sobota, 20 listopada 2010

wołanie


A słysząc,
że to Jezus z Nazaretu,
zaczął wołać:
Jezusie, Synu Dawida,
ulituj się nade mną!
Wielu nastawało na niego,
żeby umilkł.
Lecz on jeszcze głośniej wołał:
Synu Dawida, ulituj się nade mną!
(Mar. 10:47n)


Bartymeusz woła głośno:
Jezu, ulituj się nad mną!
Ucisza go tłum.

I my siedzimy prze drodze,
jak żebrak Bartymeusz ubodzy i biedni;
żebrzemy jak on.
Żebrzemy, bo żyjemy z łaski.
Ale nic się nie zmieni w naszym życiu,
jeżeli nie zawołamy jak ślepiec.
A kiedy zapragniemy innego życia,
zdecydujemy i zaryzykujemy zawołać,
będą nas uciszać.
Kto?
Ucisza nas brak czasu.
Ucisza zmęczenie, praca, pęd za tym, by „mieć”.
Niekiedy po prostu nie chcemy wołać albo wołamy,
nie chcąc przejrzeć.
Bez głębszej refleksji,
wyuczonymi „świętymi” zwrotami mówimy:
„Jezu, potrzebuję Ciebie”,
ale jednocześnie związujemy Mu ręce,
odmawiając poddania swej woli.
Wołamy, ale to nic nie zmienia.
Dlaczego?
Nie wołamy jak wołał Bartymeusz.
Wołanie Bartymeusza to wysiłek przebicia się przez tłum.
Nasze wołanie jest często krótkotrwałym,
połowicznym wysiłkiem.
Czy my w ogóle chcemy przejrzeć?
Jezus nie dotyka ludzi niezdecydowanych,
którzy nie decydują się na serio,
całym sobą Jemu się oddać, zaufać.

Żyjemy w pędzącym świecie,
nasze umysły zajmowane są do granic możliwości.
Wszystko po to, byśmy nie zawołali.
A jak zawołamy, to abyśmy przestali.
Nie podejmując decyzji,
by przebić się przez oślepiający i zagłuszający tłum,
podejmujesz decyzję bycia ślepcem.
Brak decyzji jest decyzją.

Warunkiem uzdrowienia jest zawołać/wołać jak Bartymeusz.
Z gotowością, by przejrzeć!

3 komentarze:

  1. Przed innymi gramy supermanów, ludzi ze stali, bez wad i problemów, idealnych prawie... A w głębi serca nie raz wyjemy z bólu, braku akceptacji, rozumienia świata, nieodnalezienia swojego miejsca czy choćby świadomości słabości.

    Brakuje nam tego, czemu Bartymeusz, Zacheusz czy np. ta wdowa, która nie "odczepiła się" od Jezusa, dopóki jej nie uzdrowił, osiągnęli swój cel. Czego? Wytrwałości? Też. Ale odwagi powiedzenia głośno i także przy postronnych, w tłumie, rzucając się w oczy (np. włażeniem na drzewo), narażając się na drwiny - Panie, dokładnie tego mi potrzeba, i wiem, że tylko Ty możesz mnie wysłuchać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielu ludzi nie chce jednak nawet słyszeć o swojej ślepocie. Są przekonani, że widzą doskonale. Ale Duch Święty może przekonać i tak oporne dusze :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "„I będzie tam droga bita, nazwana Drogą Świętą. Nie będzie nią chodził nieczysty” Izajasza 35.8
    (...)Biblia mówi nam: „Kto ukrywa występki, nie ma powodzenia, lecz kto je wyznaje i porzuca, dostępuje miłosierdzia” (Przyp 28.13). Tak wiec jeżeli wyznasz swój grzech, nie mając mocnego postanowienia na zawsze zerwać z nim, to takie wyznanie nie ma sensu. Jest to tylko „świętą grą”. Kto zaś wyznaje swój grzech, porzucając go – otrzymuje odpuszczenie i łaskę.
    (...)Ja w ogóle nie chcę tracić czasu na modlitwę [o uzdrowienie], która nie zostanie wysłuchana przez Boga. Dlatego, jeśli człowiek przychodzi do mnie z prośbą o modlitwę, żeby zostać uzdrowionym, ja najpierw pytam się go: „Powiedz mi jak wygląda sprawa w Twoim życiu duchowym? Czy oczyściłeś je i doprowadziłeś z nim wszystko do porządku?” jeśli on odpowiada mi przecząco, to proponuje mu, żeby najpierw zrobił to i później znowu przyszedł do mnie
    (...)Kiedy Bóg działa, postępuje On tak, jak chce. My nie możemy wskazywać Mu i dyktować, nie możemy przewidywać za Niego, że to musi być tak lub inaczej. Bóg jest Panem, a Jego działanie jest suwerenne. Kierownictwo jest tylko jego prawem. On nie jest naszym malutkim pieskiem, którego wołamy i prowadzimy na smyczy tak, jak chcemy. Nie, On jest żywym Bogiem, Panem panów. I dopiero wtedy, kiedy damy Mu możliwość działania w naszym środowisku jako żyjącemu Bogu, może On przyjść do nas. Inaczej na próżno będziemy się modlić o działanie Boże.
    (...)Jeżeli nie ma przebudzenia, to nie możemy winić o to nikogo innego, tylko samych chrześcijan. Jeżeli Bóg nie działa tam, gdzie się znajdujecie, to kto jest temu winien? Nie świat, nie cudzołożnicy, nie homoseksualiści, ale pobożni, którzy nazywają się domem Bożym. Dlatego od nich powinien rozpocząć się sąd Boży, czy oni tego chcą czy nie. I to jest prawdą! Czy to będzie słodkie dla nas, czy gorzkie, lecz trzeba to przełknąć. Być może stoicie na drodze działania Ducha Świętego, tak samo jak i ja kiedyś. Przyjedźcie do nas, do Południowej Afryki, a ja pokażę wam to miejsce w Mapumulo, gdzie stałem i płakałem zrozumiawszy, że właśnie ja jestem przeszkodą na drodze do przebudzenia. I wtedy pokutowałem..." z książki "Przebudzenie zaczyna się ode mnie" Erlo Stegen

    OdpowiedzUsuń