czwartek, 13 stycznia 2011

poza Chrystusem


Chrześcijaństwo bez relacji
z Chrystusem
staje się na ogół
teoretyczne i martwe.
Człowiek będzie się spełniał
w dyskusjach, dociekaniach,
nabywaniu wiedzy,
ale ciągle będzie jak
ten, który pije,
ale cięgle pragnie,
spożywa,
ale nadal łaknie.
Chrześcijaństwo poza partnerstwem z Jezusem
staje się obyczajem,
religią nakazów i zakazów,
czynnością którą uprawiamy.
Jest jak przebywaniem za szybą,
w szczelnie zamkniętym pokoju,
gdzie z czasem zabraknie tlenu
i przebywający w nim zaśnie.
Chrześcijaństwo poza więzią z Chrystusem
zwykle zamyka się w jedyne najjezusowsze kościoły,
gdzie o Chrystusie się uczy,
zamiast uczyć się Chrystusa.

22 komentarze:

  1. Fajnie, że o tym piszesz.

    Relacja między formą a treścią.

    Forma, choćby najpiękniejsza, pozostaje tylko opakowaniem, sama w sobie jest tylko skorupą.

    Dopiero treść nadaje jej sens.

    Warto wiedzieć, czym się człowiek napełnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chrześcijanin to dzisiaj tak wyświechtane słowo, że powoli tracę do niego zaufanie. Teraz każdy może nazywać siebie chrześcijaninem, nawet jak nie ma żadnej relacji z Chrystusem. Kiedyś tak nie było.

    Wszystko prawda co piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ Wy wszyscy jesteście mądrzy. "Kiedyś tak nie było", "Wyświechtane słowo", "traci sens". Dobrze, że WY tacy nie jesteście, cieszcie się i módlcie dziękując Panu, że Was stworzył lepszymi. Amen

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy, nie irytuj się tak... ;-)
    Bóg nie starza lepszych i gorszych. To człowiek wybiera jaki chce być, Bóg dał każdemu wolną wolę i prawo do podejmowania decyzji. Jeśli nie masz relacji z Chrystusem i nie doświadczasz Jego bliskości w swoim życiu, a chciałbyś żeby to się zmieniło, to zwróć się z tym szczerze do Jezusa. Zapewniam, że On przyjmuje każdego kto pragnie żyć w relacji z Nim. On nie robi podziału na lepszych i gorszych. Każdy kto pragnie, niech do Niego przyjdzie...
    Kiedy Jezus chodził po ziemi, przychodzili do Niego nawet ci "najgorsi" - grzeszni, pogardzani przez innych ludzi, a On przemieniał ich życie i przyjaźnił się z nimi. Nikogo nie odrzucił.
    Wiesz, ja dziękuję Bogu, że stworzył Ciebie :-)
    Bóg niczego nie stwarza bez celu, pragnie aby każdy człowiek oddał Mu swoje serce.
    Pozdrawiam. Monika

    OdpowiedzUsuń
  5. Chrześcijanie-hipokryci z uśmiechem na twarzy

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy, czyli po Twoim wpisie rozumiem, że nie jesteś zainteresowany relacją z Chrystusem, a bardziej tym, żeby rzucać oszczerstwa na chrześcijan... Przykre to... Wiesz, nikt nie dał Ci takiego prawa by w ten sposób osądzać innych ludzi i tak generalizować.
    A może to tylko prowokacja, bo potrzebujesz sobie z kimś pogadać?... ;-)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  7. Kto pierwszy anonimowa Moniko zaczął krytykować innych?Przeczytaj wpisy powyżej mojego. Słodka moja panienko pysieńko

    OdpowiedzUsuń
  8. Wystarczy tylko "Moniko"... te pozostałe epitety są zupełnie zbędne (swoją drogą, po Twoim wcześniejszym wpisie, zakrawają na hipokryzję ;-)).
    Myślę, że nie rozróżniasz krytyki zjawiska od krytyki człowieka i stąd masz problem.
    Monika

    PS. Ja się zawsze na końcu podpisuję imieniem, więc nie jestem anonimowa w przeciwieństwie do Ciebie anonimowy Anonimowy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie, dlaczego na hipokryzję, tak ślicznie operujesz znaczkami nawiasu i dwukropków, stwarzając w ten sposób słodkie uśmiechy, że z chęcią Cię nazwałam, jak nazwałam. Ponadto, może macie rację, może chrześcijan już nie ma, wystarczy spojrzeć na was. Hipokryzja, krytykanctwo i to wszystko z uśmiechem na twarzy. Jesteście raczej sektą. Wyrzywam się?Zaczęliście pierwsi. Każdy szuka Boga jak chce i nic wam do tego, a krytykowanie tego sposobu jest niegodne. Kontakt z Bogiem?To sprawa mocno względna. Nie każdy jest wiecznie uśmiechającym się, fałszywym chrześcijano podobnym pajacem. Niektórzy mają trochę bardziej skomplikowaną sytuację. No Moniko, uśmiechnij się do mnie jesczze, chociaż elektronicznie

    OdpowiedzUsuń
  10. :-)
    Monika

    PS. Mam stalowe nerwy :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy, życzę Ci więcej dystansu, pogody ducha i chyba przede wszystkim wewnętrznego pokoju... skoro napisałeś o jakiejś swojej skomplikowanej sytuacji.
    Bóg Cię naprawdę kocha (i to nie żaden slogan, tylko prawda).
    Monika

    PS. Tym razem bez żadnego znaczka, bo zauważyłam, że chyba to Cię irytuje...

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja wam wszystkim życzę, żeby wam łuski spadły z oczu i żebyście zamiast chrzanić, zaczęli działać. I nie obrażali ludzi i różne ich podejście do Pana. Wiem, że mnie kocha, ale nie czuję tego ze strony chrześcijan. Wszystko, do czego się sprowadza wasze działanie, to gadanina, pieprzenie o miłości, ja chcę prawdy. Powiesz coś w waszym stylu, jesteś ok, typu "chrześcijan nie ma, wszystko to brednia, nie potrafią wdać sięw relację z Jezusem", ale dodasz "Bóg cię kocha" i jesteś chrześcijaninem. Gdzie tu sens?Nie wiem, ja tylko mówię co widzę. Skoro macie prawo krytykowac podejście innych ludzi do Boga, czemu ja nie mogę krytykować waszego podejścia do Boga i ludzi?Czemu wy macie takie prawo, a ja nie?I to ja jestem zdenerwowana nie wy, to ja mam problem, bo nie krytykuję tych, których chcecie, bym krytykowała i nie tak, jak wam się to podoba. czytają cto rozmyslacie,jakim jestem chorym, niesczęśliwym człowiekiem,nie myśląc, co wy robicie.taka jest specyfika chrześcijan.Przykro mi, wasza.

    OdpowiedzUsuń
  13. O jakim działaniu piszesz? Co masz na myśli?

    "Wiem, że mnie kocha, ale nie czuję tego ze strony chrześcijan."
    Wiesz, po tym co napisałaś/napisałeś, ja też nie czuję z Twojej strony miłości do chrześcijan... Może warto się zastanowić dlaczego tak się dzieje... I nie oskarżać wyłącznie innych.
    Monika

    PS. Jak masz na imię?

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, zrób to, co umiecie najlepiej-chrzań i się uśmiechaj, jedyna działalność chrześcijan w tym kraju.Buziak ciziuniu

    OdpowiedzUsuń
  15. Przykro czytać to co piszesz...
    Masz rację, dalsza rozmowa nie ma sensu.
    Dobrej nocy.
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  16. wiesz, przeczytaj sobie kilka z "artykułów", jakie gość tu powypisywał i powiedz jeszcze raz, że nie mam racji. Dobrej nocy

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie sposób idąc za Jezusem nie zadać
    sobie pytań: „Jakim jestem uczniem Chrystusa?
    Na ile zrozumiałem Jego słowa i na ile zapisały się one we mnie?
    Czy je tylko znam i cytuję, czy nimi żyję
    i je czynię?”
    Sumienie podpowiada, że dość łatwo
    zadomowiły się
    w umyśle. Trudniej Boże słowo zamienić
    w osobistą rzeczywistość.

    Tego, jak zamienia je Monika, Sławek, Palabra,
    autor bloga, nie możesz jednak ocenić.
    Nie znasz naszego życia.

    Rozumiem Cię, że szukasz prawdy,
    ale nie znajdziesz ją w człowieku,
    bo pewnie na samym ap.Piotrze byś się zawiodła,
    bo i On miał problem z hipokryzją,
    choć był pełnym Ducha Świętego chrześcijaninem.

    Jedynym na kim się nie zawiedziesz jest
    Jezus Chrystus.

