poniedziałek, 13 września 2010

ponadwyznaniowo


Kto bowiem nie jest
przeciwko nam,
ten jest z nami
(Mar.9:40).


Pan Jezus przyznaje się
do każdego człowieka,
bez względu
na przynależność wyznaniową.
Każdemu podaje rękę. Kto pragnie – z tym rozmawia.
Dwa tysiące lat temu zburzył mur ludzkiej niechęci
spowodowanej odmiennością religijną.
Obie części ludzkości uczynił jednością,
bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość (Efez.2:14).

To co wydawało się niewyobrażalnie trudne
– pojednanie odmiennych grup ludzi:
Żydów i pogan – dokonało się w Jezusie Chrystusie.
Ale „nowonarodzony” człowiek bardzo szybko zaczął
znowu tworzyć mur między sobą a swoim bratem.
Mur ten rósł już od czasów apostołów (1Kor.1:10-13).
Jest i dzisiaj. Najtragiczniejsze jest to,
że dobrze nam w tej separacji.

Różnica w rozumieniu słowa Bożego
nie może zakrywać jedności,
która wyraża się w Chrystusie.
Człowiek jednak od najdawniejszych czasów zwalcza
w drugim człowieku odmienność.
Patrzy z niechęcią na tego,
kto robi rzecz identyczną jak on,
tylko ubrany w inną szatę kościelną.
Tak trudno znieść odmienność.
Nie uniknęli tego i apostołowie.
Kiedy zobaczyli w Kafarnaum człowieka,
który wypędzał z ludzi złe duchy,
a nie chodził z nimi – zabronili mu tego.
Pobiegli szybko z ową nowiną do Jezusa myśląc,
że spotka ich za ten czyn pochwała.
Nie spodobało im się to,
że ktoś robi coś poza ich społecznością
– społecznością dwunastu apostołów.
Czy w tej historii nie kryje się lekcja dla nas?
Czy i my nieraz tak nie postępujemy?
Czy i my nieraz nie popadamy w taki apostolski osąd?
Pan Jezus gani ich ku ich zdziwieniu.
Być może gani także niektórych z nas.

Uchylając drzwiczki pozadenominacyjnego spoglądania na świat,
można spotkać całkiem sporo miłych ludzi;
znam trochę takich, dalej poznaję;
kochają Jezusa awyznaniowo.
Nie łączy nas grupa wyznaniowa – łączy nas Chrystus.
W usystematyzowanych, „ładnie” poukładanych
poglądowo czy charyzmatycznie kościółkach dumnych,
że to "my najwierniejsi", niestety jest samotno.

Kształtujmy w sobie serce wierne Bogu,
nie religii, przepisom i obrzędom.
Serce wierne Bogu – nie o mentalności denominacyjnej,
działające dla interesu danego wyznania,
uprawiające wobec innych waśnie i spory.
Serce wierne Bogu – działające dla Królestwa Bożego.

17 komentarzy:

  1. Tak, Pan Jezus od nikogo się nie odwraca, do każdego się przyznaje. Nie to, co my - prości i mali ludzi. Dla nas każdy pretekst, słowo, gest, jest dobry, aby kogoś dla jakiegoś stereotypu, przesądu po prostu przekreślić, odtrącić, zlekceważyć.

    Wartość każdego z nas, piękno bardzo często (o ile nie zawsze) polega na odmienności - poglądów, zainteresowań, pasji. Ważne, aby w tym wszystkim było dążenie do prawdy, dobra, wola pomocy i miłość. Wtedy Bóg jest w tym wszystkim, jest między nami.

