poniedziałek, 23 sierpnia 2010

wylanie Ducha


Wszyscy oni trwali jednomyślnie
na modlitwie… (Dz.A.1:14).


Wniebowstąpienie Jezusa miało miejsce
40 dnia po Jego zmartwychwstaniu.
Wylanie Ducha Świętego
50 dnia po zmartwychwstaniu Chrystusa.

Co robili uczniowie Jezusa przez 10 dni,
zanim wypełniło się w nich słowo Boga
„wyleję Ducha mego na wszystkie ciało (Dz.A.2:17)?”

120 osób w wieczorniku przez 10 dni
trwało jednomyślnie na modlitwie.

Po 10 dniach modlitw Bóg wylał swego Ducha.

Po czym ap.Piotr przemówił,
może 10, może nawet 20 minut;
w każdym bądź razie niedługa była to przemowa.

Kiedy skończył, ci co
„to usłyszeli, przejęli się do głębi serca:
Cóż mamy czynić bracia?”


Piotr powiedział:
„Nawróćcie się i niech każdy z was
przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa
na odpuszczenie grzechów waszych,
a otrzymacie w darze Ducha Świętego.”


Nawraca się ok. 3 tys. osób.

5 minut kazania = 3 tys. nawróceń.

5 minut kazania = 10 dniom modlitw.

Dzisiaj proporcje się zmieniły.
Potrafimy głosić kazania, wykłady, nauczać
modląc się w ciągu dnia tyle, ile Piotrowi
wystarczyło do zasiania na stałe Chrystusa u 3 tys. osób.

To o czymś świadczy w związku
z naszym życiem
i aktywną gotowością przyjęcia obfitości Bożego Ducha.

18 komentarzy:

  1. Myślę Radku że to jeden ze znaków czasu... Niedawno czytałam o nawróceniach w Nigerii - tam jest zupełnie inaczej, może dlatego, że tam nie dotarło jeszcze to zeświecczenie i kultura może jest nieco bardziej "bezpośrednia". Tutaj raczej robi się wszystko po cichu, chyba że chodzi o rytuały i obrzędy - do tego nasi duchowni są szybcy i głośni. Ciężko w to uwierzyć, ale Polska też potrzebuje Ewangelii, chociaż kościoły (jeszcze) są pełne. Niedawno czytałam, że według jednej z ankiet jedynie 33% młodzieży w Polsce uznaje Jezusa za Syna Bożego. Pytanie tylko jeszcze, co przez to rozumieją i co to dla nich znaczy.
    Z drugiej strony w środowiskach ewangelicznych obserwuję też pewien dziwny rytuał w ewangelizacjach: powtórz modlitwę grzesznika a będziesz zbawiony. Nigdzie w Biblii nie ma o takiej modlitwie. Jest tylko wiara. A ona potrafi się narodzić tam, gdzie często najmniej się tego spodziewamy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta aktywność po prostu spada... Zamiast robić (=modlić się), wolimy gadać. Coraz częściej - przysłowiowo przelewając z pustego w próżne. Pewnie, słowa też mogą wiele zdziałać - trafić do kogoś, zainspirować. Ale na pewno nie bardziej, niż szczera - a przede wszystkim: wytrwała - modlitwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez modlitwy żadne działanie nie ma sensu. W NT mamy przykłady z życia Jezusa, który zanim coś czynił spędzał czas na modlitwie np. wybór apostołów itd. Jednak z modlitwą musi być działanie. Uważam, że za pragnieniem serca, powinny pójść czyny. Zauważam, że ludzie czasem tak przez kilka lat uczęszczają na spot. modlitewne ( i to jest dobre...), jednak po wyjściu nie ma działania. Spotykają ludzi i rozmawiają o wszystkim, tylko nie o Ewangelii. Modlitwa + działanie, Jezus też tak żył na ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy byłem w Krk wydawało mi się, że wierzę w Jezusa, jednak dopiero modlitwa i to bardzo długa (kilka lat) sprawiła, że Bóg dał mi się poznać. Modlitwy klepane bezmyślnie są próżne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając Dzieje Apostolskie uświadamiam
    sobie problem współczesnego chrześcijaństwa,
    w tym nie raz i mój.
    Dla tamtych ludzi życie
    z Jezusem było realne.
    Dlatego czytamy o 10 dniach modlitw,
    innym razem o postach i modlitwie,
    ZAWSZE o działaniu w imieniu Pana.
    To była codzienność tych, którzy poznali Pana.
    Dzisiaj to wszystko sprowadza się bardziej
    do sposobu zachowania,
    do zrywów jakiegoś działania.

    W tym widzę dwie skrajności:
    1. brak pragnienia modlitwy;
    pustki na spotkaniach modlitewnych.
    2. spotkania modlitewne,
    pragnienia wielkich rzeczy z równoczesnych
    brakiem podjęcia osobistej pracy,
    by słowa modlitwy powiązać z życiem.

    Różnica w spotkaniach modlitewnych tamtych ludzi, a współczesnych jest taka, że tamci
    po takich spotkaniach modlitewnych wychodzili do ludzi niezbawionych, odważnie głosząc, że Jezus jest Mesjaszem;
    a współcześni wychodzą z ciepłego kościółka
    do swoich ciepłych domów.

    "Na niby" trzeba zamienić "na prawdę."
    Tylko, na ile nam na tym, tak na serio zależy?

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym problem, że ludzie nie chcą słuchać o Jezusie. Uważają, że ksiądz odpowiada za ich zbawienie i udział w mszy załatwia sprawę. Nie raz słyszałem, że wiara to coś tak osobistego jak seks i nie powinno się o tym rozmawiać. Sprytne, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki Bogu, wciąż jest na świecie wielu chrześcijan którzy żyją NAPRAWDĘ z Bogiem, a letnich i niezdecydowanych nie brakowało i za czasów Jezusa... Który mówił, że przyjdzie czas, gdy serca wielu oziębną... W tamtych czasach była garstka i w tych czasach też jest garstka... I garstka dostanie się do nieba.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie masz racji, że garstka. Biblia opisuje, że niezliczone masy tam będą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Proponuję, by się podpisywać - jakkolwiek
    (ułatwi to komunikację;jest bardziej eleganckie)
    i nie wdawać się w kompetencję Boga.

    Powyżej jeden z Was pisze, że dziękuje,
    że wielu żyje z Bogiem, po czym pisze o garstce.
    To jakaś niespójność myślowa i niebezpieczeństwo
    współczesnego zobrazowania przypowieści o dwóch modlących się w świątyni (Łuk.18:9-14).

    Nauczam w swoim zborze i tu to o tym wspomnę,
    żeby nie mówić o tym
    co nam się wydaje,
    bo niby skąd posiadamy taką wiedzę, by wskazać ilu chrześcijan żyje naprawdę z Bogiem,
    a ilu jest letnich.
    Jakie stosujemy kryterium podziału?
    Zazwyczaj to kryterium jest denominacyjne,
    osadzone tym, że to mój kościół (= zrozumienie)
    jest właśnie tym najlepszym.

    Chciałbym byśmy zwracali uwagę na siebie,
    to jacy my jesteśmy przed żywym Bogiem.

    Paweł napisał do Rzymian:
    "Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej."

    Łatwo przyjąć te słowa apostoła, bo dotyczą wszystkich. Łatwo je przylepiać bardziej na innych niż na siebie. Trudniej jest powiedzieć:
    "Wszyscy zgrzeszyli, ale najbardziej ja sam."

    Przy ogólnikach czujemy się bezpieczni.
    Porównując się ze złymi przykładami również.
    Dużo trudniej zobaczyć swoje uchybienia
    i uczyć się pięknie żyć z Jezusem,
    by tą pięknością zarażać tych letnich.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ostatnio problem z modlitwą, ale pocieszam sie tym, że jak uczy Biblia Duch Święty mnie wspomaga i modli się za mnie. Najważniejsze żeby nie rezygnować, nawet jeżeli wydaje się ona krucha i mało wartościowa. Dar dobrej modlitwy jest łaską. Czynami więc zabiegać o potrzebne łaski. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pisząc o "garstce" chodziło mi o to, że niewielu ludzi żyje prawdziwe z Bogiem,komentarz został odebrany zbyt dosłownie, mój błąd, że owej "garsteczki" nie wzięłam w poprzednim komentarzu w cudzysłów. Hm... Z jednej strony masa, z drugiej sam Jezus mówi: A czy Syn Człowieczy gdy przyjdzie znajdzie wiarę ma ziemi? Coś więc musi być na rzeczy. Nie ma tu żadnego wchodzenia w kompetencje Boga, lecz jedynie prosta obserwacja codzienności... co czynić nam wolno i nazywać rzeczy po imieniu. A skoro Autor tak wiele pisze, by zacząć od siebie, mniemam, że zaczął... I niech świeci przykładem :) Tego co pisze :)A jeśli chodzi o niespójność, to Autor sam powinien przyjrzeć się swoim wypowiedziom: "Nauczam w swoim zborze i tu to o tym wspomnę,
    żeby nie mówić o tym
    co nam się wydaje,
    bo niby skąd posiadamy taką wiedzę, by wskazać ilu chrześcijan żyje naprawdę z Bogiem,
    a ilu jest letnich.
    Jakie stosujemy kryterium podziału?
    Zazwyczaj to kryterium jest denominacyjne,
    osadzone tym, że to mój kościół (= zrozumienie)
    jest właśnie tym najlepszym". bo chociaż tak pisze, z drugiej strony wciąz innym coś wytyka OCENIAJĄC właśnie cudze życie z Bogiem. :)Dla mnie nie ma kościołów lepszych i gorszych, w każdym są tacy co ida za Bogiem i tacy co grzeją ławki, tacy którzy się modlą i którzy udają, że to robią... Wiadomo, że Bóg wie NA PEWNO, którzy sa Jego, więc drogi Autorze, więcej pokory, a mniej oceniania "a współcześni wychodzą z ciepłego kościółka
    do swoich ciepłych domów." Rozumiem, że Autor nie wraca do ciepłego domku, wychodzi na ulice i grzmi na całą ulicę NAWRÓĆCIE SIĘ! :), że o każdej porze i w każdym miejscu odważnie głosi Ewangelię. Brawo! Ale nie wszyscy tacy są, co nie znaczy, że milczą czy mniej się modlą. Tak, drogi Autorze, wciąż oceniasz, wytykasz, pokazujesz co mówi Biblia, a czy przypadkiem, czasami też Ci się coś nie wydaje? Bo sposób w jaki to robisz, przypomina bardziej wymachiwanie rózgą, niż Pawłowe zwiastowanie - niemniej cenię wiele myśli jakie zawierasz w swoich rozważaniach i za nie jestem wdzięczna. Nie każdy jednak musi jak Ty rozumieć i mierzyć. Miej to proszę na względzie - bo i wersetami można się nieźle pokaleczyć, albo pokaleczyć innych. I Ty czasem możesz się mylić, nawet , jeśli swoje racje "podpierasz" wersetami. Jakoś nie ufam taki ludziom, którzy maja postawę, że oni jedyni rozumieją co "Bóg chciał powiedzieć" przez ten czy inny werset. A czasem tak właśnie brzmią Twoje notki. Jakbys miał doskonałe zrozumienie i jedynie słuszne Bożego Słowa.

    Rilla

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne teksty piszesz Radku. Zawsze będą jakieś kąsania i to tylko dowód, że głosisz prawdziwego Chrystusa. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Rilla, większość rzeczy,
    o których piszę na blogu dotyczy mnie.
    Pisząc o współczesnym chrześcijaństwie
    piszę również do sobie;
    tak też czytam Biblię,
    bo to jedyny sposób rozwoju.

    Dzięki za komentarz.
    Wybacz, jeżeli mój był zbyt uszczypliwy.
    Słowo pisane w tym względzie
    jest trudniejsze
    do zrozumiałego oddania swych myśli
    i właściwego odczytu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki Krzychu.
    Powyżej chyba jednak
    obopólnie nie zrozumieliśmy się do końca.

    Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  15. Owieczko, dobra modlitwa, to szczera modlitwa,
    kiedy spotykamy się z Panem w naszym sercu.

    Nasi starsi bracia w wierze
    mówią o tzw. kawanie,
    czyli świadomym i wewnętrznym zaangażowaniu
    w modlitwie. Wyróżniają jej 4 poziomy
    [tak bardziej technicznie:)]

    1.Zrozumienie wypowiadanych słów modlitwy.
    2.Utożsamienie siebie z modlitwą.
    3.Współgranie uczuć modlącego się ze słowami modlitwy.
    4. Pełna świadomość przebywania w obecności Boga oraz kierowanie się ku Niemu.

    Ten ostatni poziom jest istotą modlitwy, którą powinna być przede wszystkim mową naszego serca, a nie samych tylko ust.

    Życzę Ci bliskich spotkań z naszym dobrym Ojcem.

    Serdeczny uścisk dłoni!:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak ja lubię tu zaglądać. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń