niedziela, 14 listopada 2010

Ślepota


Gdy wraz z uczniami
i sporym tłumem
wychodził z Jerycha,
niewidomy żebrak,
Bartymeusz, syn Tymeusza,
siedział przy drodze
(Mar. 10:46).


Ślepota jest zamknięciem się
na prawdę o sobie i życiem w iluzji.
Jest brakiem zgody na swoje
słabości, błędy, grzechy.
To tworzenie nierealistycznego obrazu siebie.
Szczególnie dostrzegalna wtedy, gdy ktoś mówi nam,
że coś źle zrobiliśmy. Ciężko jest przyjąć krytykę.
Mówimy w większym natężeniu decybeli: „ja?, nie, mylisz się!!!”
albo jak ktoś mówi podczas rozmowy, w której się uniesiemy:
„Nie denerwuj się”, naszą reakcją jest wówczas:
„Przecież się nie denerwuję!!!”
Łatwo zachorować na tę chorobę, kiedy ktoś wykazuje nasz błąd.

Na ślepotę jest tylko jedno lekarstwo.
Uczyć się patrzeć oczyma Boga, z wysokości trzeciego nieba.
Tej umiejętności nie nabędę sam.
Nauczyć mnie tego może, tylko Chrystus.

Wśród Żydów krąży opowieść:
„Gdy rabin Jochanan ben Zakkai umierał,
jego uczniowie zgromadzili się wokół łoża chorego
i poprosili o błogosławieństwo.
Rabin powiedział wówczas:
‘Oby wasz lęk przed Bogiem był tak silny,
jak wasz strach przed ludźmi!’
‘To wszystko?’
– zapytali uczniowie –
rozczarowani skromnością błogosławieństwa”.


To dziwne, ale obawa przed reakcją ludzi
na nasze zachowanie jest nieraz większa niż obawa,
jak na to wszystko spojrzy Bóg.
Czy poszedłbyś do kościoła, gdybyś wiedział,
że będą tam pokazywać film o tym,
w jaki sposób zachowywałeś się przez ostatni tydzień?
Ludzki wzrok jest o wiele boleśniejszy do zniesienia niż Boży.
Można mieć większy respekt przed ludźmi niż przed Bogiem.
I nieraz trzeba przyjąć gorzką pigułkę:
„Jestem pozorantem i oszustem”.
Ślepota na Boga – choroba tego świata.
Czy ty też chorujesz? Ja, bywa, że tak.

8 komentarzy:

  1. Witaj Radziu!
    Oj, dawno tu nie zaglądałam, z Facebooka jakoś łatwiej tu zajrzeć :) Ja też czasem czuję się jak Bartymeusz. Podoba mi się lekcja, którą wyciągnąłeś z jego historii. Nie chcę żyć w iluzji, nie chcę wmawiać sobie i innym, że widzę, kiedy moje oczy stopniowo tracą wrażliwość na barwy, bo coraz mniej światła do nich dochodzi. Zadziwiające i prawdziwe jest to, co piszesz - bardziej boimy się reakcji ludzi niż Boga. Dlaczego, skoro w Niego wierzymy? Skoro wiemy, że nic, żadna myśl, przed nim się nie skryje? Skoro wiemy, że z niej będziemy rozliczeni? Nie wiem dlaczego...

    Bartymeusza widziałabym chyba jako człowieka świadomego swojej ślepoty, bezsilnego w swojej chorobie, nie widzącego dla siebie wyjścia z tej sytuacji - dopóki nie stanął na drodze Jezus! I to jest dla mnie też pociecha, bo czasem czuję się tak bezsilna, wydaje mi się, że nigdy się nie wyleczę z tego, co ogranicza mi światło, a jednak jest Jezus, jego krzyż i jego moc.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Gosiu, że tu zajrzałaś.

    Oczywiście, Bartymeusz w tej historii jest postacią pozytywną. Słysząc, że nadchodzi
    Jezus z Nazaretu mianuje Go Synem Dawida,
    czyli Mesjaszem. Ironia tego zdarzenia jest taka, że to dopiero ubogi ślepiec
    rozpoznaje w Jezusie Mesjasza.
    Inni mówili o Jezusie z Nazaretu,
    zwykłym synu cieśli
    – on mówił o Jezusie Mesjaszu.
    Chociaż nie miał wzroku zewnętrznego,
    bo był ślepcem, miał jednak wzrok wewnętrzny. Wielu natomiast szło za Jezusem dysponując wzrokiem zewnętrzny,
    wewnętrznie będąc jednak ślepym.

    Ta historia jest tylko pretekstem
    do osobistej refleksji.