    To jest ciekawy problem - żeby nie odsądzać od czci i wiary tych, którzy może nie wpisują się idealnie w pewien utarty schemat... Ale z drugiej strony - czyż Jezus nie ostrzegał przed fałszywymi prorokami, którzy niby to w Jego imię mieli przyjść? :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Radku, ja myślę że w każdym z nas jest taki duch sekciarstwa i faryzeizmu, pokusa pokazania, że to my jesteśmy ci najlepsi, a cała reszta to odszczepieńcy. Wzięło się to moim zdaniem z niedojrzałości duchowej. Reformatorzy w dawnych wiekach spotkali się z niezrozumieniem i stąd teraźniejsze podziały. Zresztą podziały były już wcześniej, a to niestety za sprawą pychy pewnych przywódców kościelnych... Pychy, która każe wierzyć, że właśnie tylko my mamy rację. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Największym pragnieniem Chrystusa była JEDNOŚĆ nas wszystkich, o którą tak żarliwie modlił się do Ojca. A my ? No cóż, cały czas w drodze i wciąż podzieleni.
    Chyba najtrudniej jest nam przyjąć, że otrzymujemy od Boga łaski całkowicie ....ZA DARMO. To czasami rodzi w nas bunt i zazdrość. Nie liczą się dla Niego nasze zasługi, ilość obrzędów i praktyk religijnych. Czy jesteśmy dobrzy, czy źli ? Czy należymy do tego, czy innego Kościoła ? Każdego, kogo Bóg zechce może obdarzyć łaską. Największego grzesznika również. I to jest TAJEMNICA dlaczego tak, a nie inaczej I to trzeba przyjąć i z pokorą patrzeć na swoich bliźnich, tych blisko i tych co daleko od nas.
    Piękne jest to, że w tej mozaice różnorodności można się odnaleźć przy Chrystusie.
    A celem jest Jego Królestwo, a drogą do niego miłość ...:)
    Dziękuję Radku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bezpośrednio nawiążę do komentarza Ali:) bo choć rację ma, że rzeczywiście pycha przywódców kościelnych prowadziła do podziałów, jednak bądźmy sprawiedliwi, także pycha samych reformatorów, którzy także mieli udział w podziałach. Co z tego, że mieli rację zarzucając różne rzeczy Kościołowi skoro doprowadzili do zła jeszcze większego? A przecież są przypadki kiedy to święci upominali papieży, jednak trwali w jednym duchu w jednym Kościele. Nie mówię tego wszystkiego po to, by pokazać gdzie jest słuszna jedyna racja, bo przychylam się do opinii, która jest w tym wpisie i w waszych komentarzach, że różne drogi prowadzą do Boga a schemat w przypadku dróg Pańskich nie zawsze się sprawdza, zresztą pokazuje to biblia, że Bóg nie powtarza dwa razy tego samego. Za każdym razem prowadzi inną drogą, traktuje człowieka indywidualnie, nie ma dla niego schematów w które człowiek musi wpaść, my czasem wpadamy w schematy, bo nam tak łatwiej, a my przez to często błądzimy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Drodzy rozmówcy;
    Pralabra pisze o pewnych utartych schematach;
    tylko czym są te utarte schematy?
    To one zazwyczaj są pożywką
    dla naszej dumy z tego,
    że to my właśnie mamy swoje, te najlepsze.
    Jestem zwolennikiem konstruktywnej rozmowy
    z tymi, którzy myślą inaczej
    wg beriańskiego wzoru (zob.Dz.A. 17:11).
    Rozmowy z szacunkiem, ze wspólną modlitwą.

    Problem chrześcijaństwa osadza się
    na znaczeniu punktów spornych.
    Wg Biblii absolutnie zasadniczym punktem
    jest wiara w Jezusa Chrystusa
    i przyjęcie Go, jako swego
    osobistego Zbawiciela, owocowanie
    w tym Krzewie Winnym
    - to w Antiochii nazwano chrześcijaństwem.

    Problem w tym,
    że współcześnie to nie wystarcza.
    Trzeba przyjąć jeszcze wiele innych dogmatów;
    brak przy tym wspólnego pochylenia się
    nad różnicami.
    Do tego wzywa Bóg.
    Dzisiaj natomiast wybiera się raczej dumę
    z tego, że „wierzę inaczej”, która niejednokrotnie osadzona jest na strachu
    poddania swego zrozumienia z Biblią.

    Ale nawet rozmawiając będziemy się różnić.
    Mam wielu przyjaciół z którymi różnię się
    w paru kwestiach zasadniczo,
    ale widzimy, że Bóg się do nas przyznaje
    i spotykamy się razem,
    nie wywyższamy jeden nad drugiego,
    a tworzymy społeczność.
    Nieraz poruszamy różniące nas kwestie.
    Nade wszystko chcemy jednak
    wspólnie pięknie żyć,
    tak, by Pan był z nas dumny.

    Uczymy się otwierać wspólnie Biblię.
    Swoją wiarę opierać tylko na objawionym
    w Biblii Bożym Słowie.
    Gdy nasze różnice mieszczę się
    w ramach tego Słowa,
    czytamy dalej z pokorą
    i szacunkiem względem siebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Natomiast co do fałszywych nauczycieli,
    wilkach w owczej skórze Jezus daje sposób ich
    identyfikacji:
    "Po owocach poznacie ich."

    Biblia charakteryzuje zresztą te ciemne postacie:

    1.

    Ez. 22:26n
    26. Kapłani jej przekraczają moje prawo - bezczeszczą moje świętości. Nie rozróżniają pomiędzy tym, co święte, i tym, co świeckie, nie rozsądzają pomiędzy tym, co czyste, a tym, co nieczyste, a na szabaty zamknęli oczy, tak że wśród nich doznaję zniewagi.
    27. Przywódcy pośród niej są jak wilki rozdzierające zdobycz: rozlewają krew, zabijają ludzi, aby osiągnąć niesprawiedliwe zyski.

    2.

    Mat. 7:15n
    15. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.
    16. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi?

    3.

    Dz.A. 20:29n
    29. Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada.
    30. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów.


    Takich osób faktycznie mamy się strzec;
    którzy nastawieni są na zysk i w to zamieniają Ewangelię,
    którzy zamiast karmić owce, owce doją,
    którzy raczej chcą przywództwa, a nie służby,
    którzy promują bardziej siebie niż Chrystusa
    używając przy tym słów Jezusa.
    Będą mówili ładnie i zachęcająco,
    - sposób ich rozpoznania: owoc codziennego życia.
    Owca jest pokorna.
    Gotowa na zmiany.
    Przyjmuje zdanie innych.
    Wilk przeciwnie
    - gdy coś jest nie po jego myśli -
    strzeży zęby.

    OdpowiedzUsuń
  7. Patryku, dlaczego do większego zła? Warto pamiętać, że podziały tak naprawdę wcale nie zaczęły się wraz z Reformacją, ale o wiele wcześniej. Choć oczywiście reformatorzy nie byli aniołami, tylko ludźmi - na przykład Luter był antysemitą i popierał palenie anabaptystów na stosach (nawet tych zupełnie pokojowych). Pamiętajmy też, że reformatorom wcale nie chodziło o podziały, lecz o odnowę, która była naprawdę potrzebna - i trzeba przyznać, że dzięki Bogu wiele z ich postulatów współczesny Kościół Katolicki już praktykuje. Osobiście zgadzam się z tym, co powiedział kiedyś jeden z moich przyjaciół - od każdej denominacji można się czegoś nauczyć: od luteran o łasce, od baptystów o chrzcie, od metodystów o praktycznej pobożności, od zielonoświątkowców o Duchu Świętym. Może znajdzie się w przyszłości wybitna postać, która połączy te nauki?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta postać już istnieje - to Duch Święty:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Dorotą :) O ile plakietka wyznaniowa nie ma dla Boga znaczenia, o tyle ma znaczenie, jak człowiek wyznaje Boga (zgodność z Bożym Słowem). Prawdziwa jedność nie rodzi się z tego, że rozmawiam w pokoju i miłości z drugim, który mówi: Ja też kocham Boga, ale w rzeczywistości kocha także inne bóstwa i oddaje im cześć. Kiedyś myslałam tak jak Ty, ale z czasem przekonałam się, że to jest nieco utopijne myślenie, nie do końca zgodna z tym, o czym mówi Biblia. Bo osobiście uważam, że chociaż wiele osób czyni podobnie jak chrześcijanie, niekoniecznie jest z tymi, którzy idą za Jezusem. Tu potrzeba mądrości i duchowego rozeznania. Nie wystarczy tylko pochylić się nad Bozym Słowem i już jest jedność. Na poziomie ludzkim jest to po prostu niemożliwe, choć byłoby wspaniale, gdyby było to możliwe :) Mamy trwac w Jego Słowie, a to trwanie i wierność wystawia na próbę relację z innymi, czasem bardzo bliskimi osobami, które też "wierzą", ale jednak nie mamy z nimi jedności w Duchu :) Zatem, chociaż przytoczyłeś ważne fragmenty Słowa, nie zamykają one tematu, nie dają pełnej odpowiedzi... Bo jednak konkretne kościoły i ich doktryny, "kłócą się" ze sobą i w jakiś sposób ograniczają będących w nich ludzi. Dobre jest jednak szczerze szukanie odpowiedzi w Biblii i dochodzenie do wniosków, które podobają się Bogu. Obecnie modna jest idea ekumenii i takiej jedności, która pozwala sie dogadać na powierzchownym, nie sięgającym w głąb przekonań poziomie. Coś na zasadzie: ja też wierzę w Boga, ale też w Buddę, Krisznę itd... Dlatego własnie Apostołowie głosili Ewangelię i głosno nie zgadzali się z fałszymi naukami. Gdybyby owi ludzie, którzy działali poza społecznością apostołów, nie czynili tego zgodnie z Bożą wolą, Jezus z pewnością nie zganiłby uczniów. Zresztą sam Jezus mówi, że konflikty będą - sztuką jest skierować ludzkie oczy na Jezusa. I jest również tak jak piszesz; wielu promuje siebie, swoje idee i korzyści, zamiast oddawać chwałę Bogu i być wiernym Ewangelii.
    Zawsze można sobie uprzejmie i miło pogadać z kimś myślącym inaczej, trzba to jednak robić tak, by przejrzystość Słowa nie została zakłócona, by ktoś nie odszedł w przekonaniu, że skoro czyta Biblię i wierzy w Boga, a przy okazji np. korzysta z usług wróżki - to w sumie nie czyni nic złego.

    Eh... temat szeroki i głęboki, ale dobrze, że go poruszyłeś :)
    Życzę wszystkiego dobrego i tej jedności z innymi, o której mówi Biblia. :)

    Pozdrawiam.
    Ella

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się z Tobą Ello :) Tu jak najbardziej. Kościół jest tak naprawdę jeden, duchowy, a jego głową jest sam Jezus. Bóg nie ma względu na osobę i nie zapyta nas, czy byliśmy dobrymi katolikami czy baptystami czy adwentystami.
    Gdzieś czytałam taką historyjkę:
    John Wesley, założyciel Kościoła Metodystów, umarł i stanął przed Panem. Chrystus zapytał go, jakie jest jego marzenie. Wesley odpowiedział: "Chciałbym wieczność spędzić z moimi braćmi i siostrami metodystami". Pan na to: "Nikogo takiego tu nie ma". John bardzo się zdziwił - jak to, tyle pracy, tyle kazań i nie ma w niebie żadnego metodysty? Powiedział wtedy: "Zatem chcę wieczność spędzić z luteranami". Jezus na to: "Tu nie ma luteran". Mocno już zdumiony Wesley powiedział: "W takim razie chcę ten czas i miejsce dzielić z katolikami. Co prawda nie zgadzaliśmy się w pewnych kwestiach, ale to w końcu też chrześcijanie". Jezus odpowiedział: "Tu nie ma katolików". Kaznodzieja zapytał Go zatem: "Kto tu jest w takim razie?" Pan odrzekł: "Tu są tylko zbawieni - dzieci Boże".

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przychylam się do wypowiedzi Eli, że ważne dla Boga jest jak wierzymy i w co wierzymy i jak to, w co wierzymy kształtuje nasze życie i relacje z innymi, bo prawda jest jedna- nie ma wiele jej odmian, czyli ktoś musi się mylić. Myślę, że dlatego Bóg dał nam Biblię, nie pozostawił nas samym sobie. Z drugiej strony myślę, że każdy z nas ma cząstkowe poznanie i będziemy się różnić w rozumieniu różnych rzeczy. Ważne by te różnice nie budowały w nas muru uprzedzenia, czy wrogości, tak jak pisałeś Radku. Pan Jezus powiedział, że "po tym poznają, żeście uczniami moimi jeśli MIŁOŚĆ wzajemną mieć będziecie", nie po tym, że będziecie wyznawać ten sam zestaw doktryn. Miłość da nam cierpliwość, by pokazywać ludziom Boga Biblii, nie Boga wymyślonego przez filozofie, czy przez nas samych. Tylko czy naprawdę chcemy Go poznać? W całej Jego świętości, potędze i mocy, w całej pełni Jego miłości? Czy dążymy do tego usilnie każdego dnia? Czy szukamy Go w Biblii, czy szukamy Go w codzienności? Jakby wyglądało nasze życie, gdybyśmy szukali Go codziennie całym swoim sercem i pragnęli codziennie bardziej oddawać Mu chwałę? Może byłoby mniej smutnych ludzi, może mniej pokrzywdzonych, chorych, słabych, zagubionych. Gdybyśmy tylko wciąż bardziej znali Boga i Jezusa każdego dnia i dążyli by poznawać Go wciąż bardziej i bardziej mimo upadków i słabości."Jeśli mnie będziecie szukali CAŁYM SWOIM SERCEM objawię się wam". Te pytania zadaję często sobie i wiem, że z tym dążeniem do poznania Boga u mnie jest różnie. Ciągła walka ze starą naturą. Tak, to zdecydowanie szeroki i głęboki temat:) pozdrawiam Kamila

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochani, opowiem Wam pewne świadectwo o tym, jak Pan utarł mi kiedyś nosa:)

    Kiedy się nawróciłam, przyszło światło Ducha Św. i poznanie w wielu sprawach - wiecie, jak to jest, hehe..
    Zachłystywałam się tym i cieszyłam. Był to też czas, kiedy świadomie unikałam katolików. Wstyd mi dzisiaj o tym pisać ale czułam się kimś lepszym - bo "ja miałam poznanie a oni nie". Pewnego dnia koleżanka zaprosiła mnie do swojego kościoła (katol.) na spotkanie odnowy w Duchu Świętym. Lubiłyśmy się bardzo, no i poszłam z nią.
    Spotkanie przebiegało spontanicznie i... czułam się jakbym była na nabożeństwie w swoim kościele. Było cudownie - starsi ludzie tańczyli przed Panem i płakali ze wzruszenia, inni podnosili ręce i spiewali tak cudowne pieśni, że szok!
    W pewnym momencie, zamiast wielbić, zaczęłam obserwować kościół. Obrazy, figury... Byłam już jakby "na zewnątrz". Stałam i... osądzałam to co robili ci wszyscy ludzie. Jednego tylko nie rozumiałam. Dlaczego tu jestem? Stałam więc jak kołek...
    I wtedy Bóg do mnie przemówił "Dlaczego Mnie nie uwielbiasz, jak oni? Patrzysz na te figury i obrazy i to cię kłuje w oczy. Ale nie patrzysz na ich serca. A oni oddają Mi chwałę".
    Stałam dosłownie porażona! Ze wstydu. Trudno mi opisać co czułam. Czułam się... nikim.
    Zaczęłam płakać i przepraszać i w ogóle totalna rewolucja duchowa, haha!
    Uwielbiałam już dalej z ludziskami i było nieeeesamowiiiicie!
    W pewnej chwili jededna z liderek mówi "Pan mi pokazuje młodą kobietę. Jesteś tu pierwszy raz. Masz wadę serca i jest nią niedomykalność zastawki. Pan dzisaj chce cię uzdrowić."
    Wiecie, tam było naprawdę mrowie ludzi ale JA WIEDZIAŁAM, ŻE CHODZI O MNIE. Ale nie podniosłam ręki ani nie wyszłam na środek (natura ludzka:)
    Mówię "Boże, muszę wiedzieć, że to Ty!"
    I wtedy... Duch Święty mnie dotknął! Wiedziałam, że wykonał opreację na mojej zastawce. Amen!

    To była lekcja pełna Bożego miłosierdzia dla
    mnie. To też całkowicie zmieniło mój sposób głoszenia o Jezusie, głoszenia pełnej Ewangelii. Wielu, bardzo wielu ludzi poraniłam, w imię "prawdy". Osobiście uważam, że PODSTAWĄ jest poddanie się Duchowi Świętemu na tyle aby wiedzieć co mówić - o ile mamy mówić:) ponieważ to On (nie my) ma przekonać ten świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie - jak mówi Słowo. Rozmawiam. Przede wszystkim jednak się modlę. Modlitwa to potężny oręż! Pan często mi pokazywał, że moje poznanie nie wystarczy, ponieważ tym co buduje, jest miłość.

    Nie chodzi o to, żeby unikać trudnych tematów kosztem Prawdy ale o to, jak znaleźć drogę do serca rozmówcy. Tego się wciąż uczę:)

    Wszystkich Was pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezus Chrystus zderza nasze wyobrażenie o sobie z rzeczywistością - pokazuje niedostatki miłości wobec bliźniego. Służba ludziom nie dotyczy tylko wąskiego grona wybranych osób jednej wspólnoty. Wymaga ona bycia "ubogim duchem" (chociaż na zewnątrz mówimy, że ta osoba jest rozwinięta duchowo). W takim Chrystusowym duchu konflikty i podziały nigdy z założenia nie byłyby możliwe. :)
    Poprzez łaskę od Pana jesteśmy uzdolnieni do pokonywania różnic i znajdywania wspólnego porozumienia, co uważam przynosi dużo radości dla wszystkich, którzy w tym uczestniczą. :)
    Z Panem Bogiem.:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytam te wszystkie wypowiedzi i myślę, że wszyscy po trochu mają rację, jeśli założymy, że jedność od nas zależy ale istnieje jeszcze świat duchowy... Kiedy Jezus chodził po świecie nikim nie pogardzał... wręcz przeciwnie łamał wszelkie zasady narodu żydowskiego jeśli chodzi o społeczność z innymi nacjami.. On nigdy nie głosił nic innego poza miłością przy czym sam postępował według miłości, bo jest Miłością a jednak wzbudzał nienawiść, złość i cała Jego krucjata "skończyła" się na krzyżu..
    Kiedy ja przyjęłam Pana Jezusa do serca nie odeszłam od Kościoła Katolickiego, to Kościół odwrócił się ode mnie.. Wszyscy znajomi nas opuścili i to nawet tacy, którzy żyli religią.. Nie mogłam milczeć o miłości Bożej ale moje słowa o Jezusie zostały uznane jako zwiedzenie i jako sekciarstwo.. Nie mam do nikogo zalu, myślę, że zareagowała bym podobnie, bo nic nie jest w stanie uczynić człowiek dopóki Bóg mu oczu nie otworzy... Pozdrawiam cieplutko... krysia
    www.tylkojezus.bloog.pl
    www.tylkojezus.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Drodzy dyskutanci, a szczególnie Ello,
    pisząc (prowokując do dyskusji)
    powyższą notkę nie pisałem
    o połączeniu wiary w Boga z wiarą w inne bóstwa.
    Poruszam się po społecznościach chrześcijańskich.
    Owszem, Prawda nie jest pośrodku,
    ale jest w objawionym Słowie Bożym (Biblii),
    ale problem jest w tym, że jako chrześcijanie
    czytamy Biblię i dochodzimy do różnych przemyśleń, dlatego tak ważny jest szacunek
    względem siebie i uznanie,
    co wspomniała Kamila,
    że nasze poznanie jest cząstkowe.
    Fundamentem wiary chrześcijan
    jest Jezus Chrystus,
    "Pan mój i Bóg mój" jak wyznał ap.Tomasz
    i Bóg - Ojciec.
    Ap.Paweł wyznaje zresztą w 1Kor.8:6
    credo swojej wiary.

    Niestety jednak chrześcijan chrześcijan
    zazwyczaj nie dzieli wiara w Ojca i Syna,
    ale problemy natury stworzonych
    przez siebie tradycji;
    czasami większego lub mniejszego zrozumienia innych zagadnień Biblii.
    Ale i tu problemem naszym jest to,
    że to my chcielibyśmy często karmić innych łyżeczką teologii na siłę, zapominając,
    że to nie my, a Bóg zmienia ludzi
    (też ich rozumienie);
    zapominając również o tym,
    że i my możemy się mylić.

    Natomiast co do ludzi wyznających, jak zostało wspomniane inne bóstwa, to w tym przypadku, też często brakuje nam klasy. Skupiamy się raczej na ocenianiu, krytykowaniu, nieraz potępianiu
    i straszeniu piekłem, zamiast spróbować pójść za przykładem z Areopagu,
    kiedy to Paweł, choć gotowało się w nim
    w środku na widok miasta pełnego bożków rozpoczął swą mowę chęcią zainspirowania słuchaczy prawdziwym Bogiem (Dz.A.17:22-31).

    Owszem, temat jest szeroki.
    Każdy wnioski wyciągnie sam.
    Każdy zachowa się względem innych chrześcijan, jak będzie uważał za słuszne.

    Chciałbym jednak zaznaczyć, że zamiast poznać
    w drugim człowieku działającego
    w Nim Chrystusa, można go dużo prościej ocenić, jako gorszej klasy chrześcijanina,
    (albo poganina)
    okropnie przy tym usprawiedliwiając się,
    że nie ma przecież właściwego poznania.

    Bóg nie jest ani zielonoświątkowcem,
    ani katolikiem, ani...,
    jest Bogiem odrodzonych
    na nowo w Chrystusie
    swoich dzieci.

    I dzięki Bogu!

    OdpowiedzUsuń
  16. Rzeczywiscie tak jest, Radek jak piszesz, a tym stanowieniu, ze wiara innych (np. Katolikow) jest 'drugiej/gorszej' klasy, albo w ogole niz nieznaczaca... Cale prawie zycie spedzilam w Kociele Protestanckim, a ze podrozowalam i sie przenosilam, to bylam w wielu kregach i kosciolach, i rzeczywiscie takich sytuacji i przykladow mozna sypac z rekawa... Od jakies juz czasu nie mieszcze sie juz w tych ramach, i mysle bardzo podobnie do Ciebie, co nieraz spotyka sie z dezaprobata lub krytyka ze strony znajomuych protestantow... ale ja widze, ze Ewangelia Chrustusa jest czystsza od tego, wiec coraz bardziej umacniam sie w tym przekonaniu... Bog, jego Prawda, laska i wolnosc, nie dadza sie zamknac w zelaznych okowach waskich pomieszczen.

    pozdrawiam
    Ewa S

    OdpowiedzUsuń