    Ja Go naśladuję, modlę się by mądrze i dobrze.
    Wiem, że we mnie mieszka, choć Go zawodzę
    i zdarza się, że postępuje niemądrze.

    Piszę nie osądzając personalnie, bynajmniej,
    ale wskazuję (w powyższej refleksji) na stan,
    który kiedyś mnie charakteryzował.
    Napisałem do czego może prowadzić życie
    z plakietką i szyldem "chrześcijanin" bez relacji z Chrystusem.

    Jeżeli chcesz ze mną porozmawiać
    (ten "gość" to ja)
    to oto mój adres mailowy:
    radeksiewniak@poczta.fm

    Napisz mi swój telefon, a ja zadzwonię
    i może konstruktywnie porozmawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Niedawno mój znajomy napisał coś takiego - wszystkie kościoły uważają, że tylko one mają rację. A gdyby tak ich członków posadzić przy jednym stole i by im tak kazać powiedzieć sobie w twarz "tylko ja mam rację!" wyszłoby coś naprawdę groteskowego. Co do wcielania w życie - czytałam kiedyś, jak to dwójki chrześcijan podeszła dziewczyna z ruchu Hare Kryszna. Gdy dowiedziała się, że jej rozmówcy są chrześcijanami, skrzywiła się i powiedziała: "No tak, chrześcijanie... To tylko słowa i słowa...". I moim zdaniem niestety, ale dużo racji było w tym co powiedziała. Europejskim chrześcijanom wydaje się, że skoro od stuleci są "chrześcijańscy" to ich nic nie zobowiązuje. Czasem sobie myślę, że Bóg musi się śmiać kiedy słyszy nasze wszystkie teologiczne dysputy na tematy naprawdę błahe. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. A czy w ogóle może istnieć chrześcijaństwo bez Chrystusa? Moim zdaniem nie, bo to będzie tylko fikcja.

    OdpowiedzUsuń
  20. ... ale jeśli jest więź z Chrystusem, to dyskusje, dociekanie, nabywanie wiedzy jest rzeczą piękną! Kocham to ja, kochasz to i ty, drogi autorze bloga, bo widziałem twoją domową "bibliotekę". Kiedy się kocha Jezusa, wtedy chce się o Nim rozmawiać. A skąd my możemy wiedzieć kto ma relację z Chrystusem i jaką, oprócz nas samych? Czy możemy wyrobić sobie taką opinie na podstawie "drętwej" modlitwy, suchego wywodu teoretycznego? A co jeśli ten ktoś inaczej nie umie? Wewnątrz może być piękno, którego nie da się wydobyć.
    Ja widzę trochę inne zjawisko. Kościoły bez relacji z Chrystusem się wyludniają. Ludzie nie szukający Pana odchodzą. Ci, którzy rozmawiają o Nim, zasługują na szacunek, jeśli o przyjaźni czy choćby zrozumieniu mowy być nie może.
    Pozdrawiam, Samuel

    OdpowiedzUsuń
  21. Samuel, w tej relacji wielkość "biblioteki"
    i wiedzy nie koniecznie idzie w parze
    z więzią z Jezusem. Nie piszę bowiem o wiedzy
    o Jezusie, ale o kontakcie z Jezusem.
    Wszak codzienne życie z Jezusem można zamienić
    na przeintelektualizowany system doktryn,
    w którym zagubimy Jezusa. Nie piszę
    o rodzaju modlitwy, czy wywodach słownych.
    Ja piszę o uczuciach wobec Jezusa i codziennej obecności dla Niego, tak jak On codziennie
    jest obecny dla nas.

    Jezus mówi o poznaniu jedynego Boga - Ojca,
    i poznaniu Siebie, Syna Bożego.
    Poznać w etymologii języka w którym Jezus wypowiadał te słowa oznacza najbliższą więź,
    intymność relacji.
    Zarówno wobec Ojca, jak i Syna.

    O tym właśnie piszę.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  22. Dla mnie nic nowego. Zawsze były dwie strony medalu, zawsze znalazł się ktoś bliski Bogu i zawsze znalazł się ktoś Bogu daleki. Kwestia w tym wszystkim jest taka, co my chcemy z sobą zrobić. Czy obecny stan "nauczania o Chrystusie" jest nam wygodniejszy od stanu "nauczania Chrystusa"?
    Dobrze jest, kiedy czujemy wewnętrzną potrzebę silniejszej relacji z Bogiem i tą potrzebę zamieniamy w konkretny czyn.

    OdpowiedzUsuń