środa, 17 marca 2010

Wychodzący naprzeciw

W swej łaskawości wychodzisz nam Boże naprzeciw.

Uradowałem się wczoraj, jak zobaczyłem
Paulinkę przełykającą już samodzielnie zupkę
podawaną jej przez pielęgniarkę.
Jeszcze większą radość sprawiło to,
że Paulinka porusza głową na „tak” lub „nie.”

O, jak uniosłeś mnie Panie tym co zobaczyłem!

Wreszcie Paulinka ściska już delikatnie palce w prawej ręce
i wypowiada słowa,
które da się odczytać póki co
tylko po ruchach warg.

Najczęściej ku radości Ani
wypowiada słowa: „moja mama.”

Chwyceni za ręce dziękowaliśmy Bogu,
że leczy ciało Pauliny
i prosiliśmy by dalej doglądał ją nasz
Najwyższy Lekarz.

Jestem dumny z Ani i Krzysia,
jak pokładają ufność
w naszym Ojcu.
I dobry Bóg leczy.
Stopniowo objawia swoją moc w ciele Paulinki.


Ze smutnych informacji
- lewe biodro wraz z całą kończyną po tułów
jest zagipsowane.
Przyczyna – niestabilność biodra.

Ale i to biodro
dozna,
że dobry jest Pan.



Od jakiegoś czasu zacząłem stawać o 5 rano,
by zaczynać dzień
osobistym kontaktem z Bogiem,
zanim pójdę do pracy.

Najważniejszą sprawą, jaką zajmuje się o poranku
jest poddanie siebie woli Boga.
Proszę, by Pan uwrażliwiał mnie na swój cichy głos.

Bóg zapewnił mnie:
„Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz;
Będę służył radą i umocnię moje spojrzenie na tobie.”
(Ps.32:8)


I cudownie Pan wskazał drogę wczoraj.
Choć było już późno,
to odwiedziliśmy
(nie z przypadku,
ale za słowem „idź”)
pewną rodzinę,
która potrzebowała naszej modlitwy,
rozmowy,
pocieszenie,
wsparcia.

Po takich spotkaniach
uczę się rozpoznawać
głos Niebiańskiego Ojca,
który zaskakuje,
nieraz działa wbrew naszej woli,
ale nigdy mimo naszej woli
rodząc soczysty owoc radości.

Panie, cudownie jest słyszeć Twój głos
i iść gdzie wskażesz.

Stwarzaj w nas Ojcze serce
wrażliwe na Twój głos.
Byśmy słyszeli,
codziennie.

Wybacz Ojcze,
kiedy moim „ja”
zakrywam Ciebie.

12 komentarzy:

  1. Niedawno też tak wstawałam, tyle że o 6 :) Ale godzina nie ma znaczenia. Ważny jest czas spędzony z tym, do którego mamy prawo mówić "Abba Ojcze" czyli... "Tatusiu". Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się bardzo że byłeś wczoraj u Paulinki w szpitalu,już napisałam wcześniej notka Paulinka u Ciebie na komentarze i nie wiem czy znów przeczytałeś?...napisałam Ci że Paulinka czeka na Ciebie...a ja nadal modle się za Paulinkę powrót do zdrowia...Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie słyszeć o cudach i jeszcze cudowniej ich doświadczać i dzielić się nimi :) Kochany nasz Tatuś słyszy i odpowiada! Dziękuję za Twoje cuda Boże i proszę o czułe serca byśmy zawsze umieli je dostrzegać i się nimi cieszyć. Cudownym jesteś Bogiem. Proszę o więcej cudów w życiu Paulinki i w naszym życiu. Amen

    OdpowiedzUsuń
  4. A co do samozaparcia dostałam ostatnio takie myśli na skrzynkę: "Jezus nie zajmuje się przymusowym poborem; Jego armia składa się z
    ochotników. Nie wszyscy chrześcijanie noszą krzyże. Możesz być wierzącym bez noszenia krzyża, ale nie możesz być uczniem.
    Ja wierzę, że Jezus nam aktualnie mówi: Weź swój krzyż, bądź gotowy, aby przeżyć kryzys, przez który nauczysz się odrzucać swoją samowolę, swoją własną sprawiedliwość, swoją samowystarczalność, swój własny autorytet. Możesz powstać i iść za Mną jako prawdziwy uczeń tylko wtedy, kiedy będziesz mógł śmiało przyznać, że nie potrafisz nic zrobić we
    własnej sile, że nie możesz przezwyciężyć grzechu siłą własnej woli, że nie możesz pokonać swoich pokus poprzez tylko swoje wysiłki, że nie możesz wszystkiego rozwiązać jedynie swoim intelektem.

    Twoja miłość do Jezusa może ciebie doprowadzić na kolana, ale twój krzyż
    doprowadzi ciebie tam, gdzie upadniesz na twarz."
    Dawno mnie tu nie było to i podwójnie się wpiszę ;) pozdrawiam słonecznie, rumianek

    OdpowiedzUsuń
  5. "Jezus nie zajmuje się przymusowym poborem; Jego armia składa się z ochotników. Nie wszyscy chrześcijanie noszą krzyże. Możesz być wierzącym
    bez noszenia krzyża, ale nie możesz być uczniem.
    Ja wierzę, że Jezus nam aktualnie mówi: Weź swój krzyż, bądź gotowy, aby przeżyć kryzys, przez który nauczysz się odrzucać swoją samowolę, swoją własną sprawiedliwość, swoją samowystarczalność, swój własny autorytet. Możesz powstać i iść za Mną jako prawdziwy uczeń tylko wtedy, kiedy będziesz mógł śmiało przyznać, że nie potrafisz nic zrobić we
    własnej sile, że nie możesz przezwyciężyć grzechu siłą własnej woli, że nie możesz pokonać swoich pokus poprzez tylko swoje wysiłki, że nie możesz wszystkiego rozwiązać jedynie swoim intelektem.

    Twoja miłość do Jezusa może ciebie doprowadzić na kolana, ale twój krzyż
    doprowadzi ciebie tam, gdzie upadniesz na twarz."
    Nie wiem, czy wcześniej wysłało te myśli, dlatego piszę jeszcze raz, bo myślę, ze są cenne i w temacie zapierania się siebie. Zapierajmy się siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alu, w Krakowie,
    na Dąbiu,
    mieszkałem
    w pokoiku z balkonem.
    Budząc się,
    wraz ze wschodzącym słońcem
    wychodziłem na balkon,
    by zawsze rano przelatywały nade mną ptaki,
    mnóstwo ptaków.
    Miały nad Dąbiem swoją trasę przelotową,
    a ja się zachwycałem.

    To były piękne poranki.

    Mieszkasz w tym samym miejscu,
    przelatują dalej?:)

    Tylko trzeba wstać o 6 rano:))

    Pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Reniu, dziękuję za modlitwy.
    Niech są pomocne i Tobie.
    Myślę o Tobie ciepło.

    Błogosław Boże Renatę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kamila,
    gołym okiem
    widoczna jest
    zlewająca się łaska Pana
    na Paulinkę.

    Och, wielki jest nasz Bóg!

    OdpowiedzUsuń
  9. "Jezus nie zajmuje się przymusowym poborem; Jego armia składa się z ochotników. Nie wszyscy chrześcijanie noszą krzyże. Możesz być wierzącym
    bez noszenia krzyża, ale nie możesz być uczniem."

    Ostatnio, zatrzymałem się nad fragmentem Ewangelii:
    "A ktokolwiek
    nie niesie krzyża swego,
    a idzie za Mną,
    nie może być uczniem moim."
    (Łuk.14:27)

    Można iść za Jezusem,
    ale nie nieść krzyża!
    I nie być uczniem,
    jak zauważyłaś.

    Chyba zbyt modne jest dzisiaj
    chrześcijaństwo
    bez niesienie krzyża,
    bez zapierania się siebie
    w imię "przecież jestem tylko człowiekiem."

    Prawdziwe chrześcijaństwo,
    te które nakreślił Jezus
    jest dziś tak rzadko spotykane,
    że często wydaje się tak radykalne
    i ekstremalne,
    w porównaniu
    z powszechnie praktykowanym kompromisem
    i samousprawiedliwieniem się,
    że naturalną skłonnością
    staje się odrzucanie go.

    Mamy obowiązek to zmienić.
    Sami nie potrafimy.
    Odczucie swojej bezsilności
    jest początkiem tego,
    by mógł zadziałać w nas Chrystus
    ku chwale Bożej;
    pamiętając przy tym,
    starą radę mnicha,
    że "Bóg zrobi wszystko,
    ale nie zrobi tego beze mnie."


    Fajne, że się pojawiłaś Kamila.
    Jedna tylko prośba:)
    Wpadaj częściej!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak Radku, przelatują :) Mało tego, rano idąc na spacer nad Wisłę z moją psinką widuję lecące nad rzeką łabędzie - wtedy tak specyficznie szumią :) Ja niestety nie mam nawet prowizorycznego balkonu :( Ale za to na szczęście park mam 5 minut od domku :) A jak jest ładna pogoda to idziemy czasem na prawie dzikie tereny koło elektrociepłowni - tam widać inwencję Stwórcy połączoną z inwencją człowieka :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. :))
    dlatego właśnie bardzo lubię Dąbie.


    Dobrej soboty!

    OdpowiedzUsuń
  12. Radku! Dziekuję i módl się za mnie... Pozdrawiam i życzę miłego dnia soboty...

    OdpowiedzUsuń