wtorek, 23 listopada 2010

co chcesz, abym ci uczynił?


Jezus przystanął i rzekł:
„Zawołajcie go”.
I przywołali niewidomego,
mówiąc mu:
„Bądź dobrej myśli,
wstań, woła cię”.
On zrzucił z siebie płaszcz,
zerwał się na nogi
i przyszedł do Jezusa.
A Jezus przemówił
do niego:
„Co chcesz, abym ci uczynił?”
Powiedział Mu niewidomy:
„Rabbuni, żebym przejrzał”.
Jezus mu rzekł:
„Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Natychmiast przejrzał
i szedł za Nim drogą
(Mar. 10:49-52).


Mimo, iż Jezus doskonale wiedział,
czego chce ślepy Bartymeusz, jednak zapytał:
Co chcesz, abym ci uczynił?
Dziwne pytanie.
Cóż innego może chcieć ślepiec, jeśli nie przejrzenia?
Jezus jednak pyta. Zawsze pyta.
Bartymeusz odpowiada, wie, o co prosi.
Musimy i my wiedzieć.
Proszących bowiem Jezus pyta:
Co chcesz, abym ci uczynił?
Poznanie swego grzechu jest jedyną drogą do pokuty
i do stawania się coraz bliższym Bogu.
Pokuta ma napędzać nasze chrześcijańskie życie,
bowiem grzeszymy i musimy pokutować.

A my często pokutujemy, nie pokutując.
Mówimy: „Przepraszam za moje grzechy, za uchybienia,
jeśli miały one miejsce czy to w myśli, mowie, czy w czynie”,
czy „przepraszam za cokolwiek, w czym przeciw Tobie zawiniłem”.
Bóg nie lubi sloganów, oklepanych zwrotów,
które już dawno straciły na swej autentyczności.
Czy wypowiadając takie słowa, znamy swój grzech?
Czy te słowa „jeśli miały” nie zasłaniają go?
Dobrze jest nazywać przed sobą i przed Bogiem konkretny grzech.
Nazwać z imienia swoją upadłość.
Świadczy to, że myślimy o tym, co robimy źle
i faktycznie chcemy pokuty.

Wypowiadając słowa „przepraszam za to, czymkolwiek zgrzeszyłem”,
nie wiemy tak naprawdę, za co przepraszamy. Są to słowa puste.
Bez znaczenia. Dlatego mówiąc słowo grzech,
miej na myśli konkretny grzech.
Nazwij go przed Bogiem,
by jeszcze mocniej się zawstydzić przed Panem
i poczuć potrzebę zmiany.

Wyznaję przed Bogiem, jakie są moje priorytety.
Mogę bowiem być nieszczery względem siebie i Boga.
Mogę mówić „Bóg jest najważniejszy”,
a inwestować tylko w siebie.
Mogę szukać tłumaczeń w dążeniu do swoich pragnień,
mówiąc, że coś jest niezbędne dla mego życia.
A często tak nie jest.
Mogę szukać wymówek zamiast wyrzeczeń.
Wreszcie mogę wszystko zasłonić słowami
„wszystko oddaję Bogu”,
a dobrze jak oddałbym chociaż dziesięcinę z mojego życia.
Poprzez piękne słowa mogę zamydlać obraz samego siebie.
Mogę polubić bycie ślepym. Ślepota może być moją wygodą.

2 komentarze:

  1. To jest bardzo dobre pytanie.

    Czy my w ogóle zdajemy sobie sprawę z tego, co jest nam potrzebne?

    Proszenie przychodzi łatwo - a jeszcze łatwiej obrażanie się, "bo Bóg mnie nie wysłuchał".

    Tylko czy w tym wszystkim zadałem sobie choć trochę trudu, żeby zastanowić się nad tym, czy proszę o coś, co naprawdę jest potrzebne, i czy to, co o proszę w ogóle jest dobre?

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że masz dużo racji: często nie mamy do końca pojęcia jakie są nasze grzechy. Nie zastanawiamy się. Czasem potrzeba dużo czasu, nieraz lat, żeby uświadomić sobie zło, które mogliśmy kiedyś wyrządzić. Ale nigdy nie jest za późno, by pojednać się z Bogiem i odżałować... pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń