czwartek, 11 marca 2010

"dziwna(?)" chrześcijanka


Siostra Aniela trafiła do szpitala z powodu dużych bólów uda.
Podejrzewano nawet nowotwór.
Wszystko wskazuje na to, że to jednak rwa udowa.
Siostra ma 80 lat.

Odwiedzając ją dzisiaj prosiła mnie,
że jak tylko będę wiedział, jaka jest diagnoza
jej schorzenia, to żebym jej o wszystkim powiedział,
bo jaka by diagnoza nie była,
to jej nadzieja jest w Bogu i w życiu wiecznym,
a nie tym tu, ziemskim.

Przy okazji opowiedziała mi, jak już podzieliła się tym,
kogo ma za Ojca z sąsiadką w pokoju.


Nie minęła długa chwila,
jak w rozmowie z rehabilitantką z neurologii
zacząłem dopytywać się o wyniki badań s.Anieli.

… i rozmówczyni powiedziała,
że wyniki nie niepokoją,
ale
„ta pani, jakaś dziwna,
bo mówi chorym, że Bóg jest dobry,
opiekuje się nimi, ale też wzywa ich do siebie.
Mówi o Królestwie Bożym bez płaczu i chorób.
Lekarze chcę ją odesłać na badania psychiatryczne…
Pacjenci się żalą.”


Te słowa nie dały mi spokoju…

„Dziwna?”
„Badania psychiatryczne?”
„Żalenie się pacjentów?”

Pewnie dlatego dzisiejsze chrześcijaństwo jest milczące.
Z obawy przed utratą reputacji swojego „ja.”

A to jest dopiero dziwne
- żyjemy w świetle przyjścia Jezusa Chrystusa,
a żyjemy, jakbyśmy mieli tu na ziemi żyć zawsze
w tym co skrzętnie zarobimy, zaoszczędzimy, wypracujemy…

Ludzie „wierzą” w Boga jednocześnie nie chcąc słyszeć o Bogu.
Zamykają uszy, bo nie chcą się ukorzyć
nawet w takim miejscu, jak szpital.
Niezależność od Boga, ufność swojemu „ja”
to choroba dzisiejszej cywilizacji.
Człowiek mówiący głośno o Bogu, o Jezusie
jest dziwakiem.

Zastanawiam się.
Pewnie, gdyby dzisiaj apostołowie głosili słowo Boże z mocą,
jak w czasie rozwoju chrześcijaństwa
to pewnie też odsyłano by ich na leczenie psychiatryczne.

Zresztą Festus wołał głośno do Pawła:
„Odchodzisz od rozumu Pawle,
wielka wiedza doprowadza cię do utraty rozsądku.”


Dzisiaj świat poszedł do przodu,
oferuje się nawet leczenie.


Nie wiem, jak głosi s.Aniela,
ale wiem, ze robi to z radością i dumą, że jest dzieckiem Króla.
I niech ją Bóg błogosławi.

„Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata,
aby zawstydzić mędrców, wybrał co niemocne,
aby mocnych poniżyć; i to co nieszlachetnie urodzone
według świata oraz wzgardzone, i to, co w ogóle nie jest,
wyróżnił Bóg, by to co jest unicestwić,
tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga (1Kor. 1:27nn).”


Jestem dumny z siostry Anieli.
Pewnie patrząc na jej serce, nasz Bóg również.

14 komentarzy:

  1. W jednym z numerów "Znaków czasu" był bardzo ciekawy artykuł. Porównano ludzi naszych czasów do tzw. dzikich dzieci. Dzikie dzieci - porzucane przez ludzi i wychowywane przez zwierzęta - znajdywano i znajduje się w różnych częściach świata - w Afryce, w Indiach, a ostatnio też kilka razy w Rosji. Udowodniono naukowo, że gdy dziecko przez pierwsze lata życia nie ma kontaktu z człowiekiem, wtedy jest ono "zaprogramowane" tak, że nie jest już w stanie żyć jak normalny człowiek. Autor artykułu podsumował to tak: i właśnie to stało się ze współczesnym człowiekiem. Wychowywani w ściśle racjonalistycznej i materialistycznej atmosferze począwszy nieraz od lat przedszkolnych - wielu nie potrafi już nawet myśleć o Bogu. Co najwyżej tylko stwierdza że On jest - i to wszystko. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię ten blog bo uważam, że jest tu "MĄDRZE". Nie mam zamiaru uciekać od moich Rzymsko-Katolickich korzeni ale życzyłbym wszystkim katolikom Twojego podejścia do życia, a ZIMBABUWE przepraszam za to, że zrobiłem z Ciebie faceta - to musiało być dla Ciebie straszne ;-)))). Pozdrawiam Was.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście Alu
    to Bóg otwiera serca ludzi,
    my TYLKO musimy iść i głosić o Nim,
    czynić uczniami,
    siać i podlewać,
    modlić się
    - Bóg da wzrost.

    Trzeba jednak otworzyć serce i usta.
    I jak się okazuje - być odważnym.
    Prosić o odwagę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Maćku, i znowu pomyłka:))
    Nie ZIMBABUWE, a ZIMBABWE;)

    pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  5. Wystarczy pisać Zim :)
    Tak Radku, to Bóg otwiera serca ludzi, ale z drugiej też ludzie mają wolną wolę. I to oni wybierają czy pójdą za Bogiem czy Go odrzucą. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale, żeby wybrali muszą zobaczyć, jak działa
    w człowieku wierzącym Bóg. Problem w tym, że przeciętny chrześcijanin nie różni się zbytnio od swojego sąsiada.

