sobota, 30 października 2010

odkrycie

- Pomóż nam znaleźć Boga.

- Nikt nie może wam w tym pomóc.

- Dlaczego?

- Dlatego, że nikt nie może pomóc rybie w odnalezieniu oceanu.

A. de Mello

środa, 27 października 2010

Co uczyniłem...


Wszystko, co uczyniliście
jednemu z tych braci moich najmniejszych,
Mnieście uczynili (Mat. 25:40).


W październiku 2007r. spędziłem razem z przyjaciółmi
dwa tygodnie na Bałkanach w górach,
przepięknym masywie Riły i Pirynu
(zdjęcia możecie zobaczyć na facebooku).
Bez wygód, śpiąc pod namiotem,
po części praktykując żydowskie Święto Szałasów.
Po tygodniu pieszej wędrówki zeszliśmy w kotlinę,
w której skrywał się czternastowieczny Monastyr Rilski
– ozdobiony olbrzymią ilością fresków i ikon,
dziś zabytek UNESCO.
Historia jednej z nich mówi,
że kiedy ikonograf Teofan namalował ikonę Zbawiciela
o twarzy jednego z żebraków,
jeden z przełożonych zirytowany krzyknął:
„Co ty robisz? To prawie bluźnierstwo!”
Teofan starł wówczas farby z twarzy żebraka
i spod ich warstwy ukazało się piękne,
uwielbione oblicze Jezusa.
„Tak jest w Ewangelii i tak jest w życiu!”
– skomentował swoją ikonę Teofan.

Ile razy musi uczyć mnie dobry Ojciec,
bym nie przechodził obojętnie obok ludzi
– niejednokrotnie swoim milczeniem wołających o pomoc?
Ile razy w moim zagonieniu nie słyszę Chrystusa
w braciach moich najmniejszych?

W Ewangelii nie chodzi o piękne słowa,
nie chodzi o „miłość ludzkości”,
ale o miłość człowieka, który stoi przede mną.
A jak duży jest nieraz dysonans pomiędzy słowem a czynem.

Znakiem Ewangelii jest miłość, a w niej najubożsi,
chorzy i kalecy, głodni i spragnieni są Bożymi odbiorcami
naszych uczuć względem Boga.
Nie mogę inaczej, jak przez „najmniejszych” właśnie
wyrazić swej miłości względem Chrystusa,
bo właśnie w nich On się skrywa.
Jeżeli nie potrafię ich kochać,
to mało co zrozumiałem z Ewangelii Jezusa.
Nauka Jezusa jest bolesna:
To niewiele, albo wcale nie poznałem Chrystusa.

A ja właśnie zbyt często jestem gadatliwy
i w tym potoku słów nieraz brak praktycznego
świadectwa życia z Chrystusem.

Boże, obym trafiał w Twój zamysł trafiania do ludzi.
Ucz mnie wrażliwości.
Daj mi odwagę słuchać głosu Jezusa,
który woła – do ludzi – do siebie.
Wypełnij mój dzban miłością tak, by się przelewał.

Ubłogosław Swą pociechą i leczniczym dotykiem Twych rąk tych,
którymi opiekuję się, rehabilituję i rozmawiam co dzień.
Amen!

niedziela, 24 października 2010

myśl z Kempis

Jezus zawsze ma wielu uczniów,
którzy kochają Jego królestwo niebieskie,
lecz niewielu tych, którzy niosą Jego krzyż.
Wielu jest tych, którzy pragną pocieszenia,
lecz mało tych, których przechodzą próby.
Zawsze znajdzie takich, którzy chętnie dzielą się swym stołem,
lecz mało tych, którzy wezmą udział w Jego poście.
Wszyscy chcą być z Nim szczęśliwi,
lecz mało kto chce cierpieć cokolwiek dla Niego.
Wielu idzie za Nim na łamanie chleba,
lecz nieliczni, aby napić się z kielicha Jego cierpienia.
Tak dużo osób wielbi Jego cuda,
a tak mało zbliża się do wstydu Krzyża.
Liczni kochają Go tak długo, dopóki nie spotykają ich trudności,
wielu chwali Go i błogosławi, dopóki otrzymują od Niego pociechę,
lecz niech się tylko na chwilę ukryje i pozostawi ich na moment!
Od razu popadają w narzekanie albo w głębokie odrzucenie.
Z kolei ci, którzy kochają Go dla Niego samego,
nie za pociechę dla siebie,
błogosławią Go zarówno w uciskach i cierpieniu serca,
jak i w blasku pocieszenia.
Nawet jeśli nigdy nie otrzymaliby od Niego pociechy,
zawsze będą chwalić Go i chętnie Mu dziękować.
Jakaż jest moc w czystej miłości do Jezusa,
miłości, która jest wolna od interesu własnego
i miłości własnej!

Tomasz z Kempis

wtorek, 19 października 2010

pojednanie

Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz
i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie,
zostaw tam dar swój przez ołtarzem,
a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim.
Potem przyjdź i dar swój ofiaruj (Mat. 5:23n).


Mam pojednać się z bliźnim,
zanim przyjdę w modlitwie do Boga – to wiem.
Ale Jezus mówi o czymś więcej.
Mam pojednać się z tymi, o których wiem,
że mają wobec mnie urazy, pretensje, żale.
Nawet te przeze mnie niezawinione.

Rozumiem, że jeżeli wyrządzę zło w stosunku do kogoś,
to trzeba przeprosić i ponieść swego czynu konsekwencje.
To ogólna zasada tzw. kultury osobistej.
Ale pojednać się z tym, kto ma do mnie żal nie wiadomo o co,
w sytuacji, której ja w ogóle albo mało co jestem winien?
Jezus nie mówi, że mam przepraszać, ale że mam się pojednać,
tzn. szukać porozumienia, zakopać dół niezrozumienia,
który powstał między nami. Pierwszy krok ma należeć do mnie!

Boże, ile razy przychodziłem do Ciebie
niepojednany z drugim człowiekiem?
Ile razy przychodziłem niepojednany przez moją winę?
O sytuacji, o której mówi Jezus, nawet już nie wspomnę.
Wiem, Boże, że podobają ci się ludzie,
którzy odkrywając pewne prawdy dotyczące swego życia,
ochoczo mówią jak Dawid: „Będę dążył do tego i to osiągnę!”
Potem realizują.
I ja ochoczo tak mówię.
Po latach porównasz moją ochoczość
z praktycznym urzeczywistnieniem Twych słów.

środa, 13 października 2010

Dobry Pasterz


Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę,
ale wdziera się inną drogą,
ten jest złodziejem i rozbójnikiem.
Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec.
Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu;
woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je.
A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele,
a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają
(J. 10:1-4).


Jezus jest Dobrym Pasterzem, który oddaje życie za owce.
Po czym owce poznają swego Pasterza? Po wyglądzie? Nie.
Poznają go po jego głosie,
kiedy Pasterz po imieniu woła swoje owieczki.
Wówczas wiedzą, że to nie obcy pasterz,
bo tylko ich Pasterz zna ich imiona
i tylko on tak troskliwie je woła.
Czy ja rozpoznaję głos mego Pasterza? Czy znam ten głos?
To nie jest tak, że Jezus nie przemawia dzisiaj do ludzi.
Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także i na wieki (Hebr.13:8).
Jezus się nie zmienił.
Zmartwychwstał i przemawiał do Marii,
do Pawła, do Ananiasza z Damaszku.
Oni znali głos swego Pasterza
i szli tam, gdzie ich prowadził.
I dzisiaj Jezus chce tak kierować mną. Mówi do mnie i do Ciebie:
Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was (J.14:18).
I przychodzi, tyle że często nie pozwalamy Mu
zbliżyć się do naszego życia zbyt blisko.
Nie chcemy dążyć do takiego życia, o jakim mówił Apostoł:
Teraz już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus (Gal.2:20).
Dlaczego?
Bo takie zobowiązania tak naprawdę komplikują nasze życie.
Nie chcemy i boimy się tego,
bo to za dużo nas kosztuje, wymaga od nas wyrzeczeń.
Życie w słuchaniu i posłuszeństwie głosowi Jezusa
na co dzień wymaga rezygnacji z wyuczonych przyzwyczajeń,
kiedy Jezus zacznie mówić:
„jeżeli Ja żyję w tobie, to czemu się dąsasz?”
Największą barierą, by usłyszeć
i PRZYJĄĆ głos Jezusa w swoim życiu jest nasze „ja”.

Mogę twierdzić, że Jezus jest Panem mojego życia,
jednak prawdą jest, że często panem mojego życia jest moje „ja”.
Ono często związuje ręce Jezusowi i odmawia Mu oddania mojej woli.

Tak samo jak kiedyś do Marii i Pawła, dzisiaj Jezus mówi do mnie.
Nieraz ciężko jest słuchać Jego głosu,
bo wymaga uniżenia się, zrezygnowania ze swoich racji,
ze swoich pomysłów, ze swoich wyuczonych zachowań, uzależnień.

Ale to jest istotą bycia chrześcijaninem nie tylko z nazwy.

poniedziałek, 11 października 2010

Przekonany realista, jeśli jest niewierzący,
zawsze znajdzie wystarczająco dużo siły,
by nie wierzyć w cuda,
a nawet jeśli spotka się z cudem
jako niezbitym faktem,
to raczej nie będzie dowierzał własnym zmysłom,
niż uzna ten fakt.

Wiara nie [...] wypływa z cudu, lecz cud z wiary.

F.Dostojewski

czwartek, 7 października 2010

koncert Syloe

W sobotę o godz. 18 w Krakowie,
w NCK-u, w sali 203 (mała sala koncertowa)
odbędzie się koncert zespołu Syloe;
śpiewamy repertuar: "Czy znasz Jezusa?"

Syloe to nazwa sadzawki w Jerozolimie
z czasów Jezusa, której woda miała
niesamowitą moc uzdrawiania.
Słowo Syloe zapożyczyliśmy z historii
Nowego Przymierza, aby nazwać nasz zespół,
z nadzieją, że ta społeczność,
na wzór tamtej wody, będzie miała podobną moc.
Będzie odrywała nas od rzeczywistości,
tworzyła przyjaźnie, rozwijała ducha...

I zaiste tak jest.
Śpiewamy już 5 lat.
Oprócz utworzonych przyjaźni,
tworzą się małżeństwa,
rodzą się dzieci;
zespół się zmienia.
W tym roku zespół mocno się odmłodził.
Posłuchajcie sami.

Zapraszam!

Poniżej umieszczam
naszą wizytówkową pieśń, Syloe,
którą zaśpiewamy w sobotę.


środa, 6 października 2010

zachęcający miłością

Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością (Mar.10:21).

Nigdzie nie zobaczymy Jezusa,
jak ciągnie kogoś za ucho i mówi: „chodź za Mną!”
Przeciwnie. Widzimy Jezusa,
jak przedstawiając konsekwencję wyboru
mówi: „decyzję podejmij sam”.

Jezus zwerbowałby dla Ojca
o wiele więcej posłusznie wierzących ludzi,
gdyby użył swej mocy,
uderzając piorunem z nieba w paru niegodziwców.
Ale nie o posłuszeństwo w Ewangelii chodzi.
Chodzi o miłość. Miłość człowieka do Boga.

A tylko otrzymując miłość, można odpowiedzieć miłością.
Przymus nie jest środkiem podboju ludzkich serc.

Dlatego Bóg proponuje, nie zmusza:
„Zbliżcie się do Mnie, a ja zbliżę się do was”. (por. Jak.4:8)
Nie sposób jest zrozumieć kogoś, kogo nie zechce się poznać.

Bóg nie wybrał ekonomicznej drogi zbawienia świata.
Spoglądając z miłością na człowieka, ryzykuje tym,
że stanie się bezsilny, gdy obdarowana miłością osoba
postanowi tym uczuciem wzgardzić.

Bóg w całej swojej mocy nie może zrobić tylko jednej rzeczy;
zmusić kogoś do miłości.

sobota, 2 października 2010

chrzest

Mat. 3:13-17
Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana,
żeby przyjąć od niego chrzest.
Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc:
To ja potrzebuję chrztu od Ciebie,
a Ty przychodzisz do mnie?
Jezus mu odpowiedział:
Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko,
co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony,
natychmiast wyszedł z wody.
A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego
zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego.
A głos z nieba mówił:
Ten jest mój Syn umiłowany,
w którym mam upodobanie.


Ewangeliści Marek i Mateusz relacjonują,
że Jan Chrzciciel nawoływał żydów do
chrztu nawrócenia na odpuszczenie grzechów (Mar.1:4).
I zapisują, że z prośbą o udzielenie takiego chrztu
przychodzi do Jana sam Pan Jezus.
Jezus jednak nie popełnił żadnego grzechu,
z którego miałby pokutować;
przychodzi jednak do Jana Chrzciciela i prosi,
aby ten zanurzył Go w wodzie.
Co robi Jan Chrzciciel? Zachowuje się zrozumiale.
Mówi: „Panie, przecież Ty nie potrzebujesz chrztu pokuty, jak inni.
Nie potrzebujesz odpuszczenia grzechów,
ponieważ nie zgrzeszyłeś. Dlaczego więc prosisz o to,
żebym to ja Cię ochrzcił.
To ja, Panie, potrzebuję chrztu od Ciebie”.

Jan powstrzymuje Jezusa od tego co chce zrobić.
Jezus dobrze Go rozumie i nie odpowiada, jak Piotrowi:
„Idź precz szatanie”, kiedy ten powstrzymywał Go
od myślenia o śmierci i mówił, że nie może umrzeć.

Jezus do Jana zwraca się w innych słowach, niż do Piotra:
Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić
wszystko, co sprawiedliwe.


Jezus nie został ochrzczony na dowód tego,
że pokutował z grzechów, gdyż ich nie miał
i nie miał za co pokutować. Został ochrzczony,
by wypełnić wszystko, co sprawiedliwe.
Jezus dając się zanurzyć w wodach Jordanu utożsamił się
z nami grzesznikami. Chociaż nie miał grzechu,
dał się ochrzcić, by pokazać nam drogę naszego oczyszczenia.

Jezus samym sobą daje przykład,
że my powinniśmy postąpić tak samo, jak On.
Ap. Piotr zapisał, że Jezus
„dał nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady (1P.2:21).”

Jezus nie musiał przyjmować chrztu,
ale przyjął go, bo był posłuszny Bogu
i przez to wypełnił wszystko, co sprawiedliwe.
Jeżeli Jezus przyjął chrzest,
to tym bardziej powinniśmy zrobić to my.
Przyjąć chrzest w imię Jezusa Chrystusa.

W tym miejscu chcę podkreślić.

Wolą Bożą dla naszego życia jest to,
abyśmy świadomie, z własnej woli, przyjęli chrzest.

To jest wola Boża wobec tych wierzących,
którzy nie zdecydowali się jeszcze tego zrobić.
Bóg ma plan dla naszego życia i chce go zrealizować.
Tylko my sami możemy Mu w tym przeszkodzić.

Łukasz ewangelista zanotował
(mowa tu o chrzcie Jana, ale dzisiaj nie ma już takowego chrztu
i słowa te tyczą się chrztu w imię Jezusa):
Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie
udaremnili zamiar Boży względem siebie,
nie przyjmując chrztu od Jana (Łuk.7:30).


To jest wola Boża względem nas. „Przyjmijcie chrzest”.
Dlatego, pierwsze do czego wzywa ap.Piotr,
kiedy przemawia do ludu w dniu Pięćdziesiątnicy
jest wezwanie do nawrócenia się i przyjęcia chrztu.

Nawróćcie się i niech każdy z was
przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa
na odpuszczenie grzechów waszych,
a otrzymacie w darze Ducha Świętego (Dz.A.2:38).


Wolą Boża dla naszego życia jest nie tylko chrzest,
ale również podczas chrztu przyjęcie w darze Ducha Świętego
(o ile chrzest wodny łączy się z chrztem serca).
Bóg chce mieć ze swymi dziećmi łączność,
a tą łączność możemy mieć z nim tylko przez Jego Ducha.

Dlatego ap.Paweł napisał do Galatów:
Na dowód tego, że jesteście synami,
Bóg zesłał do serca naszych Ducha Syna swego,
który woła Abba, Ojcze! (Gal.4:6).


Bóg chce, aby Duch Święty pobudzał naszego ducha w wołaniu,
„Abba, Ojcze!”
Ojciec dał nam Ducha Świętego,
abyśmy mogli utrzymywać bliską z Nim więź.

Sprawiedliwy z wiary żyć będzie (Rzym.1:17)
– pisze ap.Paweł. Aby być tego uczestnikiem,
trzeba przyjąć to słowo przez wiarę,
przez wiarę dać się ochrzcić
i przez wiarę przyjąć Świętego Ducha.

Chrzest jest początkiem drogi chrześcijanina.
Nauczanie apostolskie mówi o dwóch warunkach,
by się ochrzcić:
nawrócić się
i uwierzyć w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa
jako swego osobistego Zbawiciela.
Jeżeli uwierzyłeś, że Jezus jest Twoim Panem,
Bóg – Ojciec wzywa Cię do identyfikacji ze swoim Synem
zarówno w podobieństwo Jego śmierci (zanurzenie w wodzie),
jak i w podobieństwo Jego zmartwychwstania (wynurzenie z wody)
[por. Rzym. 6:1-14].