wtorek, 21 września 2010

prowadzenie Duchem

Pan Bóg cały czas poświadcza we mnie przekonanie,
że jak przemawiał Duchem Świętym w pierwszym kościele,
tak przemawia i dzisiaj.
To błogosławieństwo się nie zmieniło.
Jedynie co, to może myśmy się zmienili,
nieraz zagłuszając ten głos w sobie.
Świadectwa Dziejów Apostolskich:
"rzekł Duch Święty"
"postanowiliśmy, Duch Święty i my"
"zapewnia mnie Duch Święty"
"Duch Święty powiedział"
"prowadzi Duch Święty"
nadal są żywe.

Dwa tygodnie temu byłem w Wiśle.
Do 20.00 miałem być na chrześcijańskiej konferencji.
Po jej zakończeniu miałem plan noclegu w Wiśle.
Miałem plan na ten weekend. Swój plan.

O godzinie 17, z przekonaniem piszę, Duch Święty rzekł
(kiedy mówię „rzekł” mam na myśli nie słyszalny fizycznie,
ale wewnętrznie odczuwalny głos spoza mnie;
nie potrafię wyjaśnić, jak Bóg to robi, że potrafi tak przemawiać,
ale kiedy to robi wiadomo, że to On),
że mam pojechać do Bielska.
Nie wiedziałem jeszcze po co;
nie wiedziałem, że wracam właśnie dlatego,
by spotkać się wieczorem w szpitalu z chorą
od 10 lat na anoreksję Lidzią.
Nie znałem jej wcześniej. Słyszałem tylko o jej walce o życie.
Zanim trafiła kolejny raz do szpitala ważyła 30 kg,
nie mając sił podnieść się samodzielnie z łóżka.
Była w stanie agonalnym.
W ostatniej chwili trafiła do szpitala,
w którym, jako pielęgniarka pracuje moja przyjaciółka.
Odwiedziłem Lidzię razem z nią.
Rozmawialiśmy…
Przeczytaliśmy słowo Boże dla niej…
Na koniec wspólnie modliliśmy się…
Łzy spłynęły jej z oczu.
Przeszło przez nas ciepło Bożej obecności.

…a miałem zostać w Wiśle.
Nie wiedziałem, dlaczego mam jechać w sobotę do Bielska.
Przekonałem się dopiero, gdy postanowiłem zmienić swój plan;
zareagować na to, co mówi Pan.

Uczę się wsłuchiwać w Boży głos,
którego niejednokrotnie nie rozumiem
(niestety i nie zawsze realizuję),
ale któremu poddając się,
pozwalam, by Bóg dokonywał
pociechy i błogosławieństwa ludzi;
by czynił to, co chce czynić przeze mnie.

---

W ubiegły weekend spotkałem się natomiast
z moją przyjaciółką ze studiów i jej 4-miesięczną Elusią.

Po naszym spotkaniu wpatrując się w niebo,
czułem się szczęśliwy z tego,
że Aga jest szczęśliwa.

Jedna z tych dobrych rzeczy,
które mogą się nam przytrafić w życiu
to spotykać pięknych, szczęśliwych, ufnych Panu ludzi.

To zawsze zaraża :)

6 komentarzy:

  1. Radku - ja tak z innej beczki ale to też ważne:
    Jakiś czas temu udostępniłeś Swoje kazanie "Bój wiary". Nie przesłuchałam go od razu. Dopiero wczoraj, w nocy do niego wróciłam i pośwwięciłam czas.

    Chcę Ci podziękować! Dziękuję Bogu za Ciebie i za każdą osobę której on używa w moim życiu. Kolejny raz pokazał mi, że dla Jego Ducha nie ma granic i jeśli tylko mamy otwarte serca, jeśli się w nich uniżymy - wiele dobrego jest naszym udziałem.

    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Dorota.
    Chwała zaś, Najwyższemu!

    OdpowiedzUsuń
  3. To Łaska jeśli słyszymy Jego głos a jeszcze większa Łaska, kiedy jesteśmy temu głosowi posłuszni... Pozdrawiam .. Bardzo lubię takie świadectw i też bym chętnie posłuchała tego kazania...

    OdpowiedzUsuń
  4. Krysiu, możesz go posłuchać.
    Cofnij się tylko
    do "starsze posty":

    http://haszamajim.blogspot.com/2010/09/wiara.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdy człowiek jest wsłuchany w Boga, doświadcza wielu niewytłumaczalnych logicznie rzeczy, lecz potem okazuje się, że Bóg miał swój plan i swój czas... :)A czasaem, choć wydaje nam się, że jesteśmy od Niego daleko, On i tak prowadzi nas swoją drogą :)I potem, patrząc z perspektywy czasu i zdarzeń, widzimy, że Boża wierność o niebo, albo nawet o dwa przewyższa nasze myślenie czy działanie... Cenię w Bogu to, że w przeciwieństwie do ludzi, nie "skreśla" nikogo z powodu tego, że nie zawsze nasze ucho i serce nastawione jest na odbiór delikatnego szeptu Ducha.
    Takie świadectwo jak Twoje jest bardzo budujące. Zachęca do odważniejszego podążania za Nim.

    A spotykanie szczęśliwych ludzi, to faktycznie cudwonie "zaraźliwa" sprawa :)

    Pozdrawiam :)

    Ella

    OdpowiedzUsuń
  6. Musimy być bardzo otwarci na głos Ducha. Czasem żyjemy zbyt głośno, aby go usłyszeć albo nie chcemy go słyszeć.
    Rzeczywiście dla tej dziewczyny to było bardzo potrzebne, ta modlitwa i to słowo. Chwała Panu, jesli się nami posługuje.

    OdpowiedzUsuń