czwartek, 21 stycznia 2010

higiena ducha


Staram się co jakiś czas chodzić do lasu.

Przede wszystkim dla higieny ducha,
by go wyciszyć, uspokoić, uwrażliwić na „głos delikatnej ciszy,”
w której przemawia Bóg.

Milknę, szczególnie wewnętrznie
i usiłuje usłyszeć najbardziej odległy głos
tego niezwykłego miejsca.
Usłyszeć to, czego w zwykłym dniu nie słyszę.

(Niewiarygodne, jak wielu rzeczy nie słyszymy.)

Trochę to nauka,
by być bardziej „chętnym do słuchania” Boga,
a nie tego świata, który domaga się mojej uwagi,
zakłóca pracę zmysłów i zmusza, żeby to właśnie jego słuchać.

Trochę to pielęgnacja wrażliwości na Boże gesty
i nie narzucające się Jego piękno.

Trochę to refleksja,
że prawdziwe chrześcijaństwo zmienia życie człowieka
i jest oparte na doświadczeniu Boga w życiu codziennym.
Życie z Bogiem nie jest teorią,
- jest praktyką.

Są chwile i miejsca w których łatwiej przypomnieć sobie słowa:
„Mów Panie, bo sługa Twój słucha (1Sam.3:9).”


W lesie Bóg zawsze zaskakuje.
Zawsze karmi Swoją obecnością,
przejawem swojego artyzmu.

Ile razy zza drzew ukazują się sarny,
które oczywiście swoim krokiem płoszę,
ale pozwalają patrzyć na siebie z bezpiecznej dla nich odległości…

Na pewne dzieła ręki Bożej można patrzeć tylko z odległości.
Nie można ich dotknąć, zbliżyć się…

Tak też jest z pięknem, którego szukamy
i za którym tęsknimy – pięknem nieskazitelnym, czystym i wiecznym.
Doświadczamy go nieraz, ale to doświadczenie z odległości.

Pełnią nasycimy się dopiero w Królestwie niebieskim.

Tam najokazalej doświadczymy piękna samego Boga,
bo dosłownie doświadczymy Jego obecności,
ujrzymy „twarzą w twarz.”

Doświadczmy piękna drugiego człowieka.
Miną odległości nas dzielące,
te przestrzenne i te osobowościowe.

„Gdy zniknie to, co jest tylko częściowe, przyjdzie to co jest doskonałe.”

Zbliżajmy się do tego co płoche,
bo doskonałe.

7 komentarzy:

  1. jak ja uwielbiam ciszę! rzeczywiście, w ciszy słyszy się dużo więcej, wyraźniej. parę razy byłam na rekol. w milczeniu, gdzie doświadczałam czasu sam na sam z sobą i Bogiem i teraz często mi tego brakuje. a że nie mam w pobliżu lasu to zostają spacery po mieście. pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Las jak las, ale góry! Wtedy dopiero można nabrać dystansu i spojrzeć z innej perspektywy na wszystko. Jadę za tydzień do Zakopanego ^^

    Takie miejsca są przesycone Bogiem. To Jego świat, nieskażony przez człowieka, taki, jaki On stworzył. Może dlatego tak na nas te miejsca działają... No i ta cisza... Piękna sprawa! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Radku! Pieknie ,jak dobrze masz... też tak samo chodzę na spacer cicho spokojnie,na drzwie widać biały śnieg mrozony a na stawie była jeszcze kaczka i łabedzi,dla mnie jest bardzo potrzebna na uspakaja cisza spokojnie zamyślona że mogę skupic w głębi serca(czasem)... Pozdrawiam Panu Chrystusowi

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak! Trzeba co jakis czas zobaczyc las od srodka, gore jakas zdobyc, chocby niezbyt wielka, pojsc brzegiem jeziora... Blizej Nieba, dalej od codziennych drobiazgow, wtedy zmieniaja sie priorytety i to, co tylko pozornie wazne - maleje niespodziewanie.
    Czekam na wiosne, na latwiejsze wedrowanie.
    A pamietasz te piesn "Ziemskim szlakiem wedruje, Panie..."? Tam sie tak ladnie laczy chodzenie szlakiem z metaforycznym wedrowaniem.
    kasia s

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedaleko mojego osiedla jest takie dzikie miejsce. Strefa ochronna elektrociepłowni, gdzie nic się nie zmienia praktycznie od 30 a w niektórych miejscach chyba nawet od 50 lat czy więcej, gdzie stoją domy jeszcze pobudowane przed wojną. Przyroda, mimo że to geograficzne centrum miasta, daje piękne świadectwo stworzenia Bożego. Nieraz mnie i mojej psicy zdarzyło się w krzakach spłoszyć barwnego samca bażanta albo jego szarą samiczkę. Raz udało mi się zobaczyć lśniącego zaskrońca albo rodzinę saren. Do tego Wisła, która teraz jest praktycznie na niektórych odcinkach całkiem zamarznięta i pokryta lodem. Coś niesamowitego. Uwielbiam kontakt z przyrodą, nieważne czy to strefa ochronna w środku miasta, czy to las, czy to szczyt góry... Zawsze mnie to wycisza i uwrażliwia. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki dziewczyny za Wasze refleksje:)

    Ja tylko dodam, że nieraz nasz dobry Bóg uczy nas wrażliwości na ciszę, tak jak uczył Eliasza, człowieka podobnego do nas(Jak. 5:17).

    W pewnym momencie niesprzyjające okoliczności
    w których się znalazł doprowadzają go do znużenia, które góruje nad nim. Zostaje zagłuszony swoją własną wewnętrzną mową.
    Zamyka się na Słowo. Pan Bóg się nie gniewa. Mówi tylko: "Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga." Wyprawia go na 40-dniową podróż przez pustynię, ucząc go na nowo rozpoznawania Jego dróg. Eliasz w 40 dniu chroni się w pewnej grocie, gdzie słyszy głos: "Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana! A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu.
    A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu
    [hebr. głos delikatnej ciszy]. Kiedy tylko go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wyjściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący (...) (1 Krl. 19:11-13)."

    Eliasz na nowo poznaje swojego Boga. Poznaje, że nie ma go w tych strasznych zjawiskach przyrody, lecz pojawia się w czymś, co jest niemal nieuchwytne, jednak wskazuje na Jego obecność tak wyraźnie, że prorok przed tą świętością spotkania zasłania sobie twarz. Ponownie staje przed obliczem Pana w gotowości.

    Nieraz tak jest z nami. Jesteśmy zmęczeni naszymi problemami. Zapominamy o Bogu. Zabijamy chwile, które do Niego należą. Odczuwamy pustkę, oziębłość w kontakcie z Nim i nie wiemy jak temu zaradzić. Nasze wewnętrzne gadulstwo panuje nad nami (Przys. 10:19). Chcemy wszystko zrobić sami. Nie poddajemy tego Stwórcy. A On cały czas szanuje naszą wolność. Nie narzuca się swoją Osobą.


    "Ześlij światłość swoją i swoją prawdę,
    niech one mnie prowadzą (Ps.43:3)."

    Światło to i prawdę Pan Bóg zsyła nam co dzień, podobnie jak promienie światła posyła przez słońce. I tak, jak możemy schować się w cieniu przed słońcem, tak możemy schować nasze głowy przed tym najbardziej subtelnym głosem Bożym.
    Kiedy jest w nas dużo rzeczy ziemskich, kiedy nasze problemy nas przerastają, to warto zwrócić uwagę na lekcję jaką sprawił Pan Bóg Eliaszowi na górze Horeb. Lekcja wyciszenia. Lekcja ciszy. Pójść w miejsce odległe od ludzi, chociaż na chwilę zamilczeć i usłyszeć wiele głosów, których w naszej codzienności nie słyszymy. I wśród tych głosów starać się usłyszeć ten najgłębszy, ten najcichszy. Pozostawiając nasze życie na chwilę na boku możemy na nowo powrócić do świętości, którą gdzieś tam pobrudziła nasza zmęczona głowa. Stanąć na nowo przed obliczem Boga.
    Zlać się z naturą. Zlać się z tym co Boskie, bo przez Niego stworzone. I otwierając się na najdelikatniejszy głos przyrody, usłyszeć to co niewysłowione – cichy głos Boga. I patrząc na harmonię natury zobaczyć pochylenie nad sobą Tego, który cały czas się pochyla. Napełnić się obfitością obecności Boga.

    OdpowiedzUsuń
  7. I jeszcze wiersz Karola Wojtyły,
    który bardzo lubię:

    Ktoś się długo pochylał nade mną
    Cień nie ciążył na krawędziach brwi.
    Jakby światło pełne zieleni,
    jakby zieleń, lecz bez odcieni,
    zieleń niewysłowiona, oparta na kroplach krwi.

    To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
    Które się we mnie osuwa, a pozostaje nade mną,
    chociaż przemija opodal - lecz wtedy staje się wiarą i pełnią.

    To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
    taka milcząca wzajemność.

    Zamknięty w takim uścisku - jakby muśnięcie po twarzy,
    po którym zapada zdziwienie i cisza, cisza bez słowa,
    która nic nie pojmuje, niczego nie równoważy -
    w tej ciszy unoszę nad sobą nachylenie Boga.

    Polecam wykonanie Lubelskiej Federacji Bardów,
    szczególnie Tobie Natalio,
    bo studiujesz w Lublinie
    i możesz posłuchać ich na żywo:)

    OdpowiedzUsuń