czwartek, 29 lipca 2010

uwielbienie

Jest w uwielbieniu trend, który coraz bardziej mnie niepokoi,
a mianowicie schodzenie do poziomu występu.
Od lat ta tendencja narasta. Tak się jakoś stało,
że nazywamy spotkania uwielbieniowe ‘koncertem’,
a istnieje niebezpieczeństwo, że takie słowa zmylą nas
i stracimy właściwe zrozumienie tego, czym jest uwielbienie.
Zbyt wiele razy na spotkaniu uwielbienia chciałem skupić się
jedynie na Bogu, a musiałem przebić się przez robiący wrażenie,
ale jednak rozpraszający show na scenie.
Niektórzy mogą argumentować,
że występy też mogą być uwielbieniem i to prawda.
Wszystko może być uwielbieniem, jeśli stoi za tym dobre serce.
Ale występy niekoniecznie są dobrym sposobem na prowadzenie uwielbienia.
Prowadzący uwielbienie musi być maksymalnie niezauważalny,
ma po prostu zachęcać do oddawania czci Bogu,
dając innym przykład do naśladowania.
Skupianie uwagi na sobie w chwili, która ma być świętym spotkaniem,
jest całkowicie niebiblijne. Tak naprawdę, może być nawet niebezpieczne.
Oddawanie czci jest przeciwieństwem dumy.
Duma mówi: ‘patrzcie na mnie’,
a uwielbienie pragnie, aby ludzie zobaczyli Jezusa.

M.Redman; "Czciciel o niegasnącym sercu"

12 komentarzy:

  1. Witaj Radku! masz rację, że trzeba bardzo uważać, aby uwielbienie Boga nie przekształciło się czasem w "uwielbienie" samego siebie.Trzeba uważać, aby nie wpaść w zachwyt i samouwielbienie. A może się to wydarzyć bardzo szybko.Musimy się uczyć pokory i skromności. Wiem to po sobie. Cały czas uczę się cierpliwości, panowania nad sobą, pokory. Nieraz ludzkie słabości górują. Trzeba cały czas się uczyć, że na pierwszym miejscu jest nasz Pan, Jezus Chrystus!

    OdpowiedzUsuń
  2. Inna rzecz, że czasami ludzie organizują coś na kształt uwielbienia, a jednak zahaczające formą o koncert - albo na odwrót. A w każdym razie - granica ulega zatarciu. O ile koncert przejdzie w uwielbienie - pół biedy. Gorzej, gdy w drugą stronę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka rewelacyjna!!!!!! Czytałam ją kilka razy i polecam KAŻDEMU WIERZĄCEMU, haha.

    Jestem sercem na TAK z tym o czym napisałeś. I cieszę się gdy widzę, jak coś się zmienia w polskich kościołach:)

    OdpowiedzUsuń
  4. zauważam takie niebezpieczeństwo we wszelkiego rodzaju działalności, żeby nie popaść w sidła własnego "ja". czasami przeszkodą jest zbytnie przywiązywanie uwagi do formy a nie do sedna i treści. Bywa i tak ze układamy sobie scenariusze postępowania które nie zawsze pokrywają się z oczekiwaniami Pana. Apostoł Jakub pieknie uczy - że co Pan będzie chciał albo na co On pozwoli bym czynił - to będę czynił.Nie chcę dla siebie żadnej chwały - jedynie aby Imię Boże było uwielbiane. pozdrawiam adam_h

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja się nie zgodzę. Dla zasady. :)

    Bo zgoda, co do autorów takiego przedstawienia. Ale oni w tym momencie nie tyle się modlą, co służą innym. W każdej służbie nazwijmy to "na świeczniku" jest niebezpieczeństwo zapatrzenia się w siebie. Ale ten dylemat ma chyba każdy ksiądz na ambonie. I to co innego niż osobista modlitwa.

    A modlitwa uczestnika? No cóż. Można powiedzieć, że to zależy od dojrzałości. Od właśniej tej umiejętności "przebicia się" przez otoczkę. Ale co z uwielbianiem Boga w Jego dziełach?

    Ja mam wrażenie, że mylisz tu trochę pojęcia. Dla mnie czym innym jest zachwyt nad Bogiem kiedy jestem w przepięknym lesie, nad jeziorem, kiedy chłonę cudowny krajobraz czy przepiękną muzykę. A czym innym uwielbienie kiedy klęczę z zamkniętymi oczami przed Najświętszym Sakramentem i skupiam się wyłącznie na ciszy. To po prostu różne rodzaje modlitwy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szukam, tęsknię. Jestem jak drzewo bez deszczu. Tracę liście, usycham. O miłość proszę. Kochać chcę całą sobą. I boję się. I się lenię. Mój brat znalazł ukojenie w Kościele Baptystów, Cały oddał się Jezusowi. Mówi, że opuścił go strach, że jest nowym człowiekiem. W swoim kościele - katolickim, widzę teatr. Razi mnie kreacja, odrzuca kapiące złoto, wyczuwam kłam w modlitwach za pośrednictwem ustanowionych świętych. U brata usłyszałam: "Nieważne jest, w jakim kościele wielbisz Boga. Ważne, byś wielbiła Boga, nie kościół. To chyba sedno tego, co sama czułam. Uwielbienie nie siebie, nie złota, a Chrystusa i jego słów. Chcę ich i się boję. Musiałabym zmienić siebie, musiałabym ja sama przestać być centrum swego świata. Wierzę, że On mi pomoże. Proszę o modlitwy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do Nadwodnej - nie bój się, wierz w Jezusa, On pomimo trudności podaje swą silną dłoń i wierzę że jeśli szczerze tego pragniesz On dopomoże Tobie, On jest mocny dopomóc każdemu swemu naśladowcy, bo sam przechodził ciężkie chwile. Biblia mówi: Hebr. 2:18
    "A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą." - ON jest mocny Tobie dopomóc, pozdrawiam i obiecuję modlitwę adam_h

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, masz rację. Czasem show jest fajne, ale bez przesady. Dużo tu jest emocjonalności a przecież wiara to nie emocje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nadwodna napisz proszę do mnie na radeksiewniak@poczta.fm

    Chciałbym zamienić z Tobą parę słów.

    Oczywiście,
    już dziś westchnę za Tobą do Boga.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja uważam, że Bóg używa różnych metod i daje różne metody do tego, aby ludzie Go uwielbiali. Dawid tańczył, a apostoł Paweł w Liście do Efezjan pisze: "I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha, rozmawiając z sobą przez psalmy i hymny, i pieśni duchowne, śpiewając i grając w sercu swoim Panu, dziękując zawsze za wszystko Bogu i Ojcu w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa". Ale też ważny jest umiar. Jeśli ważniejsza jest muzyka niż Jezus, wtedy równie dobrze można iść do jakiejkolwiek sali koncertowej. Jeśli On jest na pierwszym miejscu, wtedy nieważne, czy środkiem uwielbienia jest muzyka, pieśń czy zwykłe pielenie chwastów na działce. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Do Nadwodnej-przyłączam się do wszystkich wspierających Cię poprzez modlitwę. W trudnych chwilach czytam Izajasza 43:1-7 i czuję ten fragment tak, jakby był powiedziany do mnie... Jeśli kiedykolwiek zechcesz napisać w jakiejkolwiek sprawie - mój adres jest następujący: beata.pilch@gmail.com

    Na temat uwielbienia. I zagrożeń. Zastanawiałam się dobrą chwilę nad poruszonym tematem i nad Waszymi wypowiedziami. W każdej znalazłam jakąś wskazówkę dla siebie i punkt do dalszych rozważań. Dziękuję :) Zastanawiałam się też chwilę jak to jest ze mną na różnego rodzaju spotkaniach (koncertach, ale też innych wydarzeniach, nabożeństwach). Zazwyczaj podążam za tym, co się dzieje. Jeśli ktoś mówi, że chce uwielbić Stwórcę i Pana Jezusa - wierzę, że tak jest. Czasem czuję dysonans... jednak raczej dość rzadko :) Muszę nad tym jeszcze pomyśleć. Pozdrawiam wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń