czwartek, 29 lipca 2010

uwielbienie

Jest w uwielbieniu trend, który coraz bardziej mnie niepokoi,
a mianowicie schodzenie do poziomu występu.
Od lat ta tendencja narasta. Tak się jakoś stało,
że nazywamy spotkania uwielbieniowe ‘koncertem’,
a istnieje niebezpieczeństwo, że takie słowa zmylą nas
i stracimy właściwe zrozumienie tego, czym jest uwielbienie.
Zbyt wiele razy na spotkaniu uwielbienia chciałem skupić się
jedynie na Bogu, a musiałem przebić się przez robiący wrażenie,
ale jednak rozpraszający show na scenie.
Niektórzy mogą argumentować,
że występy też mogą być uwielbieniem i to prawda.
Wszystko może być uwielbieniem, jeśli stoi za tym dobre serce.
Ale występy niekoniecznie są dobrym sposobem na prowadzenie uwielbienia.
Prowadzący uwielbienie musi być maksymalnie niezauważalny,
ma po prostu zachęcać do oddawania czci Bogu,
dając innym przykład do naśladowania.
Skupianie uwagi na sobie w chwili, która ma być świętym spotkaniem,
jest całkowicie niebiblijne. Tak naprawdę, może być nawet niebezpieczne.
Oddawanie czci jest przeciwieństwem dumy.
Duma mówi: ‘patrzcie na mnie’,
a uwielbienie pragnie, aby ludzie zobaczyli Jezusa.

M.Redman; "Czciciel o niegasnącym sercu"

środa, 28 lipca 2010

zawsze (always)



Jezus jest dla mnie wszystkim
zmarłeś właśnie dla mnie
cokolwiek się wydarzy
obiecuję Panie
cały jestem,
cały będę
Twój

poniedziałek, 26 lipca 2010

wesele Baranka

W piątek rano zmarła Krysia.
Żona zaprzyjaźnionego pastora.
Dzisiaj odbędzie się pogrzeb.

Sześć lat temu wyrokiem lekarzy były słowa:
„maksymalnie dwa tygodnie życia.”
Modliliśmy się co dziennie.
Bóg się ulitował.
Krysia od tamtej przeżyła sześć lat.

W piątek zasnęła w Panu,
odeszła by powstać do życia w Królestwie Boga.

Dziękuję Bogu, że przez te sześć lat
wzmocnił Tomka, męża Krysi,
przygotował na odejście żony.
Dziękuję, że mogliśmy przez ten czas
spotykać się z razem
na spotkaniach modlitewnych,
na wspólnym czytaniu Jego Słowa.
Dziękuję, że Krysia stała się świadectwem
wysłuchanych modlitw,
dziękuję, że Bóg dodał jej dni życia,
jak Ezechiaszowi.
Dziękuję za przyjaźń.

Tuż przed odejściem Krysi Pan przemówił do nas
wydarzeniem z 12r. Dziejów Apostolskich,
kiedy Herod skazał na śmierć Jakuba apostoła,
filara pierwotnego kościoła.
Wiedząc, że spodobało się to Żydom, pojmał i ap.Piotra.
Kościół modli się za Piotrem.
Modlił się też za Jakubem,
choć św.Łukasz o tym nie wzmiankuje.
Jakub został jednak ścięty.
Bóg jest suwerenny w swoich decyzjach.
Jakub zginął, Piotr nie,
choć za jednym i drugim kościół się modlił.

Bóg przemówił do nas przez tą historię,
że są rzeczy, które mimo modlitw i próśb z wiarą
On suwerenny w swych decyzjach czyni inaczej.
Krysi dał sześć lat życia.
W piątek zdecydował, że odejdzie do Niego.

Z pokorą uznajemy Bożą suwerenność, i za Jezusem mówimy:
„Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.”

Dziękuję Ojcze, że Krysia zasnęła,
z sercem, które umiłowało Jezusa.
Dziękuję za smutek, który jest ceną za miłość.
Dziękuję, że wypełniasz pustkę po tych którzy odchodzą Sobą.

- - - - - - -

W sobotę natomiast weseliłem się
z Damianem i Agnieszką na ich weselu.
Bóg połączył ich w jedno:)
Piękni byli.

Tak to już dzisiaj jest.
Radość ze smutkiem,
życie ze śmiercią się miesza.
Jednak dla tych,
którzy na serio
uchwycą się Jezusa - Drogi zbawienia
wszystko prowadzi ku dobru,
ku spotkaniu się z Ojcem na weselu Baranka.


Dzisiaj zbliża się dzień, kiedy zabrzmi trąba
i głos z nieba wstrząśnie (nie)porządkiem tego świata.
Przyjdzie Pan, Jezus Chrystus zstępujący z niebios
i zabierze swą Oblubienicę na ucztę weselną.
Tęsknię za tym dniem.

Na ucztę weselną
Jezus zaprasza wszystkich
ale
jednocześnie
przestrzega:
„uczta weselna wprawdzie jest gotowa,
lecz zaproszeni nie byli godni (Mat.22:8),
bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych (22:14).”


Może spróbuj zadać sobie pytania:
Czy odpowiedziałem już na Jego zaproszenie(Mat.22:3-7)?
Czy ubrany jestem w szaty weselne(Ap.7:13n)?
Czy choćby i dziś gotów jestem na spotkanie z Panem?

Czy może gonię za wiatrem...?

wtorek, 20 lipca 2010

dobroć

Tym razem krótka
mysl z podróży,
zaczytana kiedys
w rejonach,
w których obecnie
jestem z przyjaciólmi
i ich rozwydrzonymi dzieciakami:)


"dobroć jest cichym
czynieniem tego
o czym tak głosno
mówią inni"


znam parę takich osób;
cisi, uniżeni,
mało widoczni,
często niezrozumiali
ale piękni,
nie uzależnieni od pochwał
- uzależnieni od Boga


...to oni posiądą ziemię

środa, 14 lipca 2010

Pulina już w domu

Tydzień temu rozmawiałem
z jedną osobą o tym,
czy Bóg dzisiaj dokonuje cudów,
jak dokonywał je kiedyś,
za czasów pierwotnego chrześcijaństwa.

Mam świadomość, że takich rzeczy bardziej
trzeba dotknąć, posmakować, doświadczyć...

Paulina jest przykładem ukazania się Bożej mocy
w marnym ciele ludzkim.

Po wypadku wykazano:
uraz wielomiejscowy; krwiak śródmózgowy w ciele modzelowatym;
obrzęk mózgu; złamanie kości potylicznej po stronie lewej
przechodzące na piramidę kości skroniowej;
złamanie kości skroniowej i łuku jarzmowego po stronie lewej;
złamanie żuchwy po stronie lewej oraz wyrostka dziobiastego lewego;
złamanie brzegu górnego przedniego łuku kręgu szczytowego
po stronie lewej oraz kłykcia lewego kości potylicznej;
złamanie kości łonowych obustronnie;
złamanie kości kulszowej lewej;
brzegu tylnego panewki lewego stawu biodrowego
z przemieszczeniem fragmentów kostnych do szpary stawowej;
stan po zwichnięciu stawów biodrowych, niestabilność biodra lewego;
ciało wolne w stawie biodrowym lewym.

Lekarze stwierdzili, że
niestety,
jeżeli nawet przeżyje,
to…
Medycyna zaprzeczyła
w powrót
do normalnego życia.


A Bóg, w którego wierzę jest Bogiem,
dla którego nie istnieje słowo „niestety.”
Mój Bóg jest Bogiem dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.


I do takiego Boga razem z przyjaciółmi zanosiłem Paulinę
w modlitwie z wołaniem o cud
podźwignięcia połamanego ciała
i uleczenia chorej duszy.

Od zeszłego czwartku Paulina wyszła
już ze szpitala w Prokocimiu.
Teraz już w domku chodzi przy chodziku,
z asekuracją.
Nóżki na razie są, jak patyczki
- nie chodziła przez 6 miesięcy.

W poniedziałek pierwsze co mi powiedziała,
to, że chce się poświęcić,
że Bóg ją odmienił,
że dał je nowe życie,
że chce Mu dziękować,
i chce opowiadać co dla niej uczynił.
Chociaż mówi nie wyraźnie,
jeszcze powoli
- wielbi Boga, jak może,
za każdym razem, kiedy się spotykamy:)

To już nie ta Paulinka,
co przed wypadkiem.
Niesamowite, ale wypowiada
takie zdania, jakich wcześniej nie wypowiadała,
modli się w taki sposób, jak nigdy wcześniej.


Pokazałem Palince Wasze pozdrowienia
z wcześniejszych notek o niej.

Wszystkim dziękuję
swoimi jeszcze powolutku
wypowiadanymi słowami.



Dzisiejszy świat jest racjonalny.
Chcąc nie chcąc racjonalizm dotyka i chrześcijan.
Żeby uwierzyć to najlepiej zrozumieć,
najpierw udowodnić, logicznie uzasadnić,
w przypadku tragedii, jaka dotknęła Paulinę
– medycznie dać się wyjaśnić, że może być lepiej.

Tylko wtedy nie mówimy już o wierze.
Wiara nie jest związana z racjonalnym wydedukowaniem,
że coś może się lub nie może się wydarzyć.

Dzisiaj ci co niedowierzali
patrzą ze zdziwieniem.

A z wnętrza Pauliny niech płynie psalm dziękczynny:
„Pan jest łaskawy i sprawiedliwy
i Bóg nasz jest miłosierny.
Pan strzeże ludzi pełnych prostoty;
byłam bezsilna, a On mnie wybawił.
Powróć moja duszo, do swego spokoju,
bo Pan ci dobro wyświadczył.
Uchronił bowiem moje życie od śmierci,
moje oczy – od łez,
moje nogi – od upadku.
Będę chodziła w obecności Pańskiej
w krainie żyjących.


Jeżeli ktoś zadaje sobie pytania
czy Bóg objawia jeszcze swoją moc dzisiaj
niech spojrzy na Paulinę,
niejako z martwych wzbudzoną.

sobota, 10 lipca 2010

egzamin wiary


Rozmawiałem wczoraj ze znajomą,
która zmaga się jeszcze
z egzaminami na studiach.
Inna znajoma z byłej pracy poległa
na egzaminie z fizykoterapii.
Pierwszy termin sesji egzaminacyjnej
chyba już jednak powoli się kończy.
Drugie podejścia we wrześniu.

Ale dzisiaj chciałbym
wspomnieć inny egzamin…

Ap.Paweł prorokując o czasach w których żyjemy przestrzega,
że wśród wierzących będą tacy, którzy nie zdadzą egzaminu wiary.

2 Tym. 3:1-8
A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne.
Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi,
bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani,
bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń. Z takich bowiem są ci, co wślizgują się do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane pożądaniami różnego rodzaju, takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy. Jak Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi, tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o spaczonym umyśle,
którzy nie zdali egzaminu z wiary.


Pierwsza uwaga:
Apostoł nie pisze o ludziach nie wierzących,
którzy będą mieli problem z wiarą
(podkreślę - praktyczną wiarą; wspominałem o tym w lutym:
http://haszamajim.blogspot.com/2010/02/pars-pro-toto.html).
Ludzie nie wierzący nie wierzą,
więc trudno odnieść do nich powyższy tekst.
Apostoł pisze o chrześcijanach przekonanych o swojej wierze,
którzy będą mieli jednak problem z wydawaniem owoców dla Boga;
czyli problem trwania w Jezusie (Krzewie Winnym),
który jest źródłem Ducha Świętego przez którego w ogóle możemy
cokolwiek dobrego wydać.

Druga uwaga:
Przyznacie, że pawłowy opis na pierwszy rzut oka rodzi myśli:
„to mnie nie dotyczy, ani nikogo z moich bliskich”.

A może jednak.
Jedynym sposobem rozwoju jest brać najmocniejsze Boże słowa
wprost do siebie. Zaboli, ale to jedyna droga rozwoju.

Pozór pobożności. Wyrzeknięcie się mocy pobożności.
Umiłowanie rozkoszy bardziej niż Boga. Samolubstwo. Chciwość.
Oszczerstwa – ulubione ploteczki ap.Paweł też wymienia.

Egzamin wiary przechodzi każdy.
Oblanie równia się czymś więcej niż powtórzeniem roku na studiach.

Proponuję zadać sobie parę pytań:
- „Co moja wiara w Boga-Ojca i Syna, Jezusa Chrystusa
zrobiła z moim życiem?”
- „Jaki byłem przed laty, kiedy poznałem Jezusa,
a jaki jestem teraz?”
- „Czy widzę w sobie zmiany?”
- „Czy noszę w sobie świadectwo działania Bożej mocy?”

Jezus nauczał:
Niech mowa wasza będzie:
Tak, tak; nie, nie.
A co nadto jest, od Złego pochodzi (Mat.5:37).


Jakiej udzielę odpowiedzi
swoim codziennym życiem?

piątek, 9 lipca 2010

melodia chmur porannych

Tym razem
zaskoczyłaś mnie melodią chmur porannych,
odgłosem wiatru i szumem potoków.
Akompaniowały wzajem.
Tańczące chmury
uchylały z rana
powoli potęgę Twego stworzenia.
Ja przytulony do skał
patrzyłem.

Przypomniał się Pslam:
"O Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!
Odziany we wspaniałość i majestat,
światłem okryty, jak płaszczem.
Rozpostarłeś niebo, jak namiot,
wzniosłeś swe komnaty nad wodami.
Za rydwany masz obłoki,
przechadzasz się na skrzydłach wiatru."






środa, 7 lipca 2010

w świątyni skał


Jeżeli Ty, Jezu,
potrzebowałeś przebywać
w górach,
gdzie odpoczywałeś
spotykając się z Ojcem,
to tym bardziej ja
tego potrzebuję
– przebywania
w zaciszu świątyni skał,
gdzie słyszę głos delikatnej ciszy,
w której przemawiasz.
Mówiłeś Panie
„dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze.”
Tu w górach jestem w drodze.
Góry przypominają,
że droga przynosi doliny,
ale też wzniesienia,
na które
–ćwicząc–
można z przyjemnością się wspinać.
Droga to również równiny,
gdzie, o dziwo najłatwiej się potknąć.
Tu pokonujesz mnie.
Uczysz co to oznacza praca nad samym sobą.
Tu zabieram to, co niezbędne by przetrwać;
łachmany, które ciążyć mogą zostawiam na dole.
Lubię tą procedurę: „co wziąć, czego nie brać?”
Przemyślane sortowanie rzeczy, które konieczne.
Z życiem jest podobnie.
Z początku wszystko wydaje się ważne i konieczne.
Z biegiem czasu najważniejszym staje się to,
co stanowi „skarb w niebie.”
Tu uczysz rzeczy małych – kromki chleba i herbaty.
Tu nabiera smaku modlitwa
„chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”,
i wiem, że wody żywej mi trzeba.
Tu słowo „dziękuję” przenika duszę i trzewia.
Tu mówisz o niezmienności
swojego istnienia.
A kiedy zawisam na linie przytulony
do oblodzonych skał Kuluaru Kurtyki
– pokazujesz, że życie jest łaską,
a ja zawieszony jestem na tej linie,
dzięki której żyję.
Tu uświadamiasz, że w tym dziwnym świecie sensacji,
pozorności i „ubieranych masek”
istnieją elementy
i wartości stałe i niewzruszone,
jak Ty, który jesteś Skałą.
Kiedy staję na Zamarłej Turni widzę przestrzeń
– rozległą, otwartą, tchnącą poczuciem wolności.
„Ku wolności wyswobodził cię Chrystus” – mówisz do mnie.
Nie przestawaj. Mów ciągle. Ja idę do Ciebie.

poniedziałek, 5 lipca 2010

lubię...


Lubię w moim Bogu to,
że czasem łączy ze sobą ludzi
jednym spotkaniem,
paroma słowami,
gestem.

Tak zakochałem się
w chłopakach z Poznania:
Rysiem, Andrzejem i Arkiem.
Wystarczyła chwila. I różnicy wieku nic tu do tego.
Nie znaliśmy się, ale po paru słowach wszystko było wiadomo.

W sobotę zauważałem podobne zjawisko w spotkaniu
z grupką miłych osób z Krotoszyna.

Boże, dziękuję Ci za uczucia.
Dziękuję za przyjaźń.


p.s.
Wszystkich chętnych
którzy chcieliby w czas wakacji,
urlopów, lata, poczytać
"Liśćmi w niebie, korzeniami w ziemi"
zachęcam do napisania
na mój adres mailowy
radeksiewniak@poczta.fm

Tomik wysyłam nieodpłatnie.

czwartek, 1 lipca 2010

komu służę?

2Sam. 6:14-16
Dawid wtedy tańczył z całym zapałem w obecności Pana,
a ubrany był w lniany efod.
Dawid wraz z całym domem izraelskim prowadził Arkę Pańską,
wśród radosnych okrzyków i grania na rogach.
Kiedy Arka Pańska przybyła do Miasta Dawidowego,
Mikal, córka Saula, wyglądała przez okno
i ujrzała króla Dawida, jak podskakiwał i tańczył przed Panem:
wtedy wzgardziła nim w sercu.

Dawid za drugim razem - wreszcie - odrabiając lekcję
"w jaki sposób należy transportować Arkę Bożą"
wprowadza ją do Jeruzalem.

Skacze przed Arką z radości.
Zachowuje się w sposób, jaki nie przystoi królowi,
patrząc po ludzku.

Człowiek, który przeżywa radość w Bogu,
jest dziwny dla ludzi patrzących z boku.
Dawid nie przejmuje się opinią ludzi.
Jest naturalny i autentyczny.
Nie związany swoją pozycją.
Chce nade wszystko dziękować Bogu.

Wybierając taką drogę, możemy być pewni,
że znajdą się ludzie, którzy nami wzgardzą.
Niestety, często będą to współbracia.

Postawa Dawida była świadoma.
Są ludzie, którzy chcą żyć z Bogiem
i jednocześnie patrzą,
by jak najlepiej wyglądać w oczach innych.
Taki człowiek nie uczyni wiele dla Boga.
Będzie co najwyżej człowiekiem denominacyjnym
głoszącym denominację,
ale nie odrodzonym w Bogu,
głoszącym Królestwo Boże.

Mikal, która osądziła Dawida jest symbolem takich ludzi,
patrzących bardziej na ludzi, aniżeli na Boga.
Jest symbolem martwej religii.

Pierwszorzędnym celem Dawida było
- podobać się Bogu,
nie pragnienie zrozumienia i akceptacji przez ludzi.
Nasz cel winien być podobny.

Nieraz trzeba iść pod prąd.
Służyć wyższej sprawie.
Może utracimy uznanie u ludzi,
ale zyskamy przychylność u Boga.

Wracam do ap.Pawła:
A zatem teraz:
czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga?
Czy ludziom staram się przypodobać?
Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać,
nie byłbym sługą Chrystusa (Gal. 1:10).


Komu służę?
Bądź co bądź,
odpowiedź
nie zawsze musi
jednoznacznie
wskazywać na Boga,
bo
drogi są podobne...