sobota, 9 stycznia 2010

Ucieczka do Boga


(...)Rozkochałem się w słowie Bożym. Bóg użył Swojego Słowa, by pobudzić moje serce.
Niestety wpadłem w jedną z pułapek, którą szatan zostawił na tych, co szukają Boga:
wydawało mi się, że intelektualne przyjęcie prawdy to wszystko, czego potrzeba,
by stać się chrześcijaninem. Wierzyłem głęboko i szczerze, do tego stopnia, że zawarte w Słowie Bożym prawdy stały się moją religią(...)

Jednak coraz bardziej zaczynałem się domyślać, że coś z tym moim chrześcijaństwem jest nie tak: potrafiłem pójść do kościoła i głosić piękne poselstwo o zwycięstwie nad grzechem, po czym wrócić do dom, krzyczeć na żonę i złościć się na dzieci. Wiedziałem, że to jest złe, ale wyglądało na to, że nawet moja silna wola ponosiła na tym porażkę.

Biblia mówi tak: "[...] z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak, bracia moim, być nie powinno. Czy źródło wydaje z tego samego otworu wodę słodką i gorzką? [...] Tak też słony zdrój nie może wydawać słodkiej wody (Jak. 3:10-12)." Jeśli ktoś sądzi, że jest pobożny, a nie powściąga jeżyka swego, lecz oszukuje serce swoje, tego pobożność jest bezużyteczna (Jak.1:26)."

Gdy Pan przemówił do mnie poprzez takie teksty, zaczęły mnie dręczyć podejrzenia: czy czegoś nie pominąłem? Czy faktycznie jestem nawrócony? Należę do kościoła, ale czy należę do Chrystusa? Żyję słowem ale czy TYM Słowem, które "stało się ciałem i zamieszkało między nami"? Zaświtało mi, że przecież mysz zamknięta w puszce z ciasteczkami wcale nie staje się ciasteczkiem! Upłynęły dwa lata, zanim Pan dotarł do mojego opornego serca i powiedział: Zatrzymaj się, Jim, i oceń to, co robisz. Zastanów się czy jesteś nawrócony.

- Ja, Panie? Jak to? Przecież jestem starszym zboru! Przyprowadziłem do Twojego Kościoła bez mała piętnaście osób. Ja - "nienawrócony"?!

Tak, Jim. Są rzeczy, których po prostu nie pojmujesz.

Zrozumiałem, że ortodoksja, ścisła wierność doktrynie, stanowi tylko niewielką część prawdziwej religii. Na świecie żyją miliony zdeklarowanych chrześcijan wyznających "właściwe" poglądy; czyżbyśmy zatem nie wiedzieli, czym jest kryzys prawdziwej duchowości?

Chrześcijanin, który ma przy końcu historii Ziemi przeżyć wielkie wydarzenia, powinien znać i rozumieć Biblię. Niestety, tę wiedzę biblijną można przedstawić w taki sposób, że zamiast przyprowadzić słuchaczy do Boga, przyprowadzimy ich do "systemu prawd".

Nie słowa odnawiają duszę, ale sam Bóg. Dopóki słuchacze nie odnajdą Boga w osobistym doświadczeniu, poznanie "prawdy" niekoniecznie ich zmieni. Biblia nie jest celem samym w sobie, ale środkiem; jest narzędziem przyprowadzającym człowieka do bliskości z Bogiem. Jezus kieruje do nas słowa, jakimi niegdyś zwrócił się do pobożnych na pokaz, uczonych Żydów: "Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie; ale mimo to do mnie przyjść nie chcecie, aby mieć żywot".

Doskonale rozumiałem zagadnienia teologiczne i operując uczonymi pojęciami, potrafiłem uzasadniać swoje biblijne stanowisko. Gdybym jednak stanął twarzą w twarz z autentycznym, żywym chrześcijaństwem, moja wielka wiedza okazałaby się głupstwem. Gdybym mógł stanąć pod krzyżem i porozmawiać z Marią Magdaleną, jak wyglądałaby nasza rozmowa?

- Mario, widzę, że nie opuściłaś Jezusa tak jak inni. Czy zatem twoje dobre uczynki wynikają ze sprawiedliwości przypisanej czy udzielonej? Jeśli otrzymałaś sprawiedliwość od Boga, w takim razie usprawiedliwił cię. Kiedy to się stało?

- Że jak? O czym ty mówisz, człowieku? - zapewne by zapytała.
- Ja Go kocham! Jezus jest moim Panem i Zbawicielem! On mnie odkupił!

Które z nich wyznawałoby prawdziwą religię: uzbrojony w wiedzę teologiczną starszy zboru czy bogata w osobiste przeżycie nierządnica?

(Jim Hohnberger)

20 komentarzy:

  1. Zapewnie nierządnica ;]
    Podoba mi się to zdanie: "Dopóki słuchacze nie odnajdą Boga w osobistym doświadczeniu, poznanie "prawdy" niekoniecznie ich zmieni."
    Jak Go odnaleźć w swoim osobistym życiu, tak szczerze? I pokochać, naprawdę pokochać?
    Po Biblię nawet nie chce się sięgać, kiedy Go się nie doświadczyło, bo są tam właśnie suche prawdy, których nie ma lub nie chcemy mieć w naszym życiu.
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacytowałeś Radku piękną książkę i piękną prawdę.Mam ten sam kłopot z sobą,kocham Słowo Boże jednak moje życie nie jest takie jak chcialby je widzieć Pan Jezus.On mnie kocha i wiele mi wybacza,ja jednak zawsze proszę o wytrwania w wierze.Bo jak można sobie wytłumaczyć to że swoich bliskich kocham bardzo i wiele im poświęcam, niestety moje życie to ciągłe życie Słowem a świadectwo kuleje na jedną nogę,nogę grzechu.Z miłością też bym chciał aby było lepiej,może dlatego te moje błędy tak mnie bolą.Żywy Pan to ufność i codzienna rozmowa z Nim.Brat Hohnberger znalazł rozwiązanie Radku i ja ma nadzieję je znaleźć:))chudzina:))

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki wielkie za ten tekst:) racja, że nie słowa odnawiają duszę, ale sam Bóg. ja sama odnalazłam Pana właśnie przez Słowo i osobiste doświadczenie. tylko im dłużej czytam Pismo, tym częściej mam wrażenie, że niczego nowego już się nie dowiem. a Słowo przecież powinno odkrywać się ciągle na nowo, bo w końcu jest żywe i skuteczne. pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle bardzo ciekawy temat Radku,a ile w nim szczerości i odwagi.Trzeba być naprawdę odważnym człowiekiem i mieć dobre serce,aby bez bicia przyznać się tak otwarcie do swych błedów.Bóg bardzo kocha szczerych ludzi,dlatego różnymi swymi sposobami,wprowadza ich na swe ścieżki.Zgadzam się że nie wystarczy poznać Boga tylko ze Słowa Bożebo-Biblii,,ale trzeba odnaleźć Go w osobistym i codziennym życiu i doświadczeniu.Gdy kochamy Boga ponad wszystko,wtedy po prostu żyjemy Nim,i tu właśnie zgadzam się z myślą Przyjaciela Chudziny.Codzienna rozmowa z Panem,powierzanie Mu swych radości i smutków,przyznawanie się do tego co nas boli i gdzie są nasze słabości,z ufnością ze nas zawsze zrozumie,to jest życie z Panem i ucieczka do naszego Wspaniałego Boga.Przyjacielu,a że czasem swych bliskich kochamy może zbyt mocno i ktoś powie nam że za wiele im poświęcamy,proszę nie martw się.Stwórca włożył miłość w nasze serca,kochajmy więc całym sercem naszego Boga i ludzi,wierząc że napewno nas Jezus Chrystus za to nie potępi.Bez względu jakim jesteś człowiekiem,ze wszystkim uciekaj się zawsze do Boga,to najpewniejszy Przyjaciel,który Cię nigdy nie zawiedzie.Serdeczne pozdrowienia i uściski.Krystyna.

    OdpowiedzUsuń
  5. "- Ja Go kocham! Jezus jest moim Panem i Zbawicielem! On mnie odkupił!"żeby większość tych ludzi, co tak wymawiają te hasło, często wręcz ściągnięte do płaszczyzny sloganu, zrozumieli co to oznacza... To podążanie za Jezusem, próba czynienia jak Jezus by to zrobił...
    A kwestia tego, że wielu wiernych tak już czyni tylko w kościele... Chyba nie wymaga komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki kochani za wasze myśli.
    Czytam je chętniej, niż pisze swoje:)

    Ostatnio oglądałem piękny film
    K.Pollaka "Jak w niebie."
    Film przedstawia postać
    słynnego kompozytora, który przez problemy
    kardiologiczne wraca do swojej rodzinnej wioski.
    Po namowie miejscowego pastora
    podejmuje się prowadzenie
    lokalnego chóru przy kościele protestanckim.

    Po niedługim czasie swoją osobą główny bohater
    wykazuje wiele hipokryzji w życiu pastora
    prowadzącego kościół i paru innych osób.

    Polecam ten film.
    Końcówka jest dla mnie duchowo symboliczna:)


    Niestety, ale prawdę o usprawiedliwieniu ludzi z grzechów przez Jezusa tłumaczy się nieraz opacznie, że Bóg kocha mnie takiego jakim jestem i nie muszę nic w sobie zmieniać i nie muszę nic robić z moim "ja."

    Albo podchodzi się do Boga z wyznawaniem grzechów, ale ostatecznie nic z nimi nie robiąc.
    Nie badając swojego serca żyć w przeświadczeniu, że jest się chrześcijaninem, który przez to, że poznał zbiór prawdziwej nauki biblijnej dopełnił zamiaru, jakiego
    Bóg na niego przewidział.

    Chyba o takich ludziach mówił Jezus, którzy wołają: "Panie, Panie" - ale On zamyka swoje uszy, bo widzi hipokryzję i chęć "ugłaskania" Go, by nie dotykał letniości ich życia.

    Ważniejsze od tego co robisz, i jak wiele poznałeś z prawdy biblijnej jest to KIM JESTEŚ!

    Każdy z nas jest grzesznikiem;
    jeżeli ktoś powie, że nie,
    nazwiemy go wówczas kłamcą,
    na podstawie Słowa.

    Droga, która niestety istniej to
    odejście od życia praktycznego dla Boga,
    nazywając naukę o przebaczaniu, nawróceniu, miłości, obmowie, walki z grzechem,
    duchowym mleczkiem.
    Odejście od mówienia o swoich słabościach,
    a piętnowanie grzechów innych.

    Powyższe "jak żyć" zasłania się doktryną,
    która zbyt często jest ludzkimi spekulacjami
    prowadzącymi zamiast do zbliżania się do siebie
    do wzajemnego "pożerania się" w "imieniu obrony prawdy", zapominając o prawdzie działania Ducha Świętego w pokorze Chrystusowej.

    Zasłania się tak "ważnymi" tematami, jak
    czy godzi się kobiecie nawiedzić
    miejsce niedzielnego nabożeństwa w spodniach?, czy starszy zborowy może usługiwać bez marynarki?, czy można podczas pieśni klaskać itd.

    To tematy zastępcze,
    pierwsze nie rzadko oddalające od istoty chrześcijaństwa,
    drugie nie mające z chrześcijaństwem za wiele wspólnego.

    Nie twierdzę, że badanie Słowa Bożego,
    zrozumienie doktrynalne jest czymś złym.
    Żeby mnie źle nikt nie zrozumiał.
    Jest to bardzo ważne.

    Natomiast ważne są proporcje.

    Kiedy jest tylko czytanie i czytanie,
    łatwo odejść od własnych świadectw, uwielbienia, modlitw.
    A jak przestrzega ap.Paweł:
    "Litera zabija, Duch ożywia."

    Wielu chrześcijan spędzają całe życie na poznawaniu zasad, wykonywaniu obrzędów religijnych, uczestnictwie w nabożeństwach,
    nigdy nie poznając Boga intymnie, szczerze, całym sercem.

    Dlatego warto badać samego siebie,
    bo faryzeuszy już nie ma,
    ale dalej istnieje duch faryzeizmu.

    Pycha i jej dziecko, złudna myśl o sobie,
    to szeroka droga zwiedzenia.

    "Wiedza nadyma, a miłość buduje"
    - prorokował ap.Paweł.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jutro kładę się do szpitala,
    na badanie kontrolne
    dręczących mnie już od trzech lat
    nieprzyjemnych objawów z jelita grubego.

    Chwilowo będę więc niedostępny.

    Prawdopodobnie "do zobaczenie"
    we wtorek, jak Pan pozwoli.

    Pokój Boży z Wami!

    OdpowiedzUsuń
  8. Radku, życzę Ci dużo zdrowia!

    A do tematu notki.
    Kiedyś Marks napisał znane słowa: religia to opium dla ludu. I choć napisał je w pogardzie jako człowiek niewierzący, jest w tym frazesie trochę prawdy. Bo religia zwalnia w pewnym stopniu z myślenia: z myślenia o żywym Bogu i nawet o swoim zbawieniu. To właśnie ludziom religijnym jest najtrudniej głosić Ewangelię.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. witam cię radku! tu basia ł.
    bardzo piękne słowa, bardzo mądre.

    czy masz może jakieś informacje o zdrowiu pauliny? możesz odpisać na mojego maila nieziemiec@gmail.com, nie mam żadnych wieści i nie wiem kogo mogłabym się zapytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam Radku!
    Wracaj do zdrowia :)...
    Pieknie napisales bylam bardzo ciekawa...
    Przyznam że podobnie jak ja mam za malo wiare... hmm... zaczynam czytac Biblię...
    Pozdrawiam Panu Chrystusowi

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki Alu za życzenie:)
    Od dziś już w domu.

    W sumie pobyt w szpitalu
    przyniósł wiele dobrych chwil,
    w których Bóg obejmował myśli, uczucia i słowa
    swoją obecnością.



    A do tematu Twojej notki:)

    Religijność - termin ten kojarzy mi się
    z samą literą, która niestety sama w sobie niesie śmierć.
    Ale i ten termin można ożywić,
    słowem które kieruje do nas ap.Paweł:

    Jak. 1:27
    Religijność czysta i bez skazy
    wobec Boga i Ojca
    wyraża się
    w opiece nad sierotami i wdowami
    w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

    I tu już oceniam tylko siebie...

    pozdrawiam Cię Alu

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj Basiu Ł.:))

    Fajnie, że napisałaś:)
    Mail już jest w Twojej skrzynce.

    pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
  13. witaj Reniu:)

    dobry krok z Biblią!

    ja w szpitalu czy poza nim
    pamiętam o Tobie.

    błogosławię Cię w imieniu Jezusa!

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Radku!
    Ciesze sie że juz jestes w domu :)
    Chwala Bogu dzieki :)
    a o Biblię właśnie czytam i zaczynałam odnowa od nowego roku,rano Stary Testament
    wieczór Nowym Testament...
    Chce byc podobnie jak Ty umiesz niż ja...
    Biblia pisze;
    W Tych rzeczach się ćwicz,caly im sie oddaj,aby twoj postep widoczny byl dla wszystkich....
    (1Tm 4,15)
    Radku,bardzo serdecznie dziękuję za pamięć :)
    Pozdrawiam Panu Chrystusowi

    OdpowiedzUsuń
  15. A do mnie Radku wczoraj doszedł Twój kalendarz :D Dziękuję!
    To dobrze że wróciłeś cały do domu :D
    A religia to się zgadzam. Żadna religia, choćby najwspanialsza i największa - nie doprowadzi nas do Boga... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niech dobry nasz Bóg
    prowadzi Cię w Twoim noworocznym postanowieniu,
    by Twoje czytanie było słuchaniem
    i posłuszeństwem
    Jego Słowu Reniu.

    "Kto ma przykazanie Moje i je zachowuje,
    ten Mnie miłuje.
    Kto zaś Mnie miłuje,
    ten będzie umiłowany przez Ojca mego
    a również Ja będę Go miłował
    i objawię mu siebie.

    Jeśli Mnie kto miłuje,
    będzie zachowywał moją naukę,
    a Ojciec mój umiłuje go
    i przyjdziemy do niego
    i mieszkanie u niego uczynimy."

    To wspaniała obietnica.
    Prawdziwa i pewna.

    Zlej Boże na Renię Ducha swego Syna
    na dowód, że jest Twoim dzieckiem,
    by zawołała do Ciebie Tatusiu, Ojcze.
    Amen!

    OdpowiedzUsuń
  17. Alu cały wróciłem
    bez cząstek jelita grubego:))

    Cieszę się, że wszystko doszło:)
    Tomik też mam nadzieję z tym kalendarzem...



    DROGA do BOGA jest tylko jedna,
    jeden most
    - JEZUS CHRYSTUS.

    :)
    uścisk dłoni

    OdpowiedzUsuń
  18. AMEN!
    Bardzo serdecznie dziękuję...
    Bardzo chciałam,aby zesłał Ducha św. mi dał rozum z Biblię...
    Pięknie dałes na obrazu z Biblię i właśnie mam takie same jak ten :)
    właśnie siadam cicho spokojnie
    uchilam głowę
    czytam ...
    Pozdrawiam Panu Chrystusowi :)

    OdpowiedzUsuń