poniedziałek, 28 czerwca 2010

trochę z nie tego świata

W sobotę mój przyjaciel Jan,
przyjął chrzest.

Zanurzał się w wodzie dla śmierci starego życia,
wynurzał do narodzin nowego, z Chrystusem.
Za tydzień będzie ślubował Eunice,
że chce być jej mężem,
że z nią chce tworzyć
pełnię jedności w Bożej obecności.

Patrzyłem na Jasia,
patrzyłem na Eni
i płakałem, jak bóbr:)
Ze szczęścia.


I jeszcze Deborka.
Mała dziewczynka, która
co raz podbija moje serce.
Chciała widzieć
zanurzanego Jasia.
Szybko znalazła się
na moich ramionach.
Podczas modlitwy
sama zaczęła się modlić:
„Ojce nas, któly jestes w niebie…”



Jezu, powiedziałeś,
„Do takich bowiem należy królestwo Boże.”

Powiedziałeś też, że „Królestwo Boże jest wewnątrz nas.”

Tej soboty dokopałeś się tam, gdzie ono przybywa.
Przeniosłeś w inną rzeczywistość.
Pokazałeś trochę z nie z tego świata.
Obmyłeś łzami radości w Duchu Świętym...

piątek, 25 czerwca 2010

o czyje względy zabiegasz?


"Chłopiec jechał na osiołku,
a mężczyzna szedł piechotą.
Gdy szli, pewni ludzie stwierdzili,
że to wstyd, aby chłopiec jechał,
każąc starszemu panu chodzić,
więc mężczyzna i chłopiec pomyśleli,
że może to i racja, i zamienili się.

Jakiś czas później minęli grupę ludzi,
którzy zauważyli:
Co za wstyd, żeby ten człowiek zmuszał
małego chłopca do chodzenia.
Wtedy postanowili, że obaj będą szli!

Znowu mijali ludzi, którzy stwierdzili, że to głupota,
aby iść na piechotę, gdy mają doskonałego osiołka,
na którym można by jechać, dosiedli więc go razem.

Gdy kolejna grupa ludzi stwierdziła, że to wstyd,
aby zmuszać biednego małego osiołka
do dźwigania tak wielkiego ciężaru
chłopiec i mężczyzna pomyśleli,
że może mają rację,
więc zdecydowali się na to,
aby osiołka nieść.

Gdy przechodzili przez most,
osiołek wymknął się im z rąk,
wpadł do rzeki i utonął.

Morał tej historii jest taki:
Jeśli będziesz chciał przypodobać się wszystkim,
nie będziesz podobał się nikomu."


Przypomniały się słowa:

Czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej o Boga?
Czy ludziom staram się przypodobać?
Gdybym jeszcze ludziom chciał się przypodobać,
nie byłbym sługą Chrystusa (Gal.1:10)

środa, 23 czerwca 2010

dzisiejszy faryzeizm


I tak
ze względu
na waszą tradycję
znieśliście
przykazania Boże.
Obłudnicy…
(Mat.15:6)


Popularna jest dzisiaj
zamienia prostego przekazu Biblii
na skomplikowane wywody
i szczycenie się, że posiada się mądrość Bożą,
trzaskając przy tym - inaczej myślących -
słowem, jak kijem bejsbolowym.

A najtragiczniejsze, kiedy
trudność ruszenia się tyłkiem z krzesła,
pychę i obłudę zamienia się
w nierealistyczny świat
widzenia siebie, jako nieskalanego kapłaństwa Bożego.
Okropieństwem jest kiedy zamienia się słowa:
„litera zabija, Duch ożywia”
na „Duch zabija, litera ożywia.”

Powszechne są dzisiaj myśli
„tylko my pojęliśmy prawdę.”
Spotęgowania buta nie ma końca.
Nie trudno przedłożyć „wiedzę” nad życie;
stworzyć system wyznawanych prawd
i przestrzeganych obyczajów
zastępujących codzienną, realną więź z Jezusem.
Dodać jeszcze, że ginący dla Chrystusa ludzie
(szkoda, że inaczej wierzący)
są tylko nieszczęśliwymi, zwiedzonymi chrześcijanami.

O zgrozo!
Jak istnieją zwiedzenia charyzmatyczne,
tak istnieją zwiedzenia
zadufanych w sobie chrześcijan
myśląc, że przez wiedzę,
i spotęgowaną pychę
(nazwaną wyznawaniem świętej prawdy)
podobają się Bogu.
Przeraża mnie, że są tacy ludzie.
Przeraża mnie to, że uśmiechają się pogardliwie
z politowaniem do tych, którzy starają się oprócz wiedzy
coś praktycznego zrobić dla Jezusa.

Słowa Jezusa nie straciły na znaczeniu.
Faryzeizm w chrześcijaństwie ma się dobrze.

czwartek, 17 czerwca 2010

zimny, albo gorący


Obyś był zimny, albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni,
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust.
(Ap. 3:15n)


Jesteś letni,
gdy na modlitwę przeznaczasz minutę swego poranka,
i to nie zawsze, bo jest praca i szkoła,
więc nie zawsze jest czas upaść na kolana.

Jesteś letni,
gdy na modlitwę przeznaczasz dwie minuty wieczoru,
a i to nie zawsze, bo masz prawo być zmęczony
i szybciej położyć się spać.

Jesteś letni,
kiedy nie masz o czym rozmawiać ze swym Ojcem.

Jesteś letni,
gdy nie pragniesz Nieba i uświęcenia.

Jesteś letni,
kiedy nie widzisz w sobie zła
i nie ma w tobie łez nawrócenia.

Jesteś letni,
kiedy Jezus przestał być żywy w twoim życiu,
albo może nigdy nie był.

Jesteś letni,
kiedy imię Jezus brzmi na twoich ustach
tylko przy dysputach teologicznych i w niedzielnych pieśniach.

Jesteś letni,
kiedy Biblia kurzem zakryta.

Jesteś letni,
kiedy usta wypowiadają słowa,
które nijak się trzymają twojego życia.

Jesteś letni,
kiedy mówisz, jak nie czynisz
i wierzysz, jak nie żyjesz.

Jesteś letni,
obyś nie stał się martwy.

Obyś przejrzał!

Ty bowiem mówisz:
Jestem bogaty, i wzbogaciłem się,
i niczego mi nie potrzeba,
a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny
i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi.
Radzę ci kupić u mnie złota
w ogniu oczyszczonego,
abyś się wzbogacił, i białe szaty,
abyś się oblókł,
a nie ujawniła się haniebna twa nagość,
i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział.
Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę.
Bądź więc gorliwy i nawróć się!
(Ap. 3:17-19)

wtorek, 15 czerwca 2010

odchodzimy by POWSTAĆ

W niedzielę
dowidziałem się,
że zmarł Daniel.
Poznaliśmy się, jako 10-latki,
na jednym z kursów biblijnych,
gdzie bardziej niż za Świętą Księgą
ganialiśmy razem za piłką.
Potem nasze drogi się rozeszły.
Po 10 latach spotkaliśmy się znowu.
Dowiedziałem się, że jest chory na białaczkę.
W niedziele przegrał z chorobą.


Pamiętam, jak sześć lat temu zabrałem mamę w góry,
by pokazać jej Tatry,
miejsce mojego wypoczynku,
rozmów z Bogiem
i czas, w którym matka nieustannie myśli o synu
nie mogąc się dodzwonić, bo tam brak zasięgu.

Kiedy wyjechaliśmy kolejką na Kasprowy Wierch,
była mgła, dużo śniegu, widoczność niewielka.
Gdy zszedłem na ścieżkę w stronę Świnicy,
by pokazać mamie, gdzie chodzę,
gdzie się wspinam,
poszła z drżącym głosem
„nie idź już dalej.”
Zobaczyłem jej twarz.
Nie zapomnę.

Twarz troski i miłość do syna.
Ta twarz...
Widzę ją dzisiaj.

Miłość matki do dziecka w mały, ziemski
sposób ukazuje miłość Boga do człowieka,
a jest tak potężna w swojej bezwarunkowości.

Wówczas z mamą wróciliśmy razem do domu.

Daniel nie wróci już do domu ze swoją matką.
Matka nie wróci do domu z synem.

Smutek i rozpacz rozłąki to cena,
jaką płacimy za miłość.



Na szczęście
w Jezusie Chrystusie
ODCHODZIMY by POWSTAĆ!

„Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy.
Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku,
byśmy sami mogli pocieszać tych,
co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą,
której doznaliśmy od Boga.”


Boże pociechy,
otrzyj łzy
bliskim Daniela,
by z wiarą czekali na
czas radości, który już blisko.

Czekam i modlę się o dzień dzień,
w którym nie zapłacze już matka nad dzieckiem.

czwartek, 10 czerwca 2010

co z tą świątością?


Bądźcie więc wy doskonali,
jak doskonały jest
Ojciec wasz niebieski
(Mat. 5:48)


Jezus nie mówi:
starajcie się być doskonali.
Mówi:
bądźcie doskonali!
Wydaje się, że taka doskonałość
to wzór niedościgniony.
Jak kruchy od grzechu człowiek ma być doskonały (i to, jak Bóg)?

Jezus apel o byciu doskonałym czerpie ze słów Ojca:
Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!
(Kap. 19:2).

Doskonałość więc, równa się świętości,
a świętość to jedno z tych wyrazów terminologii biblijnej,
które od wieków jest opatrznie rozumiane.
Wystarczy tu wspomnieć średniowieczny ascetyzm,
wyrzekanie się normalnego życia
i przyjęcia postawy bierności wobec otaczającego świata,
jako drogę do świętości.
Wreszcie, nie od dzisiaj popularny trend
wyznaczania świętych przez gremium do tego wyznaczonych osób.

A biblijna świętość nie jest drogą do Boga
przez super wyidealizowane życie,
ale jest skutkiem Bożej łaski.
Jezus Chrystus, Jego śmierć i przelana za nas krew
sprawia, że wybierając Jego za DROGĘ swego życia
stajesz się świętym przed Bogiem,
czyli Jego „kadosz” – oddzielonym od tego co jest poza Nim.
Przyjmując zbawienie z łaski przez wiarę (Efez.2:8)
stajesz się szczególnym dla Boga człowiekiem.

Świętość jest łaską. Nie ma tu zasługi człowieka.
Nie człowiek czyni sam siebie świętym,
ani nie ludzie czynią go świętym.
Autorem świętości jest nasz Ojciec.
Kanonizację – za naszego życia – przeprowadza tylko Bóg.

Bądźcie dla Mnie święci, bo Ja jestem święty,
Ja, Pan, i oddzieliłem was od innych narodów,
abyście byli moimi (Kap. 20:26).


Bycie świętym to bycie szczególną własnością Boga.

Pozostaje druga kwestia.
PRAKTYKA świętości, przy której musi stać OWOC
- przejaw Bożej działalności we mnie.
Owocowanie nie równa się bezgrzeszności,
ale równa się ZMIANOM.
Wyrabianiem w sobie mądrości, prawości i zmysłu Bożego.


p.s.
Smuci mnie, jak widzę
jak ludzie ludzi wynoszą na ołtarze chwały
w procesach beatyfikacji, kanonizacji;
kiedy w ten sposób naradza się inny kult,
niż kult samego Boga.

Słowo Boże naucza prosto:

Jedynym pośrednikiem w relacji z Bogiem jest Jezus.
Albowiem jeden jest Bóg,
jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi,
człowiek, Chrystus Jezus (1 Tym. 2:5).


Jedną z cech naszego Boga jest zazdrość!
Bóg nie toleruje szukania innych pośredników niż Jego Syn,
bo miłość do Niego nie jest podzielna.
On bierze wszystko. Chce zająć całe nasze serce.

Tylko tyle, czy aż tyle chce nasz Bóg?

poniedziałek, 7 czerwca 2010

co u Paulinki?

Paulina jest już pionizowana.
Coraz mniej czasu spędza w łóżku,
coraz więcej na wózku.
Lepiej funkcjonuje pamięć,
choć dalej są z nią problemy.
Tydzień temu wyciągnięto jej rurkę tracheotomijną
czyli oddycha już samodzielnie.
Przy balkoniku
zrobiła przy mnie już jeden całkiem dobry krok.
Siła powoli wraca,
choć jest duży problem z lewą opadającą stopą
(zaburzenie pracy nerwy strzałkowego).
Prawa kończyna dolna też potrzebuje dużo pracy.
Dobrze, że lewe biodro,
jak na razie nie wykazuje niestabilności
przy pionizacji.

Zdarzają się trudne dni,
kiedy Paulina uświadamia sobie swój stan
i smuci się.
Jednak częściej trafiam z odwiedzinami,
kiedy jest uśmiechnięta.

Generalnie stan Pauliny jest co raz lepszy,
choć dalej ciężki.
Czeka ją dużo pracy.

Rodzice Paulinki przeżywają natomiast doświadczenia hiobowe.
Po wypadku Paulinki
przyszła druga klęska – deszcz,
który uniemożliwia pracę przy dużym gospodarstwie,
z którego żyją.

Dobrze, że już pogodniej.
Dzięki Ojcze!

Cieszę się natomiast z tego,
że minęło już ponad 5 miesięcy
odkąd Paulina jest w szpitalu,
ale dalej widzę zaangażowanych
moich przyjaciół/braci w modlitwę
o Paulinkę.
Nawet jej nie znają,
ale przejęli się walką o nią.
Kiedy pokazałem im zdjęcia cieszyli się, jak dzieci.

Ojcze dziękuję za przyjaciół
którym mogę powiedzieć czym obecnie żyję.
Dziękuję, że oni żyją tym ze mną również.

Dziękuję Ci Boże, że nie dzielą nas różnice denominacyjne,
że dobrze nam ze sobą, bo kochamy Ciebie i kochamy Jezusa.



Zobaczcie Paulinkę:

piątek, 4 czerwca 2010

charakter

Jak powiedział pewien mądry człowiek,
charakter określa, kim jesteśmy,
gdy nikt nie patrzy.
To nie to samo, co reputacja czy opinia,
jaką mają o nas inni ludzie.
To nie to samo, co sukces czy jakieś osiągnięcie.
Charakter to nie to, co zrobiliśmy, ale to, kim jesteśmy.


B. Hybels; "Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy"

wtorek, 1 czerwca 2010

pozorność


Powiadam wam:
Jeśli wasza sprawiedliwość
nie będzie większa
niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów,
nie wejdziecie do królestwa niebieskiego
(Mat.5:20).


Faryzeusze i uczeni w Piśmie doskonale znali Pisma,
skrupulatnie przestrzegali nakazów i zakazów,
wygłaszali płomienne mowy,
głośno było o nich na ulicach.
Byli wzorowymi obywatelami… z zewnątrz.
W zetknięciu się z Jezusem ich czyny okazały się hipokryzją.
Modlitwy, jałmużny, posty – martwą pobożnością.
Swoim uduchowieniem robili wrażenie na ludziach,
ale nie robili wrażenia na Synu Bożym.

Jezus przestrzega:
z takim życiem nie wejdziecie/nie wejdę do królestwa niebieskiego.

Co jest przyczyną życia w hipokryzji?
Brak szczerości względem Boga
i względem samego siebie.
Zakłamanie!
Zamydlanie swoich grzechów,
a wyznawanie grzechów cudzych.
Tworzenie wyidealizowanego obrazu samego siebie.

A Jezus nie szuka pozorności, szuka autentyczności.
Nie szuka ludzi bezbłędnych, szuka ludzi szczerych.

Wyznaję, Jezu,
wielokrotnie upadałem.
Dalej grzeszę.
Zdarza mi się do dzisiaj.
Wybaw mnie Panie jednak od tego,
bym czasem nie stworzył w sobie sprawiedliwości faryzejskiej.
To byłoby o wiele gorsze niż moje upadki.