czwartek, 16 września 2010

nie ma rzeczy niemożliwych


Śpiewać i opowiadać o Bogu recydywistom, stu złym ludziom,
którzy siedzą przed tobą – to bardzo ciężka praca.
Inaczej jest jednak, gdy patrzysz na nich nie jak na ludzi złych,
a raczej jak na ludzi chorych. Złe są ich uczynki, nie oni sami.
„Odróżnij grzech od człowieka” – z tym, że praktyka
jest o wiele trudniejsza niż słowa.

Więzień, to chory człowiek, który potrzebuje uzdrowienia,
a o tym nie wie. My też nosimy w sobie choroby,
o których – prócz Boga i nas – nikt nie wie.
Czasami wręcz wie o nich tylko Bóg,
bo sami jesteśmy na nie ślepi
lub po prostu nie chcemy o nich wiedzieć.
Więc słowo „recydywa” odnosi się nie tylko do tych,
którzy po raz któryś trafiają za kraty.
Recydywistą jestem ja sam, powracając do grzechu,
którego tak bardzo w sobie nie chcę.
Może to dla wielu z was niesłuszne porównanie.
Jednak grzech jest grzechem,
choć może przestępstwo osadzonych
jest większego kalibru niż nasze,
popełnione w umyśle czy poza osądem innych.

Z takim nastawieniem łatwiej było
mi przemówić do więźniów w Wołowie.
Łatwiej zrozumieć.
Bo i nam ciężko jest się pozbyć złych przyzwyczajeń,
które są pozostałością z dzieciństwa, młodości.
Nawyków, które pielęgnowaliśmy, a teraz tak bardzo
i tak szybko chcielibyśmy się ich pozbyć… Niestety.
Ten proces nie przebiega szybko.
Potrzeba czasu, samodyscypliny i wytrwałości.
Konsekwencji i rzetelności w myśleniu o zmianie tego,
co chcemy zmienić w sobie.
Słabości naszego charakteru rodziły się długo,
niekiedy za naszym przyzwoleniem
i dlatego długo trzeba je zwalczać.
Na szczęście pomaga nam w tym Bóg.
Osadzonym nikt nie pomaga.
Dlatego pojechaliśmy do Wołowa.

Ja znam historię moich słabości,
pamiętam nawet początek niektórych z nich.
Czasami myślę, że jakbym z tym rozumem cofnął się
paręnaście lat wstecz,
byłoby mi teraz łatwiej.
Ale nie ma życia wstecz. Jest tylko do przodu.
Znam historię mojego ciała, tego, które dąży w stronę zła.
„Wstecz” nie istnieje, więc poddaję się kuracji.
I chciałbym żyć tak, aby Ojciec był ze mnie dumny.
A moja kuracja zaczęła się,
kiedy zdecydowałem się powierzyć leczenie Bogu.

Chłopaki z Wołowa w większości jeszcze
takiej decyzji nie podjęli.
Może nawet nigdy nie się zdecydują.
Znam historię narodzin moich osobistych grzechów,
ale nie znam przyczyn błądzenia osadzonych.
Dlatego nieraz nie chcę ich oceniać. Nie znam dzieciństwa,
patologii rodzinnych czy motywów,
przez które znaleźli się w zakładzie karnym.

Poznałem chłopaka, może w moim wieku,
który przy ostatniej mojej wizycie w ZK powiedział:
„Łatwo wam się mówi.
Mieliście normalnych rodziców, normalne dzieciństwo.
Ja tego nie miałem. Życie zmusiło mnie do tego,
że jestem tu, w Wołowie”.
Gdy tym razem wstałem,
by zachęcać słuchających do walki o zmianę jakości życia,
te słowa dodały mi pokory.

Trudno głosić Ewangelię osadzonym.
W ogóle, aby skutecznie ją głosić,
co daj Boże, trzeba ludzi poznać.
Poznać kim są. Dlaczego tacy są. Wejść w ich świat.
Dla więźniów stać się więźniem.
Dla bezdomnego stać się bezdomnym.
Nie z pomysłami osoby, która ma zapewniony spokojny byt…
To trudne. To nie przychodzi samo.
Tego nie można wyczytać w książkach.
Tego trzeba się uczyć, klęczeć na kolanach i prosić.
Musi nam na kimś prawdziwie zależeć.

Pan Bóg, jak wierzę, potrzebuje ludzi,
przez których będzie mógł leczyć.
I nie ma tu żadnej naszej zasługi.
Do tego nas stworzył i przeznaczył.
I mnie pociągnął do siebie Bóg przy pomocy innych ludzi.
Wiara (…) jest ze słuchania (Rz. 10:17).

Dlatego Wołów, gdzie dla każdego z nas było daleko.
Powód – Jarek. Jarek zdecydował się na kurację.
Wszedł do wody w Wołowie. Pragnie być zdrowym…
Cieszył się, jak dziecko gdy nas zobaczył.
Ja się cieszyłem, bo, odkąd go poznałem,
rozumiem apostoła tęskniącego za tymi,
wśród których zostawił Ewangelię.
Jego zainteresowanie, modlitwy za nich.
Pojąłem to, kiedy poznałem Jarka.
I wiem, że mogę mu pomóc.
Mogę poprosić Pana Boga, aby przeze mnie mu pomógł.
A najbardziej, jak już wyjdzie z Wołowa.
Pomoc = odpowiedzialność. Może dlatego tak trudno jest pomagać.

I mam świadomość, że to wszystko może być nieszczere, udawane,
idące w stronę szeroko pojętego zysku.
Nie znam serca ludzkiego.
Mogę się pomylić i,
przyjąwszy kogoś do siebie, mocno na tym ucierpieć.
Ale tutaj kryją się te prześladowania i cierpienia dla Chrystusa,
o których mówimy, że już nie ma takich jak były dawniej.

Moje przeczucie mówi, że Jarek idzie w dobrą stronę,
na wąską prostą.
Kierunek – góra. Cuda się zdarzają. I także tu, w Wołowie,
co niemożliwe dla człowieka, jest możliwe dla Boga.



To refleksja z wizyty w ZK w Wołowie sprzed paru lat.


Przez najbliższe pół roku możecie zobaczyć na własnych oczach,
w jaki sposób Jezusa zmienia ludzi,
w jaki sposób uzdrawia chore serca,
rozrywa kajdany grzechu
i zdobywa - poprzez miłość - człowieka.
Ten sam Chrystus, który zajaśniał oślepiającym światłem przed Szawłem,
jaśnieje w życiu współczesnych ludzi.
Nawet tam, gdzie wydawałoby się, że już na zawsze ciemno.

Zobaczcie sami, w każdy czwartek,
cykl filmów dokumentalnych "Byłem gangsterem"
o 22.15 w TVP1.

Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem,
zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej
na obliczu Jezusa Chrystusa (2Kor.4:6).

10 komentarzy:

  1. Takim ludziom trzeba przede wszystkim współczuć, bo prawdą jest, że sami sobie nie wybrali środowiska, rodzin w których dorastali, a które musiały mieć duży wpływ na nich. Ale piękne jest to, że Pan Bóg tak zabiega o człowieka, że posyła innych by tym ludziom pomóc. Posłał także Ciebie. To jest piękny dar służyć w ten sposób Panu Bogu. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Radziu! ZK to rzeczywiście specyficzne pole do głoszenia. Wierzę jednak, że masz do tych ludzi serce. Jesteś NARZĘDZIEM a to oznacza, że tak naprzwdę to Pan, który mieszka w Tobie pracuje, działa... A dla Niego przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Wiesz, dla ludzi w ZK bardzo ważna jest autentyczność (nasza). Prawda po prostu zwycięża. Prawda dotyka serca.

    Tak,dzisiaj oglądałam świadectwo Karola Wasiaka w TVP 1 o 22.15 - oglądałyśmy je z moją mamą i płakałyśmy. Jak jest Bóg! Amazing!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie powiedziane. To, że nie zabiłem, nie zgwałciłem, nie kradnę - nie znaczy, że jestem dużo lepszy od tych, którzy tego dokonali. Co więcej - oni być może stali się lepsi, dzięki temu, że przemyśleli po fakcie swoje postępowanie, żałują i nawet za murami zakładu karnego zmienili swoje życie. A my? Niby wolni, więc robimy, co nam się podoba, no bo przecież skoro sąd nie skazał, za rękę nikt nie złapał - to nie jesteśmy przestępcami, prawda? Tylko że Bóg widzi więcej i dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. ostatnio dużo myślę o kwestii grzechu i grzesznika, polecam:
    http://www.youtube.com/watch?v=I4OEPfIE0iU

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam za odwagę głoszenia Ewangelii za przykładem Chrystusa.

    OdpowiedzUsuń
  6. A co teraz się dzieje ze wspomnianym Jarkiem?

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardziej chodziło mi o jego życie duchowe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bóg jest wspaniałym Bogiem i piękne w Nim jest to, że nie ma względu na osobę.. Nie rozróżnia ludzi na mało złych lub więcej złych ale miłuje nas wszystkich jednakowo.. Pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest odrodzonym w Bogu człowiekiem.

    Przez długi czas pisaliśmy do siebie;
    dwa razy u niego byłem.
    Razem z grupą więźniów mają spotkania
    modlitewne i przy czytaniu Słowa Bożego.
    Ostatnio został przeniesiony
    do innego więzienia.
    Wysłałem list do Wołowa.
    Czekam na odpowiedź,
    ale prawdopodobnie już nie doszedł do Jarka.

    OdpowiedzUsuń