wtorek, 19 października 2010

pojednanie

Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz
i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie,
zostaw tam dar swój przez ołtarzem,
a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim.
Potem przyjdź i dar swój ofiaruj (Mat. 5:23n).


Mam pojednać się z bliźnim,
zanim przyjdę w modlitwie do Boga – to wiem.
Ale Jezus mówi o czymś więcej.
Mam pojednać się z tymi, o których wiem,
że mają wobec mnie urazy, pretensje, żale.
Nawet te przeze mnie niezawinione.

Rozumiem, że jeżeli wyrządzę zło w stosunku do kogoś,
to trzeba przeprosić i ponieść swego czynu konsekwencje.
To ogólna zasada tzw. kultury osobistej.
Ale pojednać się z tym, kto ma do mnie żal nie wiadomo o co,
w sytuacji, której ja w ogóle albo mało co jestem winien?
Jezus nie mówi, że mam przepraszać, ale że mam się pojednać,
tzn. szukać porozumienia, zakopać dół niezrozumienia,
który powstał między nami. Pierwszy krok ma należeć do mnie!

Boże, ile razy przychodziłem do Ciebie
niepojednany z drugim człowiekiem?
Ile razy przychodziłem niepojednany przez moją winę?
O sytuacji, o której mówi Jezus, nawet już nie wspomnę.
Wiem, Boże, że podobają ci się ludzie,
którzy odkrywając pewne prawdy dotyczące swego życia,
ochoczo mówią jak Dawid: „Będę dążył do tego i to osiągnę!”
Potem realizują.
I ja ochoczo tak mówię.
Po latach porównasz moją ochoczość
z praktycznym urzeczywistnieniem Twych słów.

11 komentarzy:

  1. Ładne zdjęcie :) Bardzo wymowne. :)

    Pozdrawiam.
    Ella

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja równiez pozdrawiam słonecznie.. krysia

    www.tylkojezus.bloog.pl
    www.tylkojezus.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Radku, temat na czasie w moim życiu. Nie raz już wyciągałam rękę ku pojednaniu i do niego jak narazie nie doszło. Trudno jest kochać zdradzającego.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj właśnie na pogrzebie widziałem - jak to niektórym musiało być niezmiernie głupio, jak ich musiało kuć w sercach - choć z pozoru: kamienne twarze. Bo jak inaczej nazwać sytuację, jak ma się czuć człowiek - gdy jest na pogrzebie bliskiej osoby, rodziny, z którą w kłótni żył pół życia, i teraz może być pewien, że nie będzie okazji, żeby spróbować przeprosić i pogodzić się?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ludzie są już tacy. Ciężko jest się pogodzić. Ale w końcu liczą się nasze wysiłki i chęci. Bo czy to zawsze nasza wina, że ktoś nie chce przyjąć przeprosin i przebaczenia? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alu, Pan Jezus nie mówi tu o przebaczeniu,
    mówi o pojednaniu.

    Oczywiście, zdarzy się pewnie nie raz,
    że ktoś odrzuci wyciągniętą względem niego dłoń.
    Co wtedy? Możemy szczerze się modlić
    i czekać, samemu będąc nastawionym
    na pojednanie.
    Sam zmierzam się z taką sytuacją.

    W takich sytuacjach trzeba czasu;
    zmierzać do rozmowy;
    nie podejmować natomiast prób dojścia do pojednania "na wszelki wypadek".
    Nasze próby pojednania
    zawsze powinny oznaczać skruchę
    i chęć odbudowy relacji.
    Kiedy nie czujemy się winni
    to jest bardzo trudno myśleć,
    przede wszystkim o skrusze.

    Kiedyś natomiast zmierzyłem się z sytuacją,
    kiedy siostra z mojego zboru źle zrozumiała moją wypowiedź, a po nabożeństwie nie mieliśmy okazji porozmawiać. Widziałem po niej,
    że ma coś do mnie.

    Kiedy chciałem się modlić popołudniu,
    nie mogłem, czułem w sobie Boże polecenie,
    by zadzwonić do niej przed
    padniecięciem na kolana. Tak zrobiłem.
    Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
    Wspaniale się wtedy czułem.
    Dziękowałem Bogu za tą lekcję,
    choć w codziennej praktyce jest ona niewygodna do realizacji, bo dotyka naszego "ja".

    OdpowiedzUsuń
  7. Mądry tekst. Nie ma nic gorszego i bardziej niszczącego niż nieprzebaczenie. Niszczy nie tylko nas, ale i nasze otoczenie. Tak jak piszesz - zawsze pierwsi powinniśmy wyciągać rękę. Nie ważne po której stronie jest wina. To jest miłość bliźniego. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A co z wersetem:
    "Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie." (Rz. 12:18)

    Czasem zdarza się, że próbujemy pojednać się z druga osobą, do której nic nie mamy, a która dziwnym trafem akurat coś do nas ma. Czasem jest to bardzo trudne, bo są ludzie, z którymi nie da się pojednać, bo prostu bez wrogów/spisków nie umią żyć. Uważam jednak, że powinniśmy być cały czas gotowi na pojednanie, co więcej ze swojej strony musimy zrobić wszystko, co możemy jako ludzie w celu pojednania. Niestety zdarzy się tak, że to nic nie da, a wtedy pozostaje tylko (albo aż) modlitwa...

    Wymieniony przeze mnie na początku werset w takiej sytuacji jest nadzieją na pokój w sercu mimo świadomości, że ktoś coś do mnie ma. Ale celowo użyłem słowa nadzieją, bo nie może się on stać wymówką do tego, żeby nic nie robić.

    OdpowiedzUsuń
  9. ,,Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej" (Łk 12,51-53)

    Czy ten ,,święty niepokój" każe prosić o ...POKÓJ W SERCU ??
    Najpierw trzeba się podzielić, aby móc się ...POJEDNAĆ...
    Przebaczenie to ...ZAPOMNIENIE... (chyba ?)

    OdpowiedzUsuń
  10. A co znaczy: "ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie" czy to nie właśnie "bądźcie pojednani ze wszystkimi"?
    Tylko czasem to jest niemożliwe, bo nie zależy od nas, czy się pojednamy, czy nie... mimo najlepszych chęci, podzielenia się, nawet przebaczenia jeżeli jest co przebaczać i myślenia jak najlepiej o danej osobie...

    OdpowiedzUsuń