo Boże, które zawsze konkretnie skierowane jest do mnie, do ciebie. Samemu stać się ptakiem wydziobującym samemu sobie Słowo Boże (por. Mat. 13:5).

Józef uniósł się nad faryzejsko-legalistycznym duchem wypełniania Zakonu, który stawiał przepisy, nakazy i zakazy ponad Boga i ponad potrzeby ludzkie.
Legalizmem wykazywali się faryzeusze, kiedy postawili Zakon nad miłość do człowieka, kiedy sprzeciwiali się np. cudom czynionym przez Jezusa w szabat.
Duch legalizmu oferuje bezwzględność dla tych, którzy żyją pod jego mocą.
Duch Chrystusa jest Duchem łaski i przebaczenia.

Józef wykroczył poza ramy myślenia tamtejszej religijności. Patrzył na człowieka,
o którym widział, że nie może być winy, ale fakty jednak temu zaprzeczały.
Nie kierował się jednak ludzką, bezwzględną i okrutną sprawiedliwością,
ale Bożą sprawiedliwością, przed która idzie miłosierdzie (por. Ps.89:15, wg BG).

Józef nie powiedział nikomu o swym podejrzeniu, nawet samej podejrzanej, lecz sprawę rozważył tylko w sobie.

Lekcja dla nas. Sprawiedliwy sąd zostawmy Bogu. Nie oceniajmy czyjegoś postępowania, nie osądzajmy czyjegoś sługi, innych wierzących; nieraz coś co wygląda w naszych oczach na zło, może być to tylko zewnętrznym pozorem, na który my patrzymy swoimi skażonymi oczami. Fakty mogą być zupełnie inne.

Nieraz nasz wyrok może być zgodny ze Słowem Bożym, ale możemy zgrzeszyć w imię prawdy. Zawzięcie udowadniając komuś np. jego złe zrozumienie jakiejś prawdy biblijnej zburzyć czyjeś złe zrozumienie i odejść, nie pozostawiając nic w zamian; zabić wiarę człowieka w Boga poprzez nieumiejętny sposób rozmowy.

Inny przykład: Tańczący król Dawid, cieszący się, jak dziecko przed Arką Boża wprowadzaną do Jeruzalem i sąd Mikal.

Ktoś kto przeżywa radość w Panu, zazwyczaj jest dla postronnego obserwatora osobą zachowującą się co najmniej w sposób dziwny. Dobrze jest uczyć się wstrzymać swój osąd. Józef nie mówił i nie myślał źle o Marii. My możemy wydać osąd na ludzi, ich życie, zachowanie, które podoba się Bogu, tylko nie mieście się w naszych wyobrażeniach służby dla Niego.
Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo (J.8:15).


Uczmy się nie mówić źle o ludziach.

Józef to człowiek milczenia. Nie znajdziemy żadnego jego słowa zapisanego w Ewangelii. Życzymy sobie w czasie świat i nowego roku wiele dobrego. Obyśmy przez cały rok zapamiętali lekcję, którą niesie nam milczący mąż Ewangelii – nie mówmy, ani nie myślmy źle o ludziach, kiedy świąteczna aureola świąt zniknie znad naszych głów.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

rada fizyka

Pracuj w duchu modlitwy.
Badaj sprawy tego świata,
jest to twoim obowiązkiem;
lecz patrz na nie jednym tylko okiem;
drugie oko powinno być cały czas
nakierowane na wieczne światło.
Słuchaj uczonych,
lecz słuchaj ich jednym tylko uchem.
Niech drugie ucho będzie ciągle gotowe
na usłyszenie słodkiej tonacji głosu
twego Niebiańskiego Przyjaciela.

Pisz jedną tylko ręką.
Drugą ręką trzymaj się szaty Boskiej jak dziecko,
które trzyma się szaty swego ojca.
Bez tego środka ostrożności
niechybnie roztrzaskasz swą głowę o kamień.
Obym ciągle pamiętał o tym,
co powiedział święty Paweł:
ci, którzy używają tego świata winni żyć tak,
jakby go nie używali.
Oby ma dusza już dziś odpoczęła zjednoczona
w ten sposób z Bogiem i Jezusem Chrystusem.

Błogosław mnie mój Boże.


(Andre Marie Ampere - francuski fizyk i matematyk,
twórca elektrodynamiki; amper - jednostka
natężenia prądu elektrycznego - pochodzi od jego nazwiska).

wtorek, 15 grudnia 2009

prezenty:)

Drodzy blogowi przyjaciele!
Wszystkich chętnych zachęcam
do napisania na mój adres mailowy

radeksiewniak@poczta.fm

informacji o chęci
pozyskania poniższych
muzyczno - poetyckich prezentów:)

Chyba dla wszystkich starczy:))

1. płyta zespołu Syloe - Psalmy przy ulicy Szerokiej

2. tomik wierszy "Liśćmi w niebie, korzeniami w ziemi"

3. kalendarza na Nowy Rok - "Przyjdź Królestwo Twoje",
z zaznaczonymi świętami biblijnymi.



Wszystko co powyżej wysyłam nieodpłatnie i świątecznie:)

Pozdrowionka:)

środa, 9 grudnia 2009

w PANU nadzieja!

Pani Ania z powodu zatrzymania pracy serca znalazła się na oddziale intensywnej terapii, gdzie przez trzy tygodnie nikt nie podjął się jej rehabilitacji.
Utrzymywana przy życiu dzięki aparaturze medycznej została więc 21 dni w bezruchu. Skutek – ogromny obrzęk i zaniki mięśni.

Po tygodniu pani Ania wraca powoli do siebie, zaczyna mówić a obrzęk powoli znika, choć z udami jest ciężko (dalej mocno obrzęknięte).
O czynnej pionizacji jeszcze nie ma mowy.

Wczoraj zaskoczyła mnie pogodnym:
„Dziękuję serdecznie panie Radku. W panu nadzieja.”

Ucieszyłem się z tego, bo smutna, zrezygnowana buzia pani Ania zaczyna się rozpogadzać. Zaczyna budzić się w niej nadzieja, że będzie jeszcze normalnie funkcjonować.

Dzisiaj natomiast udało się na przekór niedowierzaniu pielęgniarek z pionizować ją dzięki stołowi pionizacyjnemu.

Pani Ania, jeszcze o tym nie wie, ale jej rehabilitacja oprócz mojej kontroli jest jeszcze pod kontrolą Niebiańskiego Ojca. Jutro chciałbym wręczyć jej tą małą książeczkę ze słowami Autora, który jest Największym Lekarzem chorób
i ludzkich serc.

Praca w szpitalu, styczność z pacjentami z jednostkami chorobowymi, o których czasem dopiero dowiaduję się, że są – niejednokrotnie sprawia wołania mojego serca:
„Przyjdź Królestwo Twoje!”

Szczególnie boli cierpienie dzieci.


Ale nadejdzie taki czas; już nadchodzi, kiedy zostanie otarta wszelka łza, śmierci już nie będzie, cierpienia już nie będzie, ani żałoby, ani krzyku, ani trudu już nie będzie, bo to co skażone zostanie odmienione i odrodzenie nie z nasienia skazitelnego, lecz z nieskazitelnego. Wówczas wilk zamieszka z barankiem, a lew jak wół będzie jadał słomę. Dzieci będę wkładać swe ręce do kryjówek żmii. Przejrzą oczy niewidomych, a uszy głuchych się otworzą. Chromy podskoczy, jak jeleń, a język niemych radośnie wykrzyknie: „Bóg jest Wielki!” A człowiek napełni się znajomością Pana! Zostanie uczynione wszystko NOWE! Bóg poślubi szukających Go sercem przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubi lud swój przez wierność.

„Zaiste, bliskie jest Jego zbawienie dla tych, którzy się Go boją, niech chwała Jego zamieszka na całej ziemi. Miłosierdzie i prawda spotkają się ze sobą, ucałują się sprawiedliwość i pokój. Wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość wychyli się z nieba. Pan sam obdarzy szczęściem, a nasza ziemia wyda swój owoc. Sprawiedliwość pójdzie przed Nim i wyznaczać będzie drogę krokom Jego (Ps.85:10-14).”

„Ani oko nie wiedziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielki rzeczy przygotował Bóg, tym którzy Go miłują (1Kor.2:9).”

Bóg powiedział: Napisz te słowa, bo są one wiarygodne i prawdziwe!

Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy i będę Mu Bogiem, a on będzie Mi synem (Obj.21:6n).”

W ufności czekam na ten czas!
Bóg pragnie, by pani Ania czekała razem ze mną!

wtorek, 8 grudnia 2009

kontrola :)

Wracałem dzisiaj moim małym maluszkiem, wśród pieśni chwał, gdy…

- Dobry wieczór, proszę o przygotowanie: dowód rejestracyjny, aktualne ubezpieczenie pojazdu, prawo jazdy i zapraszam do naszego pojazdu.

Panowie zadziwieni byli, że jeszcze mój maluszek w ogóle się przemieszcza.
[Ja się cieszę każdego poranka, że odpala:)]

W międzyczasie, sprawdzano poziom alkoholu we krwi. Wynik badania ujemny.

Zatrzymany do kontroli cieszyłem się,
że będę mógł wręczyć im mały skarb z nie tego świata
– mały egzemplarz Nowego Przymierza.

Niestety, nazywając to prezentem panowie zgodnie stwierdzili,
że prezentów nie przyjmują, jednocześnie serdecznie dziękując.

Zapytali tylko:
- Czy jest pan księdzem?
- Szukawszy szybko zrozumiałej odpowiedzi (diakon? starszy? kaznodzieja?) odpowiedziałem:
- Nie, jestem pastorem:)

Uśmiechałem się do siebie odchodząc… Nie tak nazywa się moja posługa.


Ale zrodziła mi się właśnie refleksja z :))

Zatrzymawszy starszego zborowego panowie policjanci
na to samo pytanie mogli by zgodnie z prawdą dostać
biblijną odpowiedź:
„nie jestem księdzem, jestem biskupem.”

W Biblii zamiennie używana jest nazwa służby nauczania: starszy – diakon
(zob. Dz.A. 20:17 – 20:28; Tyt. 1:5 – 1:7).

Gdyby ktoś z protestantów zafundował taką odpowiedź
to musiałby zrobić do niezłe wrażenie:)
Może następnym razem odpowiem inaczej… i panowie jednak wezmą prezent:)

Na kanwie takiego spotkania można by wymyślić jedną
z humorystycznych opowiastek na faktach.

- Nie uwierzysz. Zatrzymałem do kontroli biskupa?
- I co w tym dziwnego?
- Ten biskup nie miał nawet trzydziestki, ale to jeszcze nic.
- ?
- Nie jechał BMW, ani Toyotą, tylko starym, zgruchotałym maluchem!

:)


pozdrowionka dla Wszystkich

piątek, 4 grudnia 2009

jawne jest światłem (Ef. 5: 12,13)


O tym bowiem,
co u nich się dzieje po kryjomu,
wstyd nawet mówić.
Natomiast wszystkie te rzeczy
piętnowane stają się jawne
dzięki światłu, bo wszystko,
co staje się jawne,
jest światłem (Ef. 5: 12,13).


Jaka jest w zasadzie różnica pomiędzy potępieniem grzechu,
a potępieniem grzesznika?
Czy to tylko kolejny frazes chrześcijański, który się głosi, a który mało kto urzeczywistnia?

Pan Jezus nauczając przypominał, to co uczył ludzi już w Prawie nadanym Izraelowi Bóg: „Będziesz miłował bliźniego, jak siebie samego (Kpł.19:18; por. Mat.22:39).”
To jest nakaz Boży. Miłować siebie. Chyba mało jest ludzi na ziemi, która nie lubi siebie lubić:)

I dlatego właśnie sami dla siebie jesteśmy przykładem, jak rozróżniać grzech od grzesznika. Kochamy siebie niezależnie od naszych potknięć i upadków; zawsze dajemy sobie kolejną szansę, zawsze walczymy na nowo o zwycięstwo w Panu! Nienawidzimy grzechu, ale siebie miłujemy.

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz.1:27).

Dziękuję Ci, że stworzyłeś mnie tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła (Ps.139:14)
– modlił się tak człowiek według serca Bożego, Dawid, świadom swej przeszłości.

Nie dla piękna słowa został napisany ten Psalm. Jesteśmy dziełem Boga Najwyższego, niepojętego w swej mocy i sile naszego Ojca, który stworzył nas w sposób cudowny, piękny i doskonały. Stworzył nas na swój obraz.
Nienawidząc (i nie lubiąc) siebie obrażamy naszego Stworzyciela!

Nie powinniśmy natomiast iść na żaden kompromis wobec grzechu. Grzech mamy nienawidzić. Ludzi mamy kochać według tej miary, jaką kochamy samych siebie. Mieć nadzieję i modlić się, tak jak modlimy się o siebie, by Bóg dał zwycięstwo nad ciążącym nam ciałem.

Potępiać grzech; łączyć napomnienie z uświadomieniem zła i zachętą do dobrego.
Wówczas grzech może stać się światłem, ale światłem ostrzegawczym, pobudzającym do nawrócenia.
„Bo wszystko co jawne staje się światłem.” Nasi pierwsi rodzice myśleli, że potrafią się ukryć przed Bogiem w krzakach i za figowym listkiem. My robimy często to samo, tyle że bardziej wymyślnie – nieraz ukrywając się za zwierzchnością wyznawanych przez się obrzędów religijnych starając się „przekupić” w ten sposób Boga do akceptacji wygodnego dla naszego „ja” życia. Mądre są słowa naszych starszych braci, Żydów, którzy przestrzegają: „Gdy człowiek powtórzy dwa razy ten sam grzech, przestaje traktować go jak grzech” (Moed-katan 27a).”
Gdy nie zareagujemy od razu na grzech, ten niby niepozorny, najmniejszy, to później może być już tylko coraz trudniej. Łatwo jest do niego zobojętnieć. Gdy raz przekroczysz swoje granice sumienia – sumienie obojętnieje. Potem już tylko wymusza za każdym razem co raz to większą ugodę, doprowadzając, że żyjemy w ślepocie na własny grzech.

„Jawne” to tyle, co zrozumiałe przez tego, które je czynił jako złe.

Kiedy popełniany grzech staje się jawny (zauważony, zrozumiały)
to sam grzech zaczyna ostrzegać. Już sama myśl o grzechu, która naradza się w grzeszącym jest światłem.

Jest droga, co komuś wydaje się słuszna, lecz są to w końcu
drogi śmierci (Przys.16:25).

Jak często zamydlamy własny grzech. Tłumaczymy obmowę, lub nazywamy ją inaczej, dla spokoju sumienia. Tłumaczy, że kopiowanie płyt muzycznych, zamiast ich kupna to nie kradzież, bo to powszechnie przyjęte w świecie. Wybielamy grzech dla nas wygodny. Jak często mówiąc o grzechu wypowiadamy tylko słowa, nie widząc skonkretyzowanych swoich słabości. Jak często słowo grzech jest tylko wypowiedzianym sloganem. Jak często tworzymy wyidealizowanych siebie przed ludźmi, nieraz i przed sobą.
Diagnoza choroby to ślepota duchowa, która jest zamknięciem się na prawdę o sobie i życiem w iluzjach. Jest brakiem zgody na swoje słabości, błędy, grzechy. To tworzenie nierealistycznego obrazu siebie. Szczególnie dostrzegalna jest wtedy, gdy np. ktoś nam mówi, że coś źle zrobiliśmy. Ciężko jest wówczas przyjąć krytykę. Mówimy: „ja?, nie, mylisz się…”, albo jak ktoś nam mówi podczas rozmowy, w której się uniesiemy: „Nie denerwuj się”. Częsta reakcja wówczas: „Przecież się nie denerwuje !!!” Łatwo zachorować na tą chorobę, kiedy ktoś wykazuje nam nasz błąd. Przejrzenie jest możliwe tylko
w spotkaniu z Jezusem.

Szaweł obrał drogę, która wydała mu się słuszna. W imię Boga zwalczał sektę tzw. nazarejczyków. Robił to z głębokiej wiary. W imię dobra imienia Najwyższego. Jednak w drodze do Damaszku Świetlista Postać ukazała mu, że zamiast dla dobra Boga, działa przeciw Niemu. Oślepł i po omacku musiał ze swoimi towarzyszami kroczyć dalej do Damaszku. Niby cel ten sam - to samo miasto, ale myśli już zgoła inne. Zwróćmy uwagę. W świetle Szawła droga jego postępowania jest słuszna. Ale gdy ukazuje się na Jego drodze Chrystus
– jest gotów ją zmienić.

„Ciekawe, że przed Tobą Nieskończenie Świętym nie wstyd mi wstydzić się za moje życie. Natomiast przebywając wśród innych podobnie przecież niedoskonałych robię wszystko aby patrzono na mnie lepszym niż jestem w istocie” – napisał T. Żółtko.

By grzech stał się jawny i zdetronizowany w naszym życiu musimy napiętnować go ogniem Bożego Słowa, przecinającego na śmierć nasze krzywe przyzwyczajenia.

Wówczas, tak, jak zapala się jedną świece od drugiej, tak zapalimy innych światłem Chrystusa (Mat.5:16).