poniedziałek, 9 sierpnia 2010

teoria, a praktyka


Umiejętność pływania
to moja pięta achillesowa.
Na uczelni
ledwie zaliczyłem zajęcia
z pływania podstawowego.
Cóż to była za męczarnia.
Natomiast pływania ratowniczego
nie byłem już w stanie zaliczyć.
Zawsze kończyło się podobnie:
holując partnera po 5 m szedłem na dno
i z ratownika stawałem się ratowanym :)
Po roku prowadzący zlitował się nade mną i dał zaliczenie
podsumowując moje zdolności poruszania się w wodzie:
„Obyś nigdy nie miał styczności z basenem”.

Miałem.

Na szczęście w innej formie.

Tym razem to ja prowadziłem z dziećmi naukę pływania,
nie musząc jednak wchodzić do wody.
Moim zadaniem było umiejętnie z lądu
pokazywać, tłumaczyć,
jak należy prawidłowo technicznie pływać.

Ten przedmiot zaliczyłem na 5.

W życiu jest podobnie.
W teorii jesteśmy mocni.
Ci, którzy nie mają swoich dzieci, najlepiej wychowują cudze.
Najlepiej wiemy, jak należałoby wykonać, zrobić…
tego czego nie wykonujemy i nie robimy.
Jesteśmy mistrzami pouczeń i wygłaszanych przemów.

Do czasu, aż przychodzi praktyka.
Ją zaliczamy ledwo na 3, albo w ogóle oblewamy.
Jedynie z Jezusem jest inaczej...
I właśnie dzięki Bożej łasce jest nam dana szansa,
by spróbować wreszcie nauczyć się pięknie żyć z Jezusem.

Jezus powiedział o pewnej grupie ludzi, że
mówią, ale sami nie czynią (Mat.23:3).
Oby nikt z nas nie stał się adresatem tych słów.

Jezu, Mistrzu, ucz przybliżać praktykę do teorii
i chroń od słów nie pokrytych czynem,
bym czynił, jak głoszę
i żył, jak wierzę.
Amen!

6 komentarzy:

  1. Jaki letni i orzeźwiający wpis...:-))
    Radku, ja może do tej grupy "wyjątków" potwierdzających regułę należę, bo z teorią u mnie ciężko było, za to praktyki (na innym polu) zaliczałam na -5. To jeśli o szkołę chodzi, gdyż w życiu (moim), to wydaje mi się ,że i teoria i praktyka są poniżej skali ocen. Ale całe życie człowiek się uczy, więc może kiedyś choć o jeden stopień do góry pójdę;-)
    Pozdrawiam, M :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Albo nawet inaczej.

    Naucz być tak, abyśmy potrafili poradzić sobie zarówno z praktyką, jak i teorią. Bo teoria sama w sobie to tylko teoria, a to zawsze za mało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wbrew pozorom uważam, że teoria jest bardzo ważna. Jest progiem wyjściowym to uczynienia czegoś w praktyce. I praktyka nas "sprawdza" na ile pojęliśmy teorię, na ile słuchaliśmy, zapamiętaliśmy... Jezus nauczał i fakt - czynił. Lecz Jego słuchacze, o ile byli uważni, mogli potem, w chwili próby przypomnieć sobie Jego Słowa, posilić się nimi tak, jak głodny człowiek posila się chlebem. Ci którzy pojęli "Bożą teorię" to ci, którzy budują dom na skale, którzy słuchają Słów Jego i wykonują je. Być może, a raczej na pewno nie wszyscy posiadają wysokie umiejętności do wykorzystania w praktyce, lecz...
    życie pokazuje, że wielu naucza, poucza, pokazuje, wymądrza się, ale osobisty przykład "leży". Nie chodzi tu tylko o sprawy związane z wiarą, bo wielu chrześcijan to niestety leniwi, obojętni, zarozumiali "święci", którym wystarczy sama teoria... I zawsze znajdą usprawiedliwienie, że nie czynią bo...

    I nie życzę Ci byś się znalazł w sytuacji by musiał kogoś tonącego ratować . Pewna wierząca lekarka "pochwaliła" się takim świadectwem, że na egzaminie specjalistycznym dostała same "łatwe" pytania, bo na inne się nie nauczyła. Boże broń mieć do czynienia z takimi specjalistami, którym akurat przytrafi się pacjent z dolegliwościami, o których się nie douczyła. Nie ma się czym chwalić... Pół biedy, gdy nasze trzy minus czy plus dotyczy czegoś banalnego, ale gdy w grę wchodzi ludzkie życie...
    Przykład jest najlepszym nauczycielem. Nie ma lepszego. Niestety, niektórzy "zasłaniają" się Bogiem i swoją wiarą, by usparwiedliwiać niesłowność, obojętność, byle jakość we wszystkim co robią, bo przecież "Bóg ich zmienia. A jak On nie zmieni to nic i nikt nie zmieni" - co jest oczywistą bzdura, ale też wygodną wymówką...

    Pozdrawiam.
    J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezus przyrównuje tego co słów słucha i je wykonuje do człowieka roztropnego, który dom zbudował na skale, gdzie deszcz czy wichura
    nie naruszy jego fundamentów.

    Dom na piasku budują ci, którzy słów Bożych słuchają, ale ich nie wypełniają.
    Dom szybko runie.

    Nie mówię, że teoria = nauka Bożego słowa
    nie jest ważna (wręcz przeciwnie),
    ale jak nie pójdzie za nią czyn,
    to przypominam słowa:
    "komu wiele dano,
    od tego wiele wymagać się będzie."

    Mówię, że nasze posługiwanie się Bożym słowem
    może stać się z naszej strony nie ożywione,
    a przez to hipokryzją.

    "Lecz Jego słuchacze, o ile byli uważni, mogli potem, w chwili próby przypomnieć sobie Jego Słowa, posilić się nimi tak, jak głodny człowiek posila się chlebem."

    Zapewniam Cię, że można znać Słowo Chrystusa,
    w chwili próby sobie je nawet przypomnieć,
    a i tak mu się nie poddać.

    Niestety, ale często trudne prawdy dotyczące naszego życia nie docierają do naszych serc. Rozbijają się o ściany naszych umysłów.

    Dwa starotestamentalne przykłady.

    Bileam i Jonasz.

    Ich problemem było to,
    że poznali Słowo Pana, ale go nie przyjęli.
    Ich poznanie zatrzymało się
    na poziomie umysłu.
    Nie pozwolili Słowu Bożemu
    przejść dalej – do serca.
    Słysząc głos Boży przeszli nad
    nim do porządku dziennego.

    Ich problem jest naszym problemem.
    By mniemam, że wszyscy mamy niejednokrotnie
    z tym problem, może czasami nieświadomy,
    ale jak historia wprowadzenia Arki Bożej do Jeruzalem pokazuje - to nas nie usprawiedliwia.

    Lekcja, jaką zabieram dla siebie,
    jest taka, że mogę znać Słowo Boże,
    ale przyjąć je tylko na poziomie umysłu,
    a nie serca.
    Posiadać wiedzę, która mnie nie zmieni.
    Mogę znać Słowo, ale nie być mu poddanym.
    I to problem wielu chrześcijan,
    którzy znają i czytają Biblię.


    Każda zmiana wymaga naszego autorskiego,
    na serio CHCĘ.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety, ale tak naprawdę obserwując nasze otoczenie widać, że z 89% wierzących Polaków, może najwyżej połowa praktykuje... Wolimy mieć łatwego, nic nie wymagającego od nas bożka, zamiast prawdziwego Boga, bo to jest wygodne, tak jak ludzie chorzy czasem wolą bagatelizować objawy zamiast poddać się nieraz kosztownej i nieprzyjemnej terapii i oszukiwać się, że wszystko jest w porządku - bo tak jest wygodnie. Bez pracy nie ma kołaczy, jak mówi przysłowie, ale z drugiej strony musimy naprawdę tego chcieć. Kiedyś przeczytałam w jednej książce takie zdanie, że być może gdyby przed wiekami grupa chrześcijan zastosowała się do słów z Listu Jakuba, nie potrzeba by tworzyć takiej ideologii jak komunizm. Coś w tym jest niestety. Ja osobiście uważam, że i teoria, i praktyka są bardzo ważne razem. Nie można praktykować bez teorii, ale sama teoria bez praktyki jest martwa, jak wiara bez uczynków. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że piszesz o czymś b. ważnym. Ja widzę to bardzo często, czasem zastanawiam się nad sobą - na ile to, o czym mówię, pokrywa się z tym co robię. Te same słowa mają zupełnie inną moc, gdy mówi je ktoś kto według nich żyje. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń