poniedziałek, 20 września 2010

miernik posłuszeństwa


Świadomość,
że nie jesteśmy
w stanie osiągnąć
idealnej doskonałości,
stanowi miernik
naszego posłuszeństwa
nakazom Chrystusa.
Nie sposób zobaczyć,
jak bardzo zbliżyliśmy się
do tego ideału.
Widzimy tylko nasze braki.

L.Tołstoj

5 komentarzy:

  1. My chcemy widzieć to, co nam się udało - bez względu na to, czy się faktycznie udało, czy chełpimy się czymś, co się nie udało albo wcale, albo się udało nie naszym wysiłkiem. A tak naprawdę to nawet, gdy jest z czego być dumnym - to musi stawać się bodźcem do dalszego wzrastania, a nie osiadania na laurach.

    Zawsze jest co w sobie poprawiać, wyprostowywać. "Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki!" (Iz 40, 3)

    OdpowiedzUsuń
  2. I dlatego czasem, skupiając się tak bardzo na brakach, nie dostrzegamy, że Bóg nas zmienia :) To taka myśl pierwsza...
    Myśl druga... Rozpoznawanie Bożej woli co do naszego życia, oddzielenie wskazówek Boga od naszych pragnien i emocji, jest czasem bardzo trudne, lecz zawsze można się kierować Bożym Słowem zapisanym w Biblii :)

    Pozdrawiam.
    Ella

    OdpowiedzUsuń
  3. A to wszystko dlatego, że doskonałość mierzymy naszą miarą... miarą człowieka..
    Kiedyś miałam koleżankę, która na 100% nie była doskonała.. Robiła rzeczy, których ja albo nigdy nie robiłam, albo już dawno robić przestałam.. a przy tym wszystkim bardzo kochała Jezusa.. Ja widząc jej niedoskonałość zrobiłam, któregoś dnia wielkie oczy, gdy zobaczyłam, jak bardzo Bóg używa ją w Królestwie swoim.. Wtedy w sercu swoim usłyszałam: " Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje - mówi Pan" /Izajasza 55-8/.. Wiem, że kiedy oczy moje zwracam na niedoskonałość moją to mi ręce opadają ale kiedy zwracam wzrok swój na Jezusa to dostaję skrzydeł.. Pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń
  4. "Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa jest z Boga, a nie z nas." 2Kor.4,7

    Pozdrawiam ciepło wszystkich:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozszerzając powyżej cytowaną myśl,
    nie trudno dostrzegać SWOJE zalety
    i wpaść przy tym w pułapkę samozadowolenia,
    "że to ja", "że to moje", "że tyle i tyle już zrobiłem" (np. ap.Paweł uznał to za śmieci...)
    jak w jednym z kawałów, który przypomina
    pewien piewca na swoich koncertach:
    "Tak długo starałem się i modliłem by stać się pokornym. I wreszcie po wielu latach, wreszcie doszedłem do tego stanu, że jestem pokorny
    i jestem z tego bardzo dumny."

    Jesteśmy ceni w oczach Bożych, skoro nasz Bóg zdecydował się nawet policzyć włosy na naszej głowie i tą pewność synostwa powinniśmy
    w sobie nosić.

    Z drugiej strony dobrze mieć świadomość,
    że przed Bogiem cokolwiek nie zrobimy,
    albo inaczej cokolwiek nasz Ojciec pozwoli
    nam zrobić, a my to wykonamy;
    to po wszystkim raczej winna rodzić się myśl:
    "słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać."

    A na ile wykonujemy?

    Inaczej mówiąc, kiedy rodzą się we mnie myśli, ile to już dokonałem, jak dużo i skutecznie świadczyłem o Jezusie innym, jakie świadectwo daję słowem, itp. to raczej nie dobrze
    niż dobrze ze mną.

    Raczej to w świadomości braków może okazać się "moc Boża, która wszystko przewyższa".


    Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń