niedziela, 28 listopada 2010

nawet usta dzieci Go chwalą

O Panie, nasz Boże,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!
Tyś swój majestat wyniósł ponad niebiosa.
Sprawiłeś, że nawet usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę,
na przekór Twym przeciwnikom,
aby poskromić nieprzyjaciela i wroga.

Ps. 8:2n

sobota, 27 listopada 2010

alternatywa dla hipokryzji

Alternatywą dla hipokryzji
może być tylko doskonałość lub uczciwość.
Ponieważ nigdy nie spotkałem osoby,
która kocha Pana Boga naszego
z całego serca, z całej duszy swojej
i z całej myśli swojej,
a swego bliźniego kocha jak siebie samego,
nie traktuję doskonałości jako opcji realistycznej.
Pozostaje nam więc uczciwość.


P. Yancey

wtorek, 23 listopada 2010

co chcesz, abym ci uczynił?


Jezus przystanął i rzekł:
„Zawołajcie go”.
I przywołali niewidomego,
mówiąc mu:
„Bądź dobrej myśli,
wstań, woła cię”.
On zrzucił z siebie płaszcz,
zerwał się na nogi
i przyszedł do Jezusa.
A Jezus przemówił
do niego:
„Co chcesz, abym ci uczynił?”
Powiedział Mu niewidomy:
„Rabbuni, żebym przejrzał”.
Jezus mu rzekł:
„Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Natychmiast przejrzał
i szedł za Nim drogą
(Mar. 10:49-52).


Mimo, iż Jezus doskonale wiedział,
czego chce ślepy Bartymeusz, jednak zapytał:
Co chcesz, abym ci uczynił?
Dziwne pytanie.
Cóż innego może chcieć ślepiec, jeśli nie przejrzenia?
Jezus jednak pyta. Zawsze pyta.
Bartymeusz odpowiada, wie, o co prosi.
Musimy i my wiedzieć.
Proszących bowiem Jezus pyta:
Co chcesz, abym ci uczynił?
Poznanie swego grzechu jest jedyną drogą do pokuty
i do stawania się coraz bliższym Bogu.
Pokuta ma napędzać nasze chrześcijańskie życie,
bowiem grzeszymy i musimy pokutować.

A my często pokutujemy, nie pokutując.
Mówimy: „Przepraszam za moje grzechy, za uchybienia,
jeśli miały one miejsce czy to w myśli, mowie, czy w czynie”,
czy „przepraszam za cokolwiek, w czym przeciw Tobie zawiniłem”.
Bóg nie lubi sloganów, oklepanych zwrotów,
które już dawno straciły na swej autentyczności.
Czy wypowiadając takie słowa, znamy swój grzech?
Czy te słowa „jeśli miały” nie zasłaniają go?
Dobrze jest nazywać przed sobą i przed Bogiem konkretny grzech.
Nazwać z imienia swoją upadłość.
Świadczy to, że myślimy o tym, co robimy źle
i faktycznie chcemy pokuty.

Wypowiadając słowa „przepraszam za to, czymkolwiek zgrzeszyłem”,
nie wiemy tak naprawdę, za co przepraszamy. Są to słowa puste.
Bez znaczenia. Dlatego mówiąc słowo grzech,
miej na myśli konkretny grzech.
Nazwij go przed Bogiem,
by jeszcze mocniej się zawstydzić przed Panem
i poczuć potrzebę zmiany.

Wyznaję przed Bogiem, jakie są moje priorytety.
Mogę bowiem być nieszczery względem siebie i Boga.
Mogę mówić „Bóg jest najważniejszy”,
a inwestować tylko w siebie.
Mogę szukać tłumaczeń w dążeniu do swoich pragnień,
mówiąc, że coś jest niezbędne dla mego życia.
A często tak nie jest.
Mogę szukać wymówek zamiast wyrzeczeń.
Wreszcie mogę wszystko zasłonić słowami
„wszystko oddaję Bogu”,
a dobrze jak oddałbym chociaż dziesięcinę z mojego życia.
Poprzez piękne słowa mogę zamydlać obraz samego siebie.
Mogę polubić bycie ślepym. Ślepota może być moją wygodą.

sobota, 20 listopada 2010

wołanie


A słysząc,
że to Jezus z Nazaretu,
zaczął wołać:
Jezusie, Synu Dawida,
ulituj się nade mną!
Wielu nastawało na niego,
żeby umilkł.
Lecz on jeszcze głośniej wołał:
Synu Dawida, ulituj się nade mną!
(Mar. 10:47n)


Bartymeusz woła głośno:
Jezu, ulituj się nad mną!
Ucisza go tłum.

I my siedzimy prze drodze,
jak żebrak Bartymeusz ubodzy i biedni;
żebrzemy jak on.
Żebrzemy, bo żyjemy z łaski.
Ale nic się nie zmieni w naszym życiu,
jeżeli nie zawołamy jak ślepiec.
A kiedy zapragniemy innego życia,
zdecydujemy i zaryzykujemy zawołać,
będą nas uciszać.
Kto?
Ucisza nas brak czasu.
Ucisza zmęczenie, praca, pęd za tym, by „mieć”.
Niekiedy po prostu nie chcemy wołać albo wołamy,
nie chcąc przejrzeć.
Bez głębszej refleksji,
wyuczonymi „świętymi” zwrotami mówimy:
„Jezu, potrzebuję Ciebie”,
ale jednocześnie związujemy Mu ręce,
odmawiając poddania swej woli.
Wołamy, ale to nic nie zmienia.
Dlaczego?
Nie wołamy jak wołał Bartymeusz.
Wołanie Bartymeusza to wysiłek przebicia się przez tłum.
Nasze wołanie jest często krótkotrwałym,
połowicznym wysiłkiem.
Czy my w ogóle chcemy przejrzeć?
Jezus nie dotyka ludzi niezdecydowanych,
którzy nie decydują się na serio,
całym sobą Jemu się oddać, zaufać.

Żyjemy w pędzącym świecie,
nasze umysły zajmowane są do granic możliwości.
Wszystko po to, byśmy nie zawołali.
A jak zawołamy, to abyśmy przestali.
Nie podejmując decyzji,
by przebić się przez oślepiający i zagłuszający tłum,
podejmujesz decyzję bycia ślepcem.
Brak decyzji jest decyzją.

Warunkiem uzdrowienia jest zawołać/wołać jak Bartymeusz.
Z gotowością, by przejrzeć!

niedziela, 14 listopada 2010

Ślepota


Gdy wraz z uczniami
i sporym tłumem
wychodził z Jerycha,
niewidomy żebrak,
Bartymeusz, syn Tymeusza,
siedział przy drodze
(Mar. 10:46).


Ślepota jest zamknięciem się
na prawdę o sobie i życiem w iluzji.
Jest brakiem zgody na swoje
słabości, błędy, grzechy.
To tworzenie nierealistycznego obrazu siebie.
Szczególnie dostrzegalna wtedy, gdy ktoś mówi nam,
że coś źle zrobiliśmy. Ciężko jest przyjąć krytykę.
Mówimy w większym natężeniu decybeli: „ja?, nie, mylisz się!!!”
albo jak ktoś mówi podczas rozmowy, w której się uniesiemy:
„Nie denerwuj się”, naszą reakcją jest wówczas:
„Przecież się nie denerwuję!!!”
Łatwo zachorować na tę chorobę, kiedy ktoś wykazuje nasz błąd.

Na ślepotę jest tylko jedno lekarstwo.
Uczyć się patrzeć oczyma Boga, z wysokości trzeciego nieba.
Tej umiejętności nie nabędę sam.
Nauczyć mnie tego może, tylko Chrystus.

Wśród Żydów krąży opowieść:
„Gdy rabin Jochanan ben Zakkai umierał,
jego uczniowie zgromadzili się wokół łoża chorego
i poprosili o błogosławieństwo.
Rabin powiedział wówczas:
‘Oby wasz lęk przed Bogiem był tak silny,
jak wasz strach przed ludźmi!’
‘To wszystko?’
– zapytali uczniowie –
rozczarowani skromnością błogosławieństwa”.


To dziwne, ale obawa przed reakcją ludzi
na nasze zachowanie jest nieraz większa niż obawa,
jak na to wszystko spojrzy Bóg.
Czy poszedłbyś do kościoła, gdybyś wiedział,
że będą tam pokazywać film o tym,
w jaki sposób zachowywałeś się przez ostatni tydzień?
Ludzki wzrok jest o wiele boleśniejszy do zniesienia niż Boży.
Można mieć większy respekt przed ludźmi niż przed Bogiem.
I nieraz trzeba przyjąć gorzką pigułkę:
„Jestem pozorantem i oszustem”.
Ślepota na Boga – choroba tego świata.
Czy ty też chorujesz? Ja, bywa, że tak.

sobota, 13 listopada 2010

błogosławieństwo franciszkańskie

Niech Bóg ci błogosławi niezadowoleniem
z łatwych odpowiedzi, półprawd i płytkich relacji,
abyś mógł żyć z głębi swego serca.

Nich Bóg ci błogosławi gniewem
na niesprawiedliwość, ucisk i wyzysk człowieka,
abyś mógł pracować dla sprawiedliwości, wolności i pokoju.

Nich Bóg ci błogosławi łzami,
byś je wylewał nad znoszącymi ból, odrzucenie, głód i wojnę,
abyś wyciągnął swą dłoń, pocieszył ich
i zmienił ten ból w radość.

I niech Bóg ci błogosławi odrobiną głupoty,
abyś uwierzył, że można zmienić świat,
i robił to, co inni uważają za niemożliwe,
niosąc sprawiedliwość i dobro wszystkim dzieciom i ubogim.

piątek, 12 listopada 2010

co u Lidzi?

Ojcze, dziękuję, że jesteś,
kiedy idę do Ciebie
ale i kiedy tracę Cię z oczu.
Dziękuje, że to nie ja
– jak nieraz zuchwale mi się wydaję –
walczę o Ciebie,
ale że to Ty walczysz o mnie.
Dziękuję, że kiedy odchodzę, tęsknisz za mną
i dajesz Siebie w najlepszy dla mnie sposób.



Odwiedziłem dzisiaj Lidzię, o której, kiedyś już wspominałem
w jaki sposób Bóg sprawił, żeśmy się poznali.
Od tamtej pory poszczę i modlę się za nią.

Lidzia została już wypisana ze szpitala;
dobiła do 37 kg wagi.
Obecnie jest u siebie w domku.
Niestety nabawiła się ostatnio wirusa żołądkowego
i schudła do 35 kg.

Przed przyjazdem do niej modliłem się,
by Bóg pobłogosławił ten czas.
By przeszedł przez nas do nas.
I taki był ten dzień, niezwykły...
rozmowy, modlitwy, śpiew
przyniosły nam radość
ze spotkania z Ojcem.


Lidzia wygląda zdecydowanie lepiej niż ostatnio.
Chce walczyć, choć organizm buntuje się
w przyjmowaniu posiłków.

Straciła już paru przyjaciół,
którzy przegrali walkę z anoreksją.
One chce walczyć i wygrać.


Dzięki Ojcze,
że choć trochę, mogę walczyć z nią.
Dziękuję, że
tak szybko zabliźniasz
ludzi z ludźmi.
Dzięki, że stworzyłeś uczucia, więzi, przyjaźnie;
na przekór wszystkim, którzy nie wierzą w ich szczerość.


Kochani, kto wierzy,
że Jezus Chrystus może pomóc Lidzi
w walce z anoreksją, proszę o modlitwę.

poniedziałek, 8 listopada 2010

wytrwałość

Łuk. 18:1-8

1. Powiedział im też przypowieść o tym,
że zawsze powinni modlić się i nie ustawać:
2. W pewnym mieście żył sędzia,
który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.
3. W tym samym mieście żyła wdowa,
która przychodziła do niego z prośbą:
Obroń mnie przed moim przeciwnikiem.
4. Przez pewien czas nie chciał;
lecz potem rzekł do siebie:
Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę,
5. to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa,
wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca
i nie zadręczała mnie.
6. I Pan dodał: Słuchajcie,
co ten niesprawiedliwy sędzia mówi.
7. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych,
którzy dniem i nocą wołają do Niego,
i czy będzie zwlekał w ich sprawie?
8. Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę.
Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi,
gdy przyjdzie?


Jezus wypowiedział tą przypowieść
w kontekście wytrwałej modlitwy, dniem i nocą.
Natrętną wdowę wysłuchaną przez bezdusznego sędziego
przyrównał do ludzi wiary, których Bóg bierze w swą obronę,
kiedy Ci zwracają się do Niego;
zwracają WYTRWALE.

Jeden warunek: WYTRWAŁOŚĆ.

Jeżeli nieprzychylny kobiecie sędzia wysłuchuje ją wreszcie
ze względu na jej natarczywość,
to o ileż chętniej zareaguje Bóg na twój upór w modlitwie.

„Ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa,
wezmę ją w obronę…”


Wyrażenie „naprzykrzać” może być tłumaczone różnie,
ale dosłowna jego tłumaczenie to
„przyprawiać o sińce przed oczyma”.

Kiedy modlimy się możemy nieraz czuć się, jak wdowa:
bezsilni, zapomniani, niezrozumiali,
cierpiący niesprawiedliwość,
niepewni odpowiedzi w wołaniu o pomoc,
bo dowodów (prócz wiary), że Bóg odpowie, nie ma.

Rzeczywistość jest jednak inna.
Mamy w niebie „arcykapłana wielkiego,
który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego”

który umożliwia nam bezpośredni kontakt
z kochającym nas Ojcem, który inaczej niż niewrażliwy sędzia
z przypowieści, troskliwie pochyla się nad naszą osobą.

I choć być może nie otrzymamy odpowiedzi
w oczekiwanym przez nas czasie,
mamy zapewnienie Bożej pomocy!!!
Nie zawsze według naszych wyobrażeń,
ale za to według wyobrażeń Boga, zawsze lepszych.

Jeżeli wdowa otrzymała pozytywną odpowiedź
od niesprawiedliwego sędziego
to czyż „Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych,
którzy dniem i nocą wołają do Niego?”

Jedynym warunkiem jest WYTRWAŁOŚĆ,
w której nie tylko chodzi o sprawdzian naszej wiary,
ale o przemianę nas samych – o ufność w Boże obietnice,
ufność Ojcu, który w najlepszy dla nas sposób troszczy się o nas.

Nie wiem dlaczego Bóg odpowiada w różnym czasie!
Nie wiem dlaczego nieraz odpowiada, tak, jakby nie odpowiadał.

Wierzę jednak, że w swej wszechwiedzy decyduje najdoskonalej.
Wierzę, że w swej suwerenności przewidział
miejsce dla naszych modlitw.

Wierzę, że ZAWSZE wysłuchuje.


W piątek dostałem wiadomość od przyjaciółki:
„Mama chce wziąć chrzest w wodzie.
Jeszcze trudno mi w to uwierzyć,
że to dzieję się naprawdę.
Jak tylko wrócę do domu, pozwolę sobie płakać.
10 lat modlitw i Bóg wysłuchał.
Jest cudowny.
Czekam na więcej moich bliskich.
Przydaj mi wiary Panie”.

10 lat modlitw.
Codziennie te same prośby.
„Boże, ulecz moją mamę!”
Łatwiej pisać o 10 latach modlitw,
niż je przeżyć;
niż przez tak długi czas
rozpychać się w sali sądowej by spotkać się z sędzią;
bezustannie wierzyć, że jednak wysłucha.

W tych 10 latach rzeczywistość nie przynosiła zbytniej nadziei.
Alkoholizm, marskość wątroby, zaćma Teresy.

Nadzieję można znaleźć TYLKO w Bogu!!!


Bóg nie zawiódł,
Bo On NIE ma zwyczaju zawodzić.

Tylko, ta nasza wytrwałość…
sprawia, że to my zawodzimy.

Dlatego Jezus kończy swoją lekcję kłopotliwym pytaniem:
Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi,
gdy przyjdzie?

piątek, 5 listopada 2010

Otwórz nasze oczy

Panie, otwórz nasze oczy,
abyśmy w naszych braciach i siostrach
Ciebie rozpoznali.

Panie, otwórz nasze uszy,
abyśmy usłyszeli płacz i wołanie głodnych,
zmarzniętych, przerażonych
i zgnębionych.

Panie, otwórz nasze serca,
abyśmy potrafili kochać siebie
tak jak Ty nas kochasz.

O Boże, daj nam, proszę,
dar z wszystkich, jakie znamy, najcenniejszy:
serce przepełnione miłością do Chrystusa.
Amen.

(Matka Teresa)

wtorek, 2 listopada 2010

zatrzymaj się

W niedzielny poranek pomyślałem,
że być może tak właśnie wyglądał
obłok, który prowadził Izrael po pustyni.


Niebiosa głoszą chwałę Boga,
Dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza (Ps.19:2).


Wczoraj z poranka na spacerze po lesie z przyjaciółmi
kolorowe gile zalatywały nam drogę.



Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia,
świat i jego mieszkańcy (Ps.24:1).


Dzisiaj w pochyleniu nad psalmem...

Zatrzymajcie się i wiedźcie, że Ja jestem Bogiem,
jestem ponad narodami, jestem ponad ziemią (Ps.46:11)


…zrodziła się refleksja.

Musimy się zatrzymać!

To nie jest łatwe we współczesnym świecie,
który promuje i nagradza szybkość i efektywność.
Szybciej i intensywniej to hasło tego świata.

Świat występuje przeciwko Bożemu słowu: Zatrzymaj się!
Skwapliwie zabiera wszelkie okazje,
by się zatrzymać i zobaczyć Boga w artyzmie Jego stworzenia.

Wszystko po to, by nie uznać drugiej części słów Najwyższego:
Ja jestem Bogiem,
jestem ponad narodami,
jestem ponad ziemią.


Natomiast, aby zobaczyć Boga w Jego dziele, aby Go uwielbić,
trzeba się zatrzymać się w codziennym biegu,
uwrażliwić pięknem od Niego dla nas stworzonym i dostrzec je.
To tak naprawdę czyni człowieka wolnym i szczęśliwym.