czwartek, 4 lutego 2010

Pars pro toto

Rzymianie sformowali aforyzm, który ukazuje jedną z pułapek,
którą szatan zastawił na tych,
którzy chcą żyć w bliskiej relacji z Bogiem.

„Pars pro toto”
– „Część za całość” ("Przyjmować część za całość").

Wiara w sensie biblijnym, wiara, jako Boży dar,
wiara, która zbawia,
to wiara jako POSTAWA.
Nie składa się ona tylko z wyznania: „Wierzę.”
Nie składa się ona również z samego uwierzenia
w przeczytane historie biblijne;
nie składa się również
z samego intelektualnego przyjęcia jakiejś nauki biblijnej.
To nie jest pełna, prawdziwa, biblijna wiara.
Wiara Boża jest czym o wiele większym.

Składa się z wielu elementów,
na które szatan chce nas znieczulić.
Ufność, posłuszeństwo, uczynki,
życie w mocy Ducha Świętego.

Wiara jest osadzona w sercu
i prowadzi do istotnych zmian w tych,
którzy ją wyznają.

Ap.Paweł uczy:
„Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia (Rzym.10:10).”

Zobaczmy – to sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia.
Można uwierzyć umysłem, ale to nie przyniesie zmiany życia.
Czymś innym jest uwierzenie sercem,
czyli w taki sposób,
prze który będzie dochodziło do zmiany naszych nawyków,
charakterów, naszego życia.
Taka wiara prowadzi do Bożego usprawiedliwienia.

Błąd polega na tym, że łatwo jest AKT WIARY BRAĆ ZA CAŁĄ WIARĘ,
nie realizując, nie dążąc, ani nie pragnąc pozostałych składników wiary.

Tworzy się wówczas dziwny stwór:
„jestem wierzący, niepraktykujący.”

Łatwo jest oceniać innych.
Ale te słowa mogą dotyczyć nas samych,
nas myślących o sobie: "wierzę w Boga",
ale nie realizujących tego do czego wiara zobowiązuje.

Światy Jakub podkreśla, że
„wiara bez uczynków martwa jest sama w sobie.”
Z ironią pyta:
„Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz.
Lecz także złe duchy wierzą i drżą.”


Oznacza to, że duchy wykonują również akt wiary,
dotyczący istnienia Boga,
ale nie ufając Bogu
i nie wypełniając Jego woli
pozostają na zawsze złymi duchami!


Wiara, bez której nie można podobać się Bogu
jest naszą POSTAWĄ
do Boga, do ludzi,
do wszystkiego
co pochodzi
z Jego cudownych rąk.
Dzielmy się nią.

12 komentarzy:

  1. Och, dziękuję za to, co piszesz! Trzeba mi przyjrzeć się mej wierze, bo boję się, by martwica nie była! :D
    Och, nawet złe duchy oddają Mu cześć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Radku, był kiedyś taki dowcip.
    Przychodzi do księdza pewien nastolatek i zaczął mu się zwierzać z różnych swoich poglądów i zachowań. I w pewnym momencie powiedział: "Wie ksiądz, ja to jestem taki wierzący niepraktykujący". A ksiądz na to: "A ja jestem nudystą, ale niepraktykującym". Młodzieniec powiedział: "Ale to bez sensu!" Ksiądz skwitował to uwagą: "No właśnie"...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anno, złe duchy wierzą,
    ale dalej są złymi duchami.

    To "dalej" jest do zmiany.

    Przyglądam się sobie
    i Pan pokazuje mi dziedziny mojego życia
    nie poddane jeszcze w pełni Jemu.
    Im więcej z ufnością
    wybieram Jego drogę,
    zamiast swojej, autorskiej,
    która też jest "do Niego",
    ale na swoich zasadach
    (tak, jak Dawid wprowadzał Arkę Bożą do Jerozolimy za pierwszym razem),
    tym Bóg daje przeczucie swojej obecności
    w moim sercu.
    To wspaniałe uczucie:)

    Droga Aniu,
    błogosławię Cię w imieniu Jezusa Nazareńskiego!

    p.s.
    uśmiecham się do Ciebie również:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To mądry ksiądz musiał być Alu:)

