sobota, 10 lipca 2010

egzamin wiary


Rozmawiałem wczoraj ze znajomą,
która zmaga się jeszcze
z egzaminami na studiach.
Inna znajoma z byłej pracy poległa
na egzaminie z fizykoterapii.
Pierwszy termin sesji egzaminacyjnej
chyba już jednak powoli się kończy.
Drugie podejścia we wrześniu.

Ale dzisiaj chciałbym
wspomnieć inny egzamin…

Ap.Paweł prorokując o czasach w których żyjemy przestrzega,
że wśród wierzących będą tacy, którzy nie zdadzą egzaminu wiary.

2 Tym. 3:1-8
A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne.
Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi,
bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani,
bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń. Z takich bowiem są ci, co wślizgują się do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane pożądaniami różnego rodzaju, takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy. Jak Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi, tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o spaczonym umyśle,
którzy nie zdali egzaminu z wiary.


Pierwsza uwaga:
Apostoł nie pisze o ludziach nie wierzących,
którzy będą mieli problem z wiarą
(podkreślę - praktyczną wiarą; wspominałem o tym w lutym:
http://haszamajim.blogspot.com/2010/02/pars-pro-toto.html).
Ludzie nie wierzący nie wierzą,
więc trudno odnieść do nich powyższy tekst.
Apostoł pisze o chrześcijanach przekonanych o swojej wierze,
którzy będą mieli jednak problem z wydawaniem owoców dla Boga;
czyli problem trwania w Jezusie (Krzewie Winnym),
który jest źródłem Ducha Świętego przez którego w ogóle możemy
cokolwiek dobrego wydać.

Druga uwaga:
Przyznacie, że pawłowy opis na pierwszy rzut oka rodzi myśli:
„to mnie nie dotyczy, ani nikogo z moich bliskich”.

A może jednak.
Jedynym sposobem rozwoju jest brać najmocniejsze Boże słowa
wprost do siebie. Zaboli, ale to jedyna droga rozwoju.

Pozór pobożności. Wyrzeknięcie się mocy pobożności.
Umiłowanie rozkoszy bardziej niż Boga. Samolubstwo. Chciwość.
Oszczerstwa – ulubione ploteczki ap.Paweł też wymienia.

Egzamin wiary przechodzi każdy.
Oblanie równia się czymś więcej niż powtórzeniem roku na studiach.

Proponuję zadać sobie parę pytań:
- „Co moja wiara w Boga-Ojca i Syna, Jezusa Chrystusa
zrobiła z moim życiem?”
- „Jaki byłem przed laty, kiedy poznałem Jezusa,
a jaki jestem teraz?”
- „Czy widzę w sobie zmiany?”
- „Czy noszę w sobie świadectwo działania Bożej mocy?”

Jezus nauczał:
Niech mowa wasza będzie:
Tak, tak; nie, nie.
A co nadto jest, od Złego pochodzi (Mat.5:37).


Jakiej udzielę odpowiedzi
swoim codziennym życiem?

5 komentarzy:

  1. Dziwnie się poczułam, bo to tak jakby o mnie...ale mam nadzieję i wiarę w Pana Boga, , a On mnie zna, nie człowiek .Bóg będzie mnie sądził a nie człowiek. Liczę tylko na Łaskę i Miłosierdzie Boga. Wierzę w Boga Miłosiernego i Jego Syna-Miłośc. U człowieka zapewne nię mialabym szans. Pan mnie zna, zna moje serce, nawet jeśli popełnilam mnóstwo grzechów to Bóg jeden wie co się dzieje w moim umyśle, duszy, sercu. Tylko On-Bóg a nie człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Blanka, dobrze z jednej strony być świadomym
    swojej upadłości, a z drugiej mieć wiarę,
    że w Jezusie mamy przebaczenie tego,
    w czym zawodzimy.
    A przy tym trzeba być nastawionym na rozwój.
    Wyleczyć się ze złudzeń na własny temat
    i uczyć się polegać na Panu.

    Ludzie oceniają się wzajemnie
    na podstawie zewnętrznych uczynków.
    Bóg patrzy na drogę przebytych zmian,
    wewnętrznych wyborów i zwycięstw u Jego boku.

    Tych, jak najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobny temat poruszyłem w II części notki na http://niedowiarstwomoje.blogspot.com/2010/07/tedy-do-zbawienia.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że swoim życiem udzielę kiedyś jak najlepszej odpowiedzi. Teraz jest czas dojrzewania, aby potem wydawać jak największe owoce :) Bóg wiele zmienił we mnie i w moim życiu. I wierzę, że zmieni jeszcze więcej.
    Dzięki za tę notkę! :)
    Trzym się ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ludzie, którzy odpadali od wiary zawsze byli, są i będą. W XVIII wieku pojawił się laicyzm w nowożytnej wersji, połączony czasem z bardzo agresywnym ateizmem (taki Dawkins to przy tamtych ludziach pikuś), a w czasie II wojny światowej wielu ludzi zwątpiło. Z drugiej strony wydaje mi się, że to nie teologiczne dysputy ani podawanie argumentów przydaje ludziom wiary albo ich podnosi. Gdyby to miało coś pomóc, to na świecie dawno wszyscy byliby niezłomnymi chrześcijanami, a w Internecie takich dyskusji jest masa - trochę przypominają średniowieczne dyskusje typu "ile diabłów zmieści się na główce szpilki". Myślę że problem jest inny - potrzebny jest Duch Święty, a także miłość. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń