środa, 23 czerwca 2010

dzisiejszy faryzeizm


I tak
ze względu
na waszą tradycję
znieśliście
przykazania Boże.
Obłudnicy…
(Mat.15:6)


Popularna jest dzisiaj
zamienia prostego przekazu Biblii
na skomplikowane wywody
i szczycenie się, że posiada się mądrość Bożą,
trzaskając przy tym - inaczej myślących -
słowem, jak kijem bejsbolowym.

A najtragiczniejsze, kiedy
trudność ruszenia się tyłkiem z krzesła,
pychę i obłudę zamienia się
w nierealistyczny świat
widzenia siebie, jako nieskalanego kapłaństwa Bożego.
Okropieństwem jest kiedy zamienia się słowa:
„litera zabija, Duch ożywia”
na „Duch zabija, litera ożywia.”

Powszechne są dzisiaj myśli
„tylko my pojęliśmy prawdę.”
Spotęgowania buta nie ma końca.
Nie trudno przedłożyć „wiedzę” nad życie;
stworzyć system wyznawanych prawd
i przestrzeganych obyczajów
zastępujących codzienną, realną więź z Jezusem.
Dodać jeszcze, że ginący dla Chrystusa ludzie
(szkoda, że inaczej wierzący)
są tylko nieszczęśliwymi, zwiedzonymi chrześcijanami.

O zgrozo!
Jak istnieją zwiedzenia charyzmatyczne,
tak istnieją zwiedzenia
zadufanych w sobie chrześcijan
myśląc, że przez wiedzę,
i spotęgowaną pychę
(nazwaną wyznawaniem świętej prawdy)
podobają się Bogu.
Przeraża mnie, że są tacy ludzie.
Przeraża mnie to, że uśmiechają się pogardliwie
z politowaniem do tych, którzy starają się oprócz wiedzy
coś praktycznego zrobić dla Jezusa.

Słowa Jezusa nie straciły na znaczeniu.
Faryzeizm w chrześcijaństwie ma się dobrze.

9 komentarzy:

  1. "Po tym poznają, żeście uczniami moimi jeśli miłość wzajemną mieć będziecie.."
    "poznanie nasze jest cząstkowe, gdy nastanie doskonałość, to, co cząstkowe przeminie.."
    "nie osądzajcie bracia jedni drugich... jeśli masz co przeciwko swemu bratu idź i upomnij go.."
    takie Słowo obudziło się w mojej głowie po przeczytaniu tej notki :) Kamila

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne, i myślę, że bardzo prawdziwe jest to co piszesz Radek. Zastanawiam się, czy można to jakoś zmienić. Pewnie najlepsze co można zrobić, to zacząć zmieniać samego siebie. I modlić się o tą zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakub, grzech pychy siedzi gdzieś
    w każdym człowieku,
    tylko ma różne pole rażenia.
    Co ciekawe, w każdym albo u wielu budzi obrzydzenie, a jednak mało kto
    uświadamia sobie,
    że również to zło w sobie nosi.

    A najgorszy rodzaj pychy,
    to pycha religijna.

    To niestety powszechne zjawisko.

    Kiedy słyszę, jak
    w łatwy sposób minimalizuje się
    czyjeś oddane życie dla Jezusa,
    - a wywyższa swoje -
    tylko dlatego, że ktoś inaczej zrozumiał
    pewną prawdę biblijna niż "ja."
    to boli mnie serce.
    Dosłownie.



    By się zmieniać i usuwać w sobie
    tą przywarę,
    trzeba zdać sobie sprawę,
    że z natury jest się pysznym.

    Dostrzegam dumę swojego "ja",
    zdecydowanie częściej
    uświadamiam ją sobie po fakcie;
    ale, jak najdalej chcę trzymać się od tej,
    którą opisałem powyżej.

    Znam zdanie Jezusa na jej temat.
    Nie chcę być słów tych adresatem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Radku. Z pewnymi dumnymi ludźmi do porozumienia się nie dojdzie, ponieważ oni go nie chcą!!! gdyby chcieli, byliby w stanie zrobić wszystko co w ich mocy (z pomocą Bożą), żeby był pokój i dobroć. Jest tak, że często pozory dobra są podszyte złem i wtedy ciężko nawet zdemaskować prawdziwe intencje. Pokory religijnej nigdy za wiele. A modlitwa serca może zdziałać cuda. Przede wszystkim w sobie.Pozdrawiam Cię ciepło.
    ps. a któż jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień...

    OdpowiedzUsuń
  5. http://info.wiara.pl/doc/575739.Nie-bedzie-rehabilitacji-abp-Paetza - przykładów nie trzeba daleko szukać. Zamiast przykładu - wstyd i zgorszenie. I zero komentarza ze strony polskich biskupów. Jakby problemu nie było...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dorzucę jeszcze swoją refleksję, jak już mam dostęp do neta w Szczecinie. Miałam jakiś czas temu problem z tym, o czym piszecie. Bóg pokazał mi, że potrzebuję miłości do braci, którzy chorują duchowo, nie osądzania. I że ja też wciąż na nowo, każdego dnia potrzebuję uzdrowienia. To przykre, że Słowem Bożym niektórzy mają ochotę "pokazać innym jak bardzo są zwiedzeni i że tylko oni mają najczystszą prawdę", zamiast ukazać miłość i harmonię Boga, Jego planu dla człowieka z troski i w Duchu pokory. Prawda jest jedna; jeśli mamy różne zrozumienie Biblii, to znaczy, że ktoś z nas się myli. Może być tak, że mylą się dwie strony. Bóg objawi wszystko w swoim czasie. Inne zrozumienie danej doktryny nie powinno rodzić w nas uprzedzeń, osądzania, wzgardy czy poczucia wyższości. Poznanie jest cząstkowe. Bo każdy z nas tak naprawdę myśli trochę inaczej i trochę inaczej rozumie różne rzeczy. Czy to znaczy, że mamy się mniej kochać i mniej troszczyć o siebie, czy też patrzyć na innych z góry? Bóg się objawia cichym i pokornego serca, objawia się, tym którzy szukają Go z całego swojego serca. "choćbym miał całą wiedzę.. lecz miłości bym nie miał, byłbym niczym"
    Daj nam Panie czyste serca, mięsiste, pokorne, takie, w których może mieszkać Twoja miłość i prawda, amen K.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kamila,
    refleksja na jest skierowana
    do kogoś personalnie.
    Ukazuje niebezpieczny trend
    w dzisiejszym chrześcijaństwie.

    Pycha religijna jest czymś złym,
    i nazywanie jej po imieniu
    nie musi być przejawem
    braku miłości do kogokolwiek.
    Miłość nie równa się
    nazywaniem złych postaw dobrymi,
    jest raczej "dobrożyczeniem" innym.

    Jezusowi nie chodzi chyba o to,
    aby mówić o kimś, że jest pokorny,
    skoro nie jest.
    Najwięcej obrywało się od Niego
    ludziom religijnym, nie grzesznikom,
    co o czymś świadczy.

    Dobrze nieraz mocne słowo
    wziąć do siebie,
    aby np. mówiąc o pysze,
    samemu w pysze nie trwać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam na myśli Radku by grzechu nie nazywać grzechem. I że nazywanie grzechu grzechem jest brakiem miłości. Może być wyrazem szczerej miłości, gdy mamy czyjeś dobro na względzie, lub pyszną postawą w celu ukazania siebie w lepszym świetle, gdy chcemy pokazać "jacy święci" jesteśmy w porównaniu z kimś. Chodziło mi o to, że najpierw musimy badać swoje intencje, swoje serce, a gdy widzimy, że ktoś ma z czymś problem to okazujmy mu miłość, napominajmy, módlmy się za tą osobę. Z drugiej strony dajmy się napominać. Dobrze brać mocne słowo do siebie, daleko nam do doskonałości. Shalom

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że napisałaś o modlitwie.

    Kiedy jest ciężko we wspólnych relacjach,
    to Bożą radą jest modlitwa błogosławiąca tych,
    z którymi jest nam nie po drodze.

    Ale z drugiej strony
    i modlitwę można wykoślawić.
    W niej stawiać się wyżej nad drugiego,
    i mówić sobie w myślach,
    "dzięki, że nie jestem taki, jak tamten."

    Kiedyś w zborze podeszli do mnie
    brat z siostrą,
    skłóceni.
    Zaproponowałem, aby spróbowali,
    każdy ze swojego punktu widzenia
    wskazać gdzie leży początek
    ich negatywnej postawy względem siebie.
    Potem zaproponowałem modlitwę.
    Nauczyłem się wówczas,
    że jeżeli problem leży w "nie lubię cię"
    to nic nie dadzą zwroty do Pana
    w takich sytuacjach.

    Lekarstwem jest odważyć się wpuścić
    w swoje serce Jezusa.


    Szalom Kamila!

    OdpowiedzUsuń