środa, 28 kwietnia 2010

co u Paulinki?

Dopomóż mi, Panie, mój Boże;
ocal mnie w swej łaskawości,
aby poznali, że to Twoja ręka,
żeś Ty, o Panie, tego dokonał
(Ps. 109:26n).


Dzisiaj Paulina mówi już z charakterystyczną chrypką,
ponieważ przeszkadza jej w tym jeszcze rurka tracheotomijna
która ułatwia jej oddychanie.
Przez nos jeszcze nie potrafi.

Utrata pamięci jest duża.

Na początku pamiętała tylko swoją mamę.

Prawdziwe są słowa Salomona.
Wielkie wody nie ugaszą miłości,
a strumienie nie zaleją jej (Pnp.8:7).

Pamięć ukochanej mamy przetrwała nawet tak ciężki wypadek.

Paulina stopniowo przypomina sobie i innych swych bliskich
i takie podstawowe informacje,
jak kiedy się urodziła, nazwy miesięcy, itp.
Wczoraj mnie rozpoznała,
ale nie potrafiła przypomnieć sobie mojego imienia,
ale ku naszemu zdziwieniu,
zapamiętała z ostatnich odwiedzin moje nazwisko.

Półtora tygodnia temu poprowadziłem Paulinkę w modlitwie.
Chciała się modlić, ale nie potrafiła.
Modliła się więc powtarzając moje słowa.
Dzisiaj co wieczór pragnienie wspólnej modlitwy
o zdrowie, o to by mogła chodzić i mówić.

Wczoraj czytałem jej Psalmy z książeczki Psalmu ufnego serca
ze zdjęciami krajobrazów.
Czytając Psalm 23 zauważyła,
że ten Psalm jest w Biblii.
Pamięć stopniowo powraca!

Zdjęto już jej szynę gipsową z lewego biodra,
które wykazuje dużą niestabilność.
Po zdjęcia RTG lekarze prawdopodobnie zadecydują,
że od tego, albo następnego tygodnia Paulina będzie pionizowana.

Obecnie ma buja czuprynę:)
Czeka już na swojego szwagra, który ją ładnie obetnie.

Gdy opowiadamy jej o modlących się za nią wierzących,
odpowiada:
- Naprawdę? Dziękuję:)

Swoim zachowaniem i stopniowym powrotem
do zdrowia sprawia uśmiech na twarzy swojej mamy.
Dla Ani, która codziennie spędza cały dzień
w prokocimskim szpitalu
uśmiech, ufność i poprawa zdrowia swojej córeczki
jest jak Boża moc na kolejne dni.

Boże, odpowiadasz na modlitwy.
Twoje odpowiedzi są jawne.
Dziękują za to, co już dokonałeś w życiu tej małej dziewczynki,
i czekam, aż Twoja moc objawi się w jej pełni!
Wypełniaj Paulinkę i jej najbliższych swoją obecnością.
Najbardziej potrzebują leczniczego ciepła Twoich ramion!

Alleluja. Miłuję Pana, albowiem usłyszał głos mego błagania,
bo ucha swego nakłonił ku mnie w dniu, w którym wołałem.
Oplotły mnie więzy śmierci,
dosięgły mnie pęta Szeolu, popadłem w ucisk i udrękę.
Ale wezwałem imienia Pańskiego: O Panie, ratuj me życie!
Pan jest łaskawy i sprawiedliwy i Bóg nasz jest miłosierny.
Pan strzeże ludzi pełnych prostoty: byłem bezsilny, a On mię wybawił.
Wróć, moja duszo, do swego spokoju, bo Pan ci dobrze uczynił.
Uchronił bowiem moje życie od śmierci, moje oczy
- od łez, moje nogi - od upadku.
Będę chodził w obecności Pańskiej w krainie żyjących.
Ps. 116:1-9

wtorek, 27 kwietnia 2010

Ballet Magnificat

Kto mieszka na Pomorzu, albo zechciałby wyruszyć w (daleką) podróż do Gdańska zachęcam na występ grupy baletowej Ballet Magnificat. W tamtym roku Ballet Mahnificat „przedstawiła spektakl „Kryjówka”, którego fabuła oparta była na prawdziwej historii Corrie ten Boom – kobiety, która podczas działań wojennych w holenderskim mieście Haarlem w 1944 roku ukrywała w komórce wybudowanej przy ścianie w swoim domu prześladowanych Żydów. Fabuła libretta ukazała, że po pewnym czasie słynna kryjówka została odkryta przez nazistów. Corrie i jej siostra Betsie wraz z ukrywanymi Żydami trafiają do obozu koncentracyjnego w Ravensbrücku. Tam przeżywają niewyobrażalne cierpienia, a Corrie traci swoją ukochaną siostrę. Po tej tragedii Corrie odnajduje pocieszenie w Bogu. To On wybaczył nam wszystko pomimo tego, że za nasze grzechy musiał zapłacić życiem swojego jedynego, ukochanego Syna. Decyzja Corrie o wybaczeniu oprawcom przynosi do jej życia prawdziwą wolność.”



W ten piątek Ballet Magnificat zaprezentuje spektakl „Syn marnotrawny.”

...a my boimy się powrotów, bo boimy się odrzucenia.
Boimy się wyrzutów i pytań typu
"no dobrze, wróciłeś, ale dlaczego...? czemu...? nie rozumiem...".

Powracając do Niebiańskiego Ojca, nie usłyszymy: „a nie mówiłem.”
Doświadczymy natomiast ciepła objęcia Ojcowskich ramion
i czułe: „KOCHAM CIĘ MOJE DZIECKO!”

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

życie


... życie to taki dziwny prezent.
Na początku się je przecenia:
sądzi się, że dostało się
życie wieczne.
Potem się go nie docenia,
uważa się, że jest do chrzanu,
za krótkie,
chciałoby się niemal je odrzucić.
W końcu kojarzy się,
że to nie był prezent,
ale jedynie pożyczka.
I próbuje się na nie zasłużyć.

Eric-Emmanuel Schmitt
"Oskar i Pani Róża"

czwartek, 22 kwietnia 2010

kimże jest człowiek?





Zasiadając na huśtawce wsłuchuję się w śpiew ptaków i myślę o Bogu.
Rozmawiam. Milczę. Nasłuchuję.
Lubię przy tym spoglądać na drzewa rosnące w moim ogrodzie.
Podziwiam świat, który stworzył Bóg.


Niechaj ziemia wyda rośliny zielone:
trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi
według swego gatunku owoce, w których są nasiona.
I stało się tak. (Rdz.1:11).




Maleńkie nasiona wydają według swego rodzaju.
Niesamowite jest błogosławieństwo ich różnorodności.
Z maleńkiego nasiona wyrastają kwiaty,
drzewa owocowe i wielkie sięgające ponad 90 m drzewo sekwoi
– mistrzowski jest Boży sposób minaturalizacji.

I, jak genialny jest Bóg projektując rośliny tak,
że wchłaniając zużyty przez człowieka dwutlenek węgla,
produkują tlen, niezbędny do życia na ziemi.

O, jak wielki jest Ten, który je zaplanował i stworzył.
Dzieła naszego Stwórcy głoszą Jego mądrość i moc.

Ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!
(Rdz. 1:20)


Człowiek od stuleci chciał wzbić się w przestworza,
a ptaki czynią to z gracją od początku swego istnienia.
Szkielet zbudowany ze sztywnych, pustych od wewnątrz kości
wypełnionych powietrzem sprawia, że ciężar upierzenia
jest większy niż ciężar ich kości.
Ale latanie umożliwia im również jeden dziwny szczegół
– mały otwór w panewce stawowej kości przedramienia
przez który przechodzi ścięgno, który wiąże mały mięsień piersiowy
z górną częścią stawu barkowego.
Dzięki temu ptak może unieść skrzydło i w ogóle latać.

Skąd ten mały otwór w panewce stawu barkowego?
I dlaczego akurat tam przechodzi ścięgno mięśnia piersiowego?
To nie przypadek dzieła ewolucji, ale przemyślane dzieło
Wielkiego Stwórcy i Architekta, Boga, który jest naszym Ojcem.


A jak piękny, wielki i niezbadany jest cały wszechświat?
Podróżując z prędkością światła moglibyśmy
okrążyć 7 razy ziemię w ciągu jednej sekundy.
A by z taką samą prędkością przebyć
„znany” człowiekowi wszechświat
potrzebowalibyśmy na to 28 miliardów lat.

Patrząc na wszechświat stajemy przed potęga Bożego zamysłu,
i nie znamy nawet liczby gwiazd na niebie.
Szacuje się tylko, że wszechświat posiada miliard trylionów gwiazd.

Ale Stwórca zna dokładną ich liczbę.
Więcej, zna każdą po imieniu.

On liczbę gwiazd oznacza, wszystkie je woła po imieniu
(Ps. 147:4).


Najważniejsza gwiazda – Słońce, dzięki któremu jest życie na ziemi
przypomina o Bożej łasce i miłosierdziu.
Ponad bilion ziem zmieściłoby się w środku słońca,
a jest ono zaledwie średniej wielkości gwiazdą.
Są gwiazdy, które mają promień o 600 razy większy od Słońca
i świecą ponad 600 000 razy jaśniej.

Niewyobrażalne i niesamowite liczby i niesamowity Bóg Stworzenia.

Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców,
księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym - syn człowieczy, że się nim zajmujesz? (Ps. 8:4n)


„Wspominam” dzień moich urodzin.
Wczoraj przypomniała mi o nich pewne siostrzyczka w habicie
wysyłając kapitalną kartkę ręcznej roboty z papierowym kwiatem,
kwitnącym esencją A. Mickiewicza:
„Każdy nowy dzień jest kwiatem, który zakwita w naszych dłoniach.”
Takie gesty, „drobiazgi” dają życie przeszłości.
Dzięki Madziu!

Myślę dzisiaj o nowych narodzinach z wody i z Ducha.
Myślę, o tym co zrobił dla mnie Bóg,
bym mógł w ogóle na nowo się narodzić
i mógł pisać te słowa.

Wśród miliardów trylionów gwiazd wszechświata
unosi się mały obłoczek,
który tworzy nasza Galaktyka.
Jedną z tych gwiazd jest Słońce,
wokół którego krąży dziewięć małych punkcików
a jednym z nich jest nasza Ziemia.
Na tym małym punkciku jest mały pyłek:
to jestem ja,
jeden z ponad sześciu miliardów ludzi.

Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców,
księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym - syn człowieczy, że się nim zajmujesz?

-
myśli wracają.

A jednak stworzyłeś nas Boże, jako koronę Swego Stworzenia.
Stworzyłeś nas, jako swój obraz, niepowtarzalne dzieło.
Znasz i interesujesz się człowiekiem.
Znasz każdy skrawek naszej osobowości,
i nadal nasz kochasz.
Policzyłeś nawet wszystkie włosy na naszych głowach.
Zapewniłeś,
że tak, jak bez Twego przyzwolenia nic złego nie stanie się
nawet najmniejszemu wróbelkowi,
tak tym bardziej ludziom, którzy Cię miłują.


Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa?
A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego
nie spadnie na ziemię.
U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone.
Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.
Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi,
przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie
(Mat. 10:29-32).



Dziękuję Ci Ojcze za cud narodzin
i za cud poznania Ciebie przez Jezusa, Syna Twego.
Dziękuję za nowe życie.
Dziękuję, że Jesteś przy mnie
nawet wówczas, kiedy mnie nie ma przy Tobie.
Dziękuję, że uczysz mnie Siebie
i masz tyle cierpliwości.
Dziękuję, że okrywasz swą miłością.

Najpiękniej jest obchodzić swoje urodziny z Niebieskim Ojcem!

Tego wszystkim życzę!











poniedziałek, 19 kwietnia 2010

worship7pray

Wzruszyłem się wczoraj,
a potem
rozśpiewałem:)





Ziemia

Ziemia, którą mi dajesz
nie jest fikcją ani bajką
Wolność, którą mam w Tobie
jest prawdziwa

Wszystkie góry na drodze
Muszą, muszą ustąpić
bo wiara góry przenosi
a ja wierze Tobie

Ref: Będę tańczył przed Twoim tronem
i oddam Tobie chwałę
i nic już nie zamknie mi ust
żaden mur i żadna ściana
największa nawet tama
już nie, nie zatrzyma mnie już

Większy, większy jest we mnie Ten,
który mnie umacnia
Żaden Goliat nie może
z Nim równać się

piątek, 16 kwietnia 2010

Boża sprawiedliwość

„Ja po prostu nie umiem wytłumaczyć wolą bożą faktu,
że w momencie kiedy piszę te słowa umiera z głodu ileś dzieci,
nie mogę zrozumieć że ma to służyć jakiemuś wyższemu celowi.
Inaczej: co zrobiłbyś gdybyś miał taką moc żeby to zmienić
w jednej chwili?”

Tylko, czy sprawcą tego, że co dzień „umiera z głody ileś dzieci”
jest Bóg?
Czy może zdziczały świat w którym żyjemy?

Czy to, że ranimy siebie nieraz słowem ostrym,
jak miecz jest winą Boga,
czy nas wypowiadających słowo?

Zbyt często przykładamy ludzką miarę
do oceny Bożej sprawiedliwości.

"Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana".
Iz. 55:8


Nie możemy patrzeć z perspektywy ludzkiej sprawiedliwości
na sprawiedliwość Bożą.

To tak, jak o biurku przy którym siedzę mogę powiedzieć,
że jest proste w swojej budowie.
Ale gdybym pofatygował się zapytać naukowca,
żeby wyjaśnił mi z czego
jest ono zbudowane naprawdę to dowiedziałbym się
o atomach – najmniejszym składniku materii,
o tym, jak odbijają się od nich fale świetlenie,
które trafiają do mojego oka;
dowiedziałbym się o bodźcach świetlnych przenoszonych
przez nerw wzrokowy do mojego mózgu.
Okazałoby się, że to biurko i moje „patrzenie na biurko”
w cale nie jest takie proste,
jak mi się wydawało i tak naprawdę omawiając dokładnie
to co widzę i dlaczego wiedzę staję
przed nie kończącymi się pytaniami.

Podobnie, jak to biurko ludzie postrzegają Bożą sprawiedliwość.
Wydaje się ona prosta i zrozumiała
i nazywają ją nieraz niesprawiedliwością.

„Co zrobiłbyś gdybyś miał taką moc żeby to zmienić w jednej chwili?”

Napiszę, co zrobił Bóg.

Posłał swego Jedynego, umiłowanego Syna,
aby odebrał obelgi od ludzi, by znieważany,
biczowany, dręczony psychicznie
wreszcie by został przybity żywcem do krzyża,
po to by zmienić ten świat.

Ludzka sprawiedliwość może zadać pytanie:
„Czy to sprawiedliwe, by jeden człowiek cierpiał za wszystkich,
i na dodatek tego człowiek niewinny za ludzi winnych śmierci.
I jeszcze zabity przez tych, za których oddawał życie!
Przecież to niesprawiedliwość.
A jednak, Bóg w taki sposób pokazał, jak bardzo kocha człowieka.

A według ludzkiej sprawiedliwości takiego ojca,
który świadomie posła syna na taką śmierć
skazano by na dożywocie.

A to uczynił dla nas Bóg,
według swojej, doskonałej sprawiedliwości.

Co byśmy powiedzieli o człowieku, którego nikt by nie skrzywdził,
a który ogłosiłby, że wybacza krzywdzicielom winy,
których dopuścili się na nim, a na innych?

Takie zachowanie co najmniej nazwane byłoby dziwactwem
i błazenadą i byłoby wykpione przez ludzi.
A jednak to właśnie uczynił Jezus.
Wybaczył grzechy ludziom, wybaczył i moje przewinienia
nie pytając się o zdanie tych, których skrzywdziłem.
On te wszystkie krzywdy i powstały na skutek tego
wszelki grzech wziął na siebie.

Tak to zaplanował Bóg.

Według sprawiedliwości ludzkiej wszyscy
powinniby ponieść karę.

Nie możemy mówić o Bożej sprawiedliwości
wedle naszego ludzkiego,
jakże niedoskonałego wyobrażenie sprawiedliwości.

Bóg mógłby bieg tego świata zatrzymać już,
kiedy torturowano Jego Syna.
Mógł pochłonąć ogniem wszystkich.
Ale nie uczynił tego,
byś właśnie ty mógł żyć,
bym ja mógł żyć,
by móc nas zbawić,
kiedy tylko odpowiemy na miłość,
gdy otworzymy serce na to co On dla nas zrobił i co robi.

Bóg daje nam szansę stanięcia po Jego stronie w własnej woli,
dlatego wstrzymuje się jeszcze w interwencją w ten świat.
Kiedy zainterweniuje, wówczas nie będzie już czasu wyboru,
a nastąpi czas ujawnienia jaką stronę
- życia z Bogiem czy "obok" Boga (innych nie ma) -
tak naprawdę obrał człowiek.

Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnic
- jak niektórzy są przekonani, że Pan zwleka -
ale On jest cierpliwy w stosunku do was.
Nie chce bowiem niektórych zgubić,
ale wszystkich chce doprowadzić do nawrócenie.
2P.3:9


Bóg zareaguje
(co ciekawe: "kiedy?" to zależne jest od ludzi).

Dzisiaj natomiast Bóg nie może dać pokoju ani szczęścia
poza sobą samym, bo ani pokoju, ani szczęścia poza Nim nie ma.
To niemożliwość.

Gdyby tylko, któreś państwo zwróciło się i zastosowało do słów Boga
stałoby się najlepiej prosperującym państwem na świecie.

Bóg dozwala na zło, które wybiera człowiek,
oferując jednocześnie każdemu Siebie przez miłość,
którą ukazał w Swoim Synu.

Obiecał też przyszłość,
w której nikt nie zada już pytania o umierające z głodu dzieci.


To sprawi duży kontrast pomiędzy światem,
który stworzył sobie człowiek,
a światem, który stworzy On.

Czekam tej chwili i modlę się: „Przyjdź Królestwo Twoje!”

niedziela, 11 kwietnia 2010

pytania do Boga


Cała Polska żyje tym, co wydarzyło się wczoraj w Smoleńsku.
Samolot z wieloma osobami rozbił się i zginęli wszyscy pasażerowie
i załoga samolotu.

Takie wydarzenia wywołują u wielu ludzi odwieczne pytania:
„gdzie był Bóg?”
„czemu Bóg dopuścił do tego?”
„czy to co się wydarzyło, było zgodne z wolą Bożą, czy nie?”
„dlaczego spotyka nas cierpienie?”

W tym trudnym czasie dla Polski i dla rodzin,
które straciły swoich bliskich,
pochylmy się nad tą tragedią i u słyszmy w niej głos Boży.

Iz. 45:7
Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność
i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko.


„Dlaczego Bóg dozwolił na zło?”
Więcej: „jak to możliwe, że On stworzył ciemność i stwarza niedolę?”

By odpowiedzieć na pytania musimy cofnąć się do Edenu, kiedy Pan Bóg stworzył Adama i Ewę stawiając ich w ogrodzie, jako panów wszystkiego nad czym kazał im rządzić i czego doglądać. Był tylko jeden warunek. Wszystko było do ich dyspozycji,
ze wszystkiego drzewa mogli się karmić,
ale z jednego drzewa nie mogli spożywać owoców –
z drzewa poznania dobra i zła.

Dlaczego Pan Bóg dał możliwość upadku człowiekowi?
Czy nie mogło nie być w Edenie tego drzewa?

Tym bardziej, że Dawid w Psalmie 139 mówi, że Bóg zna nasze myśli,
nasze zamiary, że zanim powiemy słowo, On zna już całe nasze zdanie.

Prawdopodobnie więc stwarzając pierwszych ludzi i stawiając ich w Edenie z jednym tylko zakazem – zakazem spożycia owocu z drzewa poznania dobra i zła Bóg przewidział, że człowiek okaże się nieposłuszny i zerwie ten owoc i zje go.

Dlaczego więc Bóg temu nie zapobiegł,
np. nie stawiając tego drzewa w Edenie?
Stawiając tam to drzewo Bóg dał możliwość buntu
i nieposłuszeństwa człowiekowi względem Niego.

Pytania się mnożą. Od wczoraj dodawane są kolejne „dlaczego?”

Ale, żeby zrozumieć „dlaczego?” musimy zadać pytanie:
Czego chce od człowieka Bóg?


Najbardziej znane słowa Starego Przymierza. Modlitwa każdego żyda: „Sz’ma Izrael”

Pwt. 6:4-9
4. Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym.
5. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił.
6. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję.
7. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu.
8. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami.
9. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach.

Czego chce od nas Bóg?

SERCA I MIŁOŚCI.

Dlatego Bóg stworzył człowieka.
Dlatego ludzie decydują się, by mieć dzieci.
Człowiek chce być kochany. Chce dawać komuś najbliższemu
z tego dorobku, który wypracował przez całe życie
(nie tylko materialnego, ale przede wszystkim duchowego).
Chce to komuś przekazać. Bóg również.
Stworzył nas by dać nam Siebie.
W zamian chce więzi i bliskości z człowiekiem.

Nie mam dziecka i w praktyce nie wiem co to za radość,
a zarazem odpowiedzialność, a czasami pewnie trud wychowawczy.

Odwiedzając kiedyś moich przyjaciół w Krakowie ich 3-letnia córka, którą bardzo lubię podeszła do mnie uśmiechnięta i powiedziała:

- Psecytaj mi bajke.
- Dobrze, ale musisz usiąść wujkowi na kolanach.
- Dobze – i jeszcze bardziej, słodko się uśmiecha.

Czytałem, a Deborka siedząc mi na kolanach przekładała strony książeczki.

Po wszystkim Deborka wstała i wyciągnęła ręce do mnie
i powiedziała:
„kocham Cieeee!”
Szczere, prawdziwe, czyste kocham Cię.

Poczułem się wspaniale nie będąc ojcem tego dziecka. Pomyślałem sobie o tym, jak wspaniale czuje się nasz Ojciec, kiedy szczerze i nie wyuczenie mówimy Mu: „kocham Cię Tato!”