    Natomiast garstka pierwszych uczniów Jezusa powywracała ówczesny świat do góry nogami.
    Dzisiaj uczniów Jezusa są miliony i... widzisz.

    Co stanowi różnicę?

    Pierwsi uczniowie działali w mocy,
    na serio, w pełni oddani Bogu, poza sloganami
    i marynarkową świętością.

    I tu przyglądam się sobie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo swego czasu czytałam na temat naszych braci w wierze na Ukrainie (na którą jednak niestety nie jadę z przyczyn ode mnie zupełnie niezależnych...). Chociaż jest to bardzo biedny kraj, a poziom życia szczególnie na wsiach nie odbiega za bardzo od krajów afrykańskich, to liczba ludzi nawróconych systematycznie rośnie, a nawet malutkie wioski mają zbory liczące nieraz po kilkaset osób.
    Myślę że nas sparaliżował materializm typowy dla kultury zachodnioeuropejskiej.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ważne jest nie tylko to, że mówimy innym o Bogu, ale też sposób w jaki to robimy. Tutaj także potrzebujemy Bożej mądrości, Bożego ducha. Przeciwności są niemal zawsze, jednak głoszenie również w sposób niezrozumiały, natrętny czy wręcz agresywny,może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, niestety... :( A zdarza się, że wierzący wszystkim naokoło próbują za wszelką cenę "wcisnąć" Ewangelię, a potem są zdziwieni skutkami. Jak wiadomo życie codzienne jest najlepszym "zwiastowaniem", w połaczeniu ze słowami, ale tak jak napisałam wcześniej - trzeba mądrości, wyczucia, stosownej chwili. Swego czasu miałam okazję obserwować podczas większej ewangelizacji w mieście, jak wierzący dzielą się Ewangelią. Niestety, niektóre z tych zwiastiowań, skutecznie odstraszyły i zniechęciły słuchaczy. Oczywiście, nie piszę tego w intencji "nie głoszenia", lecz po prostu z mojego doświadczenia wiem, że mówić o Bogu też trzeba umieć w sposób właściwy i prawdziwy. Nie mylić odwagi z brakiem rozsądku, a braku słuchania z zatwardziałością serc słuchaczy, bo nie zawsze tak jest :)

    Naprawdę dużo zależy od sposobu w jaki to robiymy. Leżąc swego czasu ponad tydzień w szpitalu, miałam wspaniały czas na rozmowę z kobietami, na mówienie im o Bogu. Mając na względzie stan każdej z nich i nastawienie do spraw wiary. Udało nam się zaprzyjaźnić na tyle, by ofiarowywane NT zostały przyjęte z uśmiechem, a nikt nie zgłaszał zastrzeżeń, że "nawiedzona pacjentka" dręczy innych chorych :)

    Znałam też kobietę, która w sposób osądzający i pełen krytyki "nawracała" innych, strasząc ich Bogiem i piekłem.Brak równowagi i wyczucia sprawia, że zamiast otwierać, zamykamy ludziom drogę do poznania BOga :(

    To takie moje refleksje po przeczytaniu notki. Nie znam tej kobiety, nie osądzam jej, lecz chyba warto zadać sobie czasem pytanie: Jak opowiadam, jak się dzielę, jak niosę innym Ewangelię? :)

    Pozdrawiam serdecznie Autora :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Alu, kluczem diabła do oddalenia chrześcijan od Boga jest CZAS. Subtelne, niezauważalne zawładnięci czasem w zamian za doktryny
    i co niedzielne chodzenie do kościoła, poza codzienną łącznością z Jezusem. Pobudzanie naszych umysłów i ciał do granic możliwości,
    by tylko nie usłyszeć głosu Jezusa przemawiającego do naszych sumień.

    Szatan wsadził dzisiejszy świat do pędzącego pociągu "mieć", który z dnia na dzień napędza, by przypadkiem nikomu nie udało się wysiąść.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasiu, masz wiele racji w tym co piszesz.

    Natomiast prawdą jest też to,
    że głosząc Ewangelię,
    odważnie, mową przyprawioną solą,
    niestety
    i tak spotkają nas przeciwności.

    Zapowiedział je nasz Pan.

    Wydaje mi się, że nieraz
    ze strachu zmierzenie się z nimi
    milczymy zapierając się w ten sposób Jezusa.

    Natomiast do pytań, jak opowiadam,
    jak się dzielę,
    jak niosę innym Ewangelię
    zachęcam dodać
    modlitwę
    i prośbę, by Bóg uwrażliwiał nas
    na prawdę o nas samych,
    by uniknąć złego rozdźwięku pomiędzy
    czynem a mową,
    życiem a wiarą.

    OdpowiedzUsuń
  11. A co Ty, drogi Radku, odpowiedziałeś pani rehabilitantce? ;)
    Cóż... Strach przed wytykaniem palcami jest główną przeszkodą ewangelizacji...
    3m się Jezusa! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziś nawet człowiek, który idzie ulicą i śpiewa na głos z radości uchodzi za "nienormalnego" a wszyscy się za nim oglądają jak by rzeczywiście było coś z nim nie tak.
    Mnie też ta choroba dotyka... Czasem kiedy szłam nucąc coś pod nosem, a ktoś nadchodził wyciszałam swój śpiew. To smutne, bo tak naprawdę jedyną osobą która w tym momencie patrzy na mnie i zna, oraz której mogła bym się wstydzić (choć tu nie było czego) jest Pan Bóg, który mnie kocha, i cieszy się na pewno widząc swoje dziecko cieszące się życiem i śpiewające w głos...

    OdpowiedzUsuń