    Pozdrawiam siostrzyczko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Poważnie mówiąc z kolei - takie zjawisko jak "wierzący niepraktykujący" czy "niewierzący praktykujący" - to zjawiska czasów o wiele nowszych niż czasy Biblii. Niestety, ale wiara "chrześcijańska" była ludziom najpierw podawana przymusem - teraz niby znamy to od dziecka, bo taka jest nasza kultura, ale tu się rodzi pytanie, na ile nasza wizja Boga podyktowana jest kulturą, a na ile autentyczną wiarą? Ludzie są zniechęceni tradycyjnymi kościołami, ponieważ nie widzą w nich Boga... I trudno ich za to obwiniać z drugiej strony, gdy z jednej strony mamy niezdrowy konserwatyzm z martwą religijnością i pychą, a z drugiej obłudny liberalizm i pseudootwartość. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezus jest przykładem wiary praktykującej :) Mówił o miłości i kochał, mówił o przebaczeniu i przebaczał, mówił o wąskiej drodze i sam najpierw nią szedł, mówił o pocieszeniu i pocieszał... Gdy za słowami wierzących nie idą czyny, są jak "cymbały brzmiące". Wiara w nas wzrasta sukcesywnie. Im bardziej poznejmy Boga, im więcej praktykujemy, tym mocniej wpisuje się On w nasze życie. Przykre jest to, że wielu ludzi postrzeganych jako niewierzący, żyje tak jakby wykonywali Boże Słowo, a wielu wierzących żyje tak jakby sam fakt, że zadeklarowali wiarę zwalniał ich z czynienia dobra. Im mniej słów, górnolotnych deklaracji w stylu: jak ja kocham Boga! a więcej czynów potwierdzających to, tym lepiej. NASZE CZYNY MÓWIĄ GŁOŚNIEJ NIŻ SŁOWA. Samo chodzenie do kościoła, czytanie Biblii czy modlitwa - nie czynią człowieka prawdziwie wierzącym. Tak jak mówi Słowo: Wiara bez uczynków jest martwa i kropka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Najwspanialej by było, jakby każdy dzielił się wiarą w postaci uczynków, pomocy, takiej konkretnej, na równi idącej z modlitwą... Jaki świat byłby piękny, gdyby za słowami szły czyny...
    Pozdrawiam Radosława :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Część za całość...
    Ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Alu, chrześcijanie zostali
    powołani przez Boga do życia w mocy.
    Na skutek autentyczności życia dla Boga
    i w przejawie tego
    Bóg pociąga ludzi do siebie.

    Ludzi obserwują nas bardziej niż nam się zdaje.

    Kiedy widzą chrześcijanina
    uaktywniającego się jedynie
    w niedzielny poranek
    - niestety, ale nie pociągnie ich to do Ojca.
    Bóg nie zadziała.

    Czy żyję w mocy?
    Czy jestem poznawany po owocach?
    Jakie przynoszę owoce?

    Czy Ewangelia jest we mnie prawdą?
    Jeżeli tak, to czemu się dąsam,
    czemu się gniewami…?

    Te wszystkie pytania poruszają sumienie,
    dlatego łatwiej oddać się filozofii okołobiblijnej
    niż życiu według
    często radykalnych standardów Bożych.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję a. za rozwinięcie myśli.
    Bardzo cenne i trafne słowa.

    Życie Ewangelią jest praktyką,
    a to wymaga poruszenia sumienia.
    Łatwiej jest stworzyć swój zakon,
    i niosącą „zbawienie” doktrynę,
    aby uciec od niego.

    Wiara wymaga zaparcia siebie.

    I na to polecenie
    można wymigiwać się,
    uciekać, jak Jonasz do Tarszisz,
    słysząc przecież głos z Nieba
    że miejscem docelowym jest Niniwa.


    Będę rad, jak się napiszesz swoje imię
    - chciałbym odpisywać imiennie:)

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  11. Monika,
    dopiszę tylko,
    że dużą rolę w "upiększaniu tego świata"
    spełniamy my - chrześcijanie.

    Może nie zmienimy całego świata,
    ale możemy zmienić ten
    w szkole, pracy…

    W jaki sposób?
    Zmieniając samych siebie.

    Wówczas świat stanie się piękniejszy.
    Oświetli się miejsce na ziemi,
    na którym stoisz.

    Świecę łatwo zapalić od drugiej świecy.

    A tak to nasz dobry Bóg wspaniale uczynił,
    że miłość się mnoży, kiedy się ją dzieli:)

    serdeczny uścisk dłoni!

    OdpowiedzUsuń
  12. :) Ciekawe, ale i przestrzegające.

    pozdrowionka Paulina

    OdpowiedzUsuń