czwartek, 28 stycznia 2010

akolita


Potem [Jezus] przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (akolutheo)! (Mar. 8:34)

Jak mam naśladować Ciebie, mój Jezu? Sam? Nie, nie jestem zdolny!

Grecki czasownik „akolutheo” oddany jest przez wszystkie znane mi przekłady Nowego Przymierza, jako „naśladować”.
Termin ten zawiera jednak w sobie pewną odległość i dystans.
Można kogoś naśladować z odległości,
a nawet przy jego nieobecności.

Apostoł Paweł mówi: „Bądźcie naśladowcami moimi” i używa innego greckiego terminu – „mimetes”,
który konkretnie odnosi się do naśladownictwa.
Apostoł więc nie musi być przy mnie,
bym go naśladował.
Znam go z kart Biblii i naśladuję,
chociaż nie ma go przy mnie.

Z Jezusem musi być inaczej!

Czasownik „akolutheo” wyraża bliskość tego,
z kim się idzie i oznacza:
„towarzyszyć komuś” i „iść z kimś”.
Dlatego Jezus mówi, nie tyle, by Go naśladować,
co by Mu towarzyszyć,
być w bliskiej relacji z Nim.

Jeśli kto chce pójść za Mną,
niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mi TOWARZYSZY.


Jezus mówi:
„Zaprzyj się i towarzysz Mi.
Pomogę Ci nieść twój krzyż, jeżeli będziesz szedł ze Mną blisko.”

„Akolutheo”
jest podstawą etymologiczną słowa akolita – towarzysz, sługa, osoba przebywająca w czyimś towarzystwie. Obecnie akolita kojarzony jest (przede wszystkim w kościele powszechnym) z funkcją kleryków względem wyżej postawionej hierarchii kościelnej.

Ja chcę być akolitą Jezusa.
Przez bliskość kontaktu z Nim stawać się Nim,
aż się we mnie ukształtuje (Gal.4:19).

Nie znać Go tylko ze stron Biblii, znać Go osobiście!

wtorek, 26 stycznia 2010

dla prostych to proste




"z czystym sercem chciałbym spojrzeć na Ciebie
wyciszony i w duchu tak mały
zamiast krzyczeć szukać pokoju
wolny od wszelkich pragnień zuchwałych

dla prostych ludzi to proste
dla innych innych święte wyniosłe
dla małych to życie co dzienne
dla większych to wciąż niepojęte

usłyszawszy tak chciałbym zaufać
rzucić w kąt niepotrzebne zmartwienia
i być dla innych i sobą być
zmienić to co od dawna chcę zmienić"

poniedziałek, 25 stycznia 2010

prosty i niepojęty


Dumając o istocie Twej i Twoim dziele
W mozole, co się w księgach opylonych grzebie,
Badano Cię tak bardzo, zgłębiono tak wiele,
Że w końcu się zaczyna nie rozumieć Ciebie.

Spiętrzono z myśli górę mądrości uczoną
Wśród nocy na ślęczeniu spędzonych bezsennie
I, dociekając cudu Twego, przeoczono
Cud największy, że cuda dzieją się codziennie.

Czasem słońca wieczorny blask w rzece, jak słowo
Objawienia, olśniewa wiedzą tajemnicy
I przez chwilę Twój wszech świat zda się jednakowo
Prosty i niepojęty, jak ziarnko pszenicy.

(Leopold Staff)

czwartek, 21 stycznia 2010

higiena ducha


Staram się co jakiś czas chodzić do lasu.

Przede wszystkim dla higieny ducha,
by go wyciszyć, uspokoić, uwrażliwić na „głos delikatnej ciszy,”
w której przemawia Bóg.

Milknę, szczególnie wewnętrznie
i usiłuje usłyszeć najbardziej odległy głos
tego niezwykłego miejsca.
Usłyszeć to, czego w zwykłym dniu nie słyszę.

(Niewiarygodne, jak wielu rzeczy nie słyszymy.)

Trochę to nauka,
by być bardziej „chętnym do słuchania” Boga,
a nie tego świata, który domaga się mojej uwagi,
zakłóca pracę zmysłów i zmusza, żeby to właśnie jego słuchać.

Trochę to pielęgnacja wrażliwości na Boże gesty
i nie narzucające się Jego piękno.

Trochę to refleksja,
że prawdziwe chrześcijaństwo zmienia życie człowieka
i jest oparte na doświadczeniu Boga w życiu codziennym.
Życie z Bogiem nie jest teorią,
- jest praktyką.

Są chwile i miejsca w których łatwiej przypomnieć sobie słowa:
„Mów Panie, bo sługa Twój słucha (1Sam.3:9).”


W lesie Bóg zawsze zaskakuje.
Zawsze karmi Swoją obecnością,
przejawem swojego artyzmu.

Ile razy zza drzew ukazują się sarny,
które oczywiście swoim krokiem płoszę,
ale pozwalają patrzyć na siebie z bezpiecznej dla nich odległości…

Na pewne dzieła ręki Bożej można patrzeć tylko z odległości.
Nie można ich dotknąć, zbliżyć się…

Tak też jest z pięknem, którego szukamy
i za którym tęsknimy – pięknem nieskazitelnym, czystym i wiecznym.
Doświadczamy go nieraz, ale to doświadczenie z odległości.

Pełnią nasycimy się dopiero w Królestwie niebieskim.

Tam najokazalej doświadczymy piękna samego Boga,
bo dosłownie doświadczymy Jego obecności,
ujrzymy „twarzą w twarz.”

Doświadczmy piękna drugiego człowieka.
Miną odległości nas dzielące,
te przestrzenne i te osobowościowe.

„Gdy zniknie to, co jest tylko częściowe, przyjdzie to co jest doskonałe.”

Zbliżajmy się do tego co płoche,
bo doskonałe.

sobota, 16 stycznia 2010

Hallelujah




Hallelujah
Hallelujah
Hallelujah

we wszystkim co mówię
i
we wszystkim co robię

amen

czcimy wielkie Twoje Imię!
Hallelujah!
Godzien jesteś chwały!

czwartek, 14 stycznia 2010

oręż mocy Bożej


„Szczęśliwi którzy nie widzieli, a uwierzyli.”

Żyjemy w świecie składającym się z dwóch części; jednej którą możemy widzieć i drugiej której nie widzimy. Dla własnego dobra powinniśmy żyć tak, aby ten niewidoczny świat był ważniejszy, bardziej rzeczywisty.

Wówczas to co niewidoczne staje się widoczne,
bo patrzymy oczyma wiary i serca.

Fascynuje mnie zapis przeżycia Jakuba; polecam przeczytać całą tę historię; przytaczam tylko biblijny fragment:

A gdy Jakub zbudził się ze snu, pomyślał: Prawdziwie JHWH
jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem (Rdz 28:16).


Wiele w życiu nie widzimy.

Św.Paweł pisał, że kochający Boga ludzie „wpatrują się nie w to co widzialne, lecz w to co niewidzialne.”

Tak można patrzeć jedynie SERCEM rozkochanym w Bogu.

My zbyt często zastępujemy wiarę słowem. „Bóg mnie kocha,”
„Bóg jest moim Ojcem” – te zdania są rzeczywistością
wyrażoną w twierdzeniu.
Wielu z nas słyszało, pewnie i wypowiadało je wiele razy.
Te wyznania powinny czynić z nas
najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
Jak bardzo czynią?

Często zbawienne prawdy nie docierają do naszych serc. Rozbijają się o ściany naszych umysłów. Nie dochodzą do serca, albo nie dochodzą w pełni. A miejscem prawdziwej relacji z Bogiem jest właśnie serce. Nie teologia, nie bystrość umysłu choć są to rzeczy dobre i słuszne. Ale do życia z Panem Bogiem na co dzień potrzebne jest nam dobre i wrażliwe SERCE. Wrażliwe i reagujące na nasze życie, postępowanie, wrażliwe na ludzi żyjących obok nas, wrażliwe na Boga. Serce, w którym zechce zamieszkać Bóg i Jezus.

Jest jednak ktoś na tym świecie,
który ma zgoła inny cel względem ciebie i mnie.

To ktoś (o dziwo!) kto lubi, kiedy bagatelizuje się jego osobę. Dlaczego? Zwiększa to efektywność jego działania.
Nie zależy mu na rozgłosie, ani na sławie.
Po ciuchu robi swoje.
Szatan kieruje wszystkie swoje ataki w nasze serce. Sen to efekt przez niego pożądany. Uniewrażliwia je i chce żebyśmy nie czuli potrzeby zmian, ani nie chcieli się uczyć i przemieniać w mocy, która jest z poza nas. Szatan godzi się na pobożność ludzi, których mami, ale tylko na jej pozór. Godzi się na wizyty w zborach i wszelkich wspólnotach, ale bez pragnień życie „poza tym światem.” Szatan tworzy chrześcijaństwo, ale na swoich zasadach - bierności, braku aktywności, wyuczonych na pamięć modlitw. Wreszcie szatan często podszywa się pod „nasze myśli” okłamując nas, że na miłość od naszego kochającego Ojca trzeba sobie zasłużyć. Innym razem łapiąc nas na grzechu oskarża wmawiając nam, że nie zasługujemy na miłość Bożą, bo jesteśmy grzeszni, że droga do Boga jest nie dla nas – to wszystko często doprowadza do przygnębienia, a w rezultacie do nieufności i niewiary w Bożą bezwarunkową, rodzicielską miłość. Szatan subtelnie działając tworzy oskarżające twierdze i warownie myśli nas oskarżających. Polem walki z nim jest nasz umysł – to tam wypacza on nasze wyobrażenia o wierności Boga względem nas. Szatanowi bardzo zależy na tym, żeby prawda, że Bóg powołał nas do życia w mocy Ducha nie przemawiała w nas na poziomie, na którym powinniśmy ją usłyszeć; poziomie serca.

Jest tylko jeden sposób walki z tak ukrytym wrogiem.

„Chociaż bowiem w ciele pozostajemy, nie prowadzimy walki według ciała, gdyż oręż bojowania naszego nie jest ciała, lecz ma od Boga moc burzenia twierdz warownych. Udaremniamy ukryte knowania i wszelką wyniosłość przeciwną poznaniu Boga, a wszelki umysł poddajemy w posłuszeństwo Chrystusowi (2Kor.10:3-5).”

Nasze wewnętrzne uzdrowienia (z negatywnych obrazów siebie, grzesznych nawyków) są możliwe tylko wtedy, gdy walczymy orężem Ducha - mocą Ducha Świętego, którą Bóg w nas wlał z chwilą, kiedy wezwaliśmy Go szczerze sercem: "Ojcze, należę do Ciebie!"

Za sprawą tej mocy możemy powiedzieć w każdej chwili: „rozkazuje ci w imieniu Jezusa Chrystusa, idź precz szatanie!” nie wchodząc w dyskusję z diabłem za przykładem naszego Pana, który pokazał nam, jak radzić sobie z podchodami diabła.

Celem szatana jest sprowadzanie życia do sloganów, a nie do życia w prawdzie
o Bogu, o Jezusie, o Duchu Świętym i o nas samych.
Zbyt łatwo przyzwyczajamy się do powiedzeń, które mają mizerne znaczenie dla naszego serca. Wypowiadamy je – istnieją w naszym życiu, co jest powodem, że żyjemy w iluzji. Bóg jest w naszym życiu, ale tak naprawdę Go nie ma, bo jest tylko słowem, a nie ufnością, motywacją, celem
i życiem.

W naszych sercach są pokoje, które pozostają zamknięte. Klucze do ich otwarcia ma nasza wola, wzbudzona orężem Ducha. Trzeba pootwierać te zaciemnione miejsca i wpuścić tam światło, którym jest Chrystus.

„Oto stoję u drzwi i kołaczę…(Ap.3:20).”

Boże olśnij nas jasnością poznania chwały Twojej
na obliczu Jezusa Chrystusa!
Amen!

sobota, 9 stycznia 2010

Ucieczka do Boga


(...)Rozkochałem się w słowie Bożym. Bóg użył Swojego Słowa, by pobudzić moje serce.
Niestety wpadłem w jedną z pułapek, którą szatan zostawił na tych, co szukają Boga:
wydawało mi się, że intelektualne przyjęcie prawdy to wszystko, czego potrzeba,
by stać się chrześcijaninem. Wierzyłem głęboko i szczerze, do tego stopnia, że zawarte w Słowie Bożym prawdy stały się moją religią(...)

Jednak coraz bardziej zaczynałem się domyślać, że coś z tym moim chrześcijaństwem jest nie tak: potrafiłem pójść do kościoła i głosić piękne poselstwo o zwycięstwie nad grzechem, po czym wrócić do dom, krzyczeć na żonę i złościć się na dzieci. Wiedziałem, że to jest złe, ale wyglądało na to, że nawet moja silna wola ponosiła na tym porażkę.

Biblia mówi tak: "[...] z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak, bracia moim, być nie powinno. Czy źródło wydaje z tego samego otworu wodę słodką i gorzką? [...] Tak też słony zdrój nie może wydawać słodkiej wody (Jak. 3:10-12)." Jeśli ktoś sądzi, że jest pobożny, a nie powściąga jeżyka swego, lecz oszukuje serce swoje, tego pobożność jest bezużyteczna (Jak.1:26)."

Gdy Pan przemówił do mnie poprzez takie teksty, zaczęły mnie dręczyć podejrzenia: czy czegoś nie pominąłem? Czy faktycznie jestem nawrócony? Należę do kościoła, ale czy należę do Chrystusa? Żyję słowem ale czy TYM Słowem, które "stało się ciałem i zamieszkało między nami"? Zaświtało mi, że przecież mysz zamknięta w puszce z ciasteczkami wcale nie staje się ciasteczkiem! Upłynęły dwa lata, zanim Pan dotarł do mojego opornego serca i powiedział: Zatrzymaj się, Jim, i oceń to, co robisz. Zastanów się czy jesteś nawrócony.

- Ja, Panie? Jak to? Przecież jestem starszym zboru! Przyprowadziłem do Twojego Kościoła bez mała piętnaście osób. Ja - "nienawrócony"?!

Tak, Jim. Są rzeczy, których po prostu nie pojmujesz.

Zrozumiałem, że ortodoksja, ścisła wierność doktrynie, stanowi tylko niewielką część prawdziwej religii. Na świecie żyją miliony zdeklarowanych chrześcijan wyznających "właściwe" poglądy; czyżbyśmy zatem nie wiedzieli, czym jest kryzys prawdziwej duchowości?

Chrześcijanin, który ma przy końcu historii Ziemi przeżyć wielkie wydarzenia, powinien znać i rozumieć Biblię. Niestety, tę wiedzę biblijną można przedstawić w taki sposób, że zamiast przyprowadzić słuchaczy do Boga, przyprowadzimy ich do "systemu prawd".

Nie słowa odnawiają duszę, ale sam Bóg. Dopóki słuchacze nie odnajdą Boga w osobistym doświadczeniu, poznanie "prawdy" niekoniecznie ich zmieni. Biblia nie jest celem samym w sobie, ale środkiem; jest narzędziem przyprowadzającym człowieka do bliskości z Bogiem. Jezus kieruje do nas słowa, jakimi niegdyś zwrócił się do pobożnych na pokaz, uczonych Żydów: "Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie; ale mimo to do mnie przyjść nie chcecie, aby mieć żywot".

Doskonale rozumiałem zagadnienia teologiczne i operując uczonymi pojęciami, potrafiłem uzasadniać swoje biblijne stanowisko. Gdybym jednak stanął twarzą w twarz z autentycznym, żywym chrześcijaństwem, moja wielka wiedza okazałaby się głupstwem. Gdybym mógł stanąć pod krzyżem i porozmawiać z Marią Magdaleną, jak wyglądałaby nasza rozmowa?

- Mario, widzę, że nie opuściłaś Jezusa tak jak inni. Czy zatem twoje dobre uczynki wynikają ze sprawiedliwości przypisanej czy udzielonej? Jeśli otrzymałaś sprawiedliwość od Boga, w takim razie usprawiedliwił cię. Kiedy to się stało?

- Że jak? O czym ty mówisz, człowieku? - zapewne by zapytała.
- Ja Go kocham! Jezus jest moim Panem i Zbawicielem! On mnie odkupił!

Które z nich wyznawałoby prawdziwą religię: uzbrojony w wiedzę teologiczną starszy zboru czy bogata w osobiste przeżycie nierządnica?

(Jim Hohnberger)

czwartek, 7 stycznia 2010

Heschel o Biblii


"Mamy tyle do powiedzenie o Biblii,
że nie jesteśmy gotowi na to, by usłyszeć,
co Biblia ma do powiedzenie o nas."

Abraham Jeshua Heschel

niedziela, 3 stycznia 2010

miejcie wiarę w Boga ( Mar. 11:22 )


Mar. 2:1-12
1. Gdy po pewnym czasie [Jezus] wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu.
2. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
3. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech.
4. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk.
5. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy.
6. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich:
7. Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?
8. Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach?
9. Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź?
10. Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka:
11. Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!
12. On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.


Ewangelia nie mówi tu o wierze sparaliżowanego, ale o wierze tych, którzy przynieśli chorego do Chrystusa. Dzięki wierze czterech przyjaciół doszło do uzdrowienia. Pokonali wszystkie przeszkody i przynieśli swojego bliskiego przed osobę Jezusa.

Ich wiara poruszyła Jezusa.

Błogosławieństwem mieć takich „czterech”.
Gdy samemu nie będziesz mieć możliwości by się modlić, poruszać,
to wówczas wiara twych przyjaciół może okazać się
niezbędna i poruszyć serce Tego, który stawia się za ciebie
u naszego Wielkiego Boga.

Możesz przynieść na noszach wiary swoich bliskich
w imieniu Jezusa Chrystusa przed oblicze dobrego Ojca.


W ubiegłą niedzielę, w dniu zjazdu na zgrupowanie Syloe nie wszyscy dojechali do celu. W samochód w którym jechali nasi przyjaciele uderzył z dużą siłą autobus.
Daniel z Rutą obecnie są już w domu. Chwała Bogu!
Natomiast jadąca z tyłu siostra Ruty, córka naszych przyjaciół,
Paulinka walczy o życie.
To już 8 dzień, w którym znajduje się w śpiączce.
Ma duże obrażenia i jej stan jest ciężki.
Jutro lekarze będą starali się ją wybudzić po kolejnym badaniu tomografii.



Mat. 18:18-20
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie.
Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.


Jezus daje gwarant. Gdzie przynajmniej dwóch lub trzech spotka się w uzgodnieniu próśb swoich i będą modlić się z wiarą w imieniu Jego,
wszystkiego użyczy im Dobry i Wielki Ojciec.
Tu nie ma żadnego pytajnika, że może spełni, a może nie.
Jezus nie pozostawia innej możliwość, jak objawienie się mocy Bożej.

Warunkiem jest wiara, jaką wykazało się "czterech."
Wiara, która nie ulega zwątpieniu, zachwianiu.
Wara, która jest silna i znajduje przystęp do Jezusa.

Mar. 11:24
Wszystko, o co modlicie się i prosicie, wierzcie, że otrzymaliście, a spełni się wam.

(tłumaczenie interlinearne)

To jest wiara, której szuka Bóg. Wiara, na którą odpowiada.
Wiara, którą zauważa Jezus. Wiara, która porusza.
Wiara, która zapowiada cud.

Zanim otrzymam coś w przyszłości,
muszę najpierw posiąść to przez wiarę,
jako wydarzenie, które Bóg już dla mnie dokonał.
Uwierzyć, że to o co proszę już się stało,
tylko muszę po to sięgnąć.
To jest wiara, dar Ducha Świętego, dar o który muszę dbać!

Panie,
niech się dzieje
wola Twoja!
Amen!


"Gdy będę przechodził przez wody będziesz ze mną!
Gdy będę przechodził przez rzeki, nie zaleję mnie!
Gdy będę przechodził przez ogień, nie spłonę
A ogień nie spali mnie.
Bo Ty jesteś moim BOGIEM
bo Ty jesteś BOGIEM mym!

Gdy góry zatrząsną się groźnie będziesz ze mną
Będziesz Panie ze mną, będziesz
Gdy ziemia otworzy swą czeluść, nie pochłonie mnie
Będziesz Panie ze mną będziesz

Gdy wicher powieje zbyt mocno stać będę
Wśród burzy nie ugnę się
Bo Ty jesteś moim BOGIEM
bo ty jesteś BOGIEM mym

Tak, tylko TY, PAN, OJCIEC mój
Ty będziesz ze mną!
Tak, tylko TY, PAN, OJCIEC mój
Ty będziesz ze mną!
Tak, tylko TY, PAN, OJCIEC mój
Ty będziesz ze mną!"