    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio zbyt często i długo przesiaduje
    przy komputerze. Chcę się trochę zdystansować
    - przede wszystkim - od internetu.
    Przez jakiś czas nie będę więc dostępny.
    Informacja, szczególnie dla mailowiczów:)
    Dobrego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy z nas na swój sposób jest ślepy

    Dzielimy się po prostu na takich, którzy siedzą i nic nie robią, woląc użalać się nad sobą i taplać się we własnym błotku - i takich, którzy jak Bartymeusz mają odwagę prosić, wołać i nawet naprzykrzać się Bogu, ale walczyć o Jego łaskę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cokolwiek zaślpia nasze oczy, nasze serca, nasze życie - Bóg ma na to swoje lekarstwo - sztuką jest o nie poprosić, podddać się Jego działaniu, by znowu GO widzieć, doświadczać, wyznawać w czynach prostych, serdecznych, pozbawionych słów pełnych patosu, pozbawionych obietnic bez pokrycia... Bo widzieć Boga, to widzieć również bliźniego swego... z perspektywy realnej miłości, wspólczucia, przyjaźni.

    Pozdrawiam serdecznie.
    Ella

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślepota, to dość powszechne zjawisko. Jesteśmy ślepi na obecność Boga, ale i także na to, co On nam wskazuje. Ślepi na krzywdę ludzką, ślepi na wołanie, na dobroć. Ślepi na ślepotę.
    Doskonale nam jednak wychodzi okrywanie naszej prawdziwej natury. Już pierwsi ludzie maskowali swój grzech (jeśli można tak ująć ściślej - następstwo grzechu), i to przed Bogiem (!) splatając gałązki figowe i robiąc przepaski oraz ukrywając się przed Panem wśród drzew.
    "On powiedział: 'Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się'." (Ks.Rodz. 3,10)
    Reasumując:
    1) Pierwsza ślepota - Ślepi na wszechobecność Boga i Jego wszechpotężność myśląc, że Bóg nie zauważy ich nieposłuszeństwa (ludzki punkt widzenia).
    2) Pierwszy strach.
    3) Pierwsza nagość (symboliczna) - sami przed sobą zobaczyli, że są nadzy - świadomość rodzi konsekwencje.
    4)Pierwsze ukrycie się - Świadomość winy i chęć ukrycia tego.

    Dziś ludzie również są ślepi na obecność Boga bardziej przywdziewajac i ukrywając swe występki by zaspokoić ludzki punkt widzenia. Więcej - gorliwie się modląc w tłumie lub w znaczący sposób.
    Można być obłudnym względem ludzi, ale względem Boga?

    Bóg zna naszą naturę i nawet, jeśli bywamy pozorantami - bo każdy z nas bywa w mniejszym lub większym stopniu, to ważne, by to nie stało się naszą naturą.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawda, czasem najtrudniej jest nam przyjąć prawdę o nas samych. Zwłaszcza, gdy odkrywają ją przed nami inni ludzie. Czasem nawet możemy przyznać im w duchu rację, ale bronimy się, bo to co o nas mówią traktujemy jako atak. Nieraz potrzeba wiele pokory, by przyznać: tak masz rację.

    Myślę, że dużo pomaga stawanie w prawdzie przed Panem Bogiem na modlitwie. Nie ubieranie żadnych masek, nie udawanie kogoś kim się nie jest, ale stawaniem przed Nim w prawdzie. Ja jako ja. Z moimi słabościami, zranieniami. Taki jaki jestem naprawdę. Czasem dopiero wtedy skorupka iluzji z nas spada. I zaczynamy rozumieć to, co ludzie dookoła już dawno próbowali nam zakomunikować.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. @Natka, Jakub

    Im więcej pochylam się nad Słowem Bożym,
    dostrzegam, że Bóg chce, abyśmy odsłaniali
    przed Nim nasze nagie „ja”.
    Bardziej niż czegokolwiek na świecie
    Bóg pragnie naszego prawdziwego „ja”.
    Stąd w natchnionym Piśmie Świętym
    oprócz wspaniałych modlitw uwielbiających,
    wzniosłych Psalmów dziękczynnych,
    znajdziemy również lamentacje, użalania,
    modlitwy typu:
    "dlaczego skrywasz się przede mną Panie?"
    i szczere wyznania mężów Bożych, którym zdarzało się zawodzić Pana.

    To wszystko przepełnione jest prawdą!

    Bóg nie gloryfikuje ludzi.
    Biblia nie wybiela ludzi.
    Ona pisze o ludziach w sposób prawdziwy
    i o ich życiu, takim, jakie ono jest.
    Ludzie o których czytam w Biblii są prawdziwi.

    Byśmy i my byli, jak Biblia – WIARYGODNI!

    Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń