wtorek, 15 czerwca 2010

odchodzimy by POWSTAĆ

W niedzielę
dowidziałem się,
że zmarł Daniel.
Poznaliśmy się, jako 10-latki,
na jednym z kursów biblijnych,
gdzie bardziej niż za Świętą Księgą
ganialiśmy razem za piłką.
Potem nasze drogi się rozeszły.
Po 10 latach spotkaliśmy się znowu.
Dowiedziałem się, że jest chory na białaczkę.
W niedziele przegrał z chorobą.


Pamiętam, jak sześć lat temu zabrałem mamę w góry,
by pokazać jej Tatry,
miejsce mojego wypoczynku,
rozmów z Bogiem
i czas, w którym matka nieustannie myśli o synu
nie mogąc się dodzwonić, bo tam brak zasięgu.

Kiedy wyjechaliśmy kolejką na Kasprowy Wierch,
była mgła, dużo śniegu, widoczność niewielka.
Gdy zszedłem na ścieżkę w stronę Świnicy,
by pokazać mamie, gdzie chodzę,
gdzie się wspinam,
poszła z drżącym głosem
„nie idź już dalej.”
Zobaczyłem jej twarz.
Nie zapomnę.

Twarz troski i miłość do syna.
Ta twarz...
Widzę ją dzisiaj.

Miłość matki do dziecka w mały, ziemski
sposób ukazuje miłość Boga do człowieka,
a jest tak potężna w swojej bezwarunkowości.

Wówczas z mamą wróciliśmy razem do domu.

Daniel nie wróci już do domu ze swoją matką.
Matka nie wróci do domu z synem.

Smutek i rozpacz rozłąki to cena,
jaką płacimy za miłość.



Na szczęście
w Jezusie Chrystusie
ODCHODZIMY by POWSTAĆ!

„Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy.
Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku,
byśmy sami mogli pocieszać tych,
co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą,
której doznaliśmy od Boga.”


Boże pociechy,
otrzyj łzy
bliskim Daniela,
by z wiarą czekali na
czas radości, który już blisko.

Czekam i modlę się o dzień dzień,
w którym nie zapłacze już matka nad dzieckiem.

6 komentarzy:

  1. Życie jest bardzo kruche. Właśnie dziś uczestniczyłem w pogrzebie jednego nauczyciela ze szkoły, w której pracuję. To jest taki moment, w którym wszyscy zebrani wokół umarłego pogrążeni są w smutku, łzach. Ale dla niego przecież życie dopiero się zaczyna...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilka lat temu już wstecz, 3 razy pod rząd, miałem okazję przejechać Polskę w ramach rowerowej pielgrzymki do Częstochowy. Jeździł z nami - paradoks, dojeżdżając do Trójmiasta pociągiem z rowerem - X, nazwijmy go, mieszkający pod Częstochową. Wiedzieliśmy, że chorował, ale operacje się udały, młody, zdrowy, zwyciężył raka. Aż pewnego dnia, w grudniu, chyba od razu pierwszego dnia pracy po świętach, przed nowym rokiem, zadzwonił organizator pielgrzymki i zaprosił nas... na mszę za X, który zmarł w święta.

    To niepojęta tajemnica Bożej woli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Radku, pozwól mi dodać, że nadzieja, o której śpiewacie w tej piosence, nie spełnia się samoczynnie. Ona jest ściśle związana z nadejściem zapowiedzianego Mesjasza Jezusa i ze zbawieniem, które On przygotował dla wszystkich, którzy w Niego uwierzą.

    Powtórne przyjście Jezusa Chrystusa nie będzie automatycznie oznaczać, że żadna matka nie zapłacze już nad dzieckiem.

    Trzeba nam koniecznie uwierzyć w Pana Jezusa, upamiętać się z grzechów, narodzić się na nowo, dostąpić przebaczenia grzechów i prowadzić uświęcone życie aby ujrzeć Pana i wejść do Jego wiecznej radości.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co potem - to co zawsze
    poznikało tylu
    śmierć zajdzie starszym z przodu
    a młodszym od tyłu

    takie są początki prawidła niebieskie
    nikogo nic nie dziwi

    Poprzez życia bramę przed chwilą przeszedł ktoś zbawiony z pieskiem
    szli razem szukając Boga lepszego od ludzi


    rozgląda się po kątach a taki wzruszony
    jak chłopak co na choinkę poleciał do szkoły
    lub ten co niesie serce wyciągnięte z piekła
    kochamy nazbyt często gdy kochać nie można
    a miłość im głupsza tym bardziej ostrożna

    Wchodzą w Pana naszego królestwo ubogie
    doktoraty na zimno chrupie mysz pod progiem
    a to co zrozumiałeś to już nie jest Bogiem
    x. Twardowski

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Marianem. Jeśli wyznajemy, że Jezus jest Panem, nie będziemy sądzeni, ale przechodzimy do żywota wiecznego - takie są Słowa z Ewangelii Jana. Inaczej będzie z osobami, które np. nie usłyszały nigdy Ewangelii, bo np. mieszkały gdzieś daleko w buszu - czeka je sąd pod kątem ich sumienia. Najgorzej jest jednak, gdy lubiliśmy albo darzyliśmy w jakimś stopniu nawet lekką sympatią daną osobę, a nie wiemy, czy ona przyjęła dar zbawienia. Nasze uczynki nie mogą nic do tego dodać ani ująć, chociaż one są ważne, bo wiara bez uczynków jest martwa. Bóg może co prawda uznać taką osobę za człowieka, który co prawda nie usłyszał Dobrej Nowiny, ale był prawego serca. Nie nam wchodzić w Jego kompetencje, bo tylko On tak naprawdę wie jak jest w rzeczywistości, ale dlatego mamy Wielki Nakaz Misyjny - nie tylko aby wybrani ludzie głosili gdzieś w Afryce albo Azji, ale abyśmy głosili także wśród naszych sąsiadów, w naszych miastach, miasteczkach i wsiach. Nie chodzi tu o zmianę kościoła czy poglądów, ale o pokutę, odwrócenie się od grzesznego życia i czynną wiarę w zbawcze dzieło Pana Jezusa, który nie chce, aby ktokolwiek został potępiony. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...
    Nie znamy dnia ani godziny.
    Mój kolega zmarł na białaczkę w wieku 19 lat, gdy choroba wróciła do niego poraz trzeci. Raz został cudownie uzdrowiony, potem jednak Pan go zabrał...
    Nigdy nie pojmę Jego planów, ale ufam, że wszystko jest po coś.
    Trudno tu pisać, że czyjaś śmierć ma sens np. dla rodziny. Ale może właśnie tak jest, choć ciężko się z tym pogodzić?

    OdpowiedzUsuń