Naszemu Ojcu zależy na tym. Ale jeszcze bardziej zależy Mu na naszym CHCĘ.

Ojciec chce, abyśmy przychodzili do Niego, rozmawiali z Nim,
wyznawali Mu nasze uczucia i prośby, naszą wdzięczność
nie dlatego, że tak nasz nauczono, nie dlatego, że tak trzeba,
że rano i wieczorem trzeba się pomodlić, ale dlatego, że CHCEMY.
Bóg nie chce naszego „trzeba”. Pragnie naszego „chcę.”
Do miłości nie można nikogo zmusić, ani miłości nie da się nauczyć.

I tu najważniejsze.

Aby zaistniała miłość musi być wybór.
Aby był wybór musi być wolność.

Aby mogła istnieć MIŁOŚĆ musi istnieć WOLNOŚĆ.

Dlatego Bóg postawił w ogrodzie Eden drzewo poznania dobra i zła i dał człowiekowi wybór, dał mu wolność: „możesz zerwać ten owoc i być Mi nieposłusznym, odejść ode mnie, albo możesz nie zrywać tego owocu i zachować posłuszeństwo i miłość
do Mnie.”

Do miłości nie można zmusić.
Nie możemy wziąć małego dziecko i powiedzieć:
„mów tu zaraz, że mnie kochasz, albo dostaniesz klapsa.”
To patologia. Dziecko rozpłacze się, albo nawet gdy z przymusu powie
„kocham” to nie będzie w tym żadnej miłości tylko lęk.

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk (1J.4:18).

Aby zaistniała Miłość musi istnieć Wolność.

Dlatego Bóg stworzył człowieka z wolną wolą i dał mu wybór posłuszeństwa
lub nieposłuszeństwa, ufności lub nieufności.

W ten sposób Bóg stworzył
zarówno dobro, jak i zło, jasność i ciemność.
Dał możliwość zaistnienia temu dając wolną wolę
koronie swego stworzenia - człowiekowi.
Kiedy nie było istnienia na ziemi i w niebie, nie było zła.
Był tylko dobry Bóg. Stwarzając życie, człowieka,
Bóg dał możliwość zaistnienia złu,
bo stworzył go z wolną wolą zdolną do wybrania zła.

Dając nam wolną wolę Bóg wiedział, że umożliwi nam zło,
ale była to jedyna droga, by umożliwić nam miłość i dobro.

Alternatywą było stworzenie zamiast człowieka z wolną wolą ludzi automatów, działających, jak maszyny. Ale to nie miało by sensu. To byłoby tak, jakbyśmy zaprogramowali swój telewizor czy komputer by mówił nam co poranku:
„Dziękuję, że mnie dzisiaj włączyłeś i wczoraj mnie oglądałeś.
Proszę Cię, oglądaj mnie częściej.”

Bóg wiedział i przewidział co się stanie,
gdy człowiek użyje swojej wolnej woli w zły sposób.
Ewa zerwała owoc, zjadła. Podała Adamowi.
Człowiek poznał dobro i zło.
Kain zabił Abla. Człowiek zaczął się deprawować.
Dzisiaj widzimy owoc wolnej woli człowieka.
Ale to jedyna droga by miłość i dobro w ogóle mogły istnieć.

Bóg dał człowiekowi wolną wolę. Pojmując co to oznacza, stwierdzimy, że pytania, które zadaliśmy na samym początku: „Dlaczego Bóg dozwolił na zło?
Dlaczego stworzył człowieka, który zszedł na złą drogę?”
są same w sobie niedorzeczne.

Kolejne pytania:

Dlaczego jest tyle cierpienia na świecie?
Dlaczego doszło do wczorajszej katastrofy samolotowej?
Dlaczego są wojny na świecie?
Dlaczego Bóg jest jakby obok tego świata i nie reaguje,
w cudowny sposób nie śpieszy na ratunek cierpiącym ludziom?

Każde z tych pytań sprowadza się do wolności i wolnej woli danej człowiekowi.

Żydowski rabin Maharal napisał kiedyś „przypowieść o gospodzie.”
„Gospoda miała wspaniałe pokoje, doskonałą kuchnię i świetną obsługę. Życie w niej mogło być samą przyjemnością. Goście tej gospody byli jednak chciwi, zazdrośni, źli i chcieli mieć więcej od innych. Zaczęli prowadzić między sobą kłótnie, bójki, zaczęli się oszukiwać, okradać, i prześladować nawzajem. Zapanował chaos i wkrótce w gospodzie zaczął się pożar. Przejeżdżający obok podróżnik zobaczywszy ogień i dym, wbiegł do gospody, aby ostrzec jej mieszkańców. Otworzył drzwi pierwszego pokoju i zobaczył ludzi torturujących człowieka. Otworzył drzwi następnego – a tam ktoś kogoś mordował. W trzecim pokoju zobaczył kłócących się, w czwartym bijących dzieci, w piątym gwałcącą kobietę. I nikt nie zważał na jego ostrzegawcze wołanie o pożarze. Zrozpaczony podróżnik wybiegł z gospody i zawołał: „Gdzie jest właściciel tej gospody!? Dlaczego nie ugasi pożaru!? Dlaczego nie uspokoi i nie powstrzyma tych ludzi!? I wtedy właściciel się pojawił, wyprowadził podróżnika z gospody i wyjaśnił dlaczego nie reaguje na to, co dzieje się w gospodzie.”

Gospodą jest świat, Gospodarzem Bóg, a przechodniem człowiek zadający Bogu pytania „dlaczego?”

Bóg dał wolność człowiekowi. Wyganiając go z Edenu dał mu możliwość powrotu.
Wybierając Boga możemy do niego powrócić.
„Zbliżcie się do Mnie, a ja zbliżę się do was” – mówi Bóg.
A ludzie robią przeciwnie. Czynią świat piekłem
i wywołane przez nas samych zło pożera nas.
Wojny pożerają ludzi. Słowa, jak miecz raniące pożerają nas samych.
To pożar, który musimy ugasić, ale czy chcemy?

„Grzech leży u wrót i czyha na ciebie,
a przecież ty masz nad nim panować.”


Grzech, a największy z nich pycha czyha na nas,
jak jakiś dziki zwierz.
Czai się, by zaatakować człowieka i rządzić nim,
zmanipulować i oddalić od Boga.

To, że Bóg nie reaguje na zło nie oznacza, że go nie dostrzega i nie obserwuje. Jednak automatyczne i mechaniczne nie usunięcie zła ze świata, bo musiałby wówczas pozbawić człowieka wolnej woli, przemienić go w marionetkę, odebrać mu rozum
i serca. To nie byłby już człowiek.

Celem Boga jest to, abyśmy zrozumieli,
że zło nie zniknie z tego świata,
ani zło nie zniknie z naszego życia,
jeżeli nie przestaniemy go czynić.
Planem Boga jest przyszłość – Królestwo z nie z tego świata.

Szatan wmówił naszym rodzicom, wmawia i nam,
że możemy „być jak bogowie” i że szczęście można
odnaleźć poza Bogiem.
Człowiek posłuchał i z tego wszystkiego powstało
to co nazywamy historią ludzkości: wojny, morderstwa, prostytucja,
niewolnictwo, kradzieże, obmowy, nienawiść, brak przebaczenia,
pracoholizm, zagonienie, brak czasu na spotkanie z Bogiem
– długa i straszliwa historia człowieka szukającego
poza Bogiem swojego szczęścia.

Można zadawać pytania „gdzie jest Bóg?” i w tym samy czasie żyć poza Bogiem.
Nie interesować się Nim na co dzień, skutecznie Go omijać, ranić, ale jednocześnie pytać gdzie się podział. Pytanie brzmi inaczej: „gdzie się podział człowiek?”
To nie człowiek szuka Boga. To Bóg szuka człowieka.


To co wydarzyło się wczoraj skłania nas do refleksji nas naszym życiem.

Nasze życie jest darem i żyjemy z łaski. Każdy dzień jest na tyle cenny i ważny, że warto powierzać go Bogu - każdy krok, każdy plan, każdą drogę.

Planujemy, zamierzamy, a możemy nie dożyć jutra. Nie obudzić się rano. Nie dojechać do celu, albo dojechać, ale nie wrócić. Żyjemy z łaski.

Kiedy nie mamy czasu na bliskich i chęci na zakopanie toporów wojennych,
a śmierć zawsze przychodzi za wcześnie to za późno jest wtedy snuć refleksję „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.”


A co by powiedział dzisiaj Jezus, gdybyśmy Mu donieśli o wczorajszej tragedii.

Kiedyś podeszli uczniowie Jezusa do Niego z podobną smutą wiadomością.
Jezus odpowiedział wydaje się mało wzruszenie. Takie słowa mówi dzisiaj i do nas:

Łuk. 13:1-5
1. W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.
2. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli?
3. Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie.
4. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?
5. Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.


Piłat urządził rzeź w Galilei.
Zwalona wieża w Siloam pozostawiła mnóstwo wdów i sierot.

Uczniowie przynoszą do Jezusa pytanie, które przynosi dzisiaj do Boga cała Polska.

Dlaczego? Dlaczego to się stało? Dlaczego ci ludzie zginęli? Dlaczego tylu ludzi straciło swoich najbliższych? Dlaczego żony straciły mężów, mężowie żony, a dzieci rodziców? Te pytanie są pytaniami wszystkich wieków.

Jezus nie zwraca uwagi na "dlaczego?"
ale na moje i twoje życie.

Odpowiada: „Jeżeli się nie nawrócicie (upamiętacie), tak samo poginiecie.”

Te słowa dziś Jezus kieruje do mnie, do nas. My często kierujemy je do innych.
„Jeżeli ludzi się nie upamiętają to poginą w piekle.”

A Jezusowi chodzi o to, abyśmy my sami się upamiętali. Czy nie mamy z czego?
W przeciwnym razie to my poginiemy tak samo niekoniecznie w tym życiu,
ale po sądzie ostatecznym, kiedy Jezus powie:
„Nigdy was nie znałem.”
„Idźcie precz przeklęci w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom.”




„Cierpienie jest megafonem Boga, który ożywia głuchy świat
("Cienista dolina", C.S.Lewis).”

Oby ta wczorajsza tragedia obudziła nas i pobudziła do spojrzenia na swoje życie w prawdzie, jacy jesteśmy naprawdę przed Bogiem? Jakie jest nasze życie? Jaką jesteśmy świątynią Bożą? Obyśmy zaczęli słyszeć i widzieć ludzi obok siebie
i Boga w głosie naszych sumień.

Współczuję rodzinom tych, którzy zginęli w tragedii lotniczej.
Modlę się o pociechę i pragnę, aby przez tą tragedię zjednoczyli się nie tylko ludzie z ludźmi, Polacy z Polakami, ale przede wszystkim by zjednoczyła się Polska z Jezusem, Synem Bożym, który jest bramą do ramion Ojca, który otrze każdą łzę.

środa, 7 kwietnia 2010

zadziwiasz mnie Panie


Lubię, jak mój Ojciec mnie zaskakuje.

Na niedzielnym spacerze stanąłem na brzegu lasu
wpatrując się w sarny pasące się na łące,
które Bóg mnożył w moich oczach trójkami.

Najpierw trzy, potem kolejny trzy,
i znowu kolejne…

Cicho przeszedłem, żeby nie spłoszyć
i przy ścieżce zobaczyłem następne stadko.

Jeszcze z tak bliska nie wpatrywałem się
w te dostojne zwierzęta.

Po godzinie wybrałem się na Bień
- najwyższy pagórek w okolicy
i zbierając się do dziękczynienia Bogu
wyłoniło się kolejne stadko saren.

Z jeszcze bliższa niż przedtem spoglądałem
w płochliwe piękno.
Zobaczyły mnie,
ale jakby na polecenie ich Stworzyciela
nie spłoszyły się,
tylko wpatrywały się we mnie.

Było cicho,
słońce zachodziło
a ptaki śpiewały
na pamiątkę
zmartwychwstania Pańskiego

A ja marzyłem o czasie,
kiedy sarny razem z wilkami
paś się będą na łąkach
królestwa niebieskiego.

Zadziwiasz mnie co dzień
tymi z pozoru
niepozornymi,
zwykłymi,
małymi
prezentami
codzienności.

Dzięki Ci za piękno i za wrażliwość Ojcze,
a nade wszystko za Jezusa
- w Nim mam wszystko.

sobota, 3 kwietnia 2010

usłyszeć i przyjąć


Niedziela. Wczesny poranek.
Jest jeszcze ciemno, przed wschodem słońca.

J. 20:11-18

11. Maria Magdalena stała przed grobem płacząc.
A kiedy /tak/ płakała, nachyliła się do grobu
12. i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.
13. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz?
Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem,
gdzie Go położono.
14. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa,
ale nie wiedziała, że to Jezus.
15. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz?
Kogo szukasz?
Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego:
Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi,
gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę.
16. Jezus rzekł do niej: Mario!
A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni,
to znaczy: Nauczycielu.
17. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie,
jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca.
Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im:
Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego
oraz do Boga mego i Boga waszego.
18. Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom:
„Widziałam Pana” i co jej powiedział.


Maria Magdalena stanęła przed grobem [Jezusa] płacząc.

Kiedy czytam zapis Ewangelisty Jana przypomina mi się dzień,
kiedy kilka lat po śmierci mojej babci Wandy
pojechaliśmy razem z kolegą na cmentarz.
On poszedł nad grób swojej babci,
ja nad grób mojej. Gdy wracaliśmy do domu, powiedział:
„Widziałem starszą panią, która płakała gdy patrzyła,
jak ja płaczę nad grobem babci”.
Maria płakała nad grobem Jezusa.
Być może, gdy Jezus patrzył na nią to wzruszył się w duchu
i rozrzewnił, tak jak nad płaczącą Marią z Betanii,
gdy zmarł jej brat, Łazarz.
Być może zapłakał, jak wspomniana pani nad płaczącym Rafałem.
Musiało wzruszyć Jezusa to, że Maria tak wcześnie rano,
jako pierwsza przychodzi pod Jego grób
i płacze tęskniąc za swoim Panem.

Dzień zmartwychwstania Pańskiego o dziwo
nie zaczyna się od radości, ale od łez.
Nie zaczyna się radosnym „Jezus zmartwychwstał”,
ale przepełnionym łzami zdaniem „gdzie jest mój Pan?”

Maria stoi przed grobem Jezusa i płacze, bo nie wie,
że jej Zbawiciel właśnie dzisiaj zmartwychwstał.

Ona żyje myślą, że straciła swego Mistrza, Przyjaciela, Nauczyciela,
Tego, który sprowadził ją ze złych dróg na nową drogę życia.
Opłakuje Tego, który wskazał jej drogę powrotną do Boga.
Nie ma już Pana i Oblubieńca jej serca.
Został przybity do krzyża i złożony do grobu.
Po trzech dniach pozostają Marii bolesne wspomnienia i łzy.

Opłakanie zmarłych jest ceną, którą płacimy za miłość!

Maria kochała Jezusa. Taka miłość powoduje łzy.
Jest już 3 dzień od śmierci Jezusa i Maria ciągle płacze.
Przez te 3 dni po śmierci Jezusa nie śpi po nocach,
opłakuje swego Mistrza.
Domyślam się, że od śmierci Jezusa na krzyżu Maria
ciągle myśli o Jezusie.
Nie śpi, a jedynie co drzemie i co chwilę się przebudza
i mówi tęskniąc: „Jezu”,
uświadamiając sobie jednak, że jej Pan nie żyje.

Miłość do Jezusa nie pozwala Marii spać.
Dlatego tak wcześnie o poranku,
kiedy było jeszcze ciemno zjawia się przed grobem Jezusa.

Maria stoi nad grobem i „wylewa” łzy. Jezus został zabity
i na dodatek tego, jak się okazuje zniknęło Jego ciało.
Na widok aniołów Maria z troską mówi:
Zabrano Pana mego i nie wiem gdzie Go położono.

Wreszcie za jej plecami staje Jezus. Maria odwraca się,
ale nie rozpoznaje Mistrza.
Jej rozpacz zakrywa słowa Mistrza
a trzeciego dnia zmartwychwstanę
,
a smutek nie pozwala rozpoznać głosu Jezusa.

Rozmawia z Nim, jak z ogrodnikiem:
„Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi,
gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę.
Powiedz mi gdzie Go położyłeś,
a ja Go namaszczę olejkiem, okryję
i z powrotem złożę do grobu”.

Jak ona musiała wypowiadać te słowa? Jak bardzo prosząco.
I co musiało dziać się w sercu Jezusa, gdy widział tą oddaną Mu
i kochającą Go kobietę.

Wreszcie Jezus mówi: Mario!
Ile razy Jezus musiał zwracał się tak do niej?

Po tych słowach Maria rozpoznaje.
Przechodzi z rozpaczy do radości, woła: Rabbuni.
Już widzi Jezusa, już wie, jej Pan zmartwychwstał!


Maria nie rozpoznaje od razu Jezusa. Nie rozpoznaje Go po wyglądzie,
ale rozpoznaje Go po głosie, kiedy wypowiada jej imię, pewnie
w charakterystyczny tylko dla Jezusa sposób – Mario!

W przypowieści o Dobrym Pasterzu Jezus mówi:
J. 10:1-4
1. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem.
2. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec.
3. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je.
4. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają.


W tej przypowieści Jezus siebie nazywa Dobrym Pasterzem,
który oddaje swoje życie za owce.

Po czym owcze poznają swego pasterza?
Po wyglądzie? Nie.
Poznają go po jego głosie,
kiedy pasterz po imieniu woła swoje owieczki.
Wówczas wiedzą, że to nie obcy pasterz,
bo tylko ich pasterz zna ich imiona
i tylko on tak troskliwe do nich woła.

I Maria rozpoznaje Jezusa – Dobrego Pasterza nie po wyglądzie,
ale po Jego głosie, kiedy Jezus woła do niej: Mario!

Dzień pamiątki zmartwychwstania Pańskiego nawołuje do zadania sobie pytań:
- Czy znamy głos Jezusa w swoim życiu?
- Czy słyszę ten głos?
- Czy domagam się tego, by Jezus do mnie przemawiał, tak, jak przemówił do Marii?
(Nie tylko słowem, które czytamy na kartach Ewangelii
na nabożeństwach, ale słowem codziennym).
- Czy proszę Jezusa, by kierował moim życiem?
- Czy pozwalam Jezusowi, by sprawował kontrolę nad moim życiem?
(Jest różnica prosić, a pozwalać by stało się to o co prosimy!
Można prosić, ale gdy Jezus przemówi
i czegoś zażąda nie posłuchać się Jego głosu,
bo często jest niewygodny dla naszej woli,
dla naszych pomysłów na życie i dla naszego buntowniczego „ja.”
Nieraz smutną prawdą jest to,
że swoim praktycznym postępowaniem mówimy,
że nie życzymy sobie, by Jezus ingerował
w nasze życie wbrew naszej woli).
- Czy obecność Jezusa kieruje moimi myślami
i czynami w codzienności?

To nie jest tak, że Jezus nie przemawia dzisiaj do ludzi.
Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także i na wieki
(Hebr. 13:8).

Jezus się nie zmienił.
Zmartwychwstał i przemawiał do Marii, do Pawła.
Pod Jego kontrolą było życie apostołów i życie Szczepana,
który kamieniowany widział Jezusa po prawicy Bożej.
I dzisiaj Jezus chce tak kierować naszym życiem.
Powiedział do nas: Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was (J.14:18).

I przychodzi, tyle że często nie pozwalamy Mu
zbliżyć się do naszego życia zbyt blisko.
Nie chcemy dążyć do takiego życia, o jakim mówił ap.Paweł:
Nie żyję ja, ale żyje we mnie Chrystus.

Dlaczego?

Bo takie zobowiązania tak naprawdę komplikują nasze życie.
Nie chcemy tego i boimy się tego, bo to za dużo nas kosztuje,
wymaga od nas wielu wyrzeczeń.
Życie w słuchaniu i posłuszeństwie głosu Jezusa na co dzień
wymaga rezygnacji z wielu naszych przyzwyczajeń,
kiedy Jezus zacznie do nas mówić:
„dosyć, zbyt dużo czasu spędzasz przed telewizorem (komputerem)!”,
albo
„wybacz, tak, jak ja tobie wybaczyłem”, „nie gniewaj się”,
„ jeżeli Ja jestem w tobie prawdą, to czemu się dąsasz?”

Największą barierą by usłyszeć i PRZYJĄĆ głos Jezusa w swoim życiu
jest nasze „ja.”
Najtrudniej jest poddać się Jezusowi, wtedy kiedy
np. ktoś zalezie nam za skórę i nasze „ja” domaga się sądu!
Niestety – często wymierzamy ten sąd w naszych myślach
i chorujemy na wewnętrzny trąd,
który zanieczyszcza nasze stosunki z braćmi, bliźnimi.
W takich chwilach Jezusa często woła do nas,
jak do Marii, ale my nie słyszymy,
albo nie chcemy słyszeć.
Zagłuszamy Go głosem naszego „ja.”

I możemy twierdzić, że Jezus jest Panem naszego życia,
jednak prawdą jest, że często panem naszego życia jest nasze „ego.”
Ono często związuje ręce Jezusowi i odmawia Mu oddania naszej woli.

Tak samo, jak do Marii Jezus mówi do mnie: „Radosław!” Tak samo mówi i do was. Nieraz ciężko jest słuchać Jego głosu, bo wymaga uniżenia się,
zrezygnowania ze swoich racji, ze swoich pomysłów,
ze swoich wyuczonych zachowań, uzależnień.

Ale to jest istotą bycia chrześcijaninem nie tylko z nazwy.

Panie Jezu,
daj nam słuch, byśmy słyszeli
i przyjmowali Twój głos.
By docierał nie tylko do uszu,
nie tylko do rozumu,
ale nade wszystko do serca!
Chcemy słyszeć.
Chcę słyszeć!