piątek, 25 czerwca 2010

o czyje względy zabiegasz?


"Chłopiec jechał na osiołku,
a mężczyzna szedł piechotą.
Gdy szli, pewni ludzie stwierdzili,
że to wstyd, aby chłopiec jechał,
każąc starszemu panu chodzić,
więc mężczyzna i chłopiec pomyśleli,
że może to i racja, i zamienili się.

Jakiś czas później minęli grupę ludzi,
którzy zauważyli:
Co za wstyd, żeby ten człowiek zmuszał
małego chłopca do chodzenia.
Wtedy postanowili, że obaj będą szli!

Znowu mijali ludzi, którzy stwierdzili, że to głupota,
aby iść na piechotę, gdy mają doskonałego osiołka,
na którym można by jechać, dosiedli więc go razem.

Gdy kolejna grupa ludzi stwierdziła, że to wstyd,
aby zmuszać biednego małego osiołka
do dźwigania tak wielkiego ciężaru
chłopiec i mężczyzna pomyśleli,
że może mają rację,
więc zdecydowali się na to,
aby osiołka nieść.

Gdy przechodzili przez most,
osiołek wymknął się im z rąk,
wpadł do rzeki i utonął.

Morał tej historii jest taki:
Jeśli będziesz chciał przypodobać się wszystkim,
nie będziesz podobał się nikomu."


Przypomniały się słowa:

Czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej o Boga?
Czy ludziom staram się przypodobać?
Gdybym jeszcze ludziom chciał się przypodobać,
nie byłbym sługą Chrystusa (Gal.1:10)

8 komentarzy:

  1. Czytałam ostatnio tę historię, tylko nie pamiętam gdzie... :D
    Nie ludziom tylko Bogu, tylko Panu - on widzi wszystko!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. W kilku już powieściach, którymi w wolnych chwilach się zaczytuję, pojawiał się motyw - nieprzyzwoicie bogata osoba przyjaźni się z kimś "zwykłym", normalnym, biednym nawet, i szczerze rozmawiają. I ten bogacz opowiada o tym, że ludzie są gotowi na wszystko - kłamać, łgać, obmawiać, obgadywać, donosić - byle tylko wkraść się w jego łaski, zyskać uznanie i może coś jeszcze finansowo. I człowiek ten rozumie, że jest to obrzydliwe - ale go to bawi. Bawienie się ludźmi.

    Ale to wszystko tutaj jest tylko chwilowe - nie wiemy, czy potrwa jeszcze rok, dwadzieścia czy pięćdziesiąt. Jedno jest pewne - skończy się. I wtedy rachunek będzie prosty - między mną a Nim. A On nie zapyta o to, do ilu ludzi się przymilałem, ile osób mnie tolerowało np. z powodu pozycji czy kasy. Zapyta o to, czy dobrze żyłem.

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak się składa, że właśnie ostatnio rozmyślam sobie nad tego typu kwestiami... Dzięki Radku! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dochodzę do wniosku, że tak, mam się przypodobać Bogu i czuć się ze sobą dobrze.
    to proste.
    nie łatwe, ale proste.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za tę notkę!
    Tak jak Zim, też jakoś sobie ostatnio takie rozkminy robię :P
    I uczę się tego, aby Bóg był najważniejszy :)
    Trzym się ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No, historyjka daje do myślenia. Jeśli zupełnie chcemy przypodobać się tylko Panu, to na pewno w pewnym momencie może to nas sporo kosztować. Ale taka jest cena wierności. Dzięki za tą notkę, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa opowiastka... Nie znam jednak człowieka, któremu byłoby zupełnie obojętne, co inni o nim pomyślą :) Podobanie się Bogu, prędzej czy później spowoduje również, że będziemy sie "podobać" innym ludziom, o ile to nasze podobanie się Bogu nie będzie wypływać z pychy i udowadniania, że ja to jestem lepszy wierzący od ciebie! :)A niestety, czasem tak jesteśmy skupieni na tym by Bóg na nas łaskawie patrzył, że zaniedbujemy, lekceważymy czy wręcz porzucamy dobre relacje z innymi... a to już jest przegięcie :) Jezus wzrastał w łasce u Boga i ludzi - a my Go naśladujemy... Wniosek nasuwa się sam. Poza tym posiadamy coś takiego jak rozsądek, intuicję i sumienie. Czasem warto kogoś posłuchac, czasem nie. Czasem warto skorzystać z dobrej rady, a czasem ją odrzucić, nawet kiedy wydaje się dobra... Tak naprawdę zalezy nam na sobie, na dobrych relacjach, na dobrej opinii, na pochwałach. Nie oszukujmy się, że jest inaczej. Po prostu uczymy się żyć na codzień z Bogiem i z ludźmi i wypracowujemy sobie zdrowy boży osąd tego co powinniśmy, a czego nie w danej sytuacji. Czasem, z bólem serca mówimy nie, nawet tym których bardzo kochamy, gdy chcą byśmy postąpili niezgodnie ze swoim sumieniem, wiarą. A czasem ulegamy ze względu na zbawienie innych, nie doznając uszczerbku na relacji z Bogiem, jedynie może na swojej pysze i dumie, ale to co innego :)Jest w naszym życiu tysiące spraw, w których idziemy na kompromis wbrew Bogu, i tysiące "głupot" przy których upieramy się, choć nie mają większego znaczenia, a mogą stać się przeszkodą, by ktoś zapragnął iść za Bogiem...

    OdpowiedzUsuń
  8. Problem rodzi się wówczas, kiedy swoją
    więź z Bogiem, służbę dla Niego
    uzależniasz od człowieka.

    W takim kontekście pisał Apostoł.
    Gdyby chciał przypodobać się ludziom
    musiałby głosić inną Ewangelię niż głosił.
    I naprawdę, uwierz mi,
    ten problem nie minął.

    (plastycznie ukazuje to jedna historia
    z Dawidem w roli głównej;
    następna refleksja po tej
    co za niebawem powyżej będzie o tym)

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

    OdpowiedzUsuń