niedziela, 30 maja 2010

lament nieczytanej Biblii

Stoję na najwyższej półce twojej domowej biblioteki,
wciśnięta między stare, pożółkłe,
od wielu lat nie tknięte tomy encyklopedii Orgelbranda,
do których jestem podobna formatem i objętością.
I tak stojąc od wielu lat nie dostrzeżona, nieomal niewidzialna,
spokojnie medytuję na moim niewesołym losem.
Tematem moich najczęstszych medytacji jest pytanie:
po co kupiłeś mnie, człowieku,
po co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych,
po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto
i po co mnie przyniosłeś do domu? Po co?
Czy po to, aby przerzucić kilka moich stronic,
przeczytać pobieżnie na chybił trafił kilka wybranych wersetów,
spojrzeć na mnie z bogobojnym drżeniem
i odstawić nabożnie na najgórniejszą półkę w księgozbiorze?

Pamiętam, jak raz podczas przyjęcia w twoim domu,
ktoś w towarzyskiej rozmowie błędnie zacytował słowa Chrystusa,
ktoś inny je sprostował, a gdy wybuchła między rozmówcami sprzeczka,
który z cytatów jest właściwy, jeden z adwersarzy prosił cię
o przyniesienie Pisma Świętego.
Podniosłeś głowę i spojrzałeś w moim kierunku.
Pomyślałam z radością, że wreszcie wybiła moja godzina,
że podejdziesz do półek, i wspiąwszy się nieco na palcach,
ujmiesz mnie za gruby grzbiet i wyciągniesz
spomiędzy pożółkłych tomów encyklopedii Orgelbranda.
Ale próżna była moja nadzieja. Twój wzrok obojętnie mnie minął,
prześlizgnął się po mnie jak po niewidzialnym duchu,
przez ułamek sekundy błąkał się po niższych półkach
i – zatrzymał się bezradnie na twarzach twoich rozmówców:
„Nie wiem, gdzie jest... Nie wiem, gdzie ją postawiłem...” – rzekłeś.

Był czas, gdy przypuszczałam, że nabyłeś mnie po to,
by móc w razie potrzeby pochwalić się moją obecnością
w twojej bibliotece. Teraz dowiodłeś swoją odpowiedzią,
że nie miałeś zamiaru stosować wobec mnie snobistycznego nawyku,
który mimo wszystko mógłby być częściowym wytłumaczeniem
mojej egzystencji pod twoim dachem.
Twoją odpowiedzią rozwiałeś jeszcze jedno moje złudzenie.
Nie wiesz, gdzie jestem... Zapomniałeś, gdzie mnie postawiłeś...
Słowa te wypowiedziałeś obojętnie, bez niepokoju,
który zazwyczaj towarzyszy myślom o przedmiotach zaginionych,
zawieruszonych, zapodzianych. Z bólem zrozumiałam,
że minęła mnie wielka szansa wyjścia z tego kraju wygnania,
jakim jest dla mnie twój księgozbiór.
Czy nigdy nie nastąpi mój exodus?
Czy nigdy już nie będę strażować na twoim nocnym stoliku,
czy nigdy nie spocznę na twoim biurku, przy którym pracujesz,
albo na twoim stole, na którym krajesz chleb?

Więc, po co kupiłeś mnie, człowieku?
Po co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych,
po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto
i po co przyniosłeś do domu? Po co?

A potem zdarzyło się coś,
co wzbudziło we mnie znowu nadzieję na moje rychłe wyzwolenie
z zapomnienia, na które mnie lekkomyślnie skazałeś.
Twoje jedyne dziecko ciężko zachorowało.
Wzywałeś lekarzy, sławnych profesorów.
Nic nie pomogły lekarstwa i zabiegi.
Dziecko twoje umarło, a ty pogrążony w bólu
i rozpaczy siedziałeś w swoim gabinecie,
w fotelu, przy zapuszczonych zasłonach
i nieruchomym wzrokiem patrzałeś w mrok zalęgający pokój.
Nie mogłeś zrozumieć sensu śmierci twojego dziecka,
począłeś wątpić o sensie własnego życia, nie umiałeś dociec,
dlaczego cierpi niewinne dziecko, a grzesznik żyje
i bezkarnie tuczy się krzywdą bliźniego,
dlaczego bezlitosny los na ślepo w człowieka uderza.
I wtedy serce we mnie gwałtownie zabiło, bo pomyślałam,
że właśnie teraz nadeszła chwila, gdy wstaniesz z fotela,
zapalisz światło elektryczne i zaczniesz mnie szukać,
pospiesznie szukać, gorączkowym wzrokiem biec będziesz
po ozdobnych grzbietach książek, i wreszcie po tylu,
tylu latach znajdziesz mnie wciśniętą
między tomy starej encyklopedii, strząśniesz ze mnie siwy pył,
otworzysz i wyczytasz w moich wersetach słowa pociechy o życiu,
śmierci i nieśmiertelności. I znowu się rozczarowałam.
I znowu przeżyłam jeszcze jedno złudzenie. Ostatnie.
Nie wstałeś z fotela i nie zaświeciłeś światła elektrycznego.
Siedziałeś bez ruchu, pogrążony w rozpaczy
z niezliczonymi zapytaniami na ustach,
które nie umiały ci udzielić odpowiedzi.

Więc, po co kupiłeś mnie, człowieku?
Po co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych,
po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto
i po co przyniosłeś do domu? Po co?

A potem umarła twoja żona, a ty ugiąłeś się pod nowym ciosem,
stałeś się niedołężnym starcem, przestałeś wychodzić na miasto
i tylko przechadzałeś się po pustym mieszkaniu,
od czasu do czasu przystawałeś w oknie, patrzałeś na ulicę,
na spieszących przechodniów, nie rozumiejąc, po co oni żyją,
po co sam jeszcze żyjesz i po co istnieje świat.

I pewnego dnia umarłeś.

Szybko zjawili się spadkobiercy i likwidując mieszkanie,
kiwali smutnie głowami nad twoim doczesnym majątkiem.
Jeden znalazł mnie wśród książek zrzuconych bezładnie na podłogę.
Schylił się, podniósł mnie i obejrzał,
otrzepał mnie z grubej warstwy pyłu i rzekł drżącym
od tkliwego wzruszenia głosem do stojącego obok młodzieńca:
„Widzisz? Twój stryj nieboszczyk, Panie świeć nad jego duszą,
był pobożnym człowiekiem. Miał Biblię. Weź sobie z niego przykład”

Roman Brandstaetter

piątek, 28 maja 2010

łagodny dotyk Pana

Czekałem przed gabinetem lekarskim
na drobny zabieg wycięcia bolesnego guzka.

Chirurg się spóźniał,
a ja zacząłem odczuwać strach,
dziwny niepokój, stres.

Zacząłem się modlić:
"Boże, Ty jesteś moją Mocą.
Jesteś moją Siłą.
Ty jesteś Skałą.
Nie będę się lękał, kiedy jesteś przy mnie.
Zabierz, proszę, ode mnie ten lęk (...)"

Minęła chwila,
jak po modlitwie
dostałem sms-a od przyjaciółki.

"Bóg jest Twoją mocą, zaopatrzeniem, siłą.
On chce i jest gotowy udzielić ci wszystkiego,
czego potrzebujesz do życia i pobożności.
On jest twoją skałą.
Nakazał mi bym ci to przekazała.
Jest bliżej niż myślisz."


Dzięki Ci Ojcze za troskę,
za Twój łagodny dotyk,
którym oznajmiasz,
że jestem Twój.

Jesteś bliższy mnie, niż ja sam.


Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego,
gdyż Jemu zależy na was (1P.5:7).

poniedziałek, 24 maja 2010

realność Boga

Zwykłem uwielbiać studiowanie Słowa Bożego.
Teraz uwielbiam znajdować Boga w Jego Słowie.
Zwykłem się modlić na początku dnia.
Teraz jestem w łączności z Nim przez cały dzień.
Zwykłem wiele o Nim wiedzieć.
Teraz wiem więcej o tym, co On o mnie wie.
Zwykłem prosić o prowadzenie.
Teraz wyczuwam Jego dłoń na sterze mego życia.
Moja dusza pragnie Boga żywego.



Każdy potrzebuje takiego żarliwego uczucia do Boga,
jeśli chce czego więcej niż tylko zwykłej religii,
która pozwala nie dostrzegać przyjemności z grzechu,
ale nigdy nie usuwa panowania grzechu nad człowiekiem.
Ludzie, osiągając tylko taki poziom religijności,
wiodą nieszczęśliwe życie i nie są gotowi do życia wiecznego.
To wszystko, co religia może uczynić dla człowieka
- o ile nie zakocha się on namiętnie w Bogu.
Tylko wtedy sprawy mogą potoczyć się inaczej.

Dlaczego tak wielu odwraca się od wspaniałej możliwości
poznania Boga i nie korzysta z tego przywileju?
Po prostu obawiają się,
że prawdziwa i żywa łączność z Bogiem Wszechświata
może ich coś kosztować.

J.Hohnberger ("Powrót do ciszy")

środa, 19 maja 2010

czystego serca



BŁOGOSŁAWIENI
CZYSTEGO SERCA,
ALBOWIEM ONI BOGA OGLĄDAĆ BĘDĄ (Mat. 5:8).


Dotychczas czytając „błogosławieni
czystego serca!”
myślałem raczej
o czasie przyszłym;
że ludzie czystego serca będą oglądać Boga
w Królestwie Niebieskim,
że dopiero wówczas zobaczą Go twarzą w twarz.
I to błogosławieństwo
ma taki wymiar,
wymiar przyszłościowy…,
ale ma również wymiar teraźniejszy.
Mając czyste serce możemy Boga oglądać już dziś.
Oczywiście nie w taki sposób, jak w niebie:
twarzą w twarz,
ale możemy Go widzieć przez Jego działanie,
możemy doświadczać Jego działania,
możemy mieć z Nim bliską relację
w której niezależnie od okoliczności,
jakie nas spotkają będziemy czuć Boży pokój,
którym nas wypełni.

W taki właśnie sposób słowa Jezusa oddaje
przekład Biblii Gdańskiej:
BŁOGOSŁAWIENI CZYSTEGO SERCA;
ALBOWIEM ONI OGLĄDAJĄ BOGA.

To czyni różnicę pomiędzy życiem człowieka kochającego Boga,
a życiem człowieka, który Boga ma za nic,
bo życie chrześcijan nie musi się różnić od życia zwykłych ludzi.
Ta sama praca, te same problemy, te same smutki i kłopoty.
To samo słońce wschodzi i zachodzi nad dobrymi i złymi.
Ten sam deszcz zrasza sprawiedliwych i niesprawiedliwych
(por.Mat.5:45).
Niestety, ale obecna powódź w Polsce i w Czechach dotknęła
pewnie i świętych Boga.

Ale życie chrześcijanina jest życiem SZCZĘŚLIWYWM.
To jest osoba, która mówi: JA WIDZĘ BOGA!
Widzę Go w moich radościach i w trudnościach
– BÓG JEST ZE MNĄ!

Psalm 84:6-8.
Szczęśliwi, których moc jest w Tobie,
a Twoje ścieżki są w ich sercu.
Przechodząc przez wyschłą dolinę zamieniają ją w źródło,
a wczesny deszcz błogosławieństwem ją okryje.
Wciąż w siłę wzrastać będą,
Boga nad Bogami ujrzą na Syjonie.


Ci ludzi idąc przez wyschłą dolinę nie mówią:
„jaka susza! co z nami będzie?
nie mamy co pić! gdzie jest Bóg?
Dla nich ta wyschła dolina obfituje w źródło wody.
Dlaczego?
Bo widzą tam Boga!
Mają inne sposób spostrzegania rzeczywistości.
Patrzą odrodzonym sercem.


Pełnia słów Jezusa brzmi:
Błogosławieni czystego serca,
albowiem oni Boga oglądają,
W KAŻDEJ SYTUACJI.


W jaki sposób wykształcić w sobie takie serce?
Bo z takim sercem się nie rodzimy!
Takie serce się nabywa!
Takie serce się kształci.
Takie serce się tworzy.

Boże, pragnę takiego serca,
które, kiedy tracę pracę, kiedy choruję,
jest ufne i we wszystkich wydawałoby się
nieprzychylnych rzeczach
widzi Ciebie
i mówi: „Bóg jest ze mną! Nie będę się lękać.”

Ojcze, wspieraj tych, których dobytek
zalały rozlane rzeki, aby całą swoją nadzieję
do powrotu do normalności
złożyli w Tobie.
Spraw, aby ich serca były mocne.
By ich serc nie zalały rzeki wzajemnych oskarżeń,
"kto winien?", "gdzie był Bóg?"

O, jak chciałbym Ojcze, by nasze serca
zalewały rzeki wody żywej.
Wiem, że nie mogę tylko chcieć...


Gdy
pójdziesz
przez
wody,
Ja będę
z tobą,
i gdy
przez
rzeki,
nie zatopią
ciebie.
Gdy
pójdziesz
przez ogień,
nie spalisz się,
i nie strawi cię płomień.
Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg (…)
Nie lękaj się, bo jestem z tobą. (Iz. 43:2n, 5)

piątek, 14 maja 2010

źrenica oka Boga


Dzisiaj 14 maja – 62 rocznica powstania państwa IZRAEL. 14 maja 1948r. o godzinie 16:20 w gmachu Muzeum w Tel Avivie Dawid Ben Gurion w skupieniu odczytał historyczną Deklarację Niepodległości: „Ogłaszam powstanie Państwa IZRAEL.” Tego dnia po raz pierwszy od XIX-u stuleci zawisła na ziemi obiecanej flaga z Gwiazdą Dawida, jako herb nowo wskrzeszonego państwa.

Jak maleńkie państewko o powierzchni 1/12 Polski, o liczbie obywateli 6-krotnie mniejszej od obywateli polskich przetrwało przez ten okres po dzisiejszy dzień? Jak odparło 6-krotne najazdy wroga, pierwsze już w drugim dniu od jego powstania. To, tak jakby maleńki Luksemburg musiał się bronić przed najeżdżającymi na niego: Francją, Belgią i Niemcami. Tak maleńki Izrael prezentuje się na tle Syrii, Jordanii, Iraku i jeszcze Libanu. Żadne państwo nie ostałoby się. Izrael ostał. Dlaczego? Bo obrońcą Izraela jest Bóg. Izrael za każdym razem zwyciężył najeżdżającego w przeważającej sile wroga, z każdej wojny wychodził obronną ręką. Za każdym razem mały Dawid (Izrael) stawał nad wielkim Goliatem (wojskami arabskimi).

Co nie możliwe jest u ludzi, możliwe jest dla Boga.

Tak samo i Ty „strzegący przykazań Boga i mający świadectwo Jezusa (Ap.12:17)”, walczący ze wzmożonymi atakami Złego, z nieprzychylnością świata w związku z Twoją odmiennością od tego co w świecie – jesteś w stanie się ostać, bo Twoim obrońcą jest BÓG. Warunkiem jest UFNOŚĆ i walka słowem Bożym w sercu i na języku.


Samo powstanie państwa Izrael jest Bożym cudem. Żydzi powrócili do maleńkiej wyznaczonej im ziemi z 121 krajów z 5 kontynentów posługując się 70 różnymi językami.

O ile może wierzono, że Izrael na nowo powstanie, to już nie dawano wiary, że przetrwa chociaż miesiąc z taką mieszanką różnorodności począwszy od języka = komunikacji, kończąc na różnorodnej obyczajowości. Niemożliwe jest wskrzeszenie języka martwego. Nie udało ożywić języka celtyckiego, ani łaciny, ani greki klasycznej.

Co nie możliwe jest u ludzi, możliwe jest dla Boga.

Język hebrajski wskrzeszono.
Więcej, Żydzi powrócili na ziemię gdzie od północy czekały na nich bagna,
a od południa pustkowia. Kraj, nie nadawał się do zamieszkania.

Co nie możliwe jest u ludzi, możliwe jest dla Boga.

Dziś patrząc na Izrael z satelity widoczny jest wielkie zielone terytorium otoczone pustynią sąsiadujących z Izraelem państw. To już 4 tysiące lat temu zapowiedział Bóg. W przyszłości Jakub zapuści korzenie, Izrael rozkwitnie i rozrośnie się i napełni powierzchnię ziemi owocami (Iz.27:6).


Jeżeli Tobie wydaje się, że nie możesz przyjść do Boga, że to droga nie na Twoje siły, popatrz na Izrael. Zaufaj Bogu, powstaniesz do życia z Nim i na wieki będziesz żył.


Ilu było tych co chciało wymazać Izrael z mapy świata? Ilu ich jeszcze teraz?
Ile przekleństw dla Izraela zamieniło się w błogosławieństwa? Ile dzisiaj złowrogich spojrzeń, nie tylko od najbliższych sąsiadów, ale również od zwykłych ludzi, w których zakorzenił się duch antysemityzmu.

Oto słowa Boga:
Błogosławieni niech będą, którzy błogosławią ciebie, a przeklęci, którzy przeklinają (Li.24:9).


Wydarzenia ostatnich 62 lat pokazują jawną moc Bożą. Może być ona i Twoim udziałem. Tak, jak Izrael stawał na grobami swoich wrogów, tak ty możesz stanąć na grobem swoich – diabłem, światem i swoim grzesznym ciałem. Tak, jak powstanie państwa Izrael jest znakiem, że już blisko jest przyjście dnia Bożego (Mat.24:32n), tak Twoje powstanie do życia z Bogiem „w świętym postępowaniu i pobożności” może przyśpieszyć przyjście dnia Boga Najwyższego (2P.3:11n).


Dziś 14 maja – rocznica powstanie państwa Izrael, który jest bliski Bogu,
jak źrenica oka.

Tak mówi Pan Zastępów Przesławny, do narodów, które was ograbiły: „Kto was dotyka, dotyka źrenicy mojego oka” (Zach.2:12).

Każda nienawiść i niechęć do Izraela jest pyłkiem w oku Boga.

Bóg, Pan Zastępów, Bóg Abrahama, Izaaka, Jakuba, Bóg Izraela, Bóg mój i Twój mówi:

Pocieszajcie mój lud:

Iz. 40:1-2
Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud! - mówi wasz Bóg.
Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby już się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy.


Błogosławcie mój lud:


Rdz 12:3
Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi.


Módlcie się za mój lud:

Ps. 122:6
Proście o pokój dla Jeruzalem, niech zażywają pokoju ci, którzy ciebie miłują!


Pokój Boży z wszystkimi żywiącymi miłość do Jeruzalem!



Iz. 41:6-14
Ty zaś, Izraelu, mój sługo, Jakubie, którego wybrałem sobie, potomstwo Abrahama, mego przyjaciela! Ty, którego pochwyciłem na krańcach ziemi, powołałem cię z jej stron najdalszych i rzekłem ci: Sługą moim jesteś, wybrałem cię, a nie odrzuciłem. Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Umacniam cię, a także i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą. Oto wstydem i hańbą się okryją wszyscy rozjątrzeni na ciebie. Unicestwieni będą i zginą ludzie kłócący się z tobą. Będziesz ich szukał, lecz nie znajdziesz tych ludzi, twoich przeciwników. Unicestwieni będą i na nic zejdą ludzie walczący z tobą. Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą. Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam - wyrocznia Pana - odkupicielem twoim - Święty Izraela.

Rzym. 11:25-29
Nie chcę jednak, bracia, pozostawiać was w nieświadomości co do tej tajemnicy - byście o sobie nie mieli zbyt wysokiego mniemania - że zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie [do Kościoła] pełnia pogan. I tak cały Izrael będzie zbawiony, jak to jest napisane: Przyjdzie z Syjonu wybawiciel, odwróci nieprawości od Jakuba. I to będzie moje z nimi przymierze, gdy zgładzę ich grzechy. Co prawdą - gdy chodzi o Ewangelię - są oni nieprzyjaciółmi [Boga] ze względu na wasze dobro; gdy jednak chodzi o wybranie, są oni - ze względu na praojców - przedmiotem miłości. Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne.


Baruch ata Adoszem, Elechejnu, Melech ha olam.
Błogosławiony jesteś Panie, Boże, Królu Wieczności.

strażacy z kubełkami zimnej wody


"Wiele osób uczęszczających
regularnie na
nabożeństwa kościelne,
uważa że
ich świętym obowiązkiem
jest gasić każdy,
choćby najmniejszy
płomyczek ognia
w kościele.
Nawet zapach
tlącego się drewna
budzi w nich panikę.
Często się zdarza, że kiedy chrześcijanin otrzymuje wizje od Pana,
pojawiają się „szacowni
i dojrzali” wierzący,
którzy zrobią co tylko w ich mocy,
aby wylać kubeł zimnej wody na gorliwego ucznia.
Kubełki z zimna wodą bardzo skutecznie gaszą płomienie.
Powołując się na fragmenty z Biblii , na przykład o tym,
że „Bóg jest Bogiem porządku” radzą młodym gorliwcom,
aby ochłonęli, wrócili na swoje miejsce w kościelnych ławkach
i słuchali uważnie niedzielnego kazania.
Po kilku latach wiernego uczestnictwa w nabożeństwach
człowiek taki może być uznany za gotowego
do podjęcia studiów seminaryjnych,
gdzie zostanie on pozbawiony
ostatnich śladów entuzjazmu dla Jezusa.
Dopiero wtedy, i tylko wtedy,
strażacy z kubełkami zimnej wody skłonni są stwierdzić,
że jest on przygotowany do służby Bożej,
oczywiście w pełnym poddaniu wszystkim zasadom
i regułom ich denominacji.
Weilu pełnych pasji naśladowców Chrystusa
minęło się w ten sposób z powołaniem, które było nad ich życiem.
Tymczasem ci którzy wylewali na nich kubły zimnej wody,
gratulowali sobie nawzajem,
że udało im się „uratować”
jeszcze jednego młodego chrześcijanina
od wyjście poza szereg.
Stworzyli sobie kolejnego ucznia
na swój własny obraz i podobieństwo.
Strażacy z kubełkami zimnej wody są głęboko przekonani,
że robię przysługę Bogu,
podczas gdy tak naprawdę stają się narzędziami w ręku złego.
Jezus z powagą przestrzegał faryzeuszy tymi otrzeźwiającymi słowami:
„Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze,
obłudnicy, że obchodzicie morze i ląd,
aby pozyskać jednego współwyznawcę, a gdy nim zostanie,
czynicie go synem piekła dwakroć gorszym niż wy sami
(Mat. 23:15).”

Takie pozbawione życie środowisko niszczy Boży lud.
Tego typu kościół nigdy nie będzie
w stanie doświadczyć Bożej obecności,
dopóki nie zacznie pokutować
i nie przestanie kontrolować ludzi."

sobota, 8 maja 2010

migawki z baletu/ Syn marnotrawny

Ewangelia wg. św. Łukasza 15:11-24

11. Pewien człowiek miał dwóch synów.

12. Młodszy z nich rzekł do ojca:
Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada.
Podzielił więc majątek między nich.

13. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko,
odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek,
żyjąc rozrzutnie.

14. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie
i on sam zaczął cierpieć niedostatek.

15. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy,
a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie.

16. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami,
którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

17. Wtedy zastanowił się i rzekł:
Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba,
a ja tu z głodu ginę.

18. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu:
Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie

19. już nie jestem godzien nazywać się twoim synem:
uczyń mię choćby jednym z najemników.

20. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec
i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego,
rzucił mu się na szyję i ucałował go.

21. A syn rzekł do niego:
Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie,
już nie jestem godzien nazywać się twoim synem.

22. Lecz ojciec rzekł do swoich sług:
Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go;
dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi.

23. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie:
będziemy ucztować i bawić się,

24. ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył;
zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.



Miłosierny jest nasz Bóg.
Jeżeli odszedłeś od Niego,
jak syn, córka od ojca, wróć!

Zawsze jest czas!
Zapewne świnie twoich zmartwień, kryzysów,
niedostatków, porażek i zranień
nie uśmiechają się tak ładnie,
jak dziewczyny z baletu.
Otwórz Biblię,
przeczytaj sam przypowieść o synu marnotrawnym,
uklęknij przez Ojcem
i pomódl się SZCZERZE.

"Ojcze, wyznaję, że odszedłem od Ciebie.
Zgrzeszyłem przeciwko Tobie
życiem w którym nie było miejsca dla Ciebie.
Ale teraz chcę je zmienić.
Niech to co mnie od Ciebie oddziela,
nie ma już nade mną władzy.
Potrzebuję Ciebie
i przychodzę do Ciebie
przez zasługi Jezusa Chrystusa.
Uczyń mnie swoim dzieckiem
Ja już dziś, chcę żyć z Tobą
Amen."

Bóg-Ojciec codziennie wpatruje się w Ciebie
i szanując twoją wolną wolę CZEKA.
I tak, jak ojcowi z przypowieści
nikt nie musiał mówić, że jego syn powrócił,
bo pierwszą osobą, która się o tym dowiedziała był on sam,
tak, twój Bóg
oczekuje i wypatruje twego powrotu.
Gdy cię zobaczy powracającego
przywita cię bez pytań,
których się obawiasz:
"No dobrze, wróciłeś. Cieszę się.
Ale gdzie pieniądze, które dostałeś ode mnie?
Co zrobiłeś z życiem, które ci dałem?”

Nie będzie żadnych wyrzutów,
tylko radość, że ożyłeś będąc martwym.

Boisz się powrotów, boisz się odrzucenia.
Boisz się wyrzutów i pytań typu "no dobrze, wróciłeś, ale dlaczego...?".

Powracając do Niebiańskiego Ojca, nie usłyszysz: „a nie mówiłem.”
Doświadczysz natomiast ciepła objęcia Ojcowskich ramion
i czułe: „KOCHAM CIĘ MOJE DZIECKO!”

Taki jest nasz Bóg!
Chwała Ci Ojcze!






więcej zdjęć:
- http://picasaweb.google.pl/MarcelaSzczuraszek/Balet#
- http://www.flickr.com/photos/alicja_czyz/sets/72157624005204994/

wtorek, 4 maja 2010

w niewoli

Wtedy powiedział Jezus do Żydów,
którzy Mu uwierzyli:
Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej,
będziecie prawdziwie moimi uczniami
i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.
Odpowiedzieli Mu:
Jesteśmy potomstwem Abrahama
i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę.
Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie?
Odpowiedział im Jezus:
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam:
Każdy, kto popełnia grzech,
jest niewolnikiem grzechu.
A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze,
lecz Syn przebywa na zawsze.
Jeżeli więc Syn was wyzwoli,
wówczas będziecie rzeczywiście wolni.
(J. 8:31-36)


Tragiczną rzeczą jest
gdy człowiek
nie wie,
że żyje zniewolony;
gdy swój świat celi
w której umieścił
współczesną kapliczkę – telewizor
i łańcuch „nie mam czasu” na szyi
uznał za wolność.

Nie potrzebuje pomocy.
Jest wolny.
Wie, że Jezus jest,
ale najchętniej to imię
wypowiada w niedzielny poranek.
Nie ma mowy o relacji,
o wspólnych spotkaniach,
rozmowach,
czasie spędzonym razem.
Jezus to ideał
wiszący na krzyżu,
zbity i umęczony.
Ofiara.

To dramat tego świata.

Przekonanie o wolności
żyjąc w celi,
w której zamiast okien jest telewizor,
zamiast relacji z żywym Jezusem
krucyfiks na ścianie.

Jeżeli Jezus mnie nie wyzwoli,
nie będę wolny.

Alternatywą jest ułuda
i świat pseudo wolności,
którą podaje na tacy